wtorek, 16 stycznia 2018

Przetrwać mimo wszystko (E. St Aubyn, Patrick Melrose, tom 1 i 2)

Pięcioksiąg sygnowany imieniem i nazwiskiem głównego bohatera to powieści wielowymiarowe, psychologicznie niejednoznaczne, ze znakomitymi portretami pojawiających się osób, obnażające to, co skrywane jest pod podszewką form, tradycji i przywilejów społeczno-ekonomicznych. Czytanie któregokolwiek z tomów oddzielnie jest odebraniem sobie tej przyjemności, jaka wynika z poznawania postaci, która dojrzewa, zmienia się, jednocześnie pozostając ciągle dzieckiem sprzed lat. W tym wypadku ów inspirowany przeżyciami pisarza cykl należy poznawać chronologicznie. Tak jest napisany – obserwujemy dorastanie głównego bohatera, przypatrujemy się jego zmaganiom z traumami dzieciństwa, odkrywamy fałsz, obłudę i wulgarność wpisane w codzienność ludzi uznawanych za przedstawicieli elit. Właściwie z lekturą każdej kolejnej części odsłania się przed nami nowe oblicze Patricka Melrose’a oraz ludzi, którzy są blisko niego. Na szczęście powieści St Aubyna nie są tylko krytyką tych, którzy z racji majątku, uważają się za lepszych od innych. Portret klasy wyższej jest oczywiście niezwykle intrygujący – otrzymujemy kolejne obrazy ludzi znudzonych wszystkim i wszystkimi, gotowych na eksperymentowanie ze swoimi ciałami i umysłami, toczących nieustanną grę pozorów, zapominających o szczerości i zakłamanych. Najciekawszy wydaje się jednak dualizm opisywanych postaci. Każda z nich, także Patrick, to osoby, które mają w sobie coś mrocznego, złego, okrutnego, ale skrywają również rany, upokorzenia, traumy. Autorowi udaje się więc sportretować bohaterów tak, że nikt do końca nie budzi tylko współczucia lub tylko odrazy. Fakt ten należy uznać za wielki atut prezentowanej opowieści. Dzięki owej dwuznaczności etycznej, wpisanej w biografie bohaterów, na sugestywności zyskuje portret całej społeczności. Wybrańcy odsłaniają swoją plebejską twarz, lata tradycji i pielęgnowanych zasad ewoluują w wulgarność, a inwestowanie we własny rozwój okazuje się ukrywaniem nałogów i niekiedy zbrodniczych upodobań. Patrick to postać złamana i niszczona wielokrotnie. Zimny chów w dzieciństwie, związany z zadawaniem cierpienia i ze strony brutalnego, wykazującego wypaczone skłonności ojca, i ze strony obojętnej, zastraszonej przez męża matki, skutkuje tożsamościowym zagubieniem w dorosłym życiu. Niekontrolowane zaspokajanie potrzeb ciała i ducha zamienia się w kolejne związki oparte tylko na seksie oraz kolejne przyjmowanie mających przynieść ukojenie narkotyków. Najważniejszymi wydarzeniami w życiu Patricka jest śmierć ojca i śmierć matki. St Aubyn, choć każe swojemu bohaterowi przeżyć wiele, nie popada w patos. Sceny, kiedy niemalże nieprzytomny od używek Patrick, usiłuje odebrać zwłoki ojca, a następnie przemieszcza się z jego prochami, mają w sobie coś zabawnego i wyzwalającego jednocześnie. Akcenty humorystyczne pojawiają się również w opisie stypy zorganizowanej po śmierci matki. Autor wyraźnie daje do zrozumienia, że śmierć tych, którzy Patricka zniszczyli, niczego nie załatwia, ale jest ważnym krokiem do przodu. Umożliwia bowiem zmierzenie się ze swoimi ograniczeniami na własnych zasadach.


Edward St Aubyn, Patrick Melrose, tom 1: Nic takiego, Złe wieści, Jakaś nadzieja, wstęp: Zadie Smith, przeł. Łukasz Witczak; tom 2: Mleko matki, W końcu, przeł. Łukasz Witczak, Wyd W.A.B., Warszawa 2017.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Terror sprawdzania się (P. Sajewicz, Republika świecidełek)

Paweł Sajewicz w swojej debiutanckiej powieści wyraźnie ma ambicję, aby sportretować współczesność i właściwie rozłożyć akcenty dotyczące wagi poszczególnych poruszanych problemów. Czy zamysł ten zostaje zrealizowany? I tak, i nie. Autor proponuje czytelnikom tak naprawdę tradycyjną formalnie i koncepcyjnie powieść, w której to, co prywatne, miesza się w tym, co publiczne, a także – mówiąc inaczej – to, co prywatne, staje się publiczne. Książkę otwiera historia młodego działacza lewicowego ze stopniem naukowym doktora, który ujawnia się jako podpalacza samochodów w Warszawie. Powody jego działania są dość niejasne i właściwie wszyscy zaangażowani w sprawę do końca nie są pewni, czy chodzi o przedziwny coming out, czy może o dziwny zamysł autokreacyjny. Na plan pierwszy wysuwają się jednak trzy inne postaci, między którymi toczy się dramat uczuć, także tych wypalonych i wypalających się, dramat racji, ale i dramat teraźniejszości, która nie zawsze umie sprostać przeszłości. Marek jest pisarzem. Funkcjonuje w nietypowym związku. Jest mężem Soni, która choruje i od wielu lat ma problemy ze zrozumieniem komunikatów płynących z rzeczywistości. Małżeństwo od zawsze funkcjonowało w dość specyficznych kontekstach, bowiem związek ten jest właściwie trzymany w ukryciu. Mało kto wie, że znany pisarz to mąż córki wielkiego bogacza. Marek ma i kochankę. Jest nią Agnieszka, dawna przyjaciółka Soni z czasów studiów, obecnie także i opiekunka byłej współlokatorki. Paradoks tego świetnie działającego trójkąta sprowadza się również do faktu, iż zdradzający Sonię Marek i Agnieszka niezwykle dobrze na nią działają. To przy nich chora się ożywia i stosunkowo sensownie funkcjonuje. Tak naprawdę właśnie ten wątek miłosno-przyjacielsko-etyczny wydaje się najciekawszy. Może również stanowić intrygująca metaforę dotyczącą stosunków społecznych i tego, na co się zgadzamy, aby tylko mieć spokój, poczucie bezpieczeństwa, miłość, zapewniony byt. Historię tę dodatkowo wzmacniają konteksty rodzinne bohaterów oraz trwających od czasów studiów znajomości. Próba czasu dotyczy bowiem nie tylko wspomnianego trójkąta, ale i ewentualnych więzi i zobowiązań łączących dawnych znajomych z przeszłości. Młodość kontra dorosłość, naiwność kontra cynizm, wreszcie idealizm kontra brutalność działań – to wszystko Sajewicz próbuje zasygnalizować w „Republice świecidełek”. Wątek terrorystyczny skłonna więc byłabym interpretować bardziej w wymiarze metaforycznym – jako rodzaj nieprzewidzianej i katastrofalnej w skutkach rewolty pojawiającej się w biografiach bohaterów. Momenty, w których ów wspomniany terroryzm lub jego zalążki pojawiają się w sposób dosłowny, wydają się, paradoksalnie, najmniej istotne i najsłabsze.


Paweł Sajewicz, Republika świecidełek, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2017.

niedziela, 14 stycznia 2018

Nie ma miejsc idealnych (N. Witoszek, Najlepszy kraj na świecie. Pamflet)

Na uwagę zasługuje już sam tytuł. Wpisane w zaproponowaną opozycję napięcie znakomicie sygnalizuje to, na co natkniemy się w trakcie lektury, a więc intelektualny namysł, krytyczny ogląd, błyskotliwość skojarzeń, swobodę argumentowania wynikającą ze znajomości opisywanej kultury, wreszcie ironię, a nawet momentami złośliwość. Tytuł w sposób bezpośredni ukierunkowuje na panegiryczny charakter tekstu, jednak podtytuł jednoznacznie sugeruje ironię oraz analizę odsłaniającą ciemne strony tego, co pozornie jest jedną wielką jasnością. Warto też docenić fakt, iż przywołany zostaje gatunek tak naprawdę ciągle żywy, choć poprzez nazwę dużo rzadziej przywoływany niż kiedyś. Pisząc pamflet i deklarując takie właśnie gatunkowe przyporządkowanie Nina Witoszek nie ukrywa zaangażowanego charakteru tekstu, co zresztą czytelnik bez trudu dostrzeże. Kolejne rozdziały odsłaniają publicystyczny talent autorki połączony z wiedzą dotyczącą opisywanego kraju i społeczeństwa. Autorka nie przyjmuje pozycji obserwatorki. Wyraźnie bowiem widać, że czuje się częścią Norwegii. Fakt ten pozwala jej na widzenie więcej, na uważne obserwowanie, na zadawanie pytań. Demaskatorski charakter utworu wybrzmiewa więc z tego powodu wyjątkowo ciekawie. Badaczka sięga do historii, przygląda się zarówno tradycji, jak i temu, co generowane jest współcześnie i wydaje się trwałe. Piętnuje różnego rodzaju uwikłania historyczne, religijne i intelektualne. Wydobywa tzw. drugie dno problemów, które w mediach często przedstawiane są w jednoznaczny sposób. Nie ucieka od pytań dotyczących różnic kulturowych i potencjalnych nieporozumień z nich wynikających. Decyduje się na odsłonięcie dodatkowych kontekstów tego, co pozornie jest niedyskutowalne.


