Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

niedziela, 12 grudnia 2021

„Wszystko to tylko wrażenie” (V. Rudan, Taniec wokół słońca. Autobiografia)

 

Vedranę Rudan zawsze warto czytać. Bo trudno znaleźć pisarkę do niej podobną – ostrą i bezpośrednią, często wulgarną, łamiącą konwenanse i kontrowersyjną, ale jednocześnie mądrą i odważną w swoich rozpoznaniach. „Taniec wokół słońca” w podtytule ma konkretne przyporządkowanie gatunkowe. Bardzo szczególna to jednak autobiografia. Wyzywająca intelektualnie, boleśnie szczera, oskarżycielska, dobrze operująca autoironią, świetnie portretującą kulturę maczyzmu i kulturę kłamstwa, o której pisała również Dubravka Ugresic. Rudan opowiada rwanymi scenami, operuje anegdotą, znakomicie komentuje rzeczywistość, pokazuje szczególność doświadczenia (post)jugosłowiańskiego oraz specyfikę stygmatyzacji związanej z wojną, w której fakt bycia Serbem lub Chorwatem odgrywał kluczowe znaczenie. Nie popada w dramatyczny ton, unika sentymentalizmu, ale jednocześnie wydobywa na wierzch bolesną codzienność. Widać to chociażby w opisie relacji z ojcem i matką, w scenach obrazujących okrucieństwo i samotność doświadczane przez dziecko. Przemoc domowa płynnie przechodzi w portrety społecznego tresowania i dyscyplinowania kobiet poprzez stosowanie wobec nich obraźliwych określeń i traktowanie ich przede wszystkim jako przedmiotów do używania. Książka Rudan to także opowieść o walce o samą siebie, opowieść o wolności, o niezależności i granicach kompromisu, których nie można przekroczyć. Warto zatrzymać się przy fragmentach dotyczących pracy w mediach i paradoksów wpisanych w uprzywilejowanie, sławę oraz interpretowanie tekstów przez władzę. Mocno wybrzmiewają również sceny przywołane w kontekście wojny. Widać w nich doskonale, jak na co dzień właściwie każdy mógł doświadczyć konsekwencji czyjegoś lęku i cenzurowania się wcześniej, niż ktokolwiek z zewnątrz to narzucił, mógł zmierzyć się z absurdami związanymi z procentowym liczeniem serbskości, wykluczaniem na wszelki wypadek i oczekiwaniem samokrytyki. Rudan pozostaje w tych opisach wściekłą (to komplement!) felietonistką obnażającą głupotę, małość i asekuranctwo. Mówi wprost, nazywa wprost, obnaża. Odnosi się również do kontrowersyjności, z którą została skojarzona. Pokazuje, że to, co dla innych bywa szokujące, dla niej jest unikaniem fałszu i pozorów. Jednocześnie co jakiś czas zadaje pytanie o formalne ograniczenia autobiografii, akcentując swoje rzekome dyletanctwo, nieświadomość literacką, nieuporządkowane podejście do faktów. To ciekawe, że takie rozważania w tekście powracają. Są bowiem dowodem na to, że dystansując się do formy, Rudan jednocześnie się do niej odnosi. Tworzy autobiografię felietonową lub, nazwijmy to inaczej, autobiografię w działaniu. W trakcie lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że książka ta pisana od nowa mogłaby być równie barwna, choć jednocześnie zupełnie inna, nadal jednak świadomie chaotyczna, pełna pasji, miejscami szorstka i ostra, w swoich rozpoznaniach odważna. Warto!

 

Vedrana Rudan, Taniec wokół słońca. Autobiografia, przeł. Marta Dobrowolska-Kierył, Wyd. Drzewo Babel, Warszawa 2021.

sobota, 11 grudnia 2021

Możliwe sposoby czytania (M.J. Nowicka, Słowacki. Wychodzenie z szafy)


