niedziela, 20 sierpnia 2017

Przyjaciel czy morderca – kto jest bliżej? (K. Kwiatkowska, Zgubna trucizna)

Najnowszy kryminał Katarzyny Kwiatkowskiej stanowi kolejne potwierdzenie talentu autorki. Początek XX wieku i, wszystko na to wskazuje, tajemnicze oraz mistrzowskie fałszowanie banknotów. Znany z poprzednich części Jan Morawski (wraz z pomocnikiem Mateuszem) nie spocznie, dopóki nie rozwikła tajemnicy. Ta zaś będzie się przed nim odsłaniała niespiesznie, z kilkoma intrygującymi zwrotami akcji, z całkiem pokaźnym skomplikowaniem emocjonalnym i z rozczarowaniem, które mimo rozwiązania sprawy i tak nadejdzie. Kwiatkowska nie stara się uwodzić czytelnika sensacyjnością fabuły, interesuje ją raczej oddanie klimatu miejsca i czasów. Pokazała już zresztą we wcześniejszych powieściach, że umie łączyć zagadkę kryminalną z dbałością o historyczne szczegóły. Tym razem na plan pierwszy wysunie się klimat Poznania, proces germanizacji oraz zwyczaje panujące w hotelach i na balach. Na tych ostatnich zwłaszcza króluje kupczenie posagami i niemalże otwarte i bezpruderyjne oferowanie kobiet po korzystnych cenach tym, którzy są materialnie dobrze sytuowani. Autorka umieści swojego bohatera w centrum wydarzeń – będzie więc blisko owych miłosnych transakcji, ale i blisko wybuchu bombowego, do którego dojdzie w hotelu. Interesujące.

Katarzyna Kwiatkowska, Zgubna trucizna, Wyd. Znak, Kraków 2017.

sobota, 19 sierpnia 2017

Nie tylko literatura dla dzieci i młodzieży (M. Urbanek, Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce)

Biografia Kornela Makuszyńskiego to niewątpliwie doskonały materiał na książkę. Mariusz Urbanek jest tego świadomy, wykorzystuje więc życiorys swojego bohatera nie tylko do przypomnienia jego kariery zawodowej, ale i do sportretowania czasów, w których pisarz funkcjonował. Na plan pierwszy wysuwają się właściwie trzy kwestie. Pierwsza dotyczy osobowości Makuszyńskiego i jego talentu. Zaszufladkowany jako autor literatury dla dzieci i młodzieży był nie tylko znakomitym, cenionym w środowisku krytykiem, ale i duszą towarzystwa. Odtworzenie błyskawicznej kariery Makuszyńskiego odbywa się poprzez pokazanie jego wczesnego debiutu (w wieku nastoletnim), pracowitości (regułą było przygotowywanie recenzji do druku na następny dzień po premierze spektaklu), lekkości pióra (jego teksty krytyczne miały charakter felietonowy), opiniotwórczości (ze zdaniem pisarza liczyli się ówcześni najwięksi). Druga kwestia dotyczy pamięci i zapomnienia, intensywnego istnienia i wymazywania z przestrzeni publicznej, niekwestionowanego sukcesu i przemilczenia. Urbanek sugestywnie zderza ze sobą czas przedwojenny z okresem po zakończeniu II wojny światowej, kiedy entuzjazm Makuszyńskiego dla świata i człowieka jako takiego traktowany jest jako sanacyjny, a więc źle widziany. Przyzwyczajony do publikowania, dużych nakładów, wyrazów sympatii i podziwu ze strony czytelników oraz redaktorów pisarz zostaje brutalnie unieważniony przez komunistyczną rzeczywistość. Symboliczne staje się dokwaterowanie pewnego urzędnika do zakopiańskiego mieszkania Makuszyńskich. Ta bezduszna decyzja wypada dużo dramatyczniej od innego trudnego doświadczenia, a mianowicie utraty księgozbioru w czasie wojny. Trzecia kwestia, którą należy uznać za dominującą, to próba zrekonstruowania poglądów Makuszyńskiego przy jednoczesnym akcentowaniu specyfiki tamtych czasów i braku ciężaru wiedzy o Holocauście. Chodzi zwłaszcza o antysemityzm i mizoginizm pisarza, który – jak sugeruje Urbanek – w kontekście epoki jest narracją często akceptowaną społecznie i uznawaną za atrakcyjną. Fragmenty wypowiedzi Makuszyńskiego porażają, jednak biograf równoważy je nie tylko wspomnianym powyżej uzasadnieniem, ale i czynami, znacznie odbiegającymi od owych pojawiających się w druku uprzedzeń. Biografia Makuszyńskiego okazuje się z jednej strony intrygującą opowieścią o człowieku swojej epoki lub – tak chyba lepiej to zabrzmi – swoich epok, ale i zapisem oddającym cechy charakterystyczne ówczesnego środowiska literackiego. W obu przypadkach lektura jest arcyciekawa.


