Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

niedziela, 2 sierpnia 2026

Centrum świata (T. Jansson, Księga lata)

 

Ta niespieszna, ale i pełna pozytywnej energii proza chyba każdemu przypomni albo własne dobre chwile z dzieciństwa, albo marzenia o beztroskim dorastaniu. Sophia spędza lato na niewielkiej wyspie z babcią i ojcem. Jest ciekawa świata, rezolutna, odważna, nie boi się samotności, zadaje dużo nieoczywistych i trudnych pytań. Może wszystko, bo w pewnym sensie wszystko jest obok, na wyciągnięcie ręki, do sprawdzenia. Jej ojciec to postać właściwie drugoplanowa, milcząca, często nieobecna. Dziewczynka całe dnie spędza z babcią. Młodość wchodzi tutaj w fascynujący sojusz ze starością, ciągłe zdziwienie codziennością z gotowością niezapominania tego, że kiedyś także wszystko było zaskakujące, pytania o sprawy fundamentalne z dojrzałością brawury popartej doświadczeniem, zainteresowanie szczegółem z nieodwracaniem się od momentów, które ktoś z boku nazwałby nieistotnymi, chęć poznania nie tylko swojego świata z otwartością na to, by o swoim, nieistniejącym już świecie próbować opowiedzieć. Lato zawsze przemija, ale lato też zawsze wraca. Jest w tej prozie znakomicie uchwycony czas, który nieuchronnie odchodzi w przeszłość, ale i ma w sobie zapowiedź samoodnowienia. Intrygujące!

 

Tove Jansson, Księga lata, przeł. Halina Thylwe, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.




sobota, 1 sierpnia 2026

Piekło (A. Augustyniak, Zieleniak)

 

Ważna, potrzebna i znakomicie napisana książka. Nie tylko dlatego, że przypomina o tym, co w pierwszych dniach powstania warszawskiego działo się w obozie przejściowym, zorganizowanym na Ochocie na terenie popularnego targu zwanego Zieleniakiem. Ale i z tego powodu, że dobitnie pokazuje, iż historia kobiet, historia przemocy seksualnej, historia znaczonej okrucieństwem codzienności to tak samo ważna część wojny, jak walka z bronią w ręku, zajmowanie kolejnych terenów, polityczne planowanie. W pewnym sensie powieść Augustyniak można także czytać jako oskarżenie, manifest i triumf pamięci. Bo o zbiorowych gwałtach, torturowaniu kobiet, zabijaniu i okrucieństwie, przed którym nie dało się uciec, wstydliwie milczano. Nie mówiły głośno te, co ocalały, nie wspominali w szczególny sposób ci, którzy mówili o bohaterstwie powstańców warszawskich. Opowieść o tragicznej her-story wpisanej w konkretne miejsce bardzo powoli przebija się do masowej świadomości. Głos autorki nie jest oczywiście pierwszy, warto wspomnieć chociażby o książce „Kieszonkowy atlas kobiet” Sylwii Chutnik czy monodramie Agnieszki Przepiórskiej „Ocalone” w reżyserii Mai Kleczewskiej. Anna Augustyniak z dużym wyczuciem oddaje atmosferę tamtych trudnych i nieoczywistych dni. Na uwagę zasługuje nie tylko dobra charakterystyka bohaterów i bohaterek, dzięki której dostrzegamy i ich zachowania związane przynależnością do danej klasy społecznej, i ich przemianę lub nieznane oblicze związane z uczestnictwem w sytuacjach ekstremalnych, i ich próby radzenia sobie z tym, co trudne do pojęcia i czego nie można było w żaden sposób sobie wyobrazić. Bardzo dobrze jest tutaj pokazane przyspieszone dorastanie do tego, do czego nikt nie był przygotowany – ci, którzy wcześniej nie musieli się o nic martwić, bo dzień organizowała im służba, zaczynają sami zdobywać jedzenie, ci, którzy o upodleniu i okrucieństwie tylko czytali, muszą zmierzyć się z nimi zmierzyć w realnym życiu, ci, którzy są dziećmi, muszą ukrywać się przed dorosłymi, którzy chcą ich skrzywdzić, ci, którzy na co dzień dbali o formę i maniery, muszą załatwiać potrzeby fizjologiczne przy innych ludziach. Te i inne doświadczenia są jednak tylko preludium do tego, co spotyka kobiety w każdym wieku, a więc i dziewczynki, i staruszki na Zieleniaku ze strony tzw. ronowców. Pijani, brutalni, mówiący po rosyjsku mężczyźni urządzają polowania na swoje ofiary. Barbarzyństwo wygrywa – przynosi pokaz okrucieństwa, zwycięstwo przemocy, pogardę dla kobiecego ciała, wynaturzone zachowania. Bardzo dobrym pomysłem jest zderzenie odautorskiego opisu z autentycznymi, wyróżnionymi kursywą i opatrzonymi odpowiednimi podpisami świadectwami uczestniczek wydarzeń. Prawdziwe relacje nie pozwalają na łudzenie się, że opisywane wydarzenia są przesadą. Przypominają też dobitnie o cierpieniu doświadczanym w ciszy i tajemnicy przez te kobiety, które przetrwały. Anna Augustyniak proponuję czytelnikom powieść historyczną i psychologiczną zarazem. Widać dobre przygotowanie do napisania tej historii, widać też ważny zamysł. Autorka nie próbuje dawać łatwych odpowiedzi na temat zła. Jednak opowiadając o złu w najczystszej postaci, złu bezrozumnym, złu wcale nie zwierzęcym, ale właśnie ludzkim, pozostawia czytelników z wiedzą, a ta bywa uwierająca. Uświadamia bowiem, że taki właśnie bywa człowiek – tak nieludzki w swoim traktowaniu innych ludzi i tak przeraźliwie ludzki w swoim barbarzyństwie, które czasami dochodzi do głosu. Lektura obowiązkowa!