Nina Witoszek, Najlepszy kraj na świecie. Pamflet, przeł. Mariusz Kalinowski, Wyd. Czarne, Wołowiec 2017.

sobota, 13 stycznia 2018

Pożegnanie jako intensywne przeżywanie (V. Redel, Przed wszystkim)

Redel tylko pozornie sięga po literacko wyeksploatowany motyw dziewczęcej, później kobiecej przyjaźni narażonej na mierzenie się z różnymi przeciwnościami oraz zdawanie kolejnych życiowych egzaminów. W przypadku powieści amerykańskiej autorki bohaterki czeka próba najważniejsza i najtrudniejsza, a mianowicie towarzyszenie jednej z nich w umieraniu. Redel z dużą wrażliwością i umiejętnością dawkowania emocjonalnego napięcia portretuje relacje między kobietami. Stawiając na fragmentaryczną narrację, stara się oddać rytm myśli i wspomnień zarówno tej, która odchodzi i zdaje sobie z tego sprawę, jak i tych, którzy są przy niej i choć wydają się równie świadomi, to jednak próbują zaklinać rzeczywistość. Autora unika taniego sentymentalizmu, daleka jest również od egzaltacji i epatowania rozpaczą. Stopniowe wycofywanie się z życia Anny, bo to jej dotyczy choroba, staje się pretekstem do nowego jakościowo etapu przyjaźni tych, które określają się jako Stare Znajome. Pojawia się motyw rywalizowania o względy przyjaciółek z czasów młodości z przyjaciółkami, które pojawiły się w dorosłym życiu kobiety. Zbliżający się koniec okazuje się pretekstem do wspomnień, ale i przemyślenia na nowo więzi łączącej Annę z każdą ze Starych Znajomych. Choć kobiety tworzą grupę, to jednak relacje między poszczególnymi jej członkiniami są różne. Bliskość śmierci motywuje do zmierzenia się z wiedzą trudną, z własnymi słabościami, z wpadkami, które po latach ciągle się pamięta, i z uczuciami, które czasami wracają, choć wydają się należeć do przeszłości. Ostateczność wpływa na renegocjowanie ważności spraw oraz powoduje nowe spojrzenie na to, co nie budziło wcześniej wątpliwości. To powieść smutna, ale i zadziwiająco ożywcza za sprawą tego, co łączy opisywane kobiety i co mimo bliskości śmierci ma w sobie ogrom witalności.


Victoria Redel, Przed wszystkim, przeł. Jan Hensel, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

piątek, 12 stycznia 2018

Ocalić siebie (M. James, Księga nocnych kobiet)

W „Księdze nocnych kobiet” James pokazuje swoją pisarską klasę. Nie tylko proponuje powieść przemyślaną formalnie i stylistycznie, ale również mocną ideowo. Na uwagę zasługuje język opowieści oraz pozycja i płeć narratora. Natkniemy się na ciekawy sposób obrazowania. Narrator posługuje się miejscami językiem nieporadnym, niepoprawnym, przesyconym wulgaryzmami, świadomie archaicznym i wywodzącym się z nizin społecznych. Buduje więc sojusz ze swoimi bohaterami. Dopiero jednak na końcu książki dowiemy się, kto do nas mówi i w jaki sposób owa osoba jest skoligacona z postaciami, o których opowiada. Na plan pierwszy w „Księdze nocnych kobiet” wysuwa się postać Lilit. Poznajemy jej losy od dzieciństwa i towarzyszymy jej w trudnej drodze bycia niewolnicą niepokorną. Lilit jest dziewczynką, potem kobietą, przekonaną o swojej szczególności, gotową walczyć o swoją niezależność, umiejącą postawić się agresorom. Choć z racji zajmowanej pozycji społecznej i faktu odmawiania jej przez białych człowieczeństwa skazana jest na klęskę, tak naprawdę odnosi wiele małych zwycięstw. James z jednej strony rekonstruuje trudny czas przygotowywania się do rewolty, z drugiej codzienny trud buntowania się w sprawach niewielkich i pozornie mało znaczących. Pokazuje zderzenie dwóch światów – tego oficjalnie uznanego za cywilizowany, firmowanego przez białych i tak naprawdę barbarzyńskiego, oraz tego, który należy do niewolników, ciężko pracujących czarnoskórych, którzy upodleni i niszczeni świadczą swoim życiem, że humanizm miewa bardzo mroczną twarz. James niuansuje również świat czarnych – odsłaniając różnice klasowe za sprawą przypisania do pracy na plantacji lub służby w majątku, obnażając różnice płciowe przez opis brutalnych, dyscyplinujących w swoim zamierzeniu, gwałtów na kobietach oraz włączania mężczyzn w struktury związane z władzą na tymi, którzy mają taki sam kolor skóry, eksponując fałszywość potencjalnych przywilejów, bo nawet ten niewolnik, który wydaje się wybrańcem, tak naprawdę ciągle dla białych nie jest człowiekiem. Znakomite!


Marlon James, Księga nocnych kobiet, przeł. Robert Sudół, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

czwartek, 11 stycznia 2018

Wiedza jako zobowiązanie (S. Batthyany, A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945 roku. Dzieje mojej rodziny)

Zawarte w tytule książki pytanie, prowokacyjne w swojej wymowie, dotyczy nie tylko autora oraz członków jego rodziny. Ma bowiem również wymiar uniwersalny. Odpowiedzialność za wiedzę o przeszłości oraz konieczność przepracowania tego, co trudne, minione, ale jednocześnie nadal żywe, spoczywa na katach, ofiarach i świadkach. To jednak zobowiązanie, które potencjalnie dotyczy każdego, bo wiedzieć znaczy pamiętać. Pamiętać znaczy natomiast oprzeć się sile zapomnienia. Sacha Batthyany, choć proponuje opowieść autobiograficzną, dzieli się jednocześnie efektami swojego dziennikarskiego śledztwa oraz zastanawia się, jak to możliwe, że do dzisiaj mroczna wiedza o tym, co wydarzyło się pod koniec II wojny światowej, jest w jego rodzinie przechowywana, ale i pieczołowicie ukrywana. Milczenie pośrednio sprzyja sprawcom – zdaje się sugerować autor. Książkę tę można czytać jako ciekawe uzupełnienie znakomitego opracowania Moniki Muskały „Między Placem Bohaterów a Rechnitz. Austriackie rozliczenia”. Wspomniane w tytule publikacji Rechnitz to miejsce kluczowe dla opowieści Batthyanego. Właśnie tam hrabina Margit Thyssen-Batthyany, ciotka autora, zorganizowała wielkie przyjęcie dla nazistów, którego zwieńczeniem i atrakcją było zabicie blisko dwustu Żydów. Trudno mówić o ukaraniu sprawców, do dzisiaj nie odnaleziono miejsca pochówku ofiar, a cała historia naznaczona jest mrocznym w swojej wymowie milczeniem. Autor nie tyle pyta, jak to było możliwe, interesuje go przede wszystkim źródło rodzinnego przyzwolenia dla niemówienia o sprawie oraz łatwość relatywizowania wydarzeń sprzed lat. Opowieść Batthyanego to kolejna odsłona archiwum „skażonych krajobrazy”. Określenie Martina Pollacka wydaje się w tym kontekście jak najbardziej uzasadnione. Ci, którzy widzieli i wiedzieli, odmawiają stanięcia po stronie prawdy – z różnych powodów, czasami jest to pycha, czasami strach, czasami obojętność. Ci, którzy o tym słyszeli, wolą nie wspominać przeszłości i próbują dyscyplinować szukającego odpowiedzi i stawiającego pytania dziennikarza. To, co minione, jest nadal aktualne. Przypomina, że są historie niedokończone, takie, które skazane przez katów na śmierć i zapomnienie, będą przypominane i muszą być przypominane. Lektura obowiązkowa.