Mariusz Urbanek, Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce, Wołowiec: Czarne 2017. 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Przemijanie (M. Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem)

Książka Wichy wpisuje się w tradycję tekstów – pożegnań, w których równie ważne jest uświadomienie, kim był ten, kto odszedł, jak i przemyślenie roli, jaką ów ktoś odgrywał w życiu autora. Bezdyskusyjny jest więc autobiograficzny charakter publikacji, jednak potraktowanie „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” tylko w taki sposób byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Choć Wicha wspomina, poddaje samego siebie wiwisekcji, mierzy się z ograniczeniami pamięci, próbuje zdefiniować własne miejsce w matki życiu i jej rolę w swoim, to jednak można również mówić o tej książce jako o eseju filozoficzno-społecznym. W pewnym bowiem sensie mamy tu do czynienia z doświadczeniem pokoleniowym – generacji, która odchodzi, i generacji, która pozostaje; tych, którzy umierają, i tych, którzy żegnają. Ten szerszy kontekst bardzo intymnej, ale i – nie bójmy się tego słowa – intelektualnej w swoim wydźwięku opowieści, wydaje się bardzo istotny. Nie bez powodu znaczna część refleksji na temat umierania, znikania, przemijania i przetrwania wiąże się z książkami – tymi, które zgromadziła matka, ze sposobem zaplanowania domowej biblioteki, ze wspomnieniami dziecięcych wypraw do księgarni, z decyzją, by książki oddać do antykwariatu, i ze zdziwieniem, że tak wiele tytułów nie ma dzisiaj już żadnej wartości. W efekcie to, co osobiste, miesza się z tym, co przynależy do przestrzeni publicznej. Oto okazuje się, że odchodzi nie tylko konkretny człowiek – matka, ale i znikają obyczaje, które były charakterystyczne dla pokolenia kobiety. Mówienie, że obrastamy przedmiotami, to banał. Fakt ten przestaje być jednak tak oczywisty, kiedy dochodzi do śmierci osoby, do której należą rzeczy. Przedmioty zyskują wówczas inne znaczenie – są przedłużeniem istnienia, przypominają o życiu, ale i świadczą o umieraniu, odsłaniają względność więzi i przynależności, nagle osamotnione wydają się tęsknić za tym kimś, kto odszedł. Wicha unika sentymentalnych opisów, choć pozostając po stronie racjonalności, nie przestaje wzruszać. Pod szorstkością słów, myśli, uczuć kryje się bowiem przekonanie, że pewnych spraw nie da się odwrócić, a ich nieuchronność zmusza do mierzenia się nie tylko ze śmiercią, ale i z życiem, któremu śmierć towarzyszy.


Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Wyd. Karakter, Kraków 2017. 

środa, 2 sierpnia 2017

Życie i umieranie (J. Púček, Przez ucho igielne (sploty))

