Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

środa, 1 lutego 2023

Narodziny, trwanie i śmierć (E. Kuzniecowa, Nim dojrzeją maliny)

 

Powieść Eugenii Kuzniecowej to przykład literatury środka. Autorka umiejętnie rozgrywa codzienne, pozornie mało istotne, ale jednak odsłaniające coś ważnego, historie, umieszczając je w konwencji opowieści lekkiej, a zarazem nieco przypowieściowej. To portret kobiecych losów rozrysowanych na różne biografie z mocno zaakcentowanym przesłaniem mocy międzypokoleniowego kobiecego wsparcia. Mamy więc babkę Teodorę, która jest strażniczką przeszłości, krzepiącym punktem odniesienia w teraźniejszości, ale i drogowskazem w nadchodzącej dopiero przyszłości. Mamy jej wnuczki, które przyjeżdżają na wakacje, szukając odpoczynku od problemów codzienności i starając się znaleźć odpowiedzi w sprawach tę codzienność komplikującą. Mamy pamięć babci z czasów, kiedy była młodsza i silniejsza. Mamy wspomnienie dorosłych wnuczek, które właśnie jako dzieci z tego miejsca czerpały siłę. Mamy wreszcie dziewczynkę, która zostaje przekazana pod opiekę jednej z wnuczek, a zbuduje silniejszą więź nie z tą, dla której oddał ją ojciec. Dużo w tej książce gadania o mężczyznach, dzieciach, ciąży. Jednocześnie pełne troski i ciepła rozmowy poprzetykane są świadomością przemijania i nietrwałości. Zarośnięty stary sad, znajdujący się przy domu, okazuje się wyznacznikiem tego wszystkiego, co może się wydarzyć i co bywa nieprzewidywalne tak, jak rośliny, którymi nikt się nie opiekuje. Sprawy ważne są tutaj potraktowane lekko, zabawnie, bez zadęcia. Narodziny w pewnym sensie zapowiadają odejście, bo nic nie jest wieczne, choć jeśli pozwolimy sobie pamiętać, wiele możemy utrwalić.

 

Eugenia Kuzniecowa, Nim dojrzeją maliny, przeł. Iwona. Boruszkowska, Wyd. Znak, Kraków 2023.

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Ślady samej siebie (M. Boryczka, Nigdzie)

 

Powieść Małgorzaty Boryczki tylko pozornie koncentruje się na wymiarze inicjacyjnym, rozpatrując z pozycji osoby dorosłej to wszystko, co w dzieciństwie mogło mieć lub miało znaczenie. Tak naprawdę w centrum tej opowieści znajdują się dwie relacje. Jedna zostanie oparta na pustce, obcości, porzuceniu, odtrąceniu i będzie to relacja z rodzicami, którzy wyjeżdżają na stałe do Niemiec. Druga skupiona będzie na przywiązaniu, silnej więzi, uścisku po oparzeniu dłoni kawą, opowiadanych historiach i otulaniu kołdrą jak kokonem. To dziadek jako opiekun dziewczynki zbuduje podstawy tego, co można by próbować określić domem i ważnym punktem odniesienia. Istotnym elementem opowieści będzie spojrzenie. Narratorka i zarazem bohaterka spróbuje zmierzyć się z tym, co widziała i zapamiętała, a co niekoniecznie miało miejsce właśnie w takim kształcie. Na dziewczynkę czujnie spogląda dziadek i będzie to spojrzenie nadające jej biografii pewnego rodzaju trwałość i ciągłość. Spojrzenie rodziców okaże się ostatecznie kontrolne i niechętne odbudowywaniu być może w ogóle nieistniejącej więzi. Spojrzenie osób kupujących od dziadka pędzle z włosów jego wnuczki okaże się pretekstem do poszukiwań tych, którzy malowali. Bohaterka będzie starała się odnaleźć tych, którzy używając jej włosów do naniesienia farby tworzyli, przedłużając w ten sposób jej prawdopodobne wersje istnienia. Pytanie o tych, co kupowali i malowali, stanie się także pretekstem do uruchomienia innych spojrzeń – krytycznych, poszukujących, skoncentrowanych na stracie, niemożliwych do zdefiniowania. Motywem powracającym w książce okaże się zastanowienie się nad tym, czy w ogóle możliwe jest spojrzenie na siebie z boku, z zewnątrz, niejako spoza siebie. Czy trzeba umrzeć, by zobaczyć własne życie, a może wystarczy dorosnąć, by postawić odpowiednie pytania, dzięki którym uda się dotrzeć do tego, co nie do końca zdefiniowane, ale najistotniejsze? Warto!

 

Małgorzata Boryczka, Nigdzie, Wyd. Nisza, Warszawa 2022.

niedziela, 29 stycznia 2023

Jedna fotografia (P. Velarde, Epilog)

 

„Epilog” to doskonały przykład tego, jako wielowarstwowa może być powieść graficzna. Velarde operuje wyrazistą kreską, rezygnuje z kolorów, poprzestając na czerni i bieli. Dzieli swój komiks na rozdziały, dzięki czemu skojarzenie z tradycyjnym podziałem powieściowym nasuwa się samo. Autor, co ważne w przypadku łączenia obrazu z tekstem, potrafi sugestywnie operować scenami, w których nie pada ani jedno słowo. Choć bohaterowie milczą, to jednak ich emocje i rozwój akcji zostają oddane przekonująco. Tę oszczędność słów traktowałabym w tym przypadku jako ogromny atut. Velarde proponuje czytelnikom opowieść mocno zakorzenioną we współczesnej historii Hiszpanii. Gdzieś w tle przywołany zostaje kontekst wojny domowej, a kluczowy dla wydarzeń mających miejsce „tu i teraz” okazuje się czas brutalnych rządów frankistowskich. Autor potrafi oddać dramat niszczonych na co dzień ludzi, zdrad i donosów, rozdzielanych rodzin oraz odbieranych i oddawanych na wychowanie dla prawicowych par dzieci. Na plan pierwszy wysuwa się z jednej strony konflikt ideowy między sługusami systemu a ludźmi uczciwymi, z drugiej relacja między ojcem a synem. Velarde bardzo dobrze dawkuje napięcie. Opiera swoją historię na zaskakujących zwrotach akcji, dzięki czemu nie wiemy do końca, kto kim tak naprawdę manipuluje i kto występuje po stronie dobra, a kto po stronie zła. Ważnym elementem napędzającym rozwój wydarzeń jest pewna fotografia, a istotnym kontekstem uzupełniającym opowieść dołączony szkic biograficzny na temat republikańskiego fotografa Antoniego Campañii. To połączenie komiksu psychologicznego z historycznym i częściowo – w sensie gry z pewną konwencją – kryminalnym. Bardzo dobre.

 

Pablo Velarde, Epilog, przeł. Aleksandra Jackiewicz, Jakub Jankowski, Wyd. Timof i Cisi Wspólnicy, Warszawa 2022.