Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

niedziela, 15 lutego 2026

Spojrzenie (G. Øyehaug, Oto słońce)

 

Norweska pisarka proponuje czytelnikom prozę nieoczywistą formalnie. Na uwagę zasługuje rozgrywanie pozycji pisarskiej oraz świadomości tego, że utwór właśnie powstaje. Formalnie główna bohaterka wie, że jest częścią powieści, ma świadomość, że może stać się bohaterką historii innych pisarzy, wreszcie pisze własną powieść, w której istotne okazuje się zajmowane przez nią miejsce. Motywem powracającym i rozpisywanym na różne sposoby jest kwestia spojrzenia – własnego i cudzego. Øyehaug celnie eksponuje wielość możliwych spojrzeń i wynikające z danego patrzenia konsekwencje. Punkt wyjścia to, żartobliwie rzecz ujmując, prawdziwe zatrzęsienie pisarzy na metr kwadratowy. Główna bohaterka, która jest pisarką i uwielbia samotność, odkrywa, że do sąsiedniego domu wprowadza się małżeństwo pisarzy. Nowi sąsiedzi wzajemnie się obserwują. Jednocześnie Øyehaug komplikuje sytuację, opisując spojrzenia i spostrzeżenia pojawiające się w sytuacji hipotetycznej związanej ze snem. Istotnym elementem patrzenia jest fascynacja mężczyzną. Czy doprowadzi do romansu? Czy może jest po prostu niezbędna, aby bohaterka mogła wreszcie zacząć pisać? Mówiąc inaczej, czy przyjemność fizyczna może być tożsama z satysfakcją twórczą. Ciekawym wątkiem jest korespondencja bohaterki z przyjaciółką. W tym wypadku myśli wywołane spojrzeniem zostają wyartykułowane. Stają się komentarzem społecznym, intymnym dopowiedzeniem, wreszcie pretekstem do rozważenia potencjału literackiego. Intrygujące!

 

Gunnhild Øyehaug, Oto słońce, przeł. Karolina Drozdowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2026.


sobota, 14 lutego 2026

Okiełznać chaos (L. Miller, Dlaczego ryby nie istnieją)

 

Znakomita książka! Lulu Miller łączy prozę autobiograficzną z esejem, biografię z prozą zaangażowaną społecznie. Zagadnieniem porządkującym opowieść jest pytanie o sens życia i o możliwość opanowania chaosu. Autorka z jednej strony sięga do własnych przeżyć i do momentów kryzysowych, próbując zmierzyć się ze zwątpieniem, zagubieniem i symptomami depresji, z drugiej – i to dominuje w publikacji – rekonstruuje losy Davida Starra Jordana, naukowca z przełomu XIX i XX wieku, zajmującego się ichtiologią. Ryby będą w tym kontekście nie tylko badawczym konkretem, ale i ważną metaforą determinacji, szukania sposobów na wyeliminowanie chaosu, wreszcie praktykowaniem działań na rzecz triumfu rozumu. Jordan razem ze współpracownikami wyrusza na wyprawy, z których przywozi, opisuje i gromadzi w uniwersyteckich murach obiekty. Specjalnie używam tego uprzedmiotawiającego słowa, bo praca naukowa bohatera książki to przykład popularnego w tamtych czasach podejścia do przyrody. Zwierzęta traktowane są jako zdobycze, które można wyeksponować we własnym kraju i prezentować publiczności. Liczba opisanych przez Jordana ryb jest imponująca. Odkrywa nieznane i nazywa świat od początku. Jest niemalże bogiem. Całą jego pracę niszczy jedno wydarzenie – trzęsienie ziemi, które wymazuje wprowadzony ład i przynosi spełnioną apokalipsę. Jednak naukowiec nie poddaje się. Próbuje odbudować to wszystko, czego nie ma. Na uwagę zasługują poruszające, częściowo poetyckie, częściowo mocne i niemalże brutalne, opisy zaistniałej katastrofy. Miller dobrze pokazuje, jak złudna i zawodna potrafi być pamięć, a także jak ostatecznie bezradny jest człowiek wobec sił przyrody. Pierwsza śmierć ryb, kiedy są zdobyczami, to zwycięstwo, druga śmierć, kiedy trzęsienie ziemi niszczy słoje, w których obiekty się znajdują, to klęska i potwierdzenie ostateczności końca. Bardzo interesujące są te fragmenty opowieści o życiu Jordana, które pokazują go jako wielkiego zwolennika eugeniki. Panowanie nad zwierzętami wiąże się z milczeniem ryb, panowanie nad ludźmi, których uznaje się za zbędnych i niegodnych dalszego rozmnażania, to z kolei odbieranie głosu tym, których klasyfikuje się jako gorszych. Gdzieś w tle istotne więc będzie pytanie o władzę będącą siłą napędową działalności ichtiologa. Na uwagę zasługuje również jego wytrzymałość na trudne doświadczenia w życiu prywatnym. Utrata bliskich osób z rodziny czy problemy w pracy uniwersyteckiej zdają się schodzić na dalszy plan, kiedy naukowiec rusza na jedną ze swoich wypraw. Praca staje się ogarnianiem chaosu, ale i – tego Jordan nie zauważa – niekiedy również ten chaos wprowadza w jego życie. Świetnie rozegranym literacko wątkiem jest tytułowe pytanie. Okazuje się motywem zwrotnym, bo pozwala zwątpić we wszystkie wcześniejsze, stojące po stronie racjonalności starania ichtiologa. Lektura obowiązkowa!