Sacha Batthyany, A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945 roku. Dzieje mojej rodziny, przeł. Emilia Bielicka, Wyd. Czytelnik, Warszawa 2017.

środa, 10 stycznia 2018

Kategoryczność (M. Kącki, Poznań. Miasto grzechu)

Bardzo cenię reporterską działalność Marcina Kąckiego, nie ukrywam więc, że spodziewałam się po „Poznaniu. Mieście grzechu” tekstu interesującego i zasługującego na przemyślenie. Autor dał się przecież poznać jako przedstawiciel tego nurtu, który można by określić mianem zaangażowanego społecznie. Niestety, najnowsza książka Kąckiego to jego najsłabsza publikacja. W trakcie lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z reportażem z tezą – autor nie tyle pokazuje czytelnikowi rzeczywistość, z której coś się wyłania, ale selekcjonuje informacje w taki sposób, aby udowodnić to, co wcześniej założył. Owszem, można obronić stwierdzenie, iż jest to opowieść o grzechu – pojmowanym nie tyle religijnie, co przede wszystkim metaforycznie jako odwrócenie się nie od Boga, ale od człowieka. Z pewnością jednak nie jest to reportaż o Poznaniu, a jeśli już, bo przecież tekst faktycznie dotyczy tego, co dzieje się w stolicy Wielkopolski, to reportaż wyjątkowo tendencyjny. Pomysł na tytuł książki jest mocno wątpliwy, zwłaszcza że wcześniejsza publikacja Kąckiego również w tytule miała nazwę miasta. O ile jednak w przypadku „Białegostoku” obraz miejsca był zniuansowany, autorowi udało się pokazać pewne skomplikowanie społeczno-historyczne, a jednocześnie zasugerować potencjalną uniwersalność poruszanych problemów, o tyle „Poznań” wypada w tym porównaniu blado – sportretowany przewidywalnie, potraktowany instrumentalnie, opisany jednoznacznie z unieważnieniem jakichkolwiek wątpliwości. Kącki właściwie niczym nie zaskakuje. Czytelnik, który choć trochę śledzi doniesienia medialne, może się spodziewać, że pojawi się tutaj temat dyrygenta Wojciecha Kroloppa, arcybiskupa Juliusza Paetza, pisarki Małgorzaty Musierowicz czy prof. Tomasza Węcławskiego (dzisiaj prof. Tomasza Polaka). Najciekawsze fragmenty książki dotyczą biografii Marii Wicherkiewicz, Wojciecha Bąka i Marii Rudowicz (publikującej jako Maria Rataj). Ostatecznie jednak jest to lektura niekonieczna. Szkoda.


Marcin Kącki, Poznań. Miasto grzechu, Wyd. Czarne Wołowiec 2017.

wtorek, 9 stycznia 2018

Pewność (Helmuth James i Freya von Moltke, Listy na pożegnanie)

Listy małżeństwa von Moltke to korespondencja szczególna. Przyczyna najbardziej oczywista to czas, w którym Helmuth James i Freya piszą do siebie. On znajduje się w więzieniu, zagraża mu wyrok śmierci, ostatecznie zostanie w ten sposób ukarany, ona robi wszystko, by nie tracić z nim kontaktu, dbać o sens teraźniejszości w trudnych czasach, wreszcie ocalić to wszystko, co pozwoli w razie braku najbliższej osoby żyć dalej i widzieć w tym nie tylko konieczność, ale i potrzebę. „Listy na pożegnanie” nie są więc tylko wyznaniem wielkiej miłości i przyjaźni. To przede wszystkim świadectwo ideowego zaangażowania pewnej grupy intelektualistów. Historia małżeństwa von Moltke jest bowiem opowieścią o przeciwstawieniu się nazizmowi, przekonaniu, że nadejdzie lepsze jutro i że trzeba wiedzieć, na jakich zasadach skonstruować ów świat przyszłości. To także wyznanie wiary i zadeklarowane poczucie, że prawość, odpowiedzialność i uczciwość to wartości kluczowe. Ostatnie chwile Helmutha Jamesa okazują się niezwykle interesującym fragmentem historii oporu tych Niemców, którzy należeli do elit. Funkcjonowanie tzw. Kręgu z Krzyżowej to w sensie biograficznym istotny, bo formacyjny i tożsamościowy, epizod życia małżeństwa von Moltke. Epizod, który wpływa na przerwanie życia Helmutha Jamesa oraz na dalsze propagowanie wyznawanych idei przez Freyę. Korespondencja małżonków z jednej strony stanowi próbę intensywnego doświadczenia tego, co zwiastuje koniec, z drugiej jest intrygująca pod względem intelektualnym – stanowi zapis filozofii codzienności, religijnego namysłu nad zobowiązaniami wobec społeczeństwa, ujawnionej troski o państwo i ludzi egzystujących w tej samej wspólnocie.


Helmuth James i Freya von Moltke, Listy na pożegnanie. Wrzesień 1944 – styczeń 1945, red. Helmuth Caspar von Moltke, Ulrike von Moltke, Agnieszka von Zanthier, przeł. Grażyna Prawda, wstęp: Abp Alfons Nossol, Wyd. Znak, Kraków 2017.

niedziela, 7 stycznia 2018

Zło chętnie zapominane (P. Smoleński, Syrop z piołunu. Wygnani w Akcji Wisła)

Reportaż Pawła Smoleńskiego to publikacja bardzo ważna. Należałoby ją polecać wszystkim tym, którym z łatwością przychodzi ocenianie historii oraz czarno-białe klasyfikowanie ludzkich zachowań. Autor nie tylko bowiem pokazuje, jak skomplikowane i obustronnie pełne win są relacje polsko-ukraińskie, ale również rekonstruuje proces przemilczania, politycznego dyscyplinowania wspomnień oraz historycznych przekłamań. Oddaje głos świadkom wydarzeń sprzed lat i odsłania dramat – ten, który wydarzył się kiedyś, ten, który jest ciągle żywy w pamięci, ten, który skazany został na zapomnienie. Smoleński na przykładzie biografii zwykłych ludzi, dla których Wielka Historia była często czymś mało zrozumiałym, przedstawia konsekwencje przesiedleń, brutalnego traktowania Ukraińców lub tych, których za Ukraińców uznano, wreszcie ciągle za mało znane, straszliwe w swojej wymowie, funkcjonowanie obozu koncentracyjnego w Jaworznie. W reportażu Smoleńskiego ważne są świadectwa jednostek – opowiedzenie o tym, co przekazali starsi członkowie rodziny, wspomnienia z młodości, które po kilkudziesięciu latach są równie wyraźne jak kiedyś, odmowa mówienia uzasadniana ciągle żywym lękiem, bolesny szloch tych, którzy wracając do przeżyć z przeszłości, nie umieją o doznanym okrucieństwie opowiadać. Dowiadujemy się o winach Polaków, jednak przekaz tej książki ma wymiar uniwersalny – to człowiek czyni zło, to człowiek nienawidzi człowieka, to człowiek zabija, gwałci, torturuje, stosuje wymyślne razy po to tylko, by zadać więcej cierpienia. Historia pogromów, biografia generała Świerczewskiego, bezradność zwykłego człowieka wobec polityki i instytucjonalnej siły, wreszcie łatwość sterowania nastrojami społecznymi – to wszystko czytelnik znajdzie w omawianej książce. Szczególnie istotny jest wątek pamięci. Smoleński sygnalizuje nie tylko łatwość zapominania, kładzie również nacisk na nieuzasadnione bagatelizowanie cudzego cierpienia, wymazywanie z pamięci polskich win, wreszcie sugerowanie – także przez naukowców – że istnienie miejsc, w których dochodziło do barbarzyńskiego traktowania więźniów, to tak naprawdę coś mało ważnego. Lektura obowiązkowa.


Paweł Smoleński, Syrop z piołunu. Wygnani w Akcji Wisła, Wyd. Czarne, Wołowiec 2017.

sobota, 6 stycznia 2018

Temat to nie wszystko (A. Björk, M. Beijmo, Łódź 370. Śmierć na Morzu Śródziemnym)

Reportaż szwedzkich dziennikarzy to książka, która służyć może jako lekcja poglądowa dotycząca tego, jak nie należy pisać i czego należy unikać. Pozornie mamy do czynienia z publikacją bardzo ciekawą. Zachęca okładka, bo wydawca postawił na oszczędność środków i symbolikę. Zachęca temat – oto wychodzi na jaw, że uchodźcom tonącym na jednej z łodzi na Morzu Śródziemnym nie udzielono pomocy, choć zaangażowanie się w ratowanie ludzi było możliwe. Ci, którzy nie zareagowali, dopuścili się nie tylko rzeczy nieludzkiej w swojej wymowie, ale i złamali prawo. Zachęca więc również dramatyczna wymowa dziennikarskiego śledztwa oraz potencjalne uniwersalne przesłanie tego, co się wydarzyło. Niestety, szybko okazuje się, że dobry temat, ważny problem i oburzenie dziennikarzy nie wystarczą. „Łódź 370” to jedna z najsłabszych książek o sytuacji uchodźców, które ukazały się na naszym rynku. Autorzy zdają się zapominać, że to nie oni w reportażu są najważniejsi. Całkowicie zbędne i literacko wyjątkowo słabe są opisy emocji dziennikarzy – momentami naiwne, by nie powiedzieć infantylne, bardzo chaotyczne, odsłaniające irytującą manierę przypadkowości działania i nieuporządkowania w reakcjach. Również koncepcja całej książki w sensie formalnym jest mocno wątpliwa. Dominuje tu postawienie na pretensjonalność, emocjonalność, brak umiejętności myślenia długofalowego oraz zapis, który przypomina notatki licealistki, a nie opis wydarzeń przygotowany przez dziennikarzy. Reportaż – pomyłka.


