Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

środa, 6 marca 2019

Pożegnanie z czasem i miejscem (M. Sołtysik, Klan Kossaków)

Autor nie ukrywa swojego osobistego zaangażowania w opowieść prezentowaną czytelnikom. Jesteśmy więc świadkami deklaracji pasji, zainteresowania i kompetencji. Autor wybiera ciekawą formę – widać, że posiada znajomość wielu szczegółów, jednak nie natkniemy się tutaj na epatowanie drobiazgami; widać, że historia ta naznaczona jest rysem nostalgicznym, a jednak daleko jej do sentymentalizmu; widać wreszcie, że to opowieść o schyłku pewnej epoki i o przemijaniu, a jednak tak wiele w niej witalności i energii przywołanej z przeszłości. „Klan Kossaków” to, oczywiście, barwna relacja z życia rodzinnego – pełnego artystycznych uniesień, intelektualnych sporów, barwnych i wyrazistych postaci. Jednocześnie książka ta okazuje się intrygującym portretem epoki, dla której dzisiaj, jak się okazuje, nie tylko trudno znaleźć kontynuację, jak i niełatwo naznaczyć ją trwałą pamięcią. Symbolicznie wybrzmiewają w tym kontekście losy miejsca, a więc Kossakówki. Losy, wszystko na to wskazuje, przypieczętowane klęską. Dramatyczny wydźwięk ma więc pytanie umieszczone na ostatniej stronie: „Czy tą książką zdołam zatrzymać na chwilę ducha tego miejsca i tamtych czasów?”. Na chwilę tak, ale tylko na chwilę, a może aż, skoro obracać się trzeba w przestrzeni pamięci i zapomnienia, walki nierównej, materialnie zapewne przegranej, duchowo być może zwycięskiej. Pamięć o rodzinie Kossaków jest żywa. Sołtysik rekonstruuje losy sławnej rodziny, popularyzując zarazem wiedzę na ich temat. Książka ta może być więc rodzajem skondensowanej, przystępnej, atrakcyjnie podanej wersji tego, co tak naprawdę można by rozpisać na wiele tomów. Utrzymana w gawędziarskim stylu zachęca do dalszych poszukiwań, pozwala przypomnieć historię Kossaków, wreszcie okazuje się pretekstem do refleksji na temat przemijania tego, co wielkie, jednak dziejące się nie tylko w wymiarze historycznym, ale również tym bliskim i rozgrywającym się niemalże na naszych oczach.


Marek Sołtysik, Klan Kossaków, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 2018.

piątek, 1 marca 2019

Czyste zło (A. Devi, Zielone sari)

Znakomita powieść. Na plan pierwszy wysuwa się problem uzależnienia ofiary od swojego oprawcy. Obserwujemy schorowanego mężczyznę, którym opiekują się córka i wnuczka. Nie jest to jednak ani sytuacja sielankowa, ani dramatyczna jedynie z powodu zbliżającego się końca. Jesteśmy świadkami cynicznej, brutalnej w swojej wymowie, bezdusznej, pogardliwej i bezlitosnej gry, jaką ojciec i dziadek toczy z kobietami. Mężczyzna z przyjemnością przygląda się cierpieniu, z radością odnotowuje słabość, nie umie zrozumieć prób uniezależnienia się, z satysfakcją wspomina swoje wcześniejsze zwycięstwa na polu łamania ducha i ciała najpierw żony, potem córki, wreszcie wnuczki. Szczególnie dramatycznie wybrzmiewa opowieść o losach kobiety, która poślubia wspomnianego chorego. Autorka precyzyjnie rekonstruuje proces upadku i niszczenia. Wyjątkowa brutalność psychiczna i fizyczna właściwie pozostaje bez kary. Dopiero wnuczka próbuje podnosić głowę i rozpocząć nierówną walkę z oprawcą. Córka za sprawą perfidnego planu ojca zostaje wplątana w jego wojnę, staje się również wrogiem upodlonej matki. Mężczyzna jest lekarzem, co dodatkowo komplikuje całą opowieść. Wbrew temu, co moglibyśmy przypuszczać, nie jest to historia o posiadaniu podwójnego oblicza. Dla swoich pacjentów mężczyzna bywa równie bezlitosny, jak dla członków rodziny. Devi konstruuje opowieść o istnieniu czystego zła – zła, którego nie ima się żadna przemiana; zła, które nie szuka wybaczenia i zrozumienia; zła, które nawet na łożu śmierci, szuka kolejnych sposobów, by ranić innych ludzi. Mocne, poruszające, nie do zapomnienia.


Ananda Devi, Zielone sari, przeł. i posłowie: Krzysztof Jarosz, Wydawnictwo W Podwórku, Gdańsk 2018.

wtorek, 26 lutego 2019

Poszukiwanie siebie (W. Klęczar, Flu Game)

Powieść Wojciecha Klęczara to ciekawy przykład łączenia dobrze znanych motywów i używania ich w taki sposób, by pozostały w pewnym zawieszeniu. Kiedy czytelnik zaczyna z satysfakcją odnotowywać, że wie, co będzie dalej, okazuje się, że się myli, bo autor świadomie dokonuje gestu niedokończenia, urwania, zawieszenia. Daje to intrygujący efekt – owszem, bez fajerwerków związanych z nieprzewidywalnymi zwrotami akcji, za to z możliwością poddania się sugestywności rozważań na temat tożsamości. Bo właśnie pytania o to: „kim jestem?, kim się stałem?, za kogo siebie uważam?, która wersja mnie jest tą prawdziwą?, czy maska fałszu nie zrosła się ze mną za mocno?, czy nie trwam w złudzeniu widzenia siebie w lepszym świetle niż innych? i czy jestem w stanie spojrzeć na siebie krytycznie?” okazują się kwestiami kluczowymi dla całej historii. Klęczar z jednej strony korzysta z potencjału oferowanego przez konwencję powieści drogi, z drugiej zawęża przestrzennie ów schemat do odwiedzania przez bohatera kolejnych krakowskich knajp. Z jednej strony autor sięga po motywy typowe dla powieści kryminalnej, mamy tu przecież tajemnicze zaginięcia pewnych osób, z drugiej choć bohater jest sędzią do żadnego ani prywatnego, ani oficjalnego śledztwa tu nie dojdzie. Natkniemy się na kwestię przyjmowania cudzej tożsamości, bohater będzie udawał dziennikarza, jednak z owego kłamstwa niewiele tak naprawdę wyniknie. Wszystko to zmierza do kulminacyjnej sceny, w której obnażone zostanie to, co może być bliskie prawdy. Finał opowieści staje się bolesnym w swojej wymowie odkryciem, że być może wcale nie jesteśmy tak interesujący, jak nam się wydaje, a nudna wersja życia to jest właśnie to, co najbardziej do nas pasuje.


Wojciech Klęczar, Flu Game, Wyd. Forma, Szczecin – Bezrzecze 2018.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Usłyszeć głos kobiet (A. Pajączkowska, A. Zbroja, A co wyście mieszkały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi; E. Stępczak, Burka w Nepalu nazywa się sari)

Agnieszka Pajączkowska i Aleksandra Zbroja wyruszają w podróż, która w pewnym sensie okazuje się egzotyczna. Fakt, iż taka właśnie jest, pokazuje, jak trwałe bywa to, co oddziela miasto od wsi. W centrum swojej historii reporterki stawiają kobiety. To mieszkanki mazowieckich wsi, które opowiadają autorkom o swoim życiu. Brzmi dość banalnie, ale wcale takie nie jest. Pajączkowska i Zbroja kompozycyjnie budują reportaż wielogłosowy. Kolejne części to wypowiedzi bohaterek – w różnym wieku, o różnym doświadczeniu życiowym, z różnym podejściem do życia i roli kobiety w społeczeństwie. Opowieści mieszkanek wsi przeplatane są krótkimi scenkami, pokazującymi pewne zagubienie, obcość i nieprzystawalność odczuwane w trakcie pracy przez autorki książki. Reporterki przywołują również relacje kobiet z własnej rodziny, odsłaniając trwałość podziałów istniejących właściwie na wyciągnięcie ręki. Bliskość Warszawy dla bohaterek reportażu nie jest żadnym punktem odniesienia. Co więcej, dziwią się one często, że można tam żyć, że niektórzy marzą, aby tam się przeprowadzić, że tylu osobom odpowiada rytm dużego miasta. W kolejnych relacjach kobiet pojawia się mocno zaakcentowana perspektywa, że centrum świata jest gdzie indziej. I właśnie to jest najciekawsze w tej książce – bezpretensjonalne świadectwo codzienności, której często nie chcemy i nie zamierzamy dostrzegać. Warto.
„Burka w Nepalu nazywa się sari” to książka z pogranicza reportażu i literatury popularnonaukowej. Autorka stara się wiernie zrekonstruować historyczną i obecną pozycję kobiet w Nepalu, portretując różnego rodzaju kulturowe i prawne uwikłania, za sprawą których dochodzi często do zniewolenia i ubezwłasnowolnienia Nepalek. Wielkim atutem książki jest zrównoważenie wiedzy zaczerpniętej z różnych źródeł z relacjami konkretnych bohaterek opowiadających o swoich doświadczeniach. Na uwagę zasługuje również logika argumentowania – poszczególne problemy przedstawiane są w sposób zrozumiały dla osoby, która nie zna dobrze opisywanej kultury, kolejne zagadnienia wzajemnie się uzupełniają i z siebie wynikają, a jednocześnie nie ma tutaj nadmiernej obudowy faktograficznej, mającej zabezpieczyć autorkę przed niezrozumieniem i stwarzającej wrażenie nadmiaru. Książka ta przypomina nieco „Lalki w ogniu. Opowieści z Indii” Pauliny Wilk. Obie autorki starają się pokazać niełatwe powiązanie tego, co jest tradycją, elementem kultury, czymś wpisanym w historię z tym, co powoduje uprzedmiotowienie kobiet i ich zniewolenie. Książka potrzebna i ważna.


Agnieszka Pajączkowska, Aleksandra Zbroja, A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019; Edyta Stępczak, Burka w Nepalu nazywa się sari, Wyd. Znak, Kraków 2018.

niedziela, 24 lutego 2019

Inaczej (Ł. Pilip, Podwórko bez trzepaka. Reportaże z dzieciństwa; M. Zdzieborska, Tamtego życia już nie ma. Reportaże o uchodźcach w Polsce)

Łukasz Pilip opowiada o dzieciństwie, ale robi to inaczej. Inaczej, bo choć czytelnik na podstawie tytułu mógłby spodziewać się historii porównujących dorastanie w okresie PRL-u i współcześnie lub opowieści koncentrujących się na różnego rodzaju traumach, reporter nie idzie w tym kierunku, a jego teksty dalekie są od przewidywalności. Tak naprawdę nie tylko dzieciństwo jest tutaj tematem wiodącym. Ci, którzy są opisywani w tekstach Pilipa zwykle skazani są na przyspieszoną dorosłość – czasami jest to konieczność wynikająca z rodzinnej sytuacji, innym razem efekt odniesionego sukcesu, jeszcze innym konsekwencje niedojrzałości dorosłych. Za każdą z tych historii stoi odkrycie, że bycie kimś podchodzącym do życia poważnie, niewiele ma wspólnego z wiekiem. Reporter odsłania samotność będącą efektem owego przyspieszonego kursu dorastania oraz nieuchronną stratę możliwości odczuwania tej beztroski, która powinna stanowić element dzieciństwa. Dzieci, które muszą stać się dorosłymi, przestają przynależeć do grupy dzieci, nie są jednocześnie częścią społeczności dorosłych. Wykorzenieni często muszą udawać, że sobie radzą, że im nie zależy, że cieszą się z takiego trybu życia, że są silni, bo nie mogą sobie pozwolić na słabość. Reportaże do przemyślenia i późniejszego rozejrzenia się wokół – smutne i poruszające.
Marta Zdzieborska decyduje się na pomysł z pozoru banalny, a jednak oryginalnie odwracający wszystko to, co współcześnie mówi się w Polsce o uchodźcach. Rezygnując z odwoływania się do dzisiejszych lęków, reporterka odsłania otwartość, przyjazne nastawienie i chęć pomocy dostrzegalne przed laty. Nie znaczy to, oczywiście, że mamy do czynienia z idealizacją przeszłości. Na plan pierwszy wysuwa się raczej chęć udokumentowania koniecznej pracy nad sobą i własną tożsamością osób, które musiały opuścić swój kraj i osiedliły się w Polsce. Zderzenie z obcym to nie tylko doświadczenie tych, którzy przyjmują uchodźców, ale przede wszystkim traumatyczne niekiedy przeżycie tych, którzy opuszczają swój kraj. Sposób, w jaki zostają potraktowani wtedy, gdy są u celu, wpływa niejednokrotnie na (nie)możliwość odbudowania wiary we własne możliwości oraz kształtowanie poczucia współodpowiedzialności za miejsce i ludzi. Biograficzna perspektywa pozwala dostrzec podobieństwa i różnice w życiorysach tych, którzy byli uchodźcami, a stali się obywatelami naszego kraju. Warto.


Łukasz Pilip, Podwórko bez trzepaka. Reportaże z dzieciństwa, Wyd. Agora, Warszawa 2019; Marta Zdzieborska, Tamtego życia już nie ma. Reportaże o uchodźcach w Polsce, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2019.

sobota, 23 lutego 2019

Kobiecość jako szukanie siebie (T. Bohman, O zmierzchu; K. Green, Lżejsza od swojego cienia)

Powieść Therese Bohman to książka, którą już w początkowych partiach tekstu naprowadza nas na konteksty feministyczne. Mamy tu bowiem do czynienia z bohaterką, dla której społeczeństwo przeznaczyło określoną rolę i która z tego schematu wyłamuje się, łatwo poddając się innemu zbiorowi stereotypów. Karolina Andersson jest historyczką sztuki. Jako profesorka ma na swoim koncie ważną publikację, do której musi się odwoływać właściwie każdy, kto zajmuje się twórczością kobiet. Niedawno rozstała się z partnerem i wyraźnie ma problem z doświadczaną samotnością. W tej opowieści jest duży potencjał, zwłaszcza że gatunkowo utwór wpisuje się w konwencję powieści uniwersyteckiej. Niestety, autorka nie wykorzystuje możliwości tkwiących w takim a nie innym rozrysowaniu bohaterki. Aktywność uniwersytecka Karoliny sprawia wrażenie zaledwie dodatku, a na plan pierwszy wysuwa się obsesja sprawdzenia własnej atrakcyjności poprzez prowokowanie kolejnych sytuacji erotycznych. Tak właśnie zachowuje się bohaterka zarówno w stosunku do mężczyzn, z którymi jest w relacjach koleżeńskich, którzy są wobec niej w relacji podległości służbowej i którzy należą do jej przeszłości. Początkowo sprawia to wrażenie próby przełamania konwencji romansowej typowej dla literatury kobiecej, jednak ostatecznie Bohman poza tę konwencję nie wychodzi. Nie tylko to jest rozczarowaniem, ale i fakt, iż inny ciekawy motyw – odnalezienia prac nieznanej artystki przez doktoranta – również rozegrany zostaje dość przewidywalnie i bez tak potrzebnego pogłębienia psychologicznego postaci.
Katie Green nie ukrywa, że opowiada i rysuje o sobie. Na skrzydełku znajdziemy zresztą informację, że „Lżejsza od swojego cienia” to pamiętnik graficzny. Problem, który dominuje w tej opowieści, to walka z anoreksją. Autorka najpierw pokazuje dzieciństwo i sytuacje przy stole, w trakcie których namawiana jest przez rodziców do jedzenia, potem okres dorastania, wreszcie studia. W miarę upływu czasu to, że Katie jest chora, staje się oczywistością. Autorka rozrysowuje kolejne świadectwa codzienności, w których zwyczajna czynność, jaką jest jedzenie, zaczyna napawać strachem, obrzydzeniem, wstrętem do siebie. Obrazy tego, co myśli bohaterka, są wyjątkowo sugestywne. Green decyduje się na bardzo drobiazgowe rekonstruowanie własnej przeszłości. Jej droga do zbudowania w sobie siły jest długa i pełna potknięć, zwłaszcza że przydarza jej się również spotkanie z dorosłym, który zamiast pomagać, wykorzystuje jej słabość. „Lżejsza od swojego cienia” to komiks operujący szarościami, stawiający czasami na przekaz wynikający z wyobraźni i marzeń sennych oraz ciszy i niedomówienia. To z pewnością atuty utworu. Książce przydałaby się jednak bardziej zdecydowana redakcja. Komiks ten zyskałby, gdyby jego objętość (ponad pięćset stron) zmniejszono przynajmniej o jedną trzecią. W takiej formie, mimo podjęcia ważnego tematu, jest przegadany.


Therese Bohman, O zmierzchu, przeł. Justyna Czechowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2019; Katie Green, Lżejsza od swojego cienia, przeł. Kamila Kowerska, Wydawnictwo Timof Comics, Warszawa 2018.

wtorek, 12 lutego 2019

Rysunek społecznie zaangażowany (B. Chromry, Elementarz polski dla Polaka i Polki z Polski)

Książka ta ukazuje się w serii opatrzonej gatunkowym sformułowaniem „literatura wizualna”. To ważny punkt odniesienia dla mówienia i pisania o publikacji Bolesława Chromrego. Z jednej strony można ją bowiem traktować jako album – o podręcznym charakterze, do wielokrotnego sięgania, w przyjaznym do używania formacie, z tasiemkami umożliwiającymi zaznaczenie wybranej pracy. Z drugiej strony da się tę książkę nie tylko oglądać, ale i po prostu czytać. I nie mam tu na myśli jedynie tego, iż prace Bolesława Chromrego charakteryzują się obecnością dość dużej dawki tekstu (odwołanie do tego faktu znajduje się zresztą w książce). Rozpoznawalna, bo świadomie naiwna, umowna, prosta, dziecięca, odwołująca się do bazgrołów, kreska artysty połączona ze wspomnianymi elementami tekstowymi układa się w celną, błyskotliwą, niekiedy zabawną, często ironiczną opowieść o współczesnej Polsce. Opowieść, warto ów fakt zaznaczyć, zróżnicowaną i wieloaspektową. Bolesław Chromry żartobliwie portretuje „Polaków, których warto znać”. Za większością nieskomplikowanych rysunków kryje się wiedza na temat biografii i aktywności w przestrzeni publicznej danej osoby. Ileż krytycznego namysłu na temat współczesnego życia literackiego znajdziemy chociażby w złośliwym nieco rysunku przedstawiającym „Remigiusza M. piszącego 47. książkę”. Aby rozpoznać dalsze treści wynikające z napisu „Marcin Wicha” trzeba nie tylko wiedzieć, kim jest autor, ale i znać projekt okładki jego książki. Pełen zwielokrotnionych sensów jest również „Słownik obrazkowy” otwierający publikację. Tutaj również za jednym określeniem i rysunkiem go obrazującym kryje się cała opowieść o pewnych zachowaniach, które łatwo możemy zaobserwować w społeczeństwie. „Przysłowia polskie”, „Porady” oraz „Plakaty i listy z Polski” okazują się natomiast znakomitym komentarzem do rzeczywistości, w której funkcjonujemy – tej politycznej (np. kwestia rozdziału państwa od kościoła), tej społecznej (np. korporacjonizm, emigracja, imponowanie innym pozorowanym bogactwem), tej obyczajowej (np. pozycja kobiet, prawa środowisk LGBT). Do wielokrotnego czytania i oglądania – bo zdecydowanie warto.


