Pozornie mamy do czynienia z kolejną historią o rozpadzie rodziny. Tak naprawdę jednak Lykke decyduje się pokazać ów rozpad inaczej. I właśnie dzięki temu powieść zasługuje na szczególną uwagę. Okazuje się bowiem, że to wszystko, co przynosi zniszczenie i może być potraktowane jako zapowiedź katastrofy, tak naprawdę trudno zdefiniować i potraktować jako powód chaosu, którego jesteśmy świadkami. Główna bohaterka doświadcza podwójnej straty. Musi pożegnać matkę, bo ta umiera, i musi uznać zniknięcie syna ze swojego życia, bo ten tak po prostu postanawia się od niej odciąć. O ile pierwsza relacja naznaczona jest emocjami, kłótniami, dynamiką związaną z napięciem, o tyle druga zdefiniowana zostaje przez jednostronnie podjętą decyzję. Paradoksalnie w tej pierwszej jest dużo racjonalności, ta druga ma w sobie coś z szaleństwa. Zachowania syna nie rozumie nie tylko matka, bohaterka powieści, ale i, tak sądzę, my, czytelnicy. Mężczyzna wydawać się może niedojrzały, a nawet śmieszny, tak kuriozalne jest jego zachowanie. Bezduszność syna nie pozwala na utożsamienie się z nim właściwie na żadnym poziomie i właśnie to jest wyjątkowo ciekawe. Pozostawia bowiem czytelników z fundamentalnym pytaniem – czy cierpienie zadawane bez powodu i bez uzasadnienia można w ogóle wybaczyć?
Nina Lykke, Gdzie są dorośli?, przeł. Karolina Drozdowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz