Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

piątek, 19 czerwca 2026

Stać po stronie życia (W. Tochman, Delfiny i Belzebub)


 

Wojciech Tochman dobrze wie, że każda wojna staje się sprawdzianem człowieczeństwa. Pokazuje, jak wiele zła może się wydarzyć i jak wiele dobra da się wezwać na ratunek tylko i aż po to, by choć przez chwilę dać komuś wsparcie i nadzieję. To, co się dzieje w Ukrainie dobitnie odsłania jeszcze jedną cechę współczesnej rzeczywistości, a mianowicie kres antropocenu i etyczne zwrócenie się w stronę innych istot żywych i przestrzeni, dzięki którym dobrze widać nasze współegzystowanie z tymi, którzy wcześniej znajdowali się na dalszym planie. Tochman przesuwa sens opowiadanych historii w stronę sojuszu między ludźmi i zwierzętami.

Autor nie nadużywa wielkich słów, choć pisze o sprawach fundamentalnych. W jego opowieści poświęcenie, determinacja, współczucie, wierność i lojalność okazują się częścią codzienności. Przyjaciół, domowników, istot żywych nie porzuca się w chwili próby. Wojna będzie w tym wypadku sprawdzianem najwyższej rangi. I to właśnie wtedy człowiek wyciąga pomocną dłoń do zwierząt. Kiedy ucieka, to z psem, kotem czy świnką morską. Kiedy wie, że gdzieś zostały zwierzęta potrzebujące pomocy, wraca, by je uratować. Kiedy musi pochować czworonożnego przyjaciela, żegna go tak, by nigdy tej chwili nie zapomnieć. Nie o romantyzowanie więzi ze zwierzętami jednak chodzi. Najważniejsze jest to, co dzieje się dzień po dniu i co nie może mieć przerwy – rozcinanie łańcuchów, zdobywanie pożywienia, opieka weterynaryjna. To wszystko w książce Tochmana ma wymiar fundamentalny. Na froncie wojny ludzie – tak przecież często się mówi – są zwierzętami. Tochman pokazuje, że jest inaczej. Mroczna strona wojny nie jest zwierzęca, ale ludzka. I to jest w niej najstraszniejsze. W tej opowieści ludzie i zwierzęta tworzą więź – przeciwko cierpieniu i śmierci, dla przyszłości.

Reporter pisze tę opowieść o wojnie z szacunkiem i zaangażowaniem. Znakomicie buduje napięcie wynikające z potrzeby pokazania możliwie wielu aspektów tego wszystkiego, co dzieje się w Ukrainie. Naturalistycznym obrazom zniszczenia towarzyszą obrazy niemalże poetyckie, przypadek nakłada się na zrządzenie losu, konieczność łączy się z możliwością kierowania się własną wolą, brak nadziei bywa przełamany rodzajem katharsis, kiedy zupełnie niespodziewanie przychodzi rozwiązanie problemu. Te wszystkie pełne napięcia momenty znajdziemy na kartach książki Tochmana. Sportretowane precyzyjnie, oddające dynamikę ekstremalnych doświadczeń, chwytające emocje, ale dalekie od sentymentalizmu, prawdziwe, bo choć mamy do czynienia ze znakomitą literaturą, to jednocześnie wiemy, że nie ma tutaj ani jednej próby koloryzowania świata i przymilania się do czytelnika. Rzadko zdarzają się tak dobre opisy rzeczywistości „tu i teraz”. Tochman nie pisze reportażu interwencyjnego, choć pokazuje jak ważne jest pomaganie zwierzętom na froncie. Nie eksponuje swojej obecności, choć przecież nie raz i nie dwa przyjeżdża do Ukrainy podczas wojny. Nie gloryfikuje swoich bohaterek i bohaterów, bo ich czyny mówią wszystko, a wszystko to przede wszystkim uczciwość, odwaga i miłość do zwierząt.

Na uwagę zasługuje klamrowa budowa reportażu. Początek to zwykła codzienność, kiedy jeszcze nie można i nie chce się uwierzyć, że wojna nadchodzi lub właśnie się zaczęła. Jest w tych scenach coś kruchego i zarazem bardzo mocnego – siła wynikająca z międzyludzkich więzi. Koniec to krótki fragment związany z używaniem szminek przez odważne kobiety, które narażają własne życie, by ratować zwierzęta. Ten drobny przedmiot, który w zwyczajnym świecie kojarzy się z lekkością i swobodą, na wojnie zamienia się w rodzaj broni. Pozwala podnieść wysoko głowę i walczyć na własnych zasadach. Tochman znakomicie wydobywa te niuanse, dzięki którym wyciągnięta dłoń, zapas jedzenia dla zwierząt, spojrzenie psa, pokój z wybitymi oknami pełen uwięzionych nietoperzy i wiele, wiele innych zamieniają się w świadectwo, które należy zapamiętać. Dlaczego? Bo tylko dzięki nim prawdopodobne jest zbliżenie się do prawdy. I to właśnie bliskość prawdy i to, jak znakomicie ta książka jest napisana, dają podstawy, by mieć podczas lektury mieć pewność obcowania z wielką literaturą.

