Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

piątek, 7 sierpnia 2020

Umiłowanie wolności (T. Djaout, Ostatnie lato rozumu)


„Ostatnie lato rozumu” to książka ważna i pełna wielu uniwersalnych, kluczowych dla konstytuowania się tożsamości, wolności i demokratycznych wartości sensów. Powieść niedokończona, krótka, a jednak mająca w sobie coś monumentalnego i głęboko humanistycznego. Monumentalnego, bo opowieść o księgarzu, który obserwuje, jak zmienia się rzeczywistość wokół niego i jak fanatyzm religijny zastępuje myślenie i podmiotowe traktowanie obywateli, bardzo szybko, bo właściwie już na samym początku, staje się historią każdej dyktatury, każdego zniewolenia, każdego zastraszenia społeczeństwa. Głęboko humanistyczną, bo tak naprawdę w centralnym punkcie jest człowiek – i główny bohater, który ratunek widzi w książkach, a jednocześnie słowa pisanego zostanie pozbawiony, i tresowane do nienawiści dzieci i młodzież, i bliscy, którzy nie umieją pokonać lęku i stopniowo zdradzają samych siebie, i ci, którzy upajają się władzą prowadzącą do upokorzenia i podporzadkowania sobie innych, i ci, którzy pochylają głowy i pragną pozostać niewidzialni, bo wiedzą, że ich głos, choć dzisiaj jest bez znaczenia, kiedyś mógł zmienić świat. Bardzo ważnym kontekstem dla historii opowiedzianej przez Djaouta, dla manifestu wolności i przypowieści, jakimi historia ta się staje, jest obszerne wprowadzenie poprzedzające niedokończoną powieść. Dowiadujemy się z niego o tragicznym losie pisarza, zamordowanego w Algierze przez zamachowców, o mordach innych intelektualistów, o niszczeniu społeczeństwa poprzez odbieranie jego członkom prawa do wolności myślenia i działania. Lektura obowiązkowa.

Tahar Djaout, Ostatnie lato rozumu, przeł. Gabriela Hałat, wprowadzenie: Alek Baylee Toumi, przeł. Aleksandra Szymczyk, Wyd. Claroscuro, Warszawa 2020.

niedziela, 2 sierpnia 2020

Bezsens wojny (J. Cercas, Władca cieni)


Javier Cercas nie po raz pierwszy mierzy się z tematem wojny domowej w Hiszpanii. Była ona podstawowym punktem odniesienia w „Żołnierzach spod Salaminy”, jest również istotna w „Anatomii chwili” jako klucz do tego, co dzieje się dużo później. We „Władcy cieni” pisarz postanawia zmierzyć się z historią rodzinną. Mamy więc do czynienia z opowieścią autobiograficzną (Cercas pozostaje jednym z głównych bohaterów, to on prowadzi prywatne śledztwo), autotematyczną (pisarz dopuszcza nas do rozważań na temat pisania i własnej roli pełnionej w prezentowanej opowieści), biograficzną (książka jest próbą rekonstrukcji ze szczątków informacji życiorysu Manuela Meny, ciotecznego dziadka Cercasa, który jako dziewiętnastolatek zginął podczas wojny domowej walcząc po stronie Franco), historyczną (autor pozostaje wierny faktom, a dzięki historii jednostkowej udaje się mu opowiedzieć o bezsensie nienawiści i paradoksie podziałów wywołanych przez wojnę domową w Hiszpanii). Powyższe uwikłania wydobywają napięcie będące konsekwencją tego wszystkiego, co wiąże się z nierówną walką pamięci i zapomnienia. Mamy więc chociażby rozpaczliwy gest palenia pamiątek po zmarłym i pojawiającą się po latach informację o ocaleniu spisanych jego ręką słów. Mamy rozpamiętującą śmierć Manuela przez kilkadziesiąt lat matkę autora i świadków, którzy obok tej śmierci pamiętają również absurdalne i trudne do uzasadnienia zniknięcia osób, które stały po stronie socjalistów. Mamy tych, którzy po raz pierwszy od wydarzeń z okresu wojny domowej opowiadają o tym, co się wtedy stało, i tych, którzy nie ukrywają, że to właśnie tamta wojna naznaczyła ich na całe życie. Mamy wreszcie zderzenie Wielkiej Historii z mikrohistorią – zarówno w kontekście miejscowości, z której pochodzą zmarły i matka autora, jak i z perspektywy klasowych oraz historycznych napięć. Cercas nie ukrywa własnych wątpliwości i tego, jak trudno jest mu się pogodzić z tym, że Manuel Mena walczył dla generała Franco. Momentem zwrotnym dla wszystkich, którzy pojawiają się w książce jako bohaterowie, będzie uświadomienie sobie bezsensu wojny. W efekcie cała opowieść zyskuje głęboko pacyfistyczny wydźwięk.

