Proszę koniecznie tę książkę przeczytać. Jest niezwykła. I to z wielu powodów. Przede wszystkim jednak dlatego, że tak znakomicie połączone jest tutaj to, co autobiograficzne, głęboko szczere, autentyczne, z tym, co literackie, refleksyjne, przesuwające doświadczenie jednostkowe w stronę namysłu nad tym, co jest w jakiś sposób uniwersalne. Agnieszka Drotkiewicz panuje nad swoją opowieścią na każdym poziomie. Wywołuje wzruszenie, ale nie szantażuje emocjonalnie. Gatunkowo łączy prozę autobiograficzną z esejem kulturowym. Każda scena i każdy kontekst są tutaj potrzebne i przemyślane. To literacki majstersztyk. Ewa, bohaterka i narratorka książki, urodziła się z rozszczepionym podniebieniem. Ma za sobą kilka trudnych operacji, w tym tę, która wydarzyła się niedawno i która traktowana jest jako ważny moment zwrotny w życiu. Tych momentów zwrotnych jest w książce kilka. Opierają się one na napięciu między mądrością a pięknem, akceptacją a pożądaniem, uznaniem otoczenia a zachwytem mężczyzny, sojuszem a odrzuceniem. Agnieszka Drotkiewicz wyjątkowo intrygująco rozgrywa kwestię związane z patrzeniem. Bierze po uwagę i spojrzenie innych, i to, w jaki sposób sami siebie widzimy. Mamy więc tutaj chociażby kontekst odpowiedzialności za słowa (te akceptujące i te wykluczające), mamy wątek uwikłania etycznego i konieczności przyznania się przed sobą, jak bardzo widzenie wiąże się dla nas z ocenianiem (odpowiedzialność za relacje), mamy też poruszający kontekst niespójności tego, co jest pozytywną reakcją z zewnątrz, z tym, co stanowi myślenie o sobie. To także opowieść o ocaleniu siebie i dotarciu do takiego punktu w myśleniu o własnej tożsamości, w którym „ja” staje się fundamentem zbudowania tego, co najważniejsze – jeśli nie ocalimy się sami, nikt nas nie ocali. Lektura obowiązkowa. Powtórzę: proszę koniecznie czytać.
Agnieszka Drotkiewicz, Rekonstrukcja. Połowa twarzy tonie w mroku, Wyd. Osnova, Warszawa 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz