Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

czwartek, 22 stycznia 2026

Zawsze zbyt daleko (I. Gibová, Babunia ©)


 

Proza słowackiej autorki sytuuje się w przestrzeni zwyczajności, w której odnaleźć można emocje i doświadczenia codzienne i jednocześnie emocjonalnie mocno angażujące. Gibová towarzyszy, tak można powiedzieć, swojej czeskiej koleżance, Petrze Soukupovej, która także nie potrzebuje wielkich zwrotów akcji, by pokazać napięcie, dramat, zniszczenie wynikające z tego, co ma miejsce dzień po dniu i co nie wiąże się z niczym nadzwyczajnym. Tytułowa babunia staje się podstawą ideowej i tożsamościowej klamry. Na początku jest jeszcze tą osobą, która decyduje, ma władzę, panuje nad rzeczywistością i stoi na straży zarządzonego przez siebie międzypokoleniowego porządku. Na końcu już jest inna. Zdaje się znikać, traci język, dzięki któremu mogła nadawać znaczenie, umyka jej to, co ważne, pamięć płata nieustanne figle, a przyszłość wydaje się dla niej już niedostępna. Autorka nie tylko w kontekście doświadczeń babuni potrafi pokazać nieoczywistość przemian. Upływ czasu dla młodych przynosi dorosłość, a ta nie okazuje się niestety tak wymarzona i idealna jak wtedy, kiedy w dzieciństwie wydawało się, że jest ucieczką przed tym, co niechciane. Brzydota tego, co okazuje się doświadczeniem do oswojenia, zmusza do akceptacji codzienności. Ta akceptacja wydaje się być konsekwencją czasu dorastania – tego okresu, kiedy poczucie bezpieczeństwa było tylko mrzonką, a młodzi musieli mierzyć się z wyzwaniami tylko z wykorzystaniem własnych sił. Proza Gibovej ma w sobie coś prawdziwego, co chciałoby się zapomnieć i co zostaje podczas lektury uświadomione mocniej i dosadniej. Kruchość zderzana z nieuchronną brutalnością codzienności okazuje się tym, od czego nie da się uciec i z czym trzeba nauczyć się żyć. Ostatecznie więc to historia smutna, bo portretująca bezsilność bohaterów wobec życia – na każdym jego etapie. Intrygujące.

 

Ivana Gibová, Babunia ©, przeł. Izabela Zając, Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2025.

niedziela, 18 stycznia 2026

Kilka znaczków (K. Bajon, Poznań kolonialny. Rodzinna historia z Tanzanią w tle)


 

„Poznań kolonialny” to intrygujące połączenie tego, co prywatne, z tym, co publiczne. To przykład współistnienia pozornie małej, rodzinnej opowieści z Wielką Historią. Kasper Bajon proponuje czytelnikom nieoczywiste ścieżki w kontekście tego, co można by nazwać prowadzonym z pozycji autobiograficznej śledztwem. Ich kierunek zostaje zasygnalizowany już w tytule i podtytule, a w trakcie lektury odsłaniane są powoli kolejne warstwy obrazów organizujących rzeczywistość kolonialną, powidoków dawnego świata, wreszcie własnego wkroczenia w realia, które niegdyś wyglądały inaczej i w których zawarte są ślady minionego. Bajon wychodzi od szczegółów – przywołuje drobiazgi, które w miarę zwiększenia stopnia zainteresowania okazują się coraz bardziej istotne i znaczące. Z perspektywy lokalnej, bo punktem wyjścia jest Poznań i dzielnica Jeżyce, widzimy coraz więcej tego, co światowe, uznawane za wielki, związane z podbijaniem nowych terenów, wreszcie tożsame z myśleniem i działaniem kolonialnym. Częścią tej historii są członkowie rodziny autora, ale nie o drobiazgowe odtworzenie ich biografii będzie tutaj chodziło. Taka rekonstrukcja nie jest zresztą dzisiaj możliwa. Tym, co najważniejsze, będzie zwrócenie uwagi na konsekwencje kolonializmu i poznańskie tropy w miejscu określanym niegdyś Niemiecką Afryką Wschodnią. Szukanie śladów rodzinnych nieustannie zderza się z własnymi obserwacjami zapisywanymi kursywą (jako notatki z dziennika) i odsłanianiem skomplikowania relacji między tymi, co byli tutaj zawsze, a tymi, którzy przybyli z zewnątrz i uznali te ziemie za swoje. Bajon nie tyle mierzy się z niełatwą historią, co raczej próbuje uchwycić ducha miejsca – tego z dzisiaj i tego, który – być może, a przecież autor chciałby, aby tak było – jest ciągle gdzieś obecny. Afryka pozostaje jednak w dużej mierze niezależna, a przez to jednak ciągle niedostępna. Warto!

