Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

piątek, 13 marca 2026

Zapisane w nieistnieniu (M. Tomczok, Blizny. Krajobrazy po przemyśle)

 

Marta Tomczok łączy w „Bliznach” co najmniej kilka perspektyw – badaczki przestrzeni poprzemysłowych w kontekście kulturowo-społecznym, literaturoznawczyni i Ślązaczki. Każda z tych ról przynosi konkretne konsekwencje – uwrażliwienie na relacje, uważność na przemiany zachodzące w otoczeniu, pamięć brutalności związanej z eksplorowaniem bogactw naturalnych, wreszcie zaangażowanie społeczne i empatia. Tomczok potrafi równolegle czytać przestrzeń, przemysłowy konkret, historię przemian uwikłanych politycznie i biografię ludzi. Autorka znakomicie rekonstruuje przeszłość ze śladów i skrawków, które po niej pozostały. Stawia naprzeciw siebie to, co zostaje na zawsze powiązane. Planowany rozwój przemysłu przyczynia się do wysiedlenia całych miejscowości i zburzenia znajdujących się w nich domostw. Tam, gdzie była wielopokoleniowa przeszłość ludzi, przychodzi nowe i rozpoczyna zupełnie inną historię. Dzisiaj o przetrwaniu minionego świadczy konkretne, niekoniecznie czytelne dla wszystkich ukształtowanie terenu, fundamenty, których nie powinno w danym miejscu być, sad, który odradza się rok w rok, choć na jego owoce nikt nie czeka, uzdrowisko, które dawno umarło, lasy, w które trudno uwierzyć, że kiedyś tutaj były, kilka wzruszeń wydobywanych ze wspomnień w dowód zaufania do autorki i jako świadectwo tego, co specjalnie zatarto, by nie ujawnić świadomie czynionego zniszczenia. Marta Tomczok próbuje chwycić to, co prawie już pochłonęło zapomnienie. Ma świadomość wagi swoich pytań, odpowiedzi, które znajduje, bo opowiedziana przez nią historia to odzyskiwanie tych fragmentów tożsamości, bez których śląskość pozostaje niepełna. Ważnym elementem książki jest także konsekwentne zderzanie piękna i brzydoty, rozwoju z tradycją, postępu z chorobą, przy czym każde z tych słów zyskuje różne znaczenia. Poprzemysłowy krajobraz staje się potwierdzeniem zmian, których nie da się odwrócić, ale też przypomnieniem przemilczanej przemocy związanej z wysiedleniami. Lektura ważna i potrzebna.

 

Marta Tomczok, Blizny. Krajobrazy po przemyśle, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.


czwartek, 12 marca 2026

Wtajemniczenie (A.M. Matute, Pierwsze wspomnienie)

 

Proza Matute rozgrywa się w cieniu wojny domowej w Hiszpanii. Nastoletnia bohaterka przebywa na Majorce pod opieką babki, tam zostaje wysłana. Ostateczność w jakiś sposób już ją dotknęła, bo rodzina uległa rozpadowi i pewnych doświadczeń nie da się już odwrócić. Funkcjonowanie daleko od własnej codzienności pozornie oferuje złudzenie bycia poza czasem i miejscem, choć jednocześnie pozwala doświadczać konkretu, związanego ze stopniowym przesuwaniem granic, uciekaniem od obowiązujących nakazów, szukaniem czegoś nowego i ekscytującego. Babka, która stoi na straży świata, który i tak został naruszony, nie do końca rozumie, że rozpad tak naprawdę dzieje się cały czas. Nie musi być spektakularny. Groźniejsze jest to, że przychodzi po cichu i nie da się go zatrzymać. Ci, którzy towarzyszą nastoletniej bohaterce i którzy są współodpowiedzialni za luzowanie granic, gotowość eksperymentowania i szukania czegoś innego, możliwość otwierania się na to, co jest ciągle tylko zapowiedzią, wydają się początkowo niewinni. Tymczasem ostatecznie zatriumfuje tutaj coś mocno niepokojącego, coś złego i niesprawiedliwego, coś, co będzie powiązane z poczuciem władzy i gotowości klasowej izolacji. I ten triumf będzie najważniejszym wtajemniczeniem – w dorosłość, we względność prawdy, w kruchość uczciwości i lojalności. Intrygujące.