 

Lulu Miller, Dlaczego ryby nie istnieją, przeł. Hanna Pasierska, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.


sobota, 31 stycznia 2026

Pierwsze uderzenie (M. Dobosiewicz, Laszowanie)

 

Tom opowiadań Macieja Dobosiewicza to przykład prozy inicjacyjnej. Zamieszczone w nim historie łączą postaci ojca i syna. Pozornie portretowane wydarzenia rozgrywają się w zgranych dekoracjach – mała miejscowość i rzeczywistość, której już nie ma i którą można tylko wspominać. Tak naprawdę jednak udaje się Dobosiewiczowi uchwycić nie tylko klimat tego czasu, kiedy jest się dzieckiem, a dorosły może być jeszcze przewodnikiem, ale też wiele drobnych szczegółów, wydobywających napięcie z tego co dzieje się między dzieckiem a rodzicem oraz pomiędzy rówieśnikami. Świetny jest na przykład dialog między ojcem a synem, kiedy jesteśmy świadkami uczenia tego, by w pewnym sensie uprzedzić atak i uderzyć jako pierwszy. Uparte niezrozumienie tego przesłania ze strony dziecka dobrze pokazuje, jak niełatwe bywają momenty wtajemniczenia w reguły rządzące relacjami opartymi na sile i władzy. Dobosiewicz zatrzymuje w czasie wrażenia, ulotne chwile, emocje, napięcie towarzyszące niektórym sytuacjom. To wszystko składa się na dzieciństwo i dorastanie – konkretne, ale i jak najbardziej uniwersalne. I właśnie dzięki temu w trakcie lektury towarzyszy czytelnikom wrażenie współuczestnictwa i współodczuwania, jakby w naszym życiu było całkiem podobnie, choć jednak i inaczej. Zbiór opowiadań Dobosiewicza to przede wszystkim portret przemijania i nieuchronności wpisanej w upływ czasu. Z jednej strony ten opisany i nieistniejący już świat powstaje na gruzach rzeczywistości należącej wcześniej do innych ludzi (niemiecki cmentarz, na którym jest plac zabaw), z drugiej to, co zapamiętano jako nie tak odległe, także już należy do przeszłości. To właśnie przeszłość, choć naznaczona śmiercią, ma w sobie ciągle żywych tych, których dzisiaj brakuje. Warto.

 

Maciej Dobosiewicz, Laszowanie, Wyd. Nisza, Warszawa 2025.