 

Anna Augustyniak, Zieleniak, Wyd. Marginesy, Warszawa 2026.


piątek, 31 lipca 2026

Wiele niewidocznych warstw (K. Pieszczoch, Wysokie niebo nad Madrytem)

 

Klaudia Pieszczoch w znakomitym stylu wpisuje się w tak popularne, a jednak wymagające własnego, rozpoznawalnego języka narracje o mieście. Ma pomysł na opowieść o Madrycie, co w tym przypadku wydaje się ważne i podstawowe. Ów pomysł dobrze się broni, przekonuje, wciąga, gdyż opiera się na odsłanianiu pomostu między przeszłością a teraźniejszością. Autorka jest zainteresowana tymi fragmentami madryckiej historii, które mają w sobie wyraźnie rezonujące napięcie między pamięcią a zapomnieniem. Widać w nich nie tylko współczesną, często oddolną pracę na rzecz takiej codzienności, która nie odwraca się od tego, co było, ale i systemowe działania związane z obojętnością i dystansowanie się do historii. Klaudia Pieszczoch gatunkowo łączy esej o mieście z reportażem. Dobrze pokazuje, jak wielu dziedzin życia dotyczyły niszczące działania zwolenników generała Franco. Świetnie to zostaje pokazane w kontekście czasu wolności, epoki kontrkultury, która zrodziła się po śmierci Franco. Mowa o tzw. movidzie. Warto również zatrzymać się przy opowieściach dotyczących architektury – zarówno w przypadku wyborów związanych z brakiem powszechnie rozpoznawalnych miejsc, jak i – tak można powiedzieć – zacierania w różny sposób śladów po przeszłości poprzez wyburzanie lub przemilczanie informacji o tym, jakie było przeznaczenie budynków. W tym kontekście mamy do czynienia z ważnym obnażeniem procesów towarzyszących mapowaniu miasta. Bardzo ciekawe jest pokazanie stopniowego pochłaniania przez Madryt przyrody oraz renegocjowania pozycji i światopoglądu tych, którzy przybyli z prowincji i kultywowali swoje zwyczaje. Proszę czytać, warto!

 

Klaudia Pieszczoch, Wysokie niebo nad Madrytem, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.