Annah Björk, Mattias Beijmo, Łódź 370. Śmierć na Morzu Śródziemnym, przeł. Irena Kowadło-Przedmojska, Wyd. Agora, Warszawa 2017.

piątek, 5 stycznia 2018

Szantaż emocjonalny (R. Rient, Duchy Jeremiego)

Powieść Roberta Rienta rozczarowuje. Widać, że autor chciał napisać utwór ambitny, jednak zdecydowanie mu się to nie udało. „Duchy Jeremiego” to powieść z gatunku tych, które można by określić literaturą popholokaustową. Autor wykorzystuje tematy trudne, rodzinne i historyczne traumy, po to, by wywołać oczywistą reakcję czytelnika. Powieść z założenia ma wzruszać i eliminować ewentualny odbiór krytyczny. Mamy bowiem do czynienia z narracją dwunastoletniego chłopca, który zmierzyć się musi z ostatecznością i informacjami wcześniej przed nim ukrywanymi. Pozorowana naiwność młodego narratora literacko jest mało przekonująca. Jeremi zetknie się ze śmiercią i to w zwielokrotnionym wydaniu – dowie się o zesłaniu dziadka na Syberię, obserwować będzie zmaganie się staruszka z utratą pamięci; przyjmie informację o Zagładzie jako części biografii babki oraz o obozach koncentracyjnych, o których opowie mu przyjaciółka rodziny, pani Maria; obserwować będzie ciotkę, lesbijkę, która właśnie rozstała się z partnerką. Największym zaskoczeniem dla chłopca okaże się jednak informacja, że jest Żydem, a największym cierpieniem choroba nowotworowa matki i jej odejście. Nagromadzenie tych wszystkich faktów nazbyt blisko siebie wywołuje efekt przesady i karykaturalności. To, co miało wzruszać i poruszać, irytuje. Rient nie potrafi dawkować napięcia, przekonująco opisać egzystencjalnego niepokoju, ma również trudności z posługiwaniem się dziecięcą optyką. Nie umie niuansować opisywanych traum. Powieść wtórna, wybrzmiewająca fałszywymi tonami, instrumentalnie grająca tematyką Zagłady i choroby – tak można by skwitować tę książkę. Jeśli miała to być proza artystyczna, to ów zamysł się nie udał. „Duchy Jeremiego” to zaledwie przeciętna powieść popularna, która z racji problematyki stara się być czymś więcej. Odradzam.


Robert Rient, Duchy Jeremiego, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2017.

czwartek, 4 stycznia 2018

Praca (O. Gitkiewicz, Nie hańbi)

To reportaż potrzebny, dający do myślenia, skłaniający do dalszych poszukiwań. Rodzi jednak niedosyt, bo miejscami ma się wrażenie nazbyt szybkiego i powierzchownego dotykania poszczególnych wątków. Impresyjnie potraktowany temat Żyrardowa oraz autobiograficznych związków autorki z tym miejscem ewidentnie zyskałby, gdyby poświęcono mu więcej miejsca. Podobnie inne wątki związane z pracą, które portretuje autorka. Niezależnie jednak od tego, czy przedstawiony przez nią przegląd dramatów i sytuacji związanych z aktywnością, która może być pasją, traktowana jest jako obowiązek, bywa marzeniem, ale i zdarza się, że jest upodleniem, czytelnika satysfakcjonuje, czy może rodzi zirytowanie, Gitkiewicz udowadnia, że tego typu opowieść jest potrzebna. „Nie hańbi” to książka, która pokazuje, że praca nie dla każdego ma identyczne znaczenie oraz że nie każda praca ma taką samą wartość. Nie chodzi tylko o przywileje i obowiązki czy o kontekst ekonomiczny, równie ważne okazuje się społeczne postrzeganie danej aktywności oraz relacje międzyludzkie składające się na współpracę oraz hierarchiczność. Trochę szkoda, że w książce dominuje jednak perspektywa dużego miasta, ale już na podstawie tego, co przedstawia Gitkiewicz widać moc sprawczą wpisaną w posiadanie lub utratę pracy, nieprzystawalność światów oraz odmienny status tych, którzy zatrudnieni są na etacie i którzy etatu nie mają. Widać, że autorka uważnie obserwuje otoczenie, miejscami niepotrzebnie próbuje wzmacniać napięcie krótkimi zdaniami lub równoważnikami zdań zapisywanymi w formie akapitu. Mam wrażenie, że gdyby Gitkiewicz zdecydowała się na dokładne i wielowymiarowe sportretowanie jednego wątku, reportaż ten wybrzmiałby jeszcze mocniej. W takiej formie okazuje się intrygującą wprawką, zapowiedzią, potencjalnością zasługującą na uwagę. Tylko, a może aż.


Olga Gitkiewicz, Nie hańbi, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.

środa, 3 stycznia 2018

Powieść z tezą (I. Karpowicz, Miłość)

Najnowsza powieść Karpowicza to przede wszystkim pretekst do dyskusji na temat przemian życia literackiego, przesuwania kolejnych granic w promowaniu literatury i pochwał, które stają się własną karykaturą. Zwłaszcza przedpremierowe ogłaszanie, iż jest to jedna z najlepszych książek roku, było kuriozalne. Szkoda, bo mamy do czynienia z pisarzem zasługującym na uwagę. Po znakomitej „Sońce” czytelnik otrzymuje jednak słabą „Miłość”. Karpowicz nie schodzi, oczywiście, poniżej pewnego poziomu. Literacko powieść prezentuje się przyzwoicie. Brakuje tu jednak tematu lub inaczej – temat jest, ale przedstawiony w sposób łopatologiczny. Przesłanie powieści jest następujące – każdy ma prawo do miłości, miłość homoerotyczna bywa bardzo skomplikowana z racji społecznego dyscyplinowania, a uczucia pozytywne mogą niszczyć, jeśli okaże się, że ich adresatem jest ktoś, kto z racji płci nie może ich podzielić. Najlepszy literacko, ale jednocześnie dość wtórny, jest fragment otwierający powieść, bazujący na biografii Iwaszkiewiczów. Najsłabsza natomiast jest ta część, której akcja rozgrywa się w przyszłości – sztuczna, przewidywalna, wydumana, jeśli chodzi o realia, nazbyt oczywista. Po „Miłość” zdecydowanie nie warto sięgać. To utwór przereklamowany, problemowo płytki, bez jakichkolwiek prób niuansowania. Lektura zbędna.


Ignacy Karpowicz, Miłość, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

niedziela, 31 grudnia 2017

Lektury obowiązkowe 2017

Tradycyjnie 31 grudnia proponuję Państwu listę lektur obowiązkowych mijającego roku. Nie wszystkie tytuły są już omówione na blogu, o niektórych dopiero opowiem w styczniu. Będą to zachęty do sięgnięcia po lektury warte uwagi, ale i krótkie uzasadnienia, dlaczego po daną książkę nie warto sięgać. Nie ma w tym nic dziwnego. Na szczęście dla kultury granice kalendarza są tylko umowne, a czytanie i rozmawianie o książkach nie tyle 1 stycznia się zacznie, co raczej będzie kontynuowane. Polecam Państwa uwadze pięć polskich i pięć zagranicznych reportaży oraz pięć polskich i pięć zagranicznych powieści. Książki wymieniam w kolejności alfabetycznej, podając nazwę wydawnictwa i nazwisko tłumacza. Życzę Państwu dobrego Nowego Roku!

Reportaż polski
1. Joanna Czeczott, Petersburg. Miasto snu (Czarne);
2. Marek Łuszczyna, Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne (Znak);
3. Anna Malinowska, Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci (Agora);
4. Jarosław Mikołajewski, Terremoto (Dowody na Istnienie);
5. Dionisios Sturis, Nowe życie. Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji (W.A.B.).

