Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza polska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2026

Pamięć, która uzależnia (H. Dikta, Zabliźnianie)

 

Tom prozy żałobnej Hanny Dikty z jednej strony wpisuje się w tradycję podobnych utworów, których przecież w literaturze mamy wiele, z drugiej dokonuje ważnego gestu przepisania tego, co mogłoby być tylko i aż pożegnaniem. W paradoksie mówienia o śmierci tak, iż w rzeczywistości mowa jest o życiu, autorka zbliża się do obrazowania, które znamy z „Na przecięciu arterii” Krzysztofa Sieczka. Jednocześnie Hanna Dikta, co ważne i warte zaznaczenia, znajduje własny język – sentencjonalny, fragmentaryczny, szczątkowy. Jej rekonstruowanie własnych przeżyć pozostaje myśleniem o relacjach. Najpierw jako nastolatka żegna na zawsze matkę, potem jako czterdziestokilkuletnia kobieta musi zmierzyć się z odejściem ojca. Kiedyś przestała być córką, bo była bez matki, nadal jednak nią pozostała, bo miała ojca. Na pogrzebie matki głęboko w sobie ukryła rozpacz – pytanie o suche oczy będzie powracało i przypominało tamto cierpienie, stanie się rodzajem specyficznego i mocno wybrzmiewającego lamentu. Na pogrzebie ojca płacze i zapamiętuje szczegóły. Takich paradoksów, zderzeń jest w tej autobiograficznej prozie wiele. Na poziomie urwanego niekiedy zdania dzieje się tutaj wyjątkowo dużo – jest miłość, jest strata, jest nieprzygotowanie do końca, wreszcie jest i nieprzemijanie tego, co dawniej mocno zabolało i przypomina się co jakiś czas. Hanna Dikta nie próbuje słowami zaklinać cierpienia. Jej zdania są oszczędne, przemyślane, niedopowiedziane, mocne i znaczące w swojej kruchości. Ostateczność opowiadana jest tutaj w sposób rwany, nielinearny, zawsze jednak celnie wydobywający to, co w kontekście śmierci jest kluczowe, a mianowicie niemożność pożegnania się wtedy, kiedy pożegnać się już trzeba, bo w tej kwestii żadnego wyboru już nie mamy. Bardzo dobre – prawdziwe, literacko oryginalne, bez emocjonalnego szantażu.

 

Hanna Dikta, Zabliźnianie, Wyd. Biblioteka Śląska, Katowice 2026.


wtorek, 8 września 2026

Szukanie śladów po sobie (A. Głębicka, Śląszczyki)

 

Powieść Agnieszki Głębickiej nazwałabym debiutem z potencjałem i potknięciami jednocześnie. Jestem więc bardzo ciekawa, co autorka jeszcze napisze i czy uda się jej ów potencjał wykorzystać. Wbrew temu, co zapowiadane jest na okładce, „tętno powieściowego życia” jest dość przewidywalne. Autorka operuje odniesieniami do tego, co w losie Ślązaków jest typowe (np. polsko-niemieckie uwikłanie), także dramatyczne, to nie ulega wątpliwości, jednak w tej prozie okazuje się dość przewidywalne, a przez to schematyczne. Także wysunięcie na plan pierwszy kobiet i uczynienie ich głównymi bohaterkami nie eliminuje poczucia, że są to jednak historie dobrze znane i opowiadane w tym przypadku pewnymi kliszami. Ale jest w tej książce co najmniej kilka świetnych momentów, scen, przywołanych przedmiotów, obrazów, wspomnień świata, który przeminął. Celna, choć pozornie oczywista, metafora, że tam nic nie ma, choć za tym „nie ma” kryć się może czyjeś całe życie z jego dramatami, uniesieniami i wzruszeniami. Bardzo dobry jest chociażby początek i koniec tej opowieści. I właśnie to pokazuje, jaka mogłaby być ta historia, a jaka ostatecznie nie jest.

 

Agnieszka Głębicka, Śląszczyki, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.


piątek, 14 sierpnia 2026

Kim jestem i kim bywam? (W. Szostak, Suche strugi)

 

„Suche strugi” Wita Szostaka to powieść intrygująco rozgrywająca kwestię czasu, pamięci, tożsamości i miejsca. Znakomicie zostaje tutaj opowiedziane to, co w pewnym sensie wymyka się opowieści, bo należy do tej wersji myślenia o życiu i sobie, w której niepostrzeżenie udaje nam się zbliżyć do prawdy. Autor nie ukrywa, że tych prawd może być kilka, że własne prawdy czasami się rozmijają, że mówienie o prawdzie to czasami wymyślanie najdoskonalszego kłamstwa. Na uwagę zasługuje rozgrywanie dźwięków, pozostałości po dawnym życiu, wreszcie namacalności tego, co jeszcze trochę jest i czego jednocześnie na pewno już nie ma. Obok słów relacjonujących różne etapy życia istotne będą zapamiętane kolory, kroki, po których można próbować rozpoznać, co dzieje się w mieszkaniu, gęsty, powtarzające się rytuały, zapachy sygnalizujące momenty zwrotne i rodzące się nowe więzi, wreszcie codzienność, która choć ma być doświadczaną na co dzień szarzyzną, jest tak naprawdę w swojej stałości przygotowywaniem się na zmianę – rzadziej tę przeczuwaną, częściej tę nieoczekiwaną. Szczególne znaczenie ma świetna scena początkowa. W ramach przygotowania nowej drogi zostaje zburzona kamienica. Zostaje jedna ściana, przed którą zatrzymuje się kobieta. Bohaterka widzi nie tylko koniec, resztkę dawnego życia, pamięta i próbuje sobie przypomnieć to miejsce z tego okresu, kiedy tętniło w nim życie. Sąsiedzi są częścią prywatnego wspomnienia. To, co wiąże się z rekonstruowaniem własnej przeszłości, zawsze jest powiązane także z przeszłością innych. Brak i strata będą powracały – w zniszczeniu miejsca, niewiedzy na temat innych, pożegnaniu, nieobecności, zapomnieniu o sobie, choć właśnie w tej zapomnianej wersji siebie było dużo autentyczności, porzuceniu, niewiedzy (o czym świadczy kilka pustych stron świadomie zamieszczonych w książce). Bardzo dobre!

 

Wit Szostak, Suche strugi, Wyd. Powergraph, Warszawa 2026.