Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

czwartek, 19 lutego 2026

Codzienność (W. Kempowski, Prima sort. Powieść mieszczańska)

 

Walter Kempowski portretuje własną rodzinę w chwili, o której wiemy, że za chwilę stanie się ekstremalna. Dlaczego? Bo choć rodzina Kempowskich właśnie się przeprowadza, właśnie mości się w nowym świecie i organizuje codzienność, która ma być na długo, jeśli nie na zawsze, to już za chwilę nadejdzie wojna, a ta z kolei odbierze wszelką pewność dotyczącą przyszłości. Choć wszyscy wokół próbują udawać, że dzieje się właśnie to, co ma się wydarzyć, cały czas czujemy podskórny niepokój. Ten pozornie ułożony i przewidywalny świat, nie bez powodu przecież mowa jest o powieści mieszczańskiej, ma bowiem bardzo kruche podstawy. Nazistowskie poglądy wdzierają się niemalże w każdą przestrzeń życia. Pozornie są tylko słowami, szybko jednak zaczynają obligować do konkretnych deklaracji i czynów. Wyobrażanie sobie nowego świata zamienia się w niszczenie tego, co jest i kształtowanie nowej rzeczywistości. Przemoc w różnych odsłonach może dotknąć każdego. Co ważne, wspomniane dotknięcie wiąże się i z byciem ofiarą, i ze stawaniem się oprawcą. System coraz bardziej oczekuje jednoznacznych zachowań. Nie ma miejsca na półśrodki. Wojna przynosi ostateczność także w mikroskali. Dorastanie odbywa się na wielu polach – dosłownie, ale i metaforycznie. Wiąże się też z dorastaniem do wojny, bo ta nie niuansuje kwestii związanych z uczestnictwem. I właśnie to naznaczenie wojną w zderzeniu z wcześniejszym złudzeniem, że można funkcjonować na własnych zasadach, okazuje się w tej powieści najciekawsze. Do końca bowiem nie wiadomo, czy to odwaga, czy jednak tchórzostwo, czy zniewolenie lękiem, czy niezależność, czy mądrość, czy ostatecznie zwykła naiwność.

 

Walter Kempowski, Prima sort. Powieść mieszczańska, przeł. Małgorzata Gralińska, Wyd. artRage, Warszawa 2025.


poniedziałek, 16 lutego 2026

Emocje (D. Grzesiek, To był tylko pies. O żałobie po zwierzętach)

 

Książka reporterska Darii Grzesiek okazuje się przykładem tego, jak złudne potrafi być pierwsze wrażenie. Żałoba po zwierzętach to temat trudny, nadal słabo opisany, emocjonalnie angażujący. Któż z nas nie odczuwał smutku po stracie czworonożnych przyjaciół? Wspomniana wspólnota doswiadczeń pozwala na utożsamienie się z opowieścią, jednocześnie wiąże się z pojawieniem się podejrzeń o odautorski szantaż emocjonalny. Ta ostatnia kwestia pojawia się nie bez powodu. Mamy bowiem do czynienia z reportażem nieudanym, poznawczo banalnym, sentymentalnym. Szkoda, że autorka nie wykorzystała potencjału tkwiącego w interesującej ją tematyce. Kilka historii opowiadających o więzi ze zwierzętami (nie tylko z psami i kotami, ale też np. kurami) to jednak za mało, by uznać, że problem został przedstawiony wieloaspektowo. Są w tej książce fragmenty, które – jeśli zostałyby rozwinięte – dobrze pokazałyby wielość kwestii wpisanych w śmierć zwierząt i konieczność pożegnania się z ich obecnością w naszym życiu. Do nich zaliczyć można kwestię przemocy domowej, której ofiarą staje się pies, czy historia psich lub końskich cmentarzy, tworzonych niegdyś przez zamożne rody. Widać tutaj chociażby wart rozwinięcia wątek klasowości, związek ekonomicznych możliwości z utrzymaniem zwierząt, psychologiczne konsekwencje przeżywania straty, publiczne budowanie wizerunku więzi ze zwierzętami, zmiany w podejściu do zwierząt w ogrodach zoologicznych itd. Niestety, autorka na plan pierwszy wysuwa emocje. Te zaś, choć angażują, niewiele wnoszą. Tak ważny temat wymaga czegoś więcej niż ostatecznie banalne w swoim wydźwięku wzruszenie. Niekoniecznie.

 

Daria Grzesiek, To był tylko pies. O żałobie po zwierzętach, Wyd. Dowody, Warszawa 2025.


niedziela, 15 lutego 2026

Spojrzenie (G. Øyehaug, Oto słońce)

 

Norweska pisarka proponuje czytelnikom prozę nieoczywistą formalnie. Na uwagę zasługuje rozgrywanie pozycji pisarskiej oraz świadomości tego, że utwór właśnie powstaje. Formalnie główna bohaterka wie, że jest częścią powieści, ma świadomość, że może stać się bohaterką historii innych pisarzy, wreszcie pisze własną powieść, w której istotne okazuje się zajmowane przez nią miejsce. Motywem powracającym i rozpisywanym na różne sposoby jest kwestia spojrzenia – własnego i cudzego. Øyehaug celnie eksponuje wielość możliwych spojrzeń i wynikające z danego patrzenia konsekwencje. Punkt wyjścia to, żartobliwie rzecz ujmując, prawdziwe zatrzęsienie pisarzy na metr kwadratowy. Główna bohaterka, która jest pisarką i uwielbia samotność, odkrywa, że do sąsiedniego domu wprowadza się małżeństwo pisarzy. Nowi sąsiedzi wzajemnie się obserwują. Jednocześnie Øyehaug komplikuje sytuację, opisując spojrzenia i spostrzeżenia pojawiające się w sytuacji hipotetycznej związanej ze snem. Istotnym elementem patrzenia jest fascynacja mężczyzną. Czy doprowadzi do romansu? Czy może jest po prostu niezbędna, aby bohaterka mogła wreszcie zacząć pisać? Mówiąc inaczej, czy przyjemność fizyczna może być tożsama z satysfakcją twórczą. Ciekawym wątkiem jest korespondencja bohaterki z przyjaciółką. W tym wypadku myśli wywołane spojrzeniem zostają wyartykułowane. Stają się komentarzem społecznym, intymnym dopowiedzeniem, wreszcie pretekstem do rozważenia potencjału literackiego. Intrygujące!

 

Gunnhild Øyehaug, Oto słońce, przeł. Karolina Drozdowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2026.