„Przez ucho igielne (sploty)” to znakomita powieść, która w bezpretensjonalny sposób dotyka tematów ostatecznych, a mianowicie życia i umierania. Myliłby się ten, kto oczekiwałby od lektury powieści Púčka wzniosłych refleksji, kategorycznych sądów czy moralizujących sentencji. Autor z dużą lekkością, ale i czułością, pisze o sprawach, które przydarzają się na co dzień, a jednak trzeba nauczyć się z nimi żyć. Ważnym wątkiem okazuje się więc przetrwanie – znaczy wiele na pewno wtedy, gdy Jan przez ponad pięć lat przebywa w obozach koncentracyjnych i więzieniach; dużo mniej mroczne jest wówczas, gdy okazuje się, że starość przynosi akceptację i świadomość dobrze przeżytego życia. Pojawia się również w rzeczach pozornie małych, ale ważnych w wymiarze codziennym – kiedy Jan zakłada niedużą szwalnię, kiedy z miłości do Bożeny muszą opuścić miejsce, które uznają za swoje, kiedy powstaje ich dom, kiedy Bożenie udaje się zdobyć pożyczkę na ogrzewanie. Opowieść o losie bohaterów, Jana i Bożeny, rozpoczyna się od końca – obserwujemy schyłek życia pary, która uczy się, że małe sprawy przeżywane razem są ważniejsze od marzeń o wielkich wzlotach, ale zaliczanych oddzielnie. Wiemy, że śmierć jest blisko, a jednak ów opis starzenia się i umierania jest niezwykle pozytywny, ciepły, krzepiący. Kolejne części książki cofają nas w czasie – poznajemy wcześniejsze losy pary, okres, kiedy żyli oddzielnie, i czas, który doświadczali wspólnie. Istotnymi metaforami przywoływanymi wielokrotnie są szycie i budowanie. Zawierają w sobie nadzieję i pewność powstawania czegoś zamiast burzenia. Púček unika egzaltacji, sentymentalizmu, wzniosłości. W rzeczach małych odsłania wielkość, akcentując jednocześnie oczywisty, choć zaskakujący dla każdego fakt, że życie zbliża nas do umierania. Bardzo dobre.


Ján Púček, Przez ucho igielne (sploty), przeł. Weronika Gogola, Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2017. 

wtorek, 1 sierpnia 2017

Zło, które wygrywa (L. Theils, Urwany trop)

Kolejna odsłona serii z duńską dziennikarką Norą Sand, pracującą jako korespondentka w Londynie, nie tylko trzyma poziom, ale i – co równie istotne – jest przykładem intrygująco opowiedzianej historii, która daje podstawy, by nazwać „Urwany trop” kryminałem społecznie zaangażowanym. W sferze prywatnej Nora doświadcza właśnie nagłych wzlotów i upadków – z jednej strony przeżywa nowy etap znajomości z Andreasem, z drugiej musi się zmierzyć z kryzysem, który jest efektem wcześniejszych zobowiązań mężczyzny. Na pierwszym planie nie znajdują się jednak miłosne perypetie bohaterki. Nora zresztą wyraźnie daje do zrozumienia, że praca jest dla niej najważniejsza – zwłaszcza wtedy, gdy od jej decyzji i determinacji może zależeć czyjeś życie. Bohaterka zostaje uwikłana w dość nietypową sytuację. Oto przebywający w duńskim ośrodku dla uchodźców irański poeta nagrodzony Noblem prosi Sand o rozmowę. Obiecuje, że udzieli jej wywiadu, o który zabiega wiele redakcji, ale jednocześnie prosi ją o pomoc. Okazuje się, że mężczyzna nie uciekał z Iranu sam, była z nim jego żona, z którą musiał się rozdzielić i która po dotarciu do Wielkiej Brytanii po prostu zniknęła. Nora postanawia pomóc zrozpaczonemu poecie. W efekcie wplątuje się w niebezpieczne rozgrywki miedzy tymi, którzy mając wielkie pieniądze, jednocześnie posiadają równie dużą władzę. Z pogardą więc traktują słabszych, w tym właśnie uchodźców, którzy nie mogą liczyć na niczyją pomoc i łatwo ich obecność wymazać z historii, sugerując, że zniknęli gdzieś po drodze w trakcie swojej ucieczki. Nora zmierzy się z przestępstwami, w których życie i zdrowie człowieka nie ma znaczenia, a status uchodźcy uprzedmiotawia i prowokuje do łamania prawa. Niestety, w tej historii nie będzie łatwego hapy endu. Zło tak naprawdę zwycięży, a dobro będzie musiało pogodzić się z własną bezsilnością.


Lone Theils, Urwany trop, przeł. Joanna Cymbrykiewicz, Wyd. W.A.B., Warszawa 2017.