Reportaż zagraniczny
1. Wolfgang Bauer, Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki, przeł. Elżbieta Kalinowska (Czarne);
2. Janice di Giovanni, Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii, przeł. Justyn Hunia (Czarne);
3. Jean Hatzfeld, Więzy krwi, przeł. Jacek Giszczak (Czarne);
4. Arlie Russell Hochschild, Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy, przeł. Hanna Pustuła (Krytyka Polityczna);
5. Ben Rawlence, Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców, przeł. Sergiusz Kowalski (Czarne).

Proza polska
1. Martyna Bunda, Nieczułość (Wydawnictwo Literackie);
2. Mikołaj Grynberg, Rejwach (Nisza);
3. Jarosław Kamiński, Tylko Lola (W.A.B..);
4. Maciej Płaza, Robinson w Bolechowie (W.A.B.);
5. Jakub Żulczyk, Wzgórze Psów (Świat Książki).



Proza zagraniczna
1. Anna Bolavá, W ciemność, przeł. Agata Wróbel (Książkowe Klimaty);
2. Gayël Faye, Tęsknota, przeł. Katarzyna Marczewska (W.A.B.);
3. Marlon James, Księga nocnych kobiet, przeł. Robert Sudół (Wydawnictwo Literackie);
4. Ian McGuire, Na wodach Północy, przeł. Bartosz Kurowski (Prószyński i S-ka);
5. Petra Soukopová, Pod śniegiem, przeł. Julia Różewicz (Afera).



niedziela, 17 grudnia 2017

Móc spojrzeć sobie w twarz (J. Kaczmarski, Między nami. Wiersze zebrane)

Obszerny tom poezji Jacka Kaczmarskiego otwiera wstęp Krzysztofa Nowaka, redaktora wydań zbiorowych twórczości barda. Warto z tym tekstem się zapoznać, aby uświadomić sobie ogrom wykonanej pracy, zmiany wpisane w powstawanie utworów oraz specyfikę programów wpisanych w porządkowanie utworów w cykle. Mamy do czynienia z możliwie kompletną prezentacją wierszy Kaczmarskiego. Zasadne jest czytanie tej książki zarówno na wyrywki poprzez szukanie konkretnych utworów lub zatrzymywanie się przy niektórych, wybranych przypadkowo, jako i praktykowanie lektury ciągłej. Ta ostatnia pozwala na dostrzeżenie tematów, które powracają w twórczości Kaczmarskiego i porządkują ją na zasadzie obecności stałego punktu odniesienia. Odsłania również praktykę prze-pisywania utworów, poszerzania fabularnego rozmachu oraz komplikowania etycznych odniesień scen opisanych w pierwszych wersjach. Umożliwia zwrócenie uwagi na erudycyjność poety oraz narracyjność jako cechę wyróżniającą jego twórczość. W większości utworów mamy do czynienia z mocnymi, wyrazistymi scenami, opartymi na opozycji wartości, pokazującymi ciągłość istnienia oraz odsłaniającymi przemijanie z jego ciemnymi stronami. Kaczmarski podejmuje dialog z tekstami kultury. Przywołuje obrazy, filmy, utwory literackie. Zawsze jednak w owym przywołaniu zawiera się moc ożywienia. To niezwykle ważna cecha pisarstwa poety – umiejętność uwspółcześnienia tego, co należy do kanonu, gotowość wpisania klasyki w dramat racji zajmujący nas na co dzień, wreszcie odwaga poruszania tematów trudnych, odsłaniających potencjalność uwikłania każdego w strach, tchórzostwo, zdradę i fałsz. Kaczmarski nie traci z oczu swojej współczesności. Potrafi zabrać głos w obronie wolności wtedy, gdy trwa komunizm, ale i dostrzec tracenie zdobytego kapitału oraz błędy popełniane przez dawną opozycję w okresie demokracji. Umie pisać o słabości człowieka, widząc jednocześnie, że zaprzeczanie sobie bywa prywatnym, ale i społecznym dramatem. Teksty barda można by więc z powodzeniem czytać jako wielki poetycki manifest upominania się o godność, honor, odwagę. Choć wiersze Kaczmarskiego uznawane były (także jako piosenki) za głos swoich czasów, można je również traktować jako aktualne i dzisiaj. Postulat spojrzenia sobie w twarz i nadzieja na niedostrzeżenie wówczas obcości są ponadczasowe i w każdej epoce tak samo ważne.


Jacek Kaczmarski, Między nami. Wiersze zebrane, wstęp: Krzysztof Nowak, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

sobota, 16 grudnia 2017

Człowiek między ludźmi (Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie, wybór: Patrycja Paszt)

Lektura antologii współczesnego dramatu węgierskiego to nie tylko okazja do poznania twórczości docelowo przeznaczonej na scenę, ale i – co wydaje się równie ciekawe – możliwość zmierzenia się z tekstami, które bez teatralnej oprawy wybrzmiewają mocno, ciekawie, wytwarzając napięcie: i intymne – między bohaterami, i społeczne – poprzez pokazanie szerszego kontekstu opisywanych zachowań. Warto zauważyć, że autorów interesuje nie tylko teraźniejszość, ale także to, jak przeszłość oddziałuje na wydarzenia mające miejsce tu i teraz. Dużą rolę w zgromadzonych w tomie tekstach odgrywa język. Widać różnice między autorami w sposobie wykorzystywania go oraz gotowość do używania zaplanowanych stylizacji po to, by oddać atmosferę towarzyszącą przywoływanym sytuacjom.
Antologię otwiera dramat Györgya Spiró pt. „Zaciemnienie”. Choć dramatyczne wybory, na które decydują się bohaterowie, związane są z II wojną światową i późniejszym triumfem komunizmu, to jednak wpisany w ich biografie smutek, rozpacz i niezrozumienie zyskują wymiar uniwersalny i ponadczasowy. Wielka Historia skazuje ludzi sobie bliskich na rozstanie, samotność i poczucie doświadczenia zdrady. Słowa wypowiadane w chwili próby zyskują dodatkową się rażenia, wybrzmiewają mocniej i trudniej jest je zapomnieć. Tego, co wydarzyło się, nie da się odwrócić. Podobnie wybrzmiewa tekst Istvána Tasnádiego „Wróg publiczny”. Bohaterami sztuki obok ludzi są zwierzęta. Na ich przykładzie widzimy, że w zderzeniu z bezdusznością biurokracji przegrywają ci, którzy wierzą, że państwo może stanąć po stronie obywatela. Równie absurdalna okazuje się wiara w prawo, jak i próba oprotestowania fałszu wpisanego w decyzje o charakterze ostatecznym. Ci, którzy podejmują walkę, są przegrani, choć tak naprawdę słuszność jest po ich stronie. Dramat Jánosa Háya „Jest ciężko” wyróżnia się długim, wielostronicowym monologiem, otwierającym na późniejszy rozwój wydarzeń. Zderzenie dwóch światów rozgrywa się tutaj na kilku poziomach – miedzy wsią a miastem, między synem a matką, między mężem a żoną, między poczuciem bezpieczeństwa a nagłym umieszczeniem w strefie lęku i niepewności.
Sztuka Csaby Székely’ego „Bańskie kwiaty” to dramatyczna relacja z frontu uczuć – tych ukrywanych, deklarowanych i oczekiwanych. Bohaterów łączy i dzieli jednocześnie niezwykłe napięcie. Choroba, poczucie obowiązku, zmęczenie, wreszcie świadomość przemijania – to wszystko prowadzi do intensyfikacji uczuć. Pojawia się tutaj metafora życia we śnie. Problem w tym, że choć łatwo jest udawać, że to dobry sen, tak naprawdę mowa jest o koszmarze. Béla Pintér w „Ohydzie” mierzy się z podobnym, bo wpisanym w relacje rodzinne, uwikłaniem. Bohaterowie decydują się wziąć na wychowanie dwie dziewczynki z domu dziecka. W efekcie decydują się na udział w grze, w której do końca nie wiadomo, kto jest zły, a kto dobry, kto manipuluje, a kto walczy o swoje szczęście, kto zdradza, a kto dąży do ujawnienia prawdy. To, co ma scalić związek, tak naprawdę staje się źródłem rozpadu, ale i więzi, której nie da się tak po prostu wyrzec. András Visky w „Zabiłam moją matkę” każe mierzyć się swojej bohaterce z szaleństwem, które próbuje poddać się normalności. Cały czas mocno wybrzmiewa pytanie, czy da się przetrwać mimo tego, co wydarzyło się w przeszłości, i czy można ocalić siebie wtedy, gdy od początku jest się na straconej pozycji. Dramat „Cień ojca”, którego autorem jest Csaba Mikö, w centrum opowieści stawia rodzinę. Kluczowym punktem odniesienia jest obecność oraz nieobecność w ważnych dla bohaterów chwilach oraz pytanie o sens poświęceń dla bliskich. Otrzymujemy historię o odkłamywaniu, poznawaniu innej wersji wydarzeń, dorastaniu i uświadamianiu sobie, że rozczarowań nie da się z życia wymazać w ramach długofalowego planu. Życie w komunizmie i życie po jego upadku tylko pozornie stanowią dwie rzeczywistości. Kłamstwo i naruszone więzi mają się równie dobrze i w jednym, i w drugim okresie. Zoltán Egressy również skupia się na relacjach bliskich sobie ludzi. W „Zwyczajnej środzie” źródłem rozpadu jest niszczenie związku dwojga ludzi od wewnątrz. Na uwagę zasługuje znakomicie rozpisana rola teściowej. Autor zdaje się sugerować, że to, co dobre tylko do pewnego czasu da się uratować. Przekroczenie granicy stawia ludzi trzymających się wcześniej razem po przeciwnych stronach barykady.
W „Nietoperzu” Kornéla Mundruczó i Katy Wéber pozornie lekkie sytuacje zmieniają się w chwile próby, w których bohaterowie musza podjąć decyzje dotyczące spraw ostatecznych. Intertekstualność dramatu tylko pozornie ukierunkowuje na umowność owych niełatwych wyborów, tak naprawdę rzeczy nieodwracalne, tak sugerują autorzy, wydarzyć się mogą niezauważalnie, choć jednocześnie na oczach wszystkich. Angażowanie publiczności nie jest więc gestem przypadkowym. „Telefon” Borbáli Szabó to intrygujące studium osaczenia. Całą opowieść musi unieść jeden aktor. Bohater niespodziewanie nie może opuścić pomieszczenia, w którym się znajduje, ma natomiast telefoniczny kontakt ze światem. Telefony od różnych osób pozwalają scharakteryzować jego życie prywatne i zawodowe oraz odtworzyć sytuację na poły zabawnego, na poły tragicznego osaczenia. Intensywność komunikatów z rzeczywistości odsłania słabość mężczyzny, który miał się za osobę silną. Lektura antologii pozwala sądzić, iż prywatność zyskuje w zaprezentowanych opowieściach wymiar publiczny. Jeśli więc czytamy o tym, co dzieje się między jednostkami, tak naprawdę wydarzenia te możemy traktować jako metaforę stosunków międzyludzkich w ogóle. To wszystko, co szczególne, odsłania swoją uniwersalność.


Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie, wybór: Patrycja Paszt, przeł. Jolanta Jarmołowicz i Daniel Warmuz, Wyd. Agencja Dramatu i Teatru ADiT, Warszawa 2017.

piątek, 15 grudnia 2017

Brak recepty na życie (S. Márai, Siostra)

Znakomita proza! W swojej stylistyce nawiązująca do „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna, korespondująca z „Mdłościami” Sartre’a i wpisująca się w rozważania na temat związków życia, śmierci i choroby. Z powodzeniem dałoby się obronić tezę, iż mamy tutaj do czynienia ze zbeletryzowanym esejem filozoficznym. Marai stosuje dobrze znany zabieg literacki, decydując się na wprowadzenie motywu odnalezionego i przekazanego pośmiertnie rękopisu. Studium tajemniczej słabości ciała, na którą cierpi wybitny muzyk, zamienia się w opowieść o woli życia i gotowości umierania. Narrator jest obserwatorem ostateczności – najpierw kiedy jest świadkiem samobójczej śmierci pewnej pary, potem kiedy czyta zapiski mężczyzny, który niegdyś był sławny, ale niespodziewanie usunął się w cień. „Siostra” to opowieść o samotności chorowania, ale i o konieczności otrzymywania bodźców z zewnątrz po to, by przetrwać lub poddać się przemijaniu. Zapiski muzyka okazują się nie tylko dokumentacją choroby i nagłej konieczności wyrzeczenia się tego, co wcześniej konstytuowało istnienie. Na plan pierwszy wysuwa się również psychosomatyczny wymiar cierpienia oraz przymus otwarcia się na to wszystko, co ostateczne, nieprzewidywalne, należące do przeszłości. Choroba uczy więc w pewnym sensie umiejętności pożegnania minionego, każe patrzeć do przodu i namawia do akceptacji tego, że nie wszystko jest zrozumiałe. Rozmowy prowadzone przez profesora i chorego muzyka przypominają filozoficzny spór, a nie spotkania lekarza i pacjenta. W tle unosi się pewność, że dopiero zrozumienie duszy oferuje szansę na wyleczenie ciała. Obok profesora i jego asystenta ważną rolę w procesie leczenia i towarzyszenia pełnią siostry zakonne. Oferują opiekę, wywołują w muzyku reakcje o życiodajnym charakterze, bywają przewrotne w swoich decyzjach, jednak ostatecznie także i one biorą udział w nierozstrzygalnym sporze o to, czy życie oddziałuje mocniej, czy śmierć, z którą przestaje się walczyć. Bardzo dobre.


Sándor Márai, Siostra, przeł. Feliks Netz, Wyd. Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2017.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Przypomnieć sobie własne życie (S. Friedländer, Dokąd prowadzi pamięć)

Wspomnienia Saula Friedländera to ciekawy przyczynek do rozważań na temat tekstów autobiograficznych. Znany badacz problematyki Holocaustu łączy bowiem namysł nad własnym życiem z refleksjami natury socjologicznej, historycznej, obyczajowej. Próba szczerego opowiedzenia własnej biografii wielokrotnie zamienia się w eseistykę wysokiej próby. Książkę tę z powodzeniem można czytać jako głos w sprawie pamięci i zapomnienia. Autor nie ukrywa, że w kontekście teraźniejszości jego pamięć bywa zawodna, jednocześnie siła doświadczeń związanych z przeżyciami II wojny światowej powoduje, że pewne fakty i doświadczenia naznaczone są niemożnością zapomnienia. Publikacja ta okazuje się również ciekawym głosem na temat powojennych losów ocalonych, ale osieroconych Żydów. Badacz niezwykle interesująco opisuje swoje zaangażowanie w to, co działo się w Izraelu, ale jednocześnie odsłania różnego rodzaju uwikłania personalne i środowiskowe uniemożliwiające czasami porozumienie ponad podziałami. „Dokąd prowadzi pamięć” to również intrygujące świadectwo uprawiania nauki w sposób zdecydowanie odbiegający od schematów, którym niejednokrotnie próbuje się badania podporządkować. Losy Friedländera i jego funkcjonowanie w różnych środowiskach uniwersyteckich na Zachodzie pokazują, jak różne bywają podstawy tworzonych przez naukowców sojuszy i jak wiele zależy od pasji, z którą przedstawiciel nauki decyduje się zająć jakimś tematem. Wspomnienia te można również czytać jako opowieść o poszukiwaniu tożsamości, nieustannym jej kształtowaniu, wykorzenieniu i nomadycznym trybie życia.


Saul Friedländer, Dokąd prowadzi pamięć. Moje życie, przeł. Michał Romanek, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

niedziela, 10 grudnia 2017

Powieść dla młodzieży? (A. Cieplak, Lata powyżej zera)

Z ciekawymi debiutami bywa tak, że potem bardzo się czeka na drugą książkę autora. Z niepokojem, bo nie zawsze jest tak, że młody pisarz z utworu na utwór jest lepszy. Anna Cieplak swoją powieścią „Ma być ciepło” zaintrygowała wielu. Na kolejną książkę nie kazała długo czekać. Po lekturze „Lat powyżej zera” skwituję ten fakt słowem: szkoda. Szkoda, że otrzymujemy kolejną książkę o życiu młodzieży. Tym razem nie tej współczesnej, ale tej urodzonej blisko znaczącego roku 1989. Nie zmienia to jednak faktu, że klimat obu powieści jest bardzo podobny. Inne są akcesoria towarzyszące poszczególnym scenom, różni się scenografia, ale sam problem niedostosowania do otoczenia, zagubienia, niemożności nawiązania porozumienia z dorosłymi, złych wyborów i konsekwencji nieraz na całe życie pozostaje ten sam. Cieplak umie opowiadać. Nie można więc powiedzieć, że to słaba książka. Problem z odbiorem „Lat powyżej zera” sprowadza się do następującego paradoksu: to, co w debiutanckiej powieści miało w sobie coś świeżego, w swoim smutku mrocznego i lekkiego jednocześnie, w kontekście drugiej książki staje się powtórzeniem, sięgnięciem po sprawdzone rozwiązanie. Opowiedziana historia o dorastaniu na śląskim blokowisku składa się z momentów, które zna chyba każdy. Powtarzają się one w kolejnych pokoleniach, z różnymi używkami, ale z podobnymi relacjami międzyludzkimi. Cieplak nie wychodzi w swojej powieści poza przyzwoicie napisaną powieść dla młodzieży. Uniwersalny przekaz, jeśli gdzieś był, znika, a próba traktowania tej historii jako opowieści o pokoleniu trąci banałem. Czekam więc na trzecią książkę Cieplak. Może ona potwierdzi, czy mamy do czynienia z prawdziwym talentem literackim, czy z autorką jednego tematu.


