Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

sobota, 19 stycznia 2019

Zmierzyć się z przeszłością (M. Zaremba Bielawski, Dom z dwiema wieżami)

„Dom z dwiema wieżami” jest najbardziej osobistą książką Macieja Zaremby Bielawskiego. Nie tylko z tego powodu, że mamy do czynienia z narracją autobiograficzną. To, co czyni tę opowieść wyjątkowo szczerą, sprowadza się do pokazania, jak bardzo może niszczyć milczenie. Wpływa ono na relacje między ludźmi, zmienia je, kształtuje w określony sposób pamięć, zmusza do zapomnienia, skazuje na niemożność odkrycia niektórych faktów po latach, staje więc pośrednio po stronie kłamstwa. W sensie formalnym książka ta bardzo ciekawie wykorzystuje pozycję narratora. Zaremba Bielawski pozwala sobie na bycie dzieckiem – tym prawdziwym wtedy, gdy niektóre rzeczy nie mogły być zrozumiałe, i tym dorosłym, które nie umie znaleźć odpowiedzi, choć dzięki osiągniętej dojrzałości powinno być inaczej. Można by więc powiedzieć, że dziennikarz odkrywa przed czytelnikami własną bezradność, ta jednak, choć pozornie świadczy o słabości, tak naprawdę odsłania siłę będącą konsekwencją świadomego zmierzenia się z ograniczeniami. Wspomniane wyżej milczenie to także jeden z fundamentów związku rodziców autora. Zaremba Bielawski pokazuje, jak Wielka Historia może niszczyć to, co prywatne i intymne, jak łamie poczucie, że powinno się być razem na zawsze, i jak rozmywa to, co miało być trwałe i niepodważalne. Takim kontekstem rozgraniczającym tylko symbolicznie przeszłość od teraźniejszości jest nie tylko II wojna światowa, Holocaust i traumatyczne przeżycia matki, ale i wydarzenia Marca 1968 roku. To, co niewypowiedziane, okazuje się kluczowe w chwili niosącej zagrożenie i wrzucającej w sytuację bez wyjścia. Zarembie Bielawskiemu udaje się pokazać, jak przerażający, choć jednocześnie dziejący się w ciszy, jest to proces. Lektura „Domu z dwiema wieżami” staje się okazją do odkrycia, że nie tylko odpowiedzi mają moc oczyszczającą, zdarza się, że i pytania przynoszą katharsis, bo sam fakt, że zostały zadane, pozwala uświadomić sobie, iż uczyniono krok do przodu i zbliżono się do prawdy. Warto.


Maciej Zaremba Bielawski, Dom z dwiema wieżami, przeł. Mariusz Kalinowski, Wyd. Karakter, Kraków 2018. 

piątek, 18 stycznia 2019

Opowiedzieć siebie i swój czas (Czas nieprzewidziany. Rozmowa-rzeka Grzegorza Wołowca z Michałem Głowińskim)

Znakomita książka! Jedna z ciekawszych, niezwykle mądrych, rozmów, jakie ukazały się w ostatnich latach. Na uwagę zasługuje relacja łącząca Wołowca i Głowińskiego. Z jednej strony mamy do czynienia z rozmową partnerską i przyjacielską, z drugiej widoczna jest w tle relacja Uczeń-Mistrz. Wołowiec pozostaje pytającym dociekliwym, Głowiński jest gotów zmierzyć się z tym, co być może nie zawsze jest łatwe. Szczególnie interesujące są dwa wątki poruszane w książce. Pierwszy wiąże się z językiem, używanym na co dzień, traktowanym instrumentalnie, pozwalającym na manipulację, bagatelizowanym, jeśli chodzi o siłę sprawczą. Drugi to historia Instytutu Badań Literackich PAN. Profesor Michał Głowiński nie tylko opowiada o swojej naukowej drodze, ale również charakteryzuje specyfikę miejsca, w którym się znalazł, wspomina wybitne jednostki, przywołuje postaci, z którymi współpracował. W efekcie mamy do czynienia z arcyciekawą historią życia i środowiska naukowego okresu PRL-u. Książka ta jest także opowieścią o zmieniającej się Polsce, o człowieku, który w chwili próby bywa mały i wielki, o społeczeństwie, które poddaje się systemowi i butnie podnosi przeciwko niemu głowę, wreszcie o kulturze, która bywa sprzedajna, ale i niezwykle intelektualnie inspirująca. Atutem tego wywiadu-rzeki jest z pewnością to, że dowiadujemy się wiele o Michale Głowińskim, zawsze jednak jego losy, doświadczenia, spostrzeżenia są częścią czegoś większego. Jeśli więc można mówić o tej książce jako o projekcie (auto)biograficznym, to przede wszystkim w wymiarze szerszym niż tylko jednostkowy. Michał Głowiński jest w tej rozmowie zawsze w relacji – z miejscem, z ludźmi, z językiem, z literaturą, z przeszłością. Bardzo dobre.