Bolesław Chromry, Elementarz polski dla Polaka i Polki z Polski, Wyd. korporacja ha!art, Kraków 2018.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Tajemnice i przekraczanie granic (K. Beśka, Konsul; D. Andryka, Tajemnice Mille; V. Buck, Runa)

Choć wszystkie trzy przywołane w tym miejscu powieści dotyczą różnych czasów i wpisują się w inną konwencję gatunkową, to jednak jest coś, co je łączy. Mówienie o tajemnicy byłoby dość banalne, ale faktycznie jest to tajemnica, ale wpisana w czas i miejsce, w których dochodzi do rodzenia się nowego świata, przeszłość okazuje się ciągle trwała, a walka o wpływy to zarazem walka o nowy kształt tej rzeczywistości, której jest się częścią.
Krzysztof Beśka proponuje swoim czytelnikom kryminał retro. Wyraźne zasygnalizowanie w „Konsulu” czasu przejścia, w którym stare powoli odchodzi, a nowe dość nieporadnie mości się w tym samym miejscu, ale już na innych zasadach, zostaje w tym wypadku wpisane w kontekst niepodległościowy. Oto skończyła się wojna, a Polska odzyskuje niepodległość. W tle opisywanych wydarzeń pojawi się, oczywiście, Józef Piłsudski, jednak nie on będzie postacią pierwszoplanową. Szczególnie interesujące w śledztwie opisanym przez Beśkę jest pokazanie świata ogarniętego chaosem. To właśnie w takim świecie może dojść do morderstwa kogoś, kto ma ze sobą tajnie przekazane glejty dyplomatyczne, to w takim świecie podstawą tożsamościowych rozpoznań jest kategoryczne określenie, kim się jest pod względem narodowościowym, a jakiekolwiek zniuansowanie bywa tragiczne w skutkach (Niemiec czy Polak?, ale co w takiej sytuacji ma zrobić Kaszub?), to w takim świecie walka o dobra materialne pozorowana bywa walką o idee. Beśce udaje się ciekawie pokazać codzienność bez zasad, w której nieliczni usiłują o jakieś zasady się upomnieć.
„Tajemnice Mille” Dagmary Andryki to z kolei przykład powieści kryminalnej dziejącej się na prowincji i portretującej specyfikę małej społeczności. Główna bohaterka, reporterka znana z wcześniejszych części serii, z jednej strony decyduje się na zaangażowanie się w związek, który niespodziewanie zaczyna wyglądać nieco inaczej, niż zapowiadało się na początku, z drugiej natomiast zaczyna prowadzić śledztwo, w którym stawką jest nie tylko dojście do prawdy, ale i oczyszczenie siebie z zarzutów. Klasyczny zdawałoby się punkt wyjścia okazuje się całkiem ciekawym pretekstem do pokazania zależności łączących i dzielących mieszkańców wsi, a także do zaakcentowania izolacji, w jakiej znajduje się opisywane miejsce. To powieść kryminalna ze społecznym zacięciem na przyzwoitym poziomie i z interesującą bohaterką.
Vera Buck w swoim debiucie literackim łączy to, co wymyślone, z tym, co ma umocowanie w faktach. Czerpie bowiem z historii psychiatrii i przywołuje dziewiętnastowieczne eksperymenty prowadzone na psychicznie chorych. Tak naprawdę mamy do czynienia z opowieścią o dyscyplinowaniu kobiet i publicznym sankcjonowaniu w imię nauki tego, co w innym wypadku byłoby uważane za nieprzyzwoite i niedozwolone. Nie bez powodu jedna z bohaterek pokazów organizowanych przez lekarza oskarża podnieconych spektaklem mężczyzn o lubieżność. Autorka nie tylko więc pokazuje szpitale dla obłąkanych jako źródło cierpień i miejsce sprawowania władzy nad tymi, którzy nie pasują do nie zawsze jasnej definicji normalności, ale również wikła bohaterów w etyczny konflikt bez wyjścia. Bycie wiernym nauce zwykle bowiem w tym akurat przypadku oznacza zdradę własnych uczuć. Buck ciekawie również zmienia perspektywę towarzyszącą opisywanym postaciom – ofiara niejednokrotnie widzi więcej od tego, kto zajmuje pozycję uprzywilejowaną, a oprawca może stać się ofiarą, jego władza ostatecznie jest więc tylko tymczasowa. „Runa” to powieść stanowiąca ciekawe połączenie powieści obyczajowej, społecznie zaangażowanej, kryminalnej i thrillera, to także mroczna odsłona tego, co nazwalibyśmy historią kobiet, w wersji popularnej, ale bardzo interesującej.


Krzysztof Beśka, Konsul, Wyd. Skarpa Warszawska, Warszawa 2018; Dagmara Andryka, Tajemnice Mille, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018; Vera Buck, Runa, przeł. Emilia Skowrońska, Wyd. Initium, Kraków 2018.

niedziela, 10 lutego 2019

Nieprzystosowanie (B. Klicka, Zdrój; K. Kochmańska, Nieuprzejmość; A. Cieplak, Lekki bagaż)

Zarówno debiutanckie powieści Barbary Klickiej i Katarzyny Kochmańskiej, jak i powieść Anny Cieplak, trzecia w jej dorobku, koncentrują się na nieprzystosowaniu swoich bohaterek. Na plan pierwszy wysuwa się poczucie niemożności wyrwania się z życiowego impasu, w którym tkwi się częściowo na własne życzenie, częściowo z konieczności. Mocno wyeksponowana zostaje kwestia przymusu bierności jako efektu wszechobecnej instytucjonalnej i towarzyskiej władzy. Samotność bohaterek bywa więc samotnością ukrywaną pod maską śmiechu, uprzejmości, obowiązkowości czy odpowiedzialności. W efekcie tożsamościowe stłamszenie skazane zostaje na milczenie i niewidzialność.
U Barbary Klickiej w „Zdroju” miejscem generującym opresję psychiczną i fizyczną staje się sanatorium. Bohaterka książki, młoda kobieta, nie znajduje oparcia ani w pensjonariuszkach, ani w personelu. Traktowana jest przedmiotowo, a relacja pacjent-lekarz sprowadzona zostaje do uprzedmiotowienia i infantylizacji tych, którzy mają korzystać z porady lekarskiej. Podobny charakter mają relacje damsko-męskie, które w tym akurat miejscu mogą rozegrać się tylko według jednego scenariusza, oraz relacje z koleżankami z pokoju, oczekującymi również powtarzalnych i przewidywalnych wyborów ze strony tej, która dołącza do grona współlokatorek. Niestety, choć sam pomysł sportretowania sanatoryjnej rzeczywistości z perspektywy młodej kobiety ma w sobie duży potencjał, autorka poprzestaje na poziomie oczywistości. Jest w tej prozie zapowiedź tego, co mogłoby zostać rozwinięte, problem w tym, że tak naprawdę otrzymujemy bardziej udaną wprawkę literacką niż skończone dzieło. Szkoda.
Katarzyna Kochmańska proponuje czytelnikom debiut brawurowy. Ciekawy językowo, niebanalny koncepcyjnie, świetny, jeśli chodzi o charakterystykę relacji międzyludzkich, przemyślany formalnie. Autorce udaje się znakomicie oddać toksyczny charakter kontaktów głównej bohaterki i tych, którzy pozornie są jej bliscy, a tak naprawdę przede wszystkim korzystają z jej energii i nie dają nic w zamian. Znajomi, nazywani niekiedy przyjaciółmi, napawają się własnym cierpieniem, a swoje mniejsze i większe tragedie planują tak, by odpowiednia osoba mogła przyjść na ratunek wtedy, kiedy jest to potrzebne. W efekcie to, co straszne, staje się tutaj spektakularnie przerysowane, zabawne, śmieszne w swojej hiperboliczności. Kochmańska doskonale bowiem panuje nad opisywanymi emocjami, czuwa, by nie popaść w kicz i pretensjonalność, proponuje charakterystyki mocne, ostre, ale i czułe i dowcipne. Lektura obowiązkowa.
„Lekki bagaż” – trzecia powieść w dorobku Anny Cieplak – to książka świeża i ożywcza w swoich smutnych tak naprawdę diagnozach społecznych. Utwór ten po bardzo dobrym debiutanckim „Ma być czysto” i nieco wtórnych „Latach powyżej zera” stanowi powrót autorki do formy i odsłania to, co w jej twórczości najciekawsze: wrażliwość na los zwykłych ludzi, pokazywanie bezsilności wpisanej w działania, które w innym miejscu i czasie, mogłyby się udać, portretowanie życia daleko od centrum, odsłonięcie specyfiki prowincjonalnej społeczności, która z pokolenia na pokolenie dziedziczy pewne niekoniecznie dobre cechy. W tym wypadku otrzymujemy bardzo ciekawy, bo nieprzesłodzony i realistyczny, obraz trzeciego sektora – jako idei do zrealizowania i jako sposobu na życie. To łączenie codzienności z pracą nie zawsze okazuje się udane, często przynosi porażki, co Cieplak znakomicie niuansuje w swojej książce. Warto.