Anna Cieplak, Lata powyżej zera, Wyd. Znak, Kraków 2017.

sobota, 9 grudnia 2017

Moc przebaczenia (T. Kinnunen, Inni niż my)

Powieść Kinnunena, choć skoncentrowana na rodzinie, tak naprawdę na pierwszym planie stawia jednostki. Te zranione, oszukane, porzucone, przeżywające rozczarowanie. Wszystkie emocje, które początkowo zdają się budować więź, ostatecznie staną się źródłem ran powstałych w wyniku wszechobecnego fałszu. Fundamentem samotności będzie inność. Co ciekawe, Kinnunenowi udaje się pokazać, że izolacja jest udziałem zarówno tych, którzy noszą w sobie mniej lub bardziej widoczny stygmat, ale i tych, którzy dokonują aktu odrzucenia. Ci, którzy walczą o siebie, toczą również bitwę o inne racje, nie mniej ważne. Chcą bowiem wierzyć, że wspólnota, której są częścią, nie zawiedzie. Szczególnie sugestywnie zostają opowiedziane losy niewidomej Heleny. Kiedy jest dzieckiem, siła wyobraźni buduje w niej alternatywny świat, który zastępuje ten widzialny. Jednocześnie ma w sobie przekonanie, że jest potrzebna i że może okazywać troskę innym. W wyniku przymusowego oddalenia od rodziny dziewczynka uczy się tego, że rzeczywistość, w której obecnie funkcjonuje, nagradza mechaniczne wykonywanie czynności, nie zaś poszukiwanie nowych dróg i wpisane w nie potknięcia. Helena przez całe swoje życie odkrywać będzie to, że otoczenie jest za każdym razem inne. Nawet to dobrze rozpoznane może zawodzić i od nowa budować więź na zupełnie innych zasadach. Jednocześnie to, w jaki sposób funkcjonuje kobieta, potwierdza tkwiącą w niej moc oraz zdolność samoodradzania. Przemijanie ma w sobie coś z przebaczenia – doświadczają tego wszyscy bohaterowie, ucząc się, że niezależnie od czynów i towarzyszących im uczuć czas biegnie, nie zwalniając i nie wyróżniając nikogo.

Tommi Kinnunen, Inni niż my, przeł. Sebastian Musielak, Wyd. W.A.B., Warszawa 2017.

piątek, 8 grudnia 2017

Chwytanie się życia (I. Morawski, Tylko mnie pogłaszcz… Listy do Haliny Poświatowskiej, oprac. M. Pryzwan)

Korespondencję Morawskiego do Poświatowskiej można z powodzeniem czytać jako opowieść o zderzeniu dwóch, zranionych przez chorobę, oryginalnych osobowości. Listy opublikowane w tomie najlepiej wybrzmiewają w lekturze równoległej z „Opowieścią dla przyjaciela” poetki, publikacją niegdyś niemalże kultową. „Tylko mnie pogłaszcz...” stanowić może interesujący pretekst do refleksji na temat epistolografii. Pojawiają się tutaj tak istotne kwestie jak zgoda dwóch zainteresowanych stron na upublicznienie, gotowość poddania się ocenie kogoś z zewnątrz oraz pokazania siebie w odsłonie intymnej, wreszcie kwestia redagowania tekstu oraz jego hermetyczności w kontekście relacji nadawcy i adresata oraz zrozumiałości, jeśli weźmiemy pod uwagę reakcje odbiorcy. Z listów Morawskiego, podobnie jak z „Opowieści dla przyjaciela”, wyłania się silna więź łącząca niewidomego prozaika i chorą na serce poetkę. Wyjazd Poświatowskiej do Ameryki staje się symbolem nie tylko rozstania dosłownego, ale i tego metaforycznego. Widać wówczas szczególnie mocno nadzwyczajną witalność poetki i biegunowo odmienne wyciszenie i zdystansowanie Morawskiego. „Tylko mnie pogłaszcz…” to nie tylko świadectwo czasów i przyjaźni, z której zrodziły się listy na miarę literatury. To również dowód na to, że jest w korespondencji poetki i prozaika coś uniwersalnego. Właśnie z tego powodu czyta się owe listy z zainteresowaniem również dzisiaj.


Ireneusz Morawski, Tylko mnie pogłaszcz… Listy do Haliny Poświatowskiej, oprac. Mariola Pryzwan, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

czwartek, 7 grudnia 2017

Ocalić to, co najcenniejsze (E. Letts, Koń doskonały. Ratując czempiony z rąk nazistów)

Książka Elizabeth Letts to znakomicie napisany reportaż historyczny, w którym na plan pierwszy wysuwają się zwierzęta. To konie są głównymi bohaterami publikacji i to walka o ich przetrwanie jest fundamentem działań ludzi gotowych zrobić wiele, aby piękno i mądrość naszych braci mniejszych nie przeminęły bezpowrotnie. Letts nie tylko oddaje dramatyzm losów ludzi i zwierząt podczas II wojny światowej, ale pokazuje również międzygatunkową więź rodzącą się między czworonożnymi podopiecznymi a ich opiekunami. Wielkim atutem opowiedzianej przez autorkę historii jest umiejętność wpisania niebezpieczeństw czyhających na konie w portret działań wojennych prowadzonych wówczas w Europie. Autorka potrafi przywołać bezradność opiekunów, żal z powodu własnej bezsilności, ufność zwierząt oraz determinację ludzi w walce o ocalenie koni. W konsekwencji mamy więc do czynienia z reportażem posiadającym cechy i korespondencji wojennej, i filozoficznego traktatu z dziedziny animal studies, i przypowieści o nieustannych potyczkach dobra ze złem, i kryminału, w którym liczy się umiejętność dedukcji i logicznego myślenia, i deklaracji ideowej postulującej konieczność opowiadania się po stronie życia i przetrwania. Poznajemy nie tylko historie ludzi, którzy gotowi są zawierać sojusze ponad podziałami, aby ocalić szlachetne zwierzęta. Istotna okazuje się również umiejętność towarzyszenia koniom, rozumienia ich, budowania z nimi więzi oraz traktowania ich w sposób podmiotowy. Na marginesie walki z nazizmem oraz lęku przed triumfalnym pochodem Rosjan toczy się bitwa, w której to właśnie zwierzę jest najważniejsze. Niekwestionowana wiara w to, że austriackie lipicany z Hiszpańskiej Szkoły Jazdy w Wiedniu oraz polskie araby z Janowa Podlaskiego muszą przeżyć, inspiruje ludzi do wielkich czynów. Choć działania te dotyczą zwierząt, stanowią świadectwo człowieczeństwa i są deklaracją wary w to, że świat po wojnie da się i trzeba odbudować.


Elizabeth Letts, Koń doskonały. Ratując czempiony z rąk nazistów, przeł. Joanna Gilewicz, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2017.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Obsesja (A. Bolavá, W ciemność)

Anna Bolavá pisze prozę duszną, ale i świeżą jednocześnie, pełną mocnych zapachów suszonych i zmoczonych deszczem roślin, ale i pełną szaleństwa, które trudno nazwać i zdefiniować. „W ciemność” to powieść o obsesji. Zbieranie ziół i sprzedawanie ich co tydzień w skupie to zajęcie porządkujące codzienność bohaterki. Czynności te czynią z niej Inną. Społeczność, której jest częścią, traktuje bohaterkę jako kogoś, kto budzi niepokój. Jest obserwowana, choć równie często to ona obserwuje innych, skrywając się wśród liści drzew. Tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy szaleństwo jest wokół kobiety, czy w niej. Stopniowo odkrywamy, że jej poczucie osaczenia oraz samotność są wynikiem odizolowania i obsesyjnego wsłuchiwania się w siebie. Gdy ludzie stopniowo zaczynają być przez bohaterkę postrzegani jako wrogowie, to zioła zapewniają spokój, bezpieczeństwo, krzepiącą pewność powtarzalności. Autorka pokazuje świat uwikłany w trwałą więź z przyrodą. Bez ziół kobieta nie istnieje – to ich zapach, ciężar, wygląd gwarantują przetrwanie. Rośliny są skuteczniejsze od leków – bardziej dostępne, możliwe do oswojenia, wpisane rytm następujących po sobie pór roku. Szukając ocalenia w przyrodzie, bohaterka próbuje znaleźć drogę do siebie. Choć się wycofuje, choć znika, choć odmawia uczestnictwa w rzeczywistości, jednocześnie wypracowuje zasady, które są jej i które mają w sobie coś z niezależności. Intrygujące.