Czas nieprzewidziany. Rozmowa-rzeka Grzegorza Wołowca z Michałem Głowińskim, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2018.

[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]


czwartek, 17 stycznia 2019

Gatunek jako wyzwanie (M. Szczygieł, Nie ma)

Najnowsza książka Mariusza Szczygła to ciekawy przykład łączenia gatunków, poszukiwań gatunkowych, zderzania gatunków. Choć tytułowe „nie ma” jest motywem powtarzającym się w kolejnych tekstach, to jednak forma, jaką owe teksty przyjmują wydaje się równie istotna w kontekście tego, co jest, a czego tutaj nie ma. Jest różnorodność, nie ma ujednolicenia – to podstawowa informacja porządkująca, ale i nieoczywista, bo przynosząca sensy po obu stronach, opozycja. Szczygieł nie ukrywa swojej obecności w tekście – bywa autorem zdziwionym, empatycznym, zachwyconym („Czytanie ścian”) lub zbulwersowanym (paradoksem systemowej obojętności w „Ślicznym i posłusznym”), jest synem („Jerzy Szczygieł w Pradze”), przyjacielem, kimś, kto pyta i szuka. Jednocześnie, co akurat jest wyjątkowo ważne, nie epatuje sobą. To „ujawnianie” zawsze ma jakiś powód. Bywa na przykład refleksją na temat specyfiki pracy dziennikarskiej i tego, że nie zawsze autor jest w stanie przewidzieć, jakie będą konsekwencje upublicznienia tekstu, który sam napisał („Reportażu życie po życiu”). Wspomniana na początku wielogatunkowość służy, oczywiście, wzmocnieniu puenty i wymowy poszczególnych opowieści. Natkniemy się więc na teksty typowo reporterskie, fragmenty przypominające opowiadanie lub felieton („Kapelusz dla świata”, „Żołnierz”), momenty stylistyką bliskie kryminałowi, mające wzmocnić napięcie i czytelnicze zaskoczenie („Wiele męskich scen”), pojawią się historie, których znaczne fragmenty będą wykropkowane, a więc milczenie będzie w tym wypadku krzykiem („Rzeka”), cytaty z korespondencji („Właściwa rubryka”, „List po końcu świata”), przeczytamy teksty bliskie sentencjom czy aforyzmom („Najkrótszy wykład o ‘nie ma’ Hanny Krall”, „Reportaż”), natkniemy się nawet na tabelkę z Excella, w której bohaterka będzie próbowała zawrzeć swoje życie („Bilans Ewy”). Spyta być może ktoś, które teksty są najciekawsze. W moim prywatnym rankingu en o cierpieniu chłopca, którego ‘nie ma’, a który tak boleśnie ‘jest’ dzięki pamięci i przypomnieniu („Śliczny i posłuszny”), ten o cierpieniu miejsca, czyli o praskiej willi, o której można powiedzieć, że była jednym ciałem ze swoimi właścicielami („Gwiazda wszystkich willi”), ten o radości życia, jaka pojawiła się po śmierci ojca, w którym choć tak wiele jest graficznie wyeksponowanego milczenia/wymazania, tak dużo jednocześnie krzyku i bólu („Rzeka”). Książka zasługuje również na uwagę ze względów edytorskich. Okładka jest pięknie zaplanowana. Szkoda tylko, że coraz częściej odchodzi się od dobrej praktyki informowania na końcu książki, że dany tekst był gdzieś wcześniej drukowany. Zdecydowanie warto!


Mariusz Szczygieł, Nie ma, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2018.

środa, 16 stycznia 2019

Po powierzchni (M. Okraska, Ziemia jałowa. Opowieść o Zagłębiu)

To nie jest dobry reportaż. Szkoda, bo mógł być. Pomysł, by opowiedzieć o tych, którzy zamieszkują Zagłębie Dąbrowskie i są ofiarami transformacji ma duży potencjał, zwłaszcza że dystans uzyskany dzięki upływowi czasu mógłby ciekawie korespondować z tymi tekstami, które okres po roku 1989 dokumentowały wcześniej. Mam tu na myśli chociażby teksty Jacka Hugo-Badera, Włodzimierza Nowaka, Pawła Smoleńskiego czy Cezarego Łazarewicza. Niestety, o takim dialogu nie można w tym przypadku mówić. To nie tylko nie jest dobry reportaż. To – jeśli mielibyśmy pozostać przy tym akurat przyporządkowaniu gatunkowym – jest bardzo słaby reportaż. Tekst Okraski mógłby się obronić jedynie wtedy, gdyby zakwalifikować go jako szkic popularyzujący. Autorka porusza się cały czas tylko „po powierzchni”. Nie próbuje czytelnikowi opowiedzieć żadnej pogłębionej historii. Spaceruje, obserwuje, zagląda na różnego rodzaju fora w sieci, cytuje internautów, no i w wielu miejscach okazuje się osobą wyjątkowo egzaltowaną. Szkoda, że na poziomie redakcji i pracy nad tekstem nikt autorce nie