Barbara Klicka, Zdrój, Wyd. W.A.B., Warszawa 2019; Katarzyna Kochmańska, Nieuprzejmość, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018; Anna Cieplak, Lekki bagaż, Wyd. Znak, Kraków 2019.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Praca kobiet (A. Urbanik-Kopeć, Anioł w domu, mrówka w fabryce)

Książka Alicji Urbanik-Kopeć to w pewnym sensie połączenie tego, co znajdziemy w „Służących do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak i „Alei Włókniarek” Marty Madejskiej. Autorkę interesuje podobna tematyka, choć z racji przyjętej perspektywy naukowej stara się pokazać zjawisko pracy kobiet w szerszym kontekście, nie tylko jako fragment rzeczywistości, ale proces, w który zaangażowani byli wszyscy – mężczyźni, rodzina, środowisko, z którego kobieta się wywodziła, wreszcie szeroko rozumiana opinia publiczna. To zaangażowanie dotyczy przede wszystkim okazywanego wsparcia, częściej jego braku, ale i kształtowania wizerunku kobiety podejmującej pracę, niestety zbyt rzadko pozytywnego. Nie znaczy to, iż któraś z przywołanych pozycji okazuje się wtórna wobec dwóch pozostałych, ciekawe jednak na pewno jest to, że mniej więcej w tym samym czasie kilka autorek zainteresowało się tą samą problematyką. Urbanik-Kopeć akcentuje, iż jednym z podstawowych źródeł informacji były dla niej badania przeprowadzone w latach 70. XX wieku przez naukowców z Katedry Etnologii Uniwersytetu Warszawskiego. Metafora – w tym wypadku zbudowana na dosłownym obrazie – szaf pełnych skarbów, czyli świadectw robotnic, jest nie tylko sugestywna, ale i stanowi element powracający w badaniach nad historią kobiet. Do relacji będących „dowodami na istnienie” często trudno jest dotrzeć, a nawet zdarza się, że nie jest to w ogóle możliwe. Z wywiadów sprzed lat autorka wydobywa treści dotyczące przestrzeni prywatnej, a więc domowej, z której nie tak chętnie chciano kobiety wypuścić, i publicznej, związanej z pracą i wynikającymi z niej korzyściami oraz zagrożeniami. W tym ostatnim przypadku powtarza się zagrożenie molestowaniem i napaściami seksualnymi, samotność kobiet wiejskich w mieście, wreszcie narażenie robotnic na prostytucję, a także klasowy wymiar emancypacji kobiet. Wykształcenie zamienia się w rodzaj muru dzielącego kobiety stojące pozornie po tej samej stronie i walczące w tej samej sprawie. Czyta się tę książkę bardzo dobrze, ale i ze smutkiem. Trudno bowiem nie zauważyć, że choć zmieniły się realia, to jednak praca kobiet bywa ciągle niedoceniana i narażona na stereotypowe oceny, a klasowy kontekst aktywności zawodowej kobiet to temat bardzo aktualny. Książka Urbanik-Kopeć może więc być ciekawą lekturą nie tylko „o wczoraj”, ale i „na dzisiaj”.


Alicja Urbanik-Kopeć, Anioł w domu, mrówka w fabryce, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

niedziela, 3 lutego 2019

Przewodnik, towarzysz i twórca (J. Jarniewicz, Tłumacz między innymi)

Choć potencjalnie książka ta wydaje się być adresowana przede wszystkich do tych, którzy zajmują się tłumaczeniami i dla których kwestia teorii przekładu jest szczególnie bliska, to tak naprawdę mamy do czynienia z fascynującą lekturą dla wszystkich kochających literaturę. Mówienie o miłości nie jest w tym wypadku nadużyciem. Jerzy Jarniewicz okazuje się bowiem w swoich tekstach nie tylko znawcą, erudytą, zaangażowanym czytelnikiem, ale i pełnym krytycznej pasji polemistą. Ta ostatni cecha szczególnie jest wyeksponowana w tych fragmentach, w których autor ocenia wybrane przekłady, porównuje je ze sobą, stawia tezy dotyczące przyjętych strategii, wreszcie bardzo precyzyjnie uzasadnia swój punkt widzenia. Tylko pozornie tego typu teksty sprawiają wrażenie hermetycznych. W rzeczywistości przekonujący sposób opisu powoduje, iż analiza porównawcza dobranych słów i sformułowań staje się czymś niezwykle interesującym. Równie intrygująco wybrzmiewa poetycka klamra, jaką autor otwiera i zamyka swoją książkę. Zaakcentowane w niej zostaje to wszystko, co sprzyja dobremu tłumaczeniu – odpowiedni czas, odpowiednie miejsce, wszystkie elementy towarzyszące, wspierająca cisza nocy, wewnętrzna gotowość do zmierzenia się z cudzym tekstem, który podczas pracy nad odpowiednim doborem zdań i słów, częściowo staje się własnością tłumaczącego. Jerzy Jarniewicz koncentruje się na „przekładach, językach i literaturze”. Podtytuł książki odpowiada więc temu, co w niej znajdziemy. Autora interesuje nie tylko rola odgrywana przez tłumacza, ale i filozoficzny w swoim wydźwięku problem rzeczywistej nieprzekładalności tekstu, który w innym języku, nawet w bardzo wiernym przekładzie, brzmi inaczej. Pytanie zatem o twórczy aspekt pracy tłumacza pozostaje czymś nie bez znaczenia. Mocno wybrzmiewa postulat opatrywania przekładów nazwiskami ich autorów. Mówimy przecież lub czytamy słowami użytymi i dobranymi przez tłumaczy. Fascynujące okazują się rozważania na temat nieprzekładalności niektórych sformułowań i potencjału tkwiącego w tego typu fragmentach, ale i kwestie związane z uwspółcześnianiem kanonicznych tekstów literackich. Bardzo dobre!


Jerzzy Jarniewicz, Tłumacz między innymi. Szkice o przekładach, językach i literaturze, Wyd. Ossolineum, Wrocław 2018.

sobota, 2 lutego 2019

Na emigracji (M. Louis, Chcę wierzyć w waszą niewinność)

Książka Magdy Louis to ciekawy przykład łączenia narracji reporterskiej (reportaż społeczny i kryminalny) z autobiograficzną. Autorka proponuje czytelnikom relację z frontu współtowarzyszenia Polakom mieszkającym w Wielkiej Brytanii i składającym zeznania przed brytyjskim wymiarem sprawiedliwości. Jednocześnie nie tylko kolejni podejrzani rodacy są bohaterami tej książki. Autorka dzieli się bowiem swoimi spostrzeżeniami, odsłania tajniki zawodu, pokazuje, jak ważne jest precyzyjne tłumaczenie, wreszcie akcentuje konieczność stopniowego, przynajmniej częściowego zobojętnienia, tak, aby emocjonalne zaangażowanie nie utrudniało wykonywania zawodu. Trochę szkoda, że na tytuł książki wybrano dość pretensjonalną i naiwną deklarację, zwłaszcza że sama Louis nie jest wcale osobą, która bezkrytycznie podchodzi do zapewnień o niewinności tych, których zeznania tłumaczy. Publikacja ta może stanowić ciekawe uzupełnienie tych lektur, które portretują zjawisko współczesnej polskiej emigracji. W historiach poszczególnych bohaterów widać wyraźnie wszystko to, co potencjalnie było zapowiedzią klęski oraz to, co mogło daną osobę ochronić, ale splot różnych okoliczności okazał się mało łaskawy. „Chcę wierzyć w waszą niewinność” to literatura faktu, dla której podstawą jest pokazanie zjawiska wcale nie tak chętnie opisywanego. Louis przyjmuje postawę osoby empatycznej, jednak z oczywistych powodów epizodycznie pojawiającej się w życiu swoich bohaterów. W efekcie otrzymujemy więc interesującą perspektywę codzienności, w którą wpisane są mniejsze lub większe przestępstwa. Tłem dla ich zaistnienia okazują się niejednokrotnie rozczarowania i żale związane z nieudanym życiem na emigracji.