Anna Bolavá, W ciemność, przeł. Agata Wróbel, Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2017.

niedziela, 3 grudnia 2017

Podziemia (M. Marczewski, Koliste jeziora Białorusi)

Publikacja Marczewskiego to połączenie reporterskiego prezentowania rzeczywistości z opisami mocno poetyckimi, miejscami bardzo zmysłowymi, namacalnie niemalże oddającymi materialność przestrzeni, w której autor przebywa. To, w jaki sposób zostaje sportretowana Białoruś, przypomina język zastosowany przez Colina Thubrona w „Po Syberii”. Autor nie tylko potrafi oddać klimat teraźniejszości, ale i sugestywnie odtwarza atmosferę charakteryzującą to, co należy do przeszłości. Zdolność do pokazania ciągłości mimo istnienia licznych paradoksów i absurdów we współczesności to niewątpliwie atut tej książki. Marczewski korzysta często z przywoływania obrazu zatopionej w jeziorze miejscowości, który wielokrotnie ma swoje źródło w ludowych przypowieściach oraz historii przekazywanej z ust to ust. Podziemna rzeczywistość to zresztą jedno z najważniejszych haseł porządkujących opisywane realia. To, co jest pod powierzchnią, interesuje autora zarówno w sensie historycznym, jak i jako metafora mentalności Białorusinów. Ukryte okazuje się trwałe, jest wspominane, wiedzą o nim przechowuje się w podaniach ludowych, a wielość różnych niedostępnych dzisiaj miejsc stanowi fundament odsłaniania skomplikowania historii. Zwykły człowiek zostaje uwikłany w sytuację, dla której czymś definiującym jest wiara w życie duchów zamieszkujących dno jeziora i pamiętających dawne funkcjonowanie na powierzchni. Jednocześnie mierzyć się musi z ograniczeniami wolności będącymi konsekwencją rządów Łukaszenki.


Mateusz Marczewski, Koliste jeziora Białorusi, Wyd. Czarne, Wołowiec 2017.

sobota, 2 grudnia 2017

Jak sobie radzić z superbohaterami? (T. Żaglewski, Kinowe uniwersum superbohaterów. Analiza współczesnego filmu komiksowego)

Publikacja Tomasza Żaglewskiego to wyrazisty i bardzo interesujący głos na mapie namysłu nad miejscem komiksu we współczesnej popkulturze oraz nad gatunkowym uwikłaniem komiksu i filmu. W centrum opowieści, co zostaje zaakcentowane w tytule, jest superbohater oraz różne jego odsłony kinowe. Autor ze znawstwem porusza się po analizowanym zagadnieniu. Nie tylko wykazuje się znajomością wielu kontekstów towarzyszących ekranizacjom komiksów, w których na plan pierwszy wysuwają się superbohaterowie, ale i z zaangażowaniem opowiada o świecie, który towarzyszy nam współczesnym, lecz niejednokrotnie jest lekceważony. Żaglewski nie ukrywa, że pojawiają się liczne uproszczenia w odbiorze kina komiksowego oraz że częste jest traktowanie epitetu „komiksowe” jako czegoś, co sugeruje banalność, uproszczenia oraz jednoznaczność interpretacyjną. Zaproponowane przez badacza analizy odsłaniają i ideowe uwikłania omawianych obrazów filmowych, i potencjał tkwiący w superbohaterach, i nieoczywiste konteksty towarzyszące relacjom między gatunkami, interdyscyplinarności, metagatunkowości oraz obrazu jako takiego. Ten ostatni jest kluczowym punktem odniesienia – odgrywa bowiem niebagatelną rolę zarówno w przypadku komiksów, jak i filmów nimi inspirowanych. Publikacja Żaglewskiego to jednak nie tylko błyskotliwe propozycje odczytania znanych i powszechnie rozpoznawanych tytułów. Książka ta jest również ciekawym pretekstem do dyskusji na temat popularności i kasowości niektórych filmów, potencjału tkwiącego w wyspecjalizowaniu się gatunkowym, specyfiki funkcjonowania rynku filmowego oraz dodatkowych działań promocyjnych prowadzonych w nowych mediach oraz za pomocą produkcji fanowskich gadżetów.


Tomasz Żaglewski, Kinowe uniwersum superbohaterów. Analiza współczesnego filmu komiksowego, Wyd. PWN, Warszawa 2017.

wtorek, 28 listopada 2017

Przemijanie jako koszmar i pocieszenie (M. Bunda, Nieczułość)

Powieść Martyny Bundy to przykład prozy udowadniającej, że los człowieka będzie zawsze najlepszym tematem na dobrą opowieść. Matka i trzy córki – to one są bohaterkami książki. I choć ich losy przywołują mimowolnie wiele innych historii, sag opisujących życie kobiet i odsłaniających powtarzalność wpisaną w to, co nie do podrobienia, to jednak udaje się Bundzie przemówić własnym, mocnym głosem. Autorka z precyzją posługuje się językiem, nie nadużywa opisów, które mogłyby budzić wzruszenie, ale jednocześnie samym przywołaniem wybranych wydarzeń potrafi wywołać skojarzenia, które nie pozostawiają czytelnika obojętnym. To bardzo ważna cecha – umieć opowiedzieć tak, by to, co zwyczajne, zawierało w sobie coś szczególnego, oraz by rzeczy trudne, koszmarne, złe miały w sobie zalążek późniejszego przetrwania i ocalenia mimo wszystko. W „Nieczułości” ważną rolę odgrywa dom – fakt ten zostaje zresztą zasugerowany na czwartej stronie okładki. Dziewcza Góra, Kaszuby, punkt odniesienia i punkt zaczepienia jednocześnie. To miejsce, które godzi miłość i marzenie o niej, nienawiść i wspomnienie doznanego cierpienia, bunt i akceptację tego, co przynosi los, pamięć i zapomnienie. Strych staje się przestrzenią, w której można wyobrażać sobie inną rzeczywistość. Podobnie jest z piwnicą – to tam ukrywają się zbiegli Francuzi przed Niemcami w czasie wojny, to tam skrywa się jedna z córek, kiedy na górze matka przeżywa swój koniec świata. Jednocześnie i strych, i piwnica są miejscami, w których musi dojść do trudnych pożegnań – z tęsknotą, z niewiedzą, z naiwnością. Pomiędzy tymi pomieszczeniami jest przestrzeń, w której miesza się dobro i zło, gdzie nic nie jest dane raz na zawsze. Ważnym punktem odniesienia są w tej historii zwierzęta. To dzięki nim dochodzi do zaistnienia pewnych wydarzeń (podarunki od przyszłego męża Trudy stają się źródłem późniejszego kapitału), to one są pretekstem do wprowadzenia fragmentów zabawnych i odsłaniających poczucie humoru autorki (np. narodziny świń z czarną grzywką, kura, która uwielbia być huśtana), to one wreszcie pieczętują wydarzenia ważne i nieodwracalne (np. doskonałe, wieloznaczne i metaforyczne opisy pierwszego rodzinnego zabicia świni czy rosołu ze starej kury). Bundzie udaje się również w niebanalny sposób sportretować związki córek – każda z nich doświadczy dramatu uprzedmiotowienia, straty oraz konieczności walki o swoją niezależność. Wielka Historia będzie ciągle obecna, przypomni o swoim istnieniu w najmniej spodziewanych momentach. Jednocześnie to właśnie z prywatnej historii kobiety czerpać będą siłę. Warto również zwrócić uwagę na rolę przedmiotów w tej opowieści. Jednym z najważniejszych i najbogatszych nośników znaczeń stanie się żelazko. Ważne okażą się piękne buty na obcasach, przysyłane z Berlina. Istotne będzie pudełko – dziedziczone i symbolicznie tylko przechowujące pamięć przeszłości. „Nieczułość” to także opowieść o przygodach ciała – zmarnowanego, pokonanego, zbrukanego, martwego, ale i radosnego, zmysłowego, gotowego do poświęceń, niezapominającego, pocieszającego. Autorka umie godzić sprzeczności. Jedną z piękniejszych erotycznych scen w powieści jest symboliczne pożegnanie zmarłego męża Trudy, zafundowane mu przez żonę. Integralną częścią opisanego przez Bundę świata jest przemijanie, którego się nie oprotestowuje, lecz przyjmuje ze zrozumieniem. Życie ma bowiem w sobie dużo z umierania – ta prawda zdaje się przyświecać historii opowiedzianej w książce.


Martyna Bunda, Nieczułość, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.