
Ważna,
potrzebna i znakomicie napisana książka. Nie tylko dlatego, że przypomina o
tym, co w pierwszych dniach powstania warszawskiego działo się w obozie
przejściowym, zorganizowanym na Ochocie na terenie popularnego targu zwanego
Zieleniakiem. Ale i z tego powodu, że dobitnie pokazuje, iż historia kobiet,
historia przemocy seksualnej, historia znaczonej okrucieństwem codzienności to
tak samo ważna część wojny, jak walka z bronią w ręku, zajmowanie kolejnych
terenów, polityczne planowanie. W pewnym sensie powieść Augustyniak można także
czytać jako oskarżenie, manifest i triumf pamięci. Bo o zbiorowych gwałtach,
torturowaniu kobiet, zabijaniu i okrucieństwie, przed którym nie dało się
uciec, wstydliwie milczano. Nie mówiły głośno te, co ocalały, nie wspominali w
szczególny sposób ci, którzy mówili o bohaterstwie powstańców warszawskich.
Opowieść o tragicznej her-story wpisanej w konkretne miejsce bardzo
powoli przebija się do masowej świadomości. Głos autorki nie jest oczywiście
pierwszy, warto wspomnieć chociażby o książce „Kieszonkowy atlas kobiet” Sylwii
Chutnik czy monodramie Agnieszki Przepiórskiej „Ocalone” w reżyserii Mai
Kleczewskiej. Anna Augustyniak z dużym wyczuciem oddaje atmosferę tamtych
trudnych i nieoczywistych dni. Na uwagę zasługuje nie tylko dobra
charakterystyka bohaterów i bohaterek, dzięki której dostrzegamy i ich
zachowania związane przynależnością do danej klasy społecznej, i ich przemianę
lub nieznane oblicze związane z uczestnictwem w sytuacjach ekstremalnych, i ich
próby radzenia sobie z tym, co trudne do pojęcia i czego nie można było w żaden
sposób sobie wyobrazić. Bardzo dobrze jest tutaj pokazane przyspieszone
dorastanie do tego, do czego nikt nie był przygotowany – ci, którzy wcześniej nie
musieli się o nic martwić, bo dzień organizowała im służba, zaczynają sami
zdobywać jedzenie, ci, którzy o upodleniu i okrucieństwie tylko czytali, muszą
zmierzyć się z nimi zmierzyć w realnym życiu, ci, którzy są dziećmi, muszą
ukrywać się przed dorosłymi, którzy chcą ich skrzywdzić, ci, którzy na co dzień
dbali o formę i maniery, muszą załatwiać potrzeby fizjologiczne przy innych
ludziach. Te i inne doświadczenia są jednak tylko preludium do tego, co spotyka
kobiety w każdym wieku, a więc i dziewczynki, i staruszki na Zieleniaku ze
strony tzw. ronowców. Pijani, brutalni, mówiący po rosyjsku mężczyźni urządzają
polowania na swoje ofiary. Barbarzyństwo wygrywa – przynosi pokaz okrucieństwa,
zwycięstwo przemocy, pogardę dla kobiecego ciała, wynaturzone zachowania.
Bardzo dobrym pomysłem jest zderzenie odautorskiego opisu z autentycznymi,
wyróżnionymi kursywą i opatrzonymi odpowiednimi podpisami świadectwami uczestniczek
wydarzeń. Prawdziwe relacje nie pozwalają na łudzenie się, że opisywane
wydarzenia są przesadą. Przypominają też dobitnie o cierpieniu doświadczanym w
ciszy i tajemnicy przez te kobiety, które przetrwały. Anna Augustyniak
proponuję czytelnikom powieść historyczną i psychologiczną zarazem. Widać dobre
przygotowanie do napisania tej historii, widać też ważny zamysł. Autorka nie
próbuje dawać łatwych odpowiedzi na temat zła. Jednak opowiadając o złu w
najczystszej postaci, złu bezrozumnym, złu wcale nie zwierzęcym, ale właśnie
ludzkim, pozostawia czytelników z wiedzą, a ta bywa uwierająca. Uświadamia bowiem,
że taki właśnie bywa człowiek – tak nieludzki w swoim traktowaniu innych ludzi
i tak przeraźliwie ludzki w swoim barbarzyństwie, które czasami dochodzi do
głosu. Lektura obowiązkowa!
Anna
Augustyniak, Zieleniak, Wyd. Marginesy, Warszawa 2026.