Magda Louis, Chcę wierzyć w waszą niewinność. Opowieść dokumentalna, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]


sobota, 26 stycznia 2019

Śladami przedmiotów (O. Drenda, Wyroby. Pomysłowość wokół nas)

Najnowsza publikacja Olgi Drendy można uznać za kontynuację „Duchologii polskiej”. Podobny jest z pewnością klimat opowieści i podejście do tematu. Autorkę interesują przedmioty. Sięgając do okresu, kiedy żyły i cieszyły ludzi, w pewnym sensie pokazuje, jak łatwo i szybko stały się martwe i niepotrzebne. „Wyroby” to zatem opowieść nie tylko o fenomenie tytułowej pomysłowości i robienia czegoś z niczego, wymyślania, przetwarzania i nie zawsze udanego kopiowania, ale również historia przywiązania do przedmiotów i ich późniejszego pozbywania się. Na plan pierwszy wysuwają się w tej książce nie tylko rzeczy zbędne, których w każdym domu jest mnóstwo, ale i te przedmioty, które stawały się częścią przestrzeni, a choć miały ja ozdabiać, okazywały się często tylko koszmarkami. Autorce udaje się uchwycić ten paradoks. Warto również zauważyć, że ważność danego przedmiotu w danym miejscu i czasie była powiązana z umiejętnością kopiowania. Nie zawsze musiała to być kopia idealna, bywało, że sam fakt możliwości skojarzenia z tym, co dużo ładniejsze i atrakcyjniejsze, wywoływał sympatię dla rzeczy, która tylko naśladowała. Za ciekawy trzeba uznać społeczny i obyczajowy kontekst tytułowych „wyrobów” oraz trudnych do zdefiniowania czasami związków miedzy sprytem czy zaradnością i cwaniactwem czy kombinatorstwem. Książka Olgi Drendy to ciekawy przykład realizowania antropologii codzienności i antropologii przedmiotów, lektura dla tych, co pamiętają PRL, ale i dla tych, którzy nie mogą pamiętać. W pewnym więc sensie to publikacja mogąca stanowić pretekst do zrekonstruowania własnej pracy nad pamięcią i zapomnieniem tego, co posiadamy, dostrzegamy, uznajemy za cenne.


Olga Drenda, Wyroby. Pomysłowość wokół nas, Wyd. Karakter, Kraków 2018.

piątek, 25 stycznia 2019

Czytanie i gotowanie (W. Sorokin, Manaraga)

Pomysł Sorokina nie jest szczególnie odkrywczy, choć interesujący. Znamy dobrze i filmy, i książki, w których pojawia się motyw palenia książek, odbierania książek, wykorzystywania książek do sprawowania nad kimś władzy lub do uniezależnienia się od doznawanej przemocy. Pomysł pisarza wiąże się z gotowaniem. Oto na świecie modna staje się specyficzna ekstremalna przyjemność – book’n’grillowanie. Główny bohater jest mistrzem czytania, które w tym wypadku oznacza umiejętne dobranie trudnej do zdobycia lektury do potrawy, która zostanie przygotowana na palących się kartach książki. „Dobrze czyta” to w dosłownym tłumaczeniu „dobrze gotuje”. Takie czytanie jest rozrywką dla uprzywilejowanych. Ceniony kucharz nie zniży się do gotowania na grafomanii. Są specjaliści od literatury rosyjskiej, inni preferują hiszpańską, popularne są też książki z pozostałych rejonów świata. Im starsza publikacja, tym większe wyzwanie. Im bardziej poszukiwana, tym trudniej ją zdobyć. Zdarza się, że trzeba kogoś przekonać siłą, by oddał jakąś cenioną i trudną do zdobycia książkę. Mafia więc ma co robić. Taki jest świat przyszłości. Zmanierowany, zblazowany, intelektualnie zepsuty, skoncentrowany na materialnym aspekcie konsumpcji. Stawiający na zniszczenie i przetworzenie. To, co cenne, ma być czymś do kupienia i spożycia. Za dobre pieniądze, w dobrym towarzystwie, z możliwością celebrowania smaków i zapachów. Ale to pozór doskonałości. Tylko pozór i jej substytut. Ten aspekt „czytania” Sorokin również wydobywa, kładąc nacisk na złudzenia, którym poddają się i ci, co gotują, i ci, co konsumują.


Władimir Sorokin, Manaraga, przeł. Agnieszka Lubomira Piotrowska, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

czwartek, 24 stycznia 2019

Na pomoc w cierpieniu (A. Pezda, Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie)

Aleksandra Pezda mierzy się w swojej książce z problemem trudnym. Zważywszy na stabuizowanie tego wszystkiego, co wiąże się z medyczną marihuaną, oraz mnóstwo stereotypów związanych z komentowaniem walki o jej dostępność, łatwo popaść w emfazę, co skutkowałoby zapewne tekstem mało ciekawym, bo przewidywalnym. Na szczęście tak nie jest w tym przypadku. Pezda okazuje się reporterką kompetentną, odsłaniającą różne odsłony interesującego ja problemu, pokazującą dramat bliskich, którzy walczą o złagodzenie bólu bliskich, ale i tragedię tych, którzy nie doczekali wspomnianej ulgi. Bardzo mocno wybrzmiewają opowieści chorych oraz głosy ekspertów, odsłaniające z jednej strony fakt nieprzewidywalności każdego organizmu, z drugiej sprawdzalne efekty związane z korzystaniem z medycznej marihuany. Wyjątkowo dramatycznie wybrzmiewa kwestia medialnego uwikłania problemu i tego, jak łatwo wygrać lub przegrać w zależności od tego, jaką drogę do celu się wybierze i jaką rolę w owym dążeniu do celu odegrają media. Pezda nie musi oskarżać wprost. Takim oskarżeniem są zostawieni sami sobie chorzy. Takim oskarżeniem jest bezduszność systemu i biurokracji. Takim oskarżeniem wreszcie staje się każda konkretna historia – o światełku w tunelu, o wyzwoleniu z ciągu cierpienia, o odnalezienie sensu na chwilę, kiedy ból przestaje być stałym towarzyszem. Reporterka unika egzaltacji, nie opiera się tylko na emocjach, ucieka od sentymentalizmu. Choć przytoczone przez nią biografie są poruszające, widać starania, by czytelnik wyrobił sobie zdanie na temat stosowania medycznej marihuany nie na podstawie odczuwanego wzruszenia, ale argumentów, które na kolejnych stronach są obficie przytaczane. Książka Aleksandry Pezdy to opowieść o samotności w tłumie, o byciu trybikiem w maszynie, która nie rozumie tego, że zdarzają się sytuacje inne niż te przewidziane w tabelkach, o walce, której niewielu chce zrozumieć, o zagrożeniu penalizacją wtedy, gdy tak naprawdę chodzi tylko, a może aż, o godne życie. Lektura obowiązkowa.


Aleksandra Pezda, Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2018. 

środa, 23 stycznia 2019

Dorastanie (A. Krztoń, Weź się w garść)

Komiks Anny Krztoń z powodzeniem można by określić jako komiks dziewczyński. Nie kobiecy, ale właśnie dziewczyński. Autorka skupia się na etapie dorastania. Świat jej bohaterki to najpierw okres nastoletnich przyjaźni, głównie korespondencyjnych, i dorastanie w mieście na prowincji, potem czas studiów, przynoszący przewartościowanie marzeń, związków i znajomości. Choć mamy do czynienia z kontekstem autobiograficznym, warto zaznaczyć, że opowieść autorki ma charakter pokoleniowy. Mogą się w niej odnaleźć dzisiejsi trzydziestoparolatkowie. Bardzo interesująco wybrzmiewają obyczaje organizujące codzienność. Zwłaszcza wątek pisania do siebie listów i pocztówek niepostrzeżenie stał się wyznacznikiem rzeczywistości, której dzisiaj już nie ma. Krztoń dosyć dokładnie rekonstruuje poszczególne znajomości oraz momenty, które z perspektywy czasu można by określić mianem zwrotnych. Pojawi się więc chociażby wątek przemocy domowej, depresji, izolacji od rówieśników czy miłości homoseksualnej. Ważny będzie kontekst samotności, szukania pomocy w obecności drugiej osoby, wreszcie terapeutycznej roli rozmowy. Rysunki Krztoń również wpisują się w ten dziewczyński charakter, o którym wspominam na początku. Jedyne, co można by zarzucić temu bardzo ciekawemu komiksowi, to przegadanie. Niektóre wątki wybrzmiałyby dużo mocniej, gdyby zostały nieco skrócone. Momentami ma się jednak wrażenie, iż wspomniana dziewczyńska codzienność została potraktowana zbyt drobiazgowo.


Anna Krztoń, Weź się w garść, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2018.

wtorek, 22 stycznia 2019

Obnażenie zła w wersji pop (P. Głuchowski, Nic co ludzkie)

„Nic co ludzkie” reklamowane jest jako powieść inspirowana scenariuszem filmu „Kler”. To z pewnością doskonały wabik promocyjny. W książce natkniemy się również na informację, iż postać dziennikarki, Ludmiły Zakrzewskiej, wzorowana jest na autentycznie istniejących reporterach: Bożenie Aksamit, Małgorzacie Bujarze, Marcinie Kąckim, Marcinie Kowalskim i Marcinie Wójciku. Dla tych, którzy nazwiska te rozpoznają, wskazanie powyższe może również być gwarancją jakości, pozwalającą spodziewać się dobrej powieści. Czy tak jest faktycznie? Że Głuchowski mierzy się z ważnym tematem, tego nie muszę zaznaczać. Pedofilia, molestowanie seksualne, posiadanie kochanek, dość swobodne interpretowanie przykazań, współpraca z SB, ogromne bogactwo, alkoholizm – to między innymi te przewinienia, które opisuje autor. Ponieważ znam wcześniejsze teksty Głuchowskiego, zarówno te literackie (powieści kryminalne), jak i reporterskie, liczyłam, że „Nic co ludzkie” okaże się powieścią udaną. Niestety, myliłam się. To najsłabsza książka autora, literacko pozostawiająca dużo do życzenia, kompozycyjnie nieprzemyślana, językowo oczywista i karykaturalnie miejscami przerysowana, w przekazie jednoznaczna. Właściwie już na początku można się domyślić, w jakim kierunku ta opowieść się rozwinie, jak zachowywać się będą opisywani księża, co spotka dziennikarkę próbującą ujawnić przestępczy proceder w Kościele. „Nic co ludzkie” okazuje się historią mocno przegadaną. Szkoda, że podczas pracy nad książką nie doradzono autorowi skrócenia jej co najmniej o jedną trzecią objętości. Wówczas poszczególne wątki wybrzmiałyby dużo mocniej i miałyby większa siłę rażenia. W trakcie lektury razi też znikome zróżnicowanie postaci, dominuje raczej czarno-białe rozpoznanie, a negatywne emocje wszyscy wyrażają w podobny sposób. Nie udaje się autorowi sportretować dramatyzmu losów ludzkich, bo ci, którzy pojawiają się w książce, choć mają być wyraziści, tak naprawdę są papierowi. Szkoda czasu.


