
Ta
niespieszna, ale i pełna pozytywnej energii proza chyba każdemu przypomni albo
własne dobre chwile z dzieciństwa, albo marzenia o beztroskim dorastaniu.
Sophia spędza lato na niewielkiej wyspie z babcią i ojcem. Jest ciekawa świata,
rezolutna, odważna, nie boi się samotności, zadaje dużo nieoczywistych i
trudnych pytań. Może wszystko, bo w pewnym sensie wszystko jest obok, na
wyciągnięcie ręki, do sprawdzenia. Jej ojciec to postać właściwie drugoplanowa,
milcząca, często nieobecna. Dziewczynka całe dnie spędza z babcią. Młodość
wchodzi tutaj w fascynujący sojusz ze starością, ciągłe zdziwienie
codziennością z gotowością niezapominania tego, że kiedyś także wszystko było
zaskakujące, pytania o sprawy fundamentalne z dojrzałością brawury popartej
doświadczeniem, zainteresowanie szczegółem z nieodwracaniem się od momentów,
które ktoś z boku nazwałby nieistotnymi, chęć poznania nie tylko swojego świata
z otwartością na to, by o swoim, nieistniejącym już świecie próbować
opowiedzieć. Lato zawsze przemija, ale lato też zawsze wraca. Jest w tej prozie
znakomicie uchwycony czas, który nieuchronnie odchodzi w przeszłość, ale i ma w
sobie zapowiedź samoodnowienia. Intrygujące!
Tove
Jansson, Księga lata, przeł. Halina Thylwe, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.