Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Baśń o życiu i śmierci (M. Leky, Sen o okapi)

 

„Sen o okapi” to powieść pod wieloma względami zaskakująca. Tytułowy sen zapowiada śmierć, ale mamy tu do czynienia z wielką pochwałą życia. Obserwujemy codzienność małej społeczności, a jednak jest w tych ludziach dużo ciekawości świata i otwartości, a ewentualne konflikty są unieważniane wtedy, gdy sytuacja mogłaby się wymknąć spod kontroli. I nie, nie jest to wcale świat sielankowy i zakłamujący rzeczywistość poprzez udawanie, że zła nie ma. Leky umie bowiem tak opowiadać, by ta, nieco mroczna momentami, a jednak ostatecznie bardzo krzepiąca, baśń nie miała w sobie fałszywych nut. Tytułowy sen o okapi organizuje życie mieszkańców miejscowości, sygnalizując im dzień, w którym ktoś prawdopodobnie umrze. To Selma ma takie sny i to ona w pewnym sensie panuje nad lękiem wszystkich, umiejąc zarazem dostrzec więcej niż tylko ów strach przed ostatecznością. W efekcie moment, w którym być może coś się wydarzy, staje się nie tyle pretekstem do opowiedzenia o sile przesądów, co raczej okazją do pokazania tych istniejących jawnie i skrywanych więzi między bohaterami. Lęk przed śmiercią może więc wyzwolić ogromną chęć życia. Może też dać siłę do pogodzenia się z tym, co się dopiero wydarzy, ale może też przyczynić się do zmian. Leky ucieka od sentymentalizmu, nie sięga też po groteskę, wybiera za to przypowieściowo-baśniowy sposób opowiadania. Dzięki temu historia ta, choć mogłaby być smutna, tak naprawdę okazuje się jasna i radosna. Życie z wiedzą o śmierci nie przestaje być bowiem życiem do prawdziwego, szczerego i możliwie dobrego przeżycia, a to, jak sugerują swoim zachowaniem bohaterowie, już wiele. Warto.

 

Mariana Leky, Sen o okapi, przeł. Agnieszka Walczy, Wyd. Otwarte, Kraków 2021.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Próba sił (S. Nunez, Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag)

 

Sigrid Nunez wspomina okres, kiedy jako partnerka Davida Rieffa mieszkała razem z Susan Sontag i jej synem. Ten intensywny pod każdym względem czas okazuje się intrygujący nie tylko dlatego, że wokół autorki „Zestawu do śmierci” koncentrowało się to, co ważne, w ówczesnym życiu intelektualnym, ale również z tego powodu, że otrzymujemy ciekawy portret psychologiczny artystki. Nunez nie ukrywa zresztą, że pierwsze spotkanie z Sontag i kilka kolejnych, w trakcie których pracuje jako jej asystentka, to odkrywanie zupełnie innego świata i mierzenie się z własnymi wyobrażeniami. Szybkie wejście w codzienność pisarki skutkuje możliwością obserwowania tego, co prawdziwe, i tego, co stanowi efekt kreacji, od środka. Nunez niewątpliwie docenia intelektualny wpływ Sontag. Na uwagę zasługują na przykład zapamiętane wzmianki dotyczące procesu pisania i czytania, czy opis związku z Josifem Brodskim. Jednocześnie niepokojąco wybrzmiewa zauważona przez Nunez i ewidentnie dostrzegalna u Sontag potrzeba otrzymywania potwierdzenia własnej doskonałości od innej osoby. Nie jest to oczywiście pozornie nic szczególnego, jednak kolejne wątki dotyczące tego problemu pokazują, że domagająca się uwagi Sontag-pisarka wykorzystuje swój wpływ jako Sontag-eseistka do rozgrywania emocji innych ludzi. Choć Susan, Sigrid i David mieszkają razem, to bardzo szybko widzimy, że ich status jest nierówny, a wiodącą, dominującą rolę odgrywa Sontag. Nunez dość delikatnie sygnalizuje zaborczość wówczas przyszłej teściowej, ale już te nieliczne fragmenty i właściwie nieobecność we wspomnieniach Davida odkrywają toksyczność relacji. Nunez jest w tej opowieści pomocnicą Sontag i partnerką jej syna, jednak w rolach tych najbardziej się liczy jej służebność, dużo mniej zaś podmiotowość. Widać to chociażby we fragmentach, kiedy okazuje się, że to tak naprawdę Sontag zaprojektowała ich związek, kiedy Sontag krytykuje zachowanie Sigrid, czy kiedy liczy się dla niej tylko jej komfort pracy, nie dba więc o potrzeby młodej współlokatorki. Nunez bardzo ciekawie rekonstruuje kompleks autorki „Choroby jako metafory” związany z jej pisaniem. Otóż uważana za świetną eseistkę Sontag zawsze chciała być znakomitą pisarką, tymczasem rzadko otrzymywała tak pozytywną informację zwrotną dotyczącą prozy, aby była z tej reakcji zadowolona. Te tak naprawdę krótkie wspomnienia mają w sobie coś bolesnego i smutnego. Przypominają bowiem, że życie w cieniu wielkości, nawet jeśli wspominane z dużą nostalgią, to jednak pełne jest obrazów przywołujących na twarzy skrzywienie, któremu najbliżej jest do udawanego tylko uśmiechu.

 

Sigrid Nunez, Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag, przeł. Dobromiła Jankowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2021.

sobota, 10 kwietnia 2021

Uprzedzenia (O. Hund, Łyski liczą do trzech)

 

„Psy ras drobnych” Olgi Hund to w mojej ocenie jeden z ciekawszych debiutów prozatorskich ostatnich lat. Autorka zachwyciła mocnym, dosadnym, uciekającym od wzniosłości, ale i ironicznym portretem szaleństwa. Nie było w tej prozie ani krzty mizdrzenia się do czytelnika, a językowa precyzja, ascetyczność obrazowania na długo pozostawały w pamięci. Czy w „Łyski liczą do trzech” mamy do czynienia z podobnie wyrazistą prozą? Niestety, ale chyba nie. To wszystko, co w „Psach ras drobnych” było świeże, sugestywne, oszczędne, w „Łyski liczą do trzech” staje się przegadane, miejscami infantylne, nazbyt publicystyczne. Punkt wyjścia to przypadkowe zastrzelenie caakańskiego dziecka na festynie. Impreza, choć ma przypieczętować czesko-caakańską przyjaźń, jest chroniona przez wielu policjantów, bo w internecie zwoływali się faszyści, chcący zrobić porządek ze znienawidzoną mniejszością. To nie jest obszerna objętościowo książka, jednak odchudzenie jej – zwłaszcza w drugiej połowie – okazałoby się działaniem na korzyść. Początkowe fragmenty mają w sobie potencjał. Jest coś prawdziwego i psychodelicznego zarazem w tych momentach, gdzie odtworzone zostają źródła stereotypów i uprzedzeń. Dopóki jest w tym pewna umowność, uproszczenie, a sceny mają w sobie i duchotę tego parnego dnia, i obsesyjność myśli pojawiających się w głowach opisywanych postaci, jest bardzo ciekawie. Gorzej robi się wtedy, gdy dochodzi do narodzin, tak to ujmijmy, rewolucji, a trójka młodych bohaterów bierze sprawy w swoje ręce, chcąc zawalczyć o sprawiedliwość. Nie brzmi to przekonująco, a opisów tych nie ratuje nawet ich nieco baśniowy charakter. W efekcie autorka oddaje czytelników prozę z publicystycznym, nazbyt łopatologicznym jednak, zacięciem. A szkoda, bo początek jest naprawdę ciekawy.

 

Olga Hund, Łyski liczą do trzech, Wyd. Czarne, Wołowiec 2021.