Piotr Głuchowski, Nic co ludzkie, pomysł: Marcin Kowalski, Wyd. Agora, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]


poniedziałek, 21 stycznia 2019

Śladami sprzed lat (P. Milewski, Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat)

Piotr Milewski wyrusza na Islandię śladami brata czeskiego Daniela Vettera, który swoją podróż odbył czterysta lat wcześniej. Pomysł na pewno ciekawy, choć w reporterskim świecie idea powtórzenia czyjejś wyprawy po latach jest dość często realizowana. Zwykle bywają to projekty udane, a przynajmniej interesujące, zwłaszcza że to, co dzisiaj, w zderzeniu z tym, co wczoraj, odsłania niejednokrotnie swoje nowe oblicze. Tak jest i w tym wypadku. Milewski rezygnuje z oczywistego rekonstruowania historii Islandii, nie próbuje również zajmować się w jakiś szczególny sposób podróżniczym boomem doświadczanym przez ten kraj, nie usiłuje również stawiać na atrakcyjność opisywanych miejsc. To opowieść osobista – o zmierzeniu się z własnymi ograniczeniami i słabościami. Jednocześnie, co warto zaznaczyć, bez nadmiernego epatowania własną, ujawnianą przecież w tekście, obecnością. To relacja z zadziwienia i zaskoczenia. Islandia bowiem potrafi pokazać, że nie wszystko jest w niej takie, jak spodziewa się przybysz. To notatnik spotkań z ludźmi, którzy choć pojawiają się w życiu na chwilę, to zaznaczają swoją obecność w sposób bardzo intensywny. To wreszcie otwarcie się na przypadek, nieprzewidywalność, fizyczne i duchowe doświadczanie miejsca. Rozpoczynanie poszczególnych części książki cytatami z tekstu Vettera okazuje się i ciekawym przypomnieniem trwałości, i równie interesującym zaznaczeniem przemijalności. Milewski pozostaje podróżnikiem pytającym, otwartym na historie innych, obserwującym. Unika kategorycznych rozpoznań, dzięki czemu udaje mu się wejść na chwilę w sam środek opisywanego świata i być w tym kimś wiarygodnym.

Piotr Milewski, Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2018. 

niedziela, 20 stycznia 2019

Niewidzialność (J. Kuciel-Frydryszak, Służące do wszystkiego)

Publikacja Joanny Kuciel-Frydryszak wpisuje się w ten obszar badań nad nie tak odległą historią, gdzie wychodzi na jaw, jak dużą rolę w tym, co zostaje zapamiętane, odgrywa to, co skazano wcześniej na zapomnienie. Opowieść o służących jest właśnie takim przypadkiem. Na plan pierwszy wysuwają się kobiety, których funkcja w wielu domach sprowadzała się do bycia kimś niezbędnym. Posiadanie służących było wyraźnym sygnałem dla otoczenia, iż dana rodzina należy do klasy uprzywilejowanej. Służące opiekowały się domem – sprzątając, gotując, podając do stołu, dbając o właściwy rytm dnia. Traktowane były często jako własność. Okazywano zdziwienie, gdy kobiety chciały mieć wolny dzień w tygodniu lub gdy chciały się z kimś spotkać. Wykorzystywano je seksualnie, co kończyło się często dramatem. Służąca w ciąży nie miała szansy na znalezienie nowej pracy, często więc kończyła na ulicy. Bardzo ciekawie wybrzmiewają nie tylko przywołane przez autorkę historię, ale również powracająca co jakiś czas relacja z autorskich poszukiwań. Kuciel-Frydryszak nie ukrywa, że znalezienie informacji o służących graniczy z cudem. Czasami pojawiają się one w czyjejś korespondencji lub dziennikach, nie zawsze jednak są to opisy oddające rzeczywisty stan rzeczy. Wyjątkowo ciekawe okazują się więc te zapiski, w których wyrażana jest troska o służącą, a panujące między panią a służącą relacje można by nazwać przyjacielskimi. Książka ta okazuje się jeszcze jednym dowodem na to, jak wiele jeszcze zadań stoi przed badaczkami i badaczami her-story i jak niełatwo jest dotrzeć do tych kobiet, które uznawano za niewidzialne, choć jednocześnie niezbędne dla sprawnego funkcjonowania codzienności.


Joanna Kuciel-Frydryszak, Służące do wszystkiego, Wyd. Marginesy, Warszawa 2018.

sobota, 19 stycznia 2019

Zmierzyć się z przeszłością (M. Zaremba Bielawski, Dom z dwiema wieżami)

„Dom z dwiema wieżami” jest najbardziej osobistą książką Macieja Zaremby Bielawskiego. Nie tylko z tego powodu, że mamy do czynienia z narracją autobiograficzną. To, co czyni tę opowieść wyjątkowo szczerą, sprowadza się do pokazania, jak bardzo może niszczyć milczenie. Wpływa ono na relacje między ludźmi, zmienia je, kształtuje w określony sposób pamięć, zmusza do zapomnienia, skazuje na niemożność odkrycia niektórych faktów po latach, staje więc pośrednio po stronie kłamstwa. W sensie formalnym książka ta bardzo ciekawie wykorzystuje pozycję narratora. Zaremba Bielawski pozwala sobie na bycie dzieckiem – tym prawdziwym wtedy, gdy niektóre rzeczy nie mogły być zrozumiałe, i tym dorosłym, które nie umie znaleźć odpowiedzi, choć dzięki osiągniętej dojrzałości powinno być inaczej. Można by więc powiedzieć, że dziennikarz odkrywa przed czytelnikami własną bezradność, ta jednak, choć pozornie świadczy o słabości, tak naprawdę odsłania siłę będącą konsekwencją świadomego zmierzenia się z ograniczeniami. Wspomniane wyżej milczenie to także jeden z fundamentów związku rodziców autora. Zaremba Bielawski pokazuje, jak Wielka Historia może niszczyć to, co prywatne i intymne, jak łamie poczucie, że powinno się być razem na zawsze, i jak rozmywa to, co miało być trwałe i niepodważalne. Takim kontekstem rozgraniczającym tylko symbolicznie przeszłość od teraźniejszości jest nie tylko II wojna światowa, Holocaust i traumatyczne przeżycia matki, ale i wydarzenia Marca 1968 roku. To, co niewypowiedziane, okazuje się kluczowe w chwili niosącej zagrożenie i wrzucającej w sytuację bez wyjścia. Zarembie Bielawskiemu udaje się pokazać, jak przerażający, choć jednocześnie dziejący się w ciszy, jest to proces. Lektura „Domu z dwiema wieżami” staje się okazją do odkrycia, że nie tylko odpowiedzi mają moc oczyszczającą, zdarza się, że i pytania przynoszą katharsis, bo sam fakt, że zostały zadane, pozwala uświadomić sobie, iż uczyniono krok do przodu i zbliżono się do prawdy. Warto.


Maciej Zaremba Bielawski, Dom z dwiema wieżami, przeł. Mariusz Kalinowski, Wyd. Karakter, Kraków 2018. 

piątek, 18 stycznia 2019

Opowiedzieć siebie i swój czas (Czas nieprzewidziany. Rozmowa-rzeka Grzegorza Wołowca z Michałem Głowińskim)

Znakomita książka! Jedna z ciekawszych, niezwykle mądrych, rozmów, jakie ukazały się w ostatnich latach. Na uwagę zasługuje relacja łącząca Wołowca i Głowińskiego. Z jednej strony mamy do czynienia z rozmową partnerską i przyjacielską, z drugiej widoczna jest w tle relacja Uczeń-Mistrz. Wołowiec pozostaje pytającym dociekliwym, Głowiński jest gotów zmierzyć się z tym, co być może nie zawsze jest łatwe. Szczególnie interesujące są dwa wątki poruszane w książce. Pierwszy wiąże się z językiem, używanym na co dzień, traktowanym instrumentalnie, pozwalającym na manipulację, bagatelizowanym, jeśli chodzi o siłę sprawczą. Drugi to historia Instytutu Badań Literackich PAN. Profesor Michał Głowiński nie tylko opowiada o swojej naukowej drodze, ale również charakteryzuje specyfikę miejsca, w którym się znalazł, wspomina wybitne jednostki, przywołuje postaci, z którymi współpracował. W efekcie mamy do czynienia z arcyciekawą historią życia i środowiska naukowego okresu PRL-u. Książka ta jest także opowieścią o zmieniającej się Polsce, o człowieku, który w chwili próby bywa mały i wielki, o społeczeństwie, które poddaje się systemowi i butnie podnosi przeciwko niemu głowę, wreszcie o kulturze, która bywa sprzedajna, ale i niezwykle intelektualnie inspirująca. Atutem tego wywiadu-rzeki jest z pewnością to, że dowiadujemy się wiele o Michale Głowińskim, zawsze jednak jego losy, doświadczenia, spostrzeżenia są częścią czegoś większego. Jeśli więc można mówić o tej książce jako o projekcie (auto)biograficznym, to przede wszystkim w wymiarze szerszym niż tylko jednostkowy. Michał Głowiński jest w tej rozmowie zawsze w relacji – z miejscem, z ludźmi, z językiem, z literaturą, z przeszłością. Bardzo dobre.