Javier Cercas, Władca cieni, przeł. Ewa Zaleska, Wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2019.

sobota, 1 sierpnia 2020

Tamte czasy (R. Makkai, Wierzyliśmy jak nikt)


To powieść, która chyba nikogo nie pozostawi obojętnym. Choć skoncentrowana jest na losie konkretnego środowiska, to jednak poprzez niezwykle sugestywne sportretowanie napięcia między życiem a śmiercią, zyskuje wymiar uniwersalny. Nie ma tutaj łatwych odpowiedzi, lecz poprzez pokazanie, jak łatwo życie może zamienić się w umieranie, dochodzi do zbliżenia się do kwestii najważniejszych. Wspaniała proza – oddająca niepokój nieuchronności końca, balansująca między afirmacją życia a niezgodą na odchodzenie, zmieniająca namiętność w zagrożenie, a próbę zapomnienia w jeszcze większą intensywność pamiętania. Rebecca Makkai opowiada o grupie przyjaciół z Chicago, dla których kluczowym egzystencjalnym doświadczeniem staje się zagrożenie i mierzenie się z AIDS w latach osiemdziesiątych XX wieku. Seks, miłość, cieszenie się życiem, eksperymentowanie z tym, co możliwie najbardziej zmysłowe stopniowo zamienia się w podejrzliwość, niepokój, smutek i bliskość śmierci. Ponieważ przypadki zachorowań i późniejszych śmierci kojarzone są głównie ze środowiskiem gejowskim, pojawia się również narastający ostracyzm i gotowość szybkiego napiętnowania tych, którzy chorują lub mogą zachorować. Obok znakomitego oddania atmosfery strachu, poświęcenia, chwytania się życia i uciekania od choroby wśród gejów Makkai intrygująco niuansuje to wszystko, co zmienia relacje między przyjaciółmi i kochankami. Z jednej więc strony obserwujemy trudności komunikacyjne między ludźmi sobie bliskimi, oczekiwanie prawdy i rozpaczliwą wiarę w to, że w deklaracjach nie ma kłamstwa, seks jako gwarancję już nie tylko radości życia, ale i potencjalnego nośnika śmierci, z drugiej widzimy, jak traumatyczne były doświadczenia lat osiemdziesiątych i początku lat dziewięćdziesiątych oraz jak wielki wpływ wywarły na dalsze życie tych, którzy przetrwali. Losy bohaterów poznajemy naprzemiennie – część historii to okres wspomnianego lęku przed zarazą (w kontekście ówczesnego postrzegania choroby to będzie właściwe określenie) i próby ocalenia własnej podmiotowości w relacji z tym, co niespodziewane i nieznane, to także portret chicagowskiego środowiska gejów, inspirowany autentycznymi wydarzeniami i relacjami, druga część dzieje się w 2015 roku w Paryżu, gdzie głównie pamięć uruchamia to wszystko, co przeminęło, sprawiając, że „tamte czasy” stają się również „tymi czasami”. AIDS zbiera (zebrało) swoje żniwo, ale atmosfera tamtych dni i pamięć tamtych ludzi częściowo pozostaje – we wspomnieniach, w mentalnym trwaniu pomiędzy życiem a umieraniem, w sztuce. Bardzo dobre.

Rebecca Makkai, Wierzyliśmy jak nikt, przeł. Sebastian Musielak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020.