Swoją pracą Marta Justyna Nowicka wpisuje się z jednej strony w prze-pisywanie i odczytywanie kanonu na nowo, z drugiej w queerowanie kultury i szukanie w tekstach literackich tych pęknięć, niedopowiedzeń czy przemilczeń, które jednocześnie da się odczytać jako pewnego rodzaju deklarację światopoglądową, czy szerzej autobiograficzną. Autorem wstępu jest Krzysztof Tomasik, można by więc powiedzieć, że Nowicka buduje również rodzaj homobiografii, opierając się na prawdopodobieństwie, możliwym sposobie czytania, śladach biograficznych. Badaczka przywołuje m.in. za Anitą Całek pojęcie superbiografii, które objaśnia jako „postmodernistyczne przedstawienie faktów i możliwych wydarzeń, które pierwszoplanowy narrator-badacz wybiera i komentuje” (s. 18-19). Autorkę interesuje przede wszystkim płeć i kategoria odmienności. Wpisuje się więc w całą tradycję badań związanych z krytycznym i uwrażliwionym genderowo podejściem do kanonicznych dzieł i do biografii ich autorów. W przypadku publikacji Nowickiej mamy do czynienia z dwiema istotnymi kwestiami. Po pierwsze bardzo ważne wydaje się wpisanie recepcji analizy autorki w promocyjne działania wokół książki (np. torba lniana z wizerunkiem Słowackiego z okładki, wywiady, spotkania autorskie). Umożliwia to wyjście poza dyskurs typowo akademicki, oswaja ze wspomnianym queerowaniem rzeczywistości literackiej i pozwala na uczynienie zaprezentowanej opowieści nie tylko częścią nauki i krytyki, ale i popkultury. W efekcie to, co w badaniach literaturoznawczych ma pewną tradycję, może być promowane jako rewolucyjne. Po drugie autorka rozgrywa autobiograficzność na dwóch istotnych i trudnych do zderzenia poziomach. Mamy więc autobiograficzność analizowanej korespondencji, ale i autobiograficzność spotkania Nowickiej z autorem i jego historią. Ten osobisty kontekst staje się ważnym punktem odniesienia. Obok wielu budzących zainteresowanie wywodów jest w tej książce kilka momentów, które mogą budzić wątpliwości. Zaliczyłabym do nich chociażby zderzanie Słowackiego z Witoldem Gombrowiczem, Edwardem Stachurą czy Michałem Witkowskim. Autorka nie uzasadnia wyczerpująco, skąd akurat takie, sięgające współczesności porównania, i jakie znajduje uzasadnienie dla dość swobodnego zderzania odległych czasowo biografii i twórczości.

 

Marta Justyna Nowicka, Słowacki. Wychodzenie z szafy, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2021.

czwartek, 9 grudnia 2021

Najwięcej się dzieje w niedopowiedzeniu (J. Hedman, Trio)

 

Powieść Johanny Hedman porównywana jest na okładce do prozy Sally Rooney. Taki chwyt reklamowy nie dziwi, bo po lekturze książki skojarzenie z „Normalnymi ludźmi” nasuwa się samo. Oczywiście, inna jest sceneria. W przypadku powieści „Trio” miejscem stanowiącym punkt odniesienia będzie przede wszystkim Sztokholm, a w dalszej kolejności Londyn, Paryż, Berlin i Nowy Jork. Miasta okażą się pretekstem do zastanowienia się nad autentycznością zachowań, wkładanymi na co dzień maskami i możliwościami zminimalizowania napięcia między trójką przyjaciół, których połączyła miłość, przyjaźń i erotyczna fascynacja. W tym podstawowym odczytaniu „Trio” wydaje się bardzo podobne do „Normalnych ludzi”. Można by więc mówić o powtórce z rozrywki, choć jak wiemy, jeśli znamy twórczość Rooney, rozrywka to raczej depresyjna, pełna emocjonalnego napięcia, psychologicznie skomplikowana. Bohaterowie powieści są aspołeczni, mają trudności z nawiązywaniem relacji, wolą nie mówić i nie wyjaśniać, ale oczekują, że ich myśli i odczucia zostaną właściwie odczytane, przyciągają się i odpychają, a ważnym kontekstem dla ich postępowania będą różnice klasowe, determinujące zachowania i podejście do wielu kwestii. Interesującym motywem są przywołane wcześniej miasta, które mają moc sprawczą i oddziałują na losy bohaterów. Sztokholm pozostanie tłem dla największego napięcia między trójką bohaterów, Londyn będzie odkrywaniem możliwości bycia razem, Paryż okaże się wejściem w schemat radowania się i cielesnego niemalże przeżywania miejsca, Berlin będzie z kolei obnażeniem łatwości przystosowania się i wkładania masek, a Nowy Jork stanie się dobrym, bo właściwie na całe życie, celem ucieczki. Interesujące w powieści Hedman jest pozostanie na poziomie niedopowiedzenia. Bywa ono pociągające, irytujące, podniecające i nie do zniesienia. Hedman nie rodzi sobie trochę z połączeniem relacji z przeszłości (młodości, kiedy wszystko się wydarzyło) z tym, co dzieje się współcześnie (napięcie nie znika pomimo braku kontaktu). Kompozycyjnie zderzenie tych dwóch czasów nieco zgrzyta i nie wypada przekonująco.

 

Johanna Hedman, Trio, przeł. Ewa Wojciechowska, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2021.