Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

niedziela, 24 października 2021

Bez wyjścia (F. Melchor, Czas huraganów)

 

Mroczna, duszna, dosadna, fascynująca – takie epitety przychodzą na myśl jako pierwsze po lekturze „Czasu huraganów”. Intrygująca językowo – pełna pasji, złości, irytacji, pędząca w szaleńczym rytmie, tak można by to ująć metaforycznie, ku przepaści. Melchor nie daje czytelnikowi odpocząć od emocji. Cały czas trzyma odbiorcę w napięciu, odtwarzając skomplikowane relacje między bohaterami. Śmierć będzie się tutaj mieszała z życiem, wiedza o sekretach z piętnowaniem i stygmatyzowaniem, namiętny seks z brutalnością i dosłownością, troska o drugą osobę z przemocą psychiczną i fizyczną, racjonalność z wiarą w magię, kobiecość uwikłana z stereotypy z męskością naznaczoną społecznymi oczekiwaniami, brak perspektyw z nadziejami, które okazują się złudne, mizoginizm z maczyzmem, obojętność na uczucia innych z uważnym rejestrowaniem cudzych emocji. Gatunkowo można by potraktować powieść Melchor jako grę z konwencją kryminału psychologicznego. Mamy przecież tutaj zbrodnię. Z czasem okaże się również, że znamy sprawców. Znajdzie się także świadek, dzięki któremu prawdopodobieństwo odpowiedzialności za popełniony czyn zostanie urealnione. Będziemy również obserwatorami wielu innych sytuacji, które da się powiązać z przestępstwem. Trwałe więzi, spotkania na chwilę, zaangażowanie, którego miało nie być, odkrywanie własnej tożsamości, wiara w cudzą siłę, dzięki której nasze życie może się zmienić, magia powiązana i wpisana w codzienność – to wszystko mocno oddziałuje na czytelnika, odsłaniając nieuchronność tego, co się wydarzyło, i niezwykle intensywne napięcie (i to odwołujące się do nienawiści i złości, i to bazujące na namiętności) towarzyszące relacjom bohaterów. Warto!

 

Fernanda Melchor, Czas huraganów, przeł. Katarzyna Sosnowska, Wyd. Mova, Białystok 2021.

sobota, 23 października 2021

Spotkanie z niemożliwym (K. Michal, Straszydła na co dzień)

 

Niezwykłe opowiadania! To, co realistyczne, przeciętne, potencjalnie nużące przez swoją powtarzalność zostaje zderzone z nieprawdopodobnym i trudnym do uwierzenia. Opowiadania Michala, choć powstały kilkadziesiąt lat temu, pozostają bardzo aktualne. Przytłoczenie codziennością, brak szansy na jakąkolwiek zmianę, wreszcie poczucie, że jest się mało ważnym to doświadczenia o charakterze uniwersalnym. Możliwość uczestniczenia w czymś szczególnym, dzięki sile – nieco zabawnej, nieco absurdalnej, czasami surrealistycznej – pochodzącej z zewnątrz pokazuje, jak mogłoby życie wyglądać, gdyby nie potoczyło się tak, jak się potoczyło. Ten moment olśnienia, który również czytelnika włącza w sytuację energetyczną, dynamiczną, barwną i sugestywną, okazuje się jednak zwykle tylko złudzeniem. Ostatecznie wspierające bohaterów siła, wiedza lub możliwości stają się mało przydatne, jeśli tylko na nich opiera się wiara w zmianę przyszłości. Czy tchórzliwy księgowy, zyskawszy umiejętność przemiany w niedźwiedzia, odniesie sukces w pracy i zdobędzie szacunek kolegów? Czy przyzwyczajony do codziennego znoju brukarz odnajdzie się w rzeczywistości doskonałej, w której kurczak vel Kłobuk wykona za niego kilkaset procent normy? Czy mało asertywny redaktor nauczy się walczyć o swoje przy pomocy pewnego dość walecznego i działającego ostatecznie skrzata? Czy ktoś odkryje potencjał zdechłego kota, który mimo śmierci może mówić i dyskutować (świetna i ironiczna charakterystyka pracy księdza!)? Nieco baśniowy charakter, składających się na tom historii, miesza się z konwencją przypowieści, gawędy, opowiastki edukacyjnej à rebours. Bardzo dobre – zabawne, ale i nieco melancholijne opowieści o życiu (nie)prawdopodobnym.

 

Karel Michal, Straszydła na co dzień, przeł. Dorota Dobrew, posłowie: Viola Fischerová, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2021.

wtorek, 19 października 2021

Wiele hałasu o nic (M. Sidz, Pół roku na Saturnie)

 

Małgorzata Sidz opublikowała w ubiegłym roku książkę poświęconą Finlandii. „Kocie chrzciny”, choć ukazały się w gwarantującej zwykle wysoki poziom reporterskiej serii wydawnictwa Czarne, były lekturą dość powierzchownie prezentującą opisywany rejon świata. W tekście tym trudno było doszukać się szczególnie zaangażowanej reporterskiej pracy, a kompozycyjnie książka sprawiała wrażenie dość przypadkowo zebranych faktów na temat portretowanego kraju. W przypadku „Pół roku na Saturnie” mamy do czynienia z nieco inną sytuacją. Formalnie można by mówić o próbie zmierzenia się z gatunkiem powieści. Tłem dla wydarzeń jest tym razem Korea Południowa, a pretekstem do refleksji, definiowanych jako charakterystyczne dla pokolenia millenialsów, pobyt na stypendium w Seulu, dużo wolnego czasu i brak problemów finansowych. Bohaterka książki, a zarazem mówiąca w pierwszej osobie narratorka, poszukuje sensu życia lub, takie określenie jest chyba bliższe prawdy, uważa, że taki sens powinna znaleźć. I tu pojawiają się problemy. Po pierwsze, jeśli ktoś przypuszcza, że koreańska scenografia ma jakiekolwiek znaczenie, to bardzo się pomyli. Akcja książki mogłaby się dziać wszędzie, osoby mówiącej w tekście Korea nie interesuje właściwie wcale. No może poza wymienianiem tego, co bohaterka je i co ma podtrzymywać egzotykę otoczenia. Po drugie, to wszystko, co zostaje opowiedziane mogłoby się obronić, gdyby książkę odchudzić co najmniej o połowę. W takiej formie jest mocno przegadana. Po trzecie wreszcie, rozterki bohaterki byłyby przekonujące, gdyby miała kilkanaście lat, a nie dwadzieścia kilka. W tym drugim wydaniu są po prostu infantylne. Zwłaszcza gdy czytamy fragmenty, w których narratorka ogląda filmy, a po ich obejrzeniu chce uprawiać taki zawód, jak ten sportretowany na ekranie. O czym jest „Pół roku na Saturnie”? Miało być o poszukiwaniu tożsamości, a jest trochę o niczym. Lektura zbędna.

 

Małgorzata Sidz, Pół roku na Saturnie, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.