 

Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.

czwartek, 18 czerwca 2026

Świat, który (nie) przestał istnieć (J. Grondecka, Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan)

 

Reportaż Jagody Grondeckiej powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, komu nieobce jest przyglądanie się momentom zwrotnym w historii najnowszej. W tym przypadku najważniejszym punktem odniesienia jest wycofanie się Amerykanów z Afganistanu i zajęcie Kabulu przez talibów. Pamiętne obrazy chaosu, przerażenia i paniki z lata 2021 roku są jednymi z ważniejszych wydarzeń kształtujących współczesne myślenie o świecie oraz wyobrażenie tego wszystkiego, co ma być pewne i nienaruszalne, a okazuje się chwiejne i kruche. Jagoda Grondecka nie tylko znakomicie rekonstruuje to wszystko, co doprowadziło najpierw do obecności wojsk amerykańskich w Afganistanie, a potem do decyzji o ewakuacji. Jest reporterką doskonale znającą miejscowe zwyczaje, umiejącą rozmawiać z ludźmi, którzy chcą jej opowiadać i o swoim podejściu do polityki, i o zwyczajności, jest wreszcie uważną obserwatorką i uczestniczką wydarzeń. W tym ostatnim kontekście wyjątkowe są obszerne fragmenty dotyczące opuszczenia kraju przez polskich obywateli i Afgańczyków współpracujących z polskim wojskiem. Autorka aktywnie uczestniczyła w tych wydarzeniach, pomagając ewakuowanym i walcząc o to, by udało im się w tym ogromnym chaosie dotrzeć do lotniska i czekających na nich samolotów. Oddanie atmosfery tamtych dni, napięcia, niekiedy bezsilności, konieczności posiłkowania się brawurą, bo prawo i porządek okazały się nieskuteczne, mieszanki odwagi i strachu, determinacji – to prawdziwy literacki i dziennikarski majstersztyk. Grondecka nie porzuca emocji, ale w precyzji opisu nie poddaje się im. Jej opis to – nie obawiam się tego stwierdzenia – jedno z ważniejszych świadectw tego, co w przejętym w 2021 roku przez talibów Kabulu się działo. Tymi obrazami i tymi scenami będziemy myśleć o opisywanych wydarzeniach. Autorka nie porzuca Afganistanu. Wraca, kiedy robi się spokojniej i kiedy zarazem tamtejsza rzeczywistość tak bardzo się zmienia. To, co szczególnie interesujące w reportażu Jagody Grondeckiej, zawiera się w pokazaniu niejednoznaczności tkwiącej w ocenie zachowania i Amerykanów, i talibów, a także w odsłonięciu drastycznych różnic – także mentalnych i związanych z zainteresowaniem polityką – między mieszkańcami miasta i prowincji. Lektura obowiązkowa!

 

Jagoda Grondecka, Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.


wtorek, 26 maja 2026

Z wnętrza siebie (H. Piecuch, Mamuna)

 

Mroczna, destrukcyjna i – użyję tego słowa – bardzo mięsista w swoim stylu historia. Dobrze napisana i pomyślana, jeśli weźmiemy pod uwagę rozpisanie na głosy i pokazanie różnych wersji tych samych wydarzeń. Wreszcie nieoczywista, bo portretująca związek, rodzinę i macierzyństwo jako szereg nieszczęść przychodzących nie tyle od środka, co raczej z wewnątrz. Helena Piecuch intrygująco rozgrywa kwestię ciąży – od czegoś niechcianego przez coś obcego i w ostatecznie w jakiś sposób oswojonego po doświadczenie straty. Szczególnie ciekawe jest obserwowanie procesu rozpadu rodziny, zwłaszcza że rysy tworzą się tam, gdzie potencjalnie mogłyby się tworzyć więzi. Autorce udaje się pokazać, że życie obok siebie osób pozornie bliskich, ale tak naprawdę sobie obcych, może być umacnianiem przekonania, że nie da się odzyskać tego, czego nigdy nie było. Ostatecznie największym zobowiązaniem do wypełnienia okazuje się rozstanie, odcięcie się, uwolnienie, ale i – tak po prostu – odpuszczenie sobie i innym. Warto!

 

Helena Piecuch, Mamuna, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.