 

Ana Maria Matute, Pierwsze wspomnienie, przeł. Ewa Zalewska, Wyd. Cyranka, Warszawa 2026.


poniedziałek, 9 marca 2026

Próba ocalenia (A. Sebba, Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz)

 

Anne Sebba nie ukrywa, że opisuje historię, która nie tylko nie jest powszechnie znana, ale i wiąże się z różnymi uwikłaniami natury etycznej wynikającymi z łatwych ocen związanych z zajmowaniem innej pozycji w kontekście doświadczeń ekstremalnych. Jej bohaterkami są więźniarki obozu koncentracyjnego w Auschwitz, które tworzyły dziewczęcą orkiestrę. Ich zadaniem było przygrywanie marszowych melodii tym, które szły codziennie do pracy, ale też granie koncertów, cieszących się pozytywnym odbiorem obozowych oprawców. Bycie członkinią orkiestry dawało szansę na przeżycie, nie zmieniało jednak statusu kobiet, które grały na różnych instrumentach. Wszystkie pozostawały więźniarkami i wszystkie były narażone na śmierć. Sebba znakomicie, bo z dużą wiedzą i erudycją, niuansuje to wszystko, co działo się w obozowej wspólnocie przeznaczonych do konkretnego celu kobiet. Świetnie rozgrywa kwestie związane z opozycją nauczycielka-uczennica, pokazując, jak ważna była rola osoby kierującej orkiestrą i próbującej stworzyć współpracującą ze sobą grupę z więźniarek, które reprezentowały bardzo różny poziom umiejętności gry na danym instrumencie. Równie ważne jest sportretowanie relacji opartych na przyjaźni, wsparciu, zrozumieniu i pomocy. Przynależność do orkiestry pozwalała funkcjonować w trochę lepszym i dającym więcej nadziei świecie. Sebba z wrażliwością niuansuje stosunek swoich bohaterek do muzyki – ich niechęć do grania wtedy, kiedy widziały wokół śmierć, ich szukanie ratunku w sztuce, ich reakcje po wojnie: od całkowitego porzucenia gry na instrumencie po ciągłe rozpamiętywanie tego, co było przed laty. Autorka nie traci z oczu istotnego faktu, a mianowicie potraktowania orkiestry jako pewnego rodzaju eksperymentu społecznego. Muzyka miała wybrzmiewać w miejscu w żaden sposób do tego nieprzeznaczonym – przymus grania, błoto, zimno lub gorąco, umęczeni i umierający słuchacze, wreszcie wszechobecne poczucie końca. Nic więc dziwnego, że piękne melodie zostają skojarzone z cierpieniem, upokorzeniem, pogardą dla ludzkiego życia. W efekcie traumatyczne sytuacje przenoszone są za sprawą pamięci do czasów, kiedy można je wspominać jako należące do przeszłości. Za sprawą dźwięków okazują się jednak nadal żywe. Sebba zwraca również uwagę na kwestie artystyczne, które w tak ekstremalnych warunkach także maja znaczenie. Kwestia zdolności muzycznych, talentu, dostrzeganie różnic w wykonaniu, podziw dla osób szczególnie uzdolnionych, świadomość konieczności uzupełnienia konkretnych instrumentalistek – to wszystko odgrywało rolę w kształtowaniu orkiestry. „Trzeba było grać” to znakomity reportaż historyczny, odsłaniający paradoks sąsiadowania dobra i zła, okrucieństwa i przyzwoitości, talentu i pracowitości, przymusu i wolności. Sztuka w tej opowieści przynosi ból i wyzwolenie, daje nadzieję i ją odbiera zarazem.

 

Anne Sebba, Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz, przeł.  Dawid Czech, Wyd. Znak LiteraNova, Kraków 2026.