Czas nieprzewidziany. Rozmowa-rzeka Grzegorza Wołowca z Michałem Głowińskim, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2018.

[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]


czwartek, 17 stycznia 2019

Gatunek jako wyzwanie (M. Szczygieł, Nie ma)

Najnowsza książka Mariusza Szczygła to ciekawy przykład łączenia gatunków, poszukiwań gatunkowych, zderzania gatunków. Choć tytułowe „nie ma” jest motywem powtarzającym się w kolejnych tekstach, to jednak forma, jaką owe teksty przyjmują wydaje się równie istotna w kontekście tego, co jest, a czego tutaj nie ma. Jest różnorodność, nie ma ujednolicenia – to podstawowa informacja porządkująca, ale i nieoczywista, bo przynosząca sensy po obu stronach, opozycja. Szczygieł nie ukrywa swojej obecności w tekście – bywa autorem zdziwionym, empatycznym, zachwyconym („Czytanie ścian”) lub zbulwersowanym (paradoksem systemowej obojętności w „Ślicznym i posłusznym”), jest synem („Jerzy Szczygieł w Pradze”), przyjacielem, kimś, kto pyta i szuka. Jednocześnie, co akurat jest wyjątkowo ważne, nie epatuje sobą. To „ujawnianie” zawsze ma jakiś powód. Bywa na przykład refleksją na temat specyfiki pracy dziennikarskiej i tego, że nie zawsze autor jest w stanie przewidzieć, jakie będą konsekwencje upublicznienia tekstu, który sam napisał („Reportażu życie po życiu”). Wspomniana na początku wielogatunkowość służy, oczywiście, wzmocnieniu puenty i wymowy poszczególnych opowieści. Natkniemy się więc na teksty typowo reporterskie, fragmenty przypominające opowiadanie lub felieton („Kapelusz dla świata”, „Żołnierz”), momenty stylistyką bliskie kryminałowi, mające wzmocnić napięcie i czytelnicze zaskoczenie („Wiele męskich scen”), pojawią się historie, których znaczne fragmenty będą wykropkowane, a więc milczenie będzie w tym wypadku krzykiem („Rzeka”), cytaty z korespondencji („Właściwa rubryka”, „List po końcu świata”), przeczytamy teksty bliskie sentencjom czy aforyzmom („Najkrótszy wykład o ‘nie ma’ Hanny Krall”, „Reportaż”), natkniemy się nawet na tabelkę z Excella, w której bohaterka będzie próbowała zawrzeć swoje życie („Bilans Ewy”). Spyta być może ktoś, które teksty są najciekawsze. W moim prywatnym rankingu en o cierpieniu chłopca, którego ‘nie ma’, a który tak boleśnie ‘jest’ dzięki pamięci i przypomnieniu („Śliczny i posłuszny”), ten o cierpieniu miejsca, czyli o praskiej willi, o której można powiedzieć, że była jednym ciałem ze swoimi właścicielami („Gwiazda wszystkich willi”), ten o radości życia, jaka pojawiła się po śmierci ojca, w którym choć tak wiele jest graficznie wyeksponowanego milczenia/wymazania, tak dużo jednocześnie krzyku i bólu („Rzeka”). Książka zasługuje również na uwagę ze względów edytorskich. Okładka jest pięknie zaplanowana. Szkoda tylko, że coraz częściej odchodzi się od dobrej praktyki informowania na końcu książki, że dany tekst był gdzieś wcześniej drukowany. Zdecydowanie warto!


Mariusz Szczygieł, Nie ma, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2018.

środa, 16 stycznia 2019

Po powierzchni (M. Okraska, Ziemia jałowa. Opowieść o Zagłębiu)

To nie jest dobry reportaż. Szkoda, bo mógł być. Pomysł, by opowiedzieć o tych, którzy zamieszkują Zagłębie Dąbrowskie i są ofiarami transformacji ma duży potencjał, zwłaszcza że dystans uzyskany dzięki upływowi czasu mógłby ciekawie korespondować z tymi tekstami, które okres po roku 1989 dokumentowały wcześniej. Mam tu na myśli chociażby teksty Jacka Hugo-Badera, Włodzimierza Nowaka, Pawła Smoleńskiego czy Cezarego Łazarewicza. Niestety, o takim dialogu nie można w tym przypadku mówić. To nie tylko nie jest dobry reportaż. To – jeśli mielibyśmy pozostać przy tym akurat przyporządkowaniu gatunkowym – jest bardzo słaby reportaż. Tekst Okraski mógłby się obronić jedynie wtedy, gdyby zakwalifikować go jako szkic popularyzujący. Autorka porusza się cały czas tylko „po powierzchni”. Nie próbuje czytelnikowi opowiedzieć żadnej pogłębionej historii. Spaceruje, obserwuje, zagląda na różnego rodzaju fora w sieci, cytuje internautów, no i w wielu miejscach okazuje się osobą wyjątkowo egzaltowaną. Szkoda, że na poziomie redakcji i pracy nad tekstem nikt autorce nie powiedział, że zaangażowanie społeczne nie musi być tożsame z infantylnymi deklaracjami, jak to wokół jest źle i dramatycznie. To cierpienie ludzi i miejsca da się opowiedzieć za pomocą konkretnych historii bohaterów, a opowieść jednego człowieka może odsłaniać specyfikę zbiorowości. Choć Okraska deklaruje, że jest „stąd”, to, niestety, w żaden sposób nie wykorzystuje potencjału wynikającego z uwikłania w opisywaną rzeczywistość. Tekst nie wnosi nic nowego do wiedzy o ofiarach transformacji. Autorka powiela dobrze znane opinie. Właściwie nieobecni są w tej książce ludzie ze swoimi biografiami. Jest to nieudolnie ukrywane za pomocą cytatów z sieci lub streszczeń przeczytanych tekstów. Szybko jednak zauważamy, że autorka poprzestaje na poruszaniu się po powierzchni problemu. Nie udaje jej się zbliżyć do człowieka. To smutne, bo region ten faktycznie potrzebuje opisu. Zdecydowanie jednak nie takiego, jaki zaproponowała Okraska.


Magdalena Okraska, Ziemia jałowa. Opowieść o Zagłębiu, Wyd. Trzecia Strona, Warszawa 2018.

wtorek, 15 stycznia 2019

Dwie drogi (J. Archer, I tak wygrasz)

Powieść Archera to ciekawy przykład literatury środka, poszukującej kontekstów nie tylko obyczajowych, ale i społeczno-politycznych. W przypadku „I tak wygrasz” kluczową opozycją będzie kontrast między Wschodem a Zachodem. Wschód to przede wszystkim dramatyczna przeszłość – komunizm, zniewolenie, zagrożenie więzieniem, niemożność przewidzenia, co się wydarzy za chwilę lub na drugi dzień, ciągły lęk i poczucie niszczenia tego wszystkiego, co wiąże się z poczuciem własnej godności, z przekonaniem o własnym i innych człowieczeństwie, z nadzieją na możliwość wpływania na własne życie. Zachód to miejsce ucieczki. Archer postanawia opowiedzieć dwie alternatywne historie – w jednej Aleksandr i jego matka udają się do Wielkiej Brytanii, w drugiej docierają do Stanów Zjednoczonych. Obie wersje, choć oprócz indywidualnych losów bohaterów pokazują również tło społeczno-obyczajowe miejsc, w których postaci się znajdują, to jednocześnie są do siebie bardzo podobne. Ostatecznie Aleksandr osiąga niemalże wszystko, co sobie wymarzył. Jego droga to droga sukcesu. Mamy więc do czynienia z opowieścią pozytywnie portretującą los emigrantów, a przez to momentami przewidywalną. Trochę szkoda, że właśnie takie rozwiązanie wybrał Archer. Umieszczenie bohaterów w nieco mniej przewidywalnych kontekstach na pewno wpłynęłoby pozytywnie na ostateczny kształt książki. W takiej formie jak teraz finały obu wersji raczej nie zaskakują, choć pozostają koncepcyjnie bardzo klimatyczne.


Jeffrey Archer, I tak wygrasz, przeł. Danuta Sękalska i Maciej Szymański, Wyd. Rebis, Poznań 2018. 