 

Kasper Bajon, Poznań kolonialny. Rodzinna historia z Tanzanią w tle, Wyd. Czarne, Wołowiec 2025.

sobota, 17 stycznia 2026

Warstwy (N. Suszczyńska, Wygoda)

 

Natalka Suszczyńska przyzwyczaiła czytelników swoich opowiadań do nieoczywistych skojarzeń, surrealistycznych wizji, oryginalnych obrazów rzeczywistości. Tym razem pozostaje równie interesującą prozaiczką, ale decyduje się na nieco dłuższą formę i sięga po fragmenty własnej autobiografii. Wyjaśnijmy od razu, że choć mamy do czynienia z powieścią, to tak naprawdę jej skondensowana objętość daje uzasadnienie dla użycia określeń mikro- lub minipowieść. Z kolei autobiograficzności nie należy rozumieć dosłownie. Autorka sięga do wspomnień i realnie istniejących postaci, ale jednocześnie nie rezygnuje z wymyślania. Mamy więc do czynienia z tzw. autofikcją. Suszczyńska swoją najnowszą książką dołącza do licznej grupy przedstawicieli tzw. trzeciego pokolenia. To oni zabierają dzisiaj głos w sprawie swoich małych ojczyzn. Często są już od tych miejsc daleko, nie zamierzają tam wrócić, ale odkrywają, że wiedza o przeszłości i pamięć tego, co w okresie okołowojennym przeżyli ich przodkowie, to także fragmenty ich własnej, składającej się często z nieprzystawalnych do siebie fragmentów tożsamości. W prozie autorki znajdziemy wszystko to, co charakterystyczne dla Podlasia. Będzie więc zderzenie miasta i wsi, białoruskość traktowana jako duma i stygmat, jeden język używany w sytuacjach oficjalnych, drugi w domu wśród swoich, niezdefiniowane do końca doświadczenie prowincjonalności i wielokulturowości, ale też ludzie, bardzo konkretni, których imiona i zachowania się pamięta. Dla historii opowiedzianej przez Natalkę Suszczyńską kluczowe okażą się dwie postaci – prababka bieżenka, która powróci do swojego miejsca, i dziadek, etnograf, autor podręczników i „drugorzędny poeta”. Pamięć tych osób oraz tworzenie pamięci o nich okażą się doświadczeniami formacyjnymi, bo pozwoli mieć nieoczywiste punkty odniesienia. Bardzo ciekawym elementem tej składającej się z mikroscen i krótkich refleksji prozy stanie się odważne mierzenie się z brakiem wiedzy o przeszłości rodziny. Świetny w tym kontekście okaże się fragment rozrysowania do szkoły w dużej mierze fikcyjnego drzewa genealogicznego. Suszczyńska pozostaje obserwatorką ironiczną, dociekliwą, uważną. Znakomicie wplata w swoją opowieść to, co wiąże się z Wielką Historią. Będzie to nie tylko bieżeństwo, ale i tzw. bandy grasujące w tamtym rejonie oraz potencjalne wykluczenie wynikające z przynależności do tych, którzy znają język białoruski i są prawosławni. Autorka nie rozważa tych wątków w sposób rozbudowany, sygnalizuje je zdaniem, kilkoma słowami, określeniem, które gdzieś zostaje wypowiedziane, a czytelnik i tak domyśla się, jak wiele za tymi fabularnymi drobiazgami się kryje. Natalka Suszczyńska nie próbuje zbudować tożsamości trwałej i nienaruszalnej. Pokazuje raczej, że także fundament oparty na chwiejności, braku odpowiedzi, przemilczeniu, zapomnianym lęki może być ważny w teraźniejszości. Lektura obowiązkowa!

 

Natalka Suszczyńska, Wygoda, Wyd. ArtRage, Warszawa 2025.