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Niewidoczne i zapomniane (J. Ostrowska, Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej)

To książka bardzo ważna i potrzebna nie tylko dlatego, że odsłania dotychczas przemilczany i rzadko przywoływany fragment historii II wojny światowej, ale i z tego powodu, że dzięki lekturze odkrywamy tę odsłonę her-story, która wiąże intymność z przemocą i zniewoleniem. Joannie Ostrowskiej udaje się pokazać cierpienie i stygmatyzowanie rozciągnięte w czasie. Kobiety zmuszane do pracy w domach publicznych oraz jako więźniarki werbowane do puffów (obozowych burdeli) skazane zostają nie tylko na upokorzenia związane z wykonywaną pracą. Na plan pierwszy wysuwa się zwielokrotnienie traumy poprzez niemożność wypowiedzenia tego, co należy do przeszłości, odebranie głosu poprzez cenzurę i autocenzurę, ponowne doświadczanie przemocy za sprawą przymusu milczenia i niedzielenia się tym, co jest częścią biografii. Publikacja Ostrowskiej, pionierska na rynku polskim, okazuje się ważnym gestem upomnienia się o te życiorysy, w których intymność naznaczona została publiczną dostępnością, a następnie skazana na stygmat wymazania z historii. Unieważnienie poprzez odmowę prawa do cierpienia, poprzez odebranie głosu, wreszcie poprzez włączenie w to, co wstydliwe i upokarzające, prowadzi do zakłamania przeszłości – tej dotyczącej całej zbiorowości i tej przypisanej do losów jednostki. Dzięki pracy autorki zrekonstruowane zostaje to, o czym się nie mówiło. I coś jeszcze – to wszystko, co doprowadziło do triumfu milczenia, zapomnienia i unieważnienia. Ostrowska znakomicie pokazuje uwikłanie etyczne prowadzonych badań – sama spotyka się z podważaniem sensu tak sproblematyzowanych analiz, z kolei jej bohaterki niejednokrotnie pozostaną już na zawsze anonimowe, a świadectw wielu osób nie da się dzisiaj już odtworzyć. Równie więc interesujący i poruszający jak efekt pracy autorki okazuje się proces docierania do tych, którzy wiedzą, pamiętają, mogą podzielić się wspomnieniami.


Joanna Ostrowska, Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej, Wyd. Marginesy, Warszawa 2018. 

niedziela, 13 stycznia 2019

(Nad)zwyczajność (K. Surmiak-Domańska, Kieślowski. Zbliżenie)

Najciekawsze w biografii Krzysztofa Kieślowskiego, autorstwa Katarzyny Surmiak-Domańskiej, jest to, że dowiadujemy się z tej książki wiele nie tylko o życiorysie wybitnego reżysera. Autorce udaje się ciekawie sproblematyzować opowieść. W efekcie możemy ją czytać w taki sposób, że poszczególne fakty z życia reżysera będą przede wszystkim tym, co uruchamia kolejne reportersko-esistyczne obrazy poświęcone innym kwestiom. Jakim? Już na samym początku zetkniemy się ze znakomitą charakterystyką prowincji i sanatoryjnych realiów. Czytamy o rodzinie Kieślowskiego, ale jednocześnie otrzymujemy portret konkretnego miejsca – Sokołowska. Książka Surmiak-Domańskiej to także bardzo interesujący opis ówczesnego środowiska filmowego oraz relacji łączących Kieślowskiego z tymi, których cenił, lubił, ale czasami porzucał i traktował, tak chyba można powiedzieć, trochę instrumentalnie. Oczywiście, biografia reżysera jest również intrygującym tekstem na temat tego, w jaki sposób rodzi się, utrwala i jednocześnie w swoim zaangażowaniu w pracę spala mistrzostwo. To tytułowe „zbliżenie” do Kieślowskiego staje się próbą zbliżenia się do Mistrza. Na uwagę zasługują także fragmenty dotyczące nieprzystawalności tego, co działo się w Polsce, i tego, co miało miejsce na Zachodzie. Warto zatrzymać się przy momencie przejścia, za jaki uznać należy decyzję Kieślowskiego, by jednak zrezygnować z dokumentu oraz wierności rzeczywistości i przejść na stronę fabuły, a więc i fikcji. To chwila, jak się wydaje, bardzo ważna – ideowo spójna i przemyślana, konsekwentny w swojej wymowie wybór. Istotne okazuje się również to, że biografię reżysera da się czytać z zainteresowaniem niekoniecznie będąc znawcą lub po prostu fanem jego twórczości. Taki efekt trzeba uznać za sukces autorki. Po „Kieślowskiego. Zbliżenie” można bowiem sięgać wielokrotnie, nie jest to na pewno lektura jednorazowa, raczej publikacja do powrotów i kolejnych odkryć. Warto.


Katarzyna Surmiak-Domańska, Kieślowski. Zbliżenie, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

sobota, 12 stycznia 2019

Jak poradzić sobie ze stratą? (A. Fryczkowska, Równonoc)

„Równonocą” Anna Fryczkowska wraca do formy i pokazuje swoją pisarską klasę. To chyba najlepsza powieść autorki – przemyślana, precyzyjnie dawkująca emocje, daleka od egzaltacji, panująca nad zwrotami akcji oraz generowanym napięciem, stawiająca ważne pytania i unikająca nazbyt łatwych odpowiedzi. Sprawa zniknięcia nastoletnich chłopców w latach dziewięćdziesiątych w Zachodniopomorskiem i trudności z natrafieniem na ich ślad to w tym przypadku pretekst do przyjrzenia się temu, jak różnie ludzie reagują na stratę. Jedni się załamują, drudzy zaczynają działać, jeszcze inni racjonalizują sobie to, co się wydarzyło i wolą żyć złudzeniem, że znają odpowiedź. Fakt, iż żadna z tych reakcji nie jest przedstawiana jako lepsza oraz że zbliżenie się do prawdy zmusza wszystkich bohaterów do szukania możliwie dobrych i skutecznych strategii przetrwania, jest w tym przypadku bardzo ciekawie opowiedziany. Fryczkowska z dużą wrażliwością różnicuje postaci, umie wykorzystać siłę niedopowiedzenia, równoważy siłę oddziaływania tych, którzy zostali i szukają oraz tych, którzy zniknęli i są poszukiwani. W pewnym więc sensie mamy tu do czynienia z celnym i błyskotliwym rozrysowaniem wzajemnego wpływania na siebie obecności i nieobecności oraz tego, jak obecność zamienia się w pozór, kiedy zapatrzona jest nieustannie w nieistnienie, które w ten sposób paradoksalnie zyskuje na intensywności istnienia. Bardzo dobre.


Anna Fryczkowska, Równonoc, Wyd. Od Deski do Deski, Warszawa 2018.

niedziela, 30 grudnia 2018

Lektury obowiązkowe 2018 - reportaż zagraniczny

I jeszcze jeden dzień podsumowań, czyli lektury obowiązkowe 2018 - odsłona czwarta: reportaż zagraniczny –
1. Tobjorn Faerovik, Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu, przeł. Anna Kurek (Wydawnictwo Poznańskie)
2. Masha Gessen, Będzie to, co było. Jak totalitaryzm odradza się w Rosji, przeł. Magdalena Iwińska (Wyd. Prószyński i S-ka)
3. Jon Krakauer, Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim, przeł. Stanisław Tekieli (Wyd. Czarne)
4. Thomas Reinertsen Berg, Teatr świata. Mapy, które tworzą historię, przeł. Maria Gołębiewska-Bijak (Wyd. Znak)
5. Asne Seierstad, Dwie siostry, przeł. Iwona Zimnicka (Wyd. W.A.B.)

(w kolejności alfabetycznej, w każdej kategorii pięć tytułów, do zapamiętania, do przeczytania, do dyskutowania - lektury obowiązkowe)


sobota, 29 grudnia 2018

Lektury obowiązkowe 2018 - reportaż polski

Kolejny dzień podsumowań, czyli lektury obowiązkowe 2018 - odsłona trzecia: reportaż polski –
1. Mateusz Janiszewski, Ortodroma (Wyd. Znak)
2. Aleksandra Pezda, Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie (Wyd. Dowody na Istnienie)
3. Małgorzata Rejmer, Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii (Wyd. Czarne)
4. Małgorzata Szejnert, Wyspa Węży (Wyd. Znak)
5. Marek Szymaniak, Urobieni. Reportaże o pracy (Wyd. Czarne)

(w kolejności alfabetycznej, w każdej kategorii pięć tytułów, do zapamiętania, do przeczytania, do dyskutowania - lektury obowiązkowe)


piątek, 28 grudnia 2018

Lektury obowiązkowe 2018 - proza zagraniczna

Podsumowań ciąg dalszy, czyli lektury obowiązkowe 2018 – odsłona druga: proza zagraniczna –
1. Bianca Bellova, Jezioro, przeł. Anna Radwan-Żbikowska (Wyd. Afera)
2. Vigdis Hjorth, Spadek, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska (Wydawnictwo Literackie)
3. Miranda July, Pierwszy bandzior, przeł. Łukasz Buchalski (Wyd. Pauza)
4. Siergiej Lebiediew, Granica zapomnienia, przeł. Grzegorz Szymczak (Wyd. Claroscuro)
5. Lize Spit, Szpadel, przeł. Łukasz Żebrowski (Wyd. Marginesy)

(w kolejności alfabetycznej, w każdej kategorii pięć tytułów, do zapamiętania, do przeczytania, do dyskutowania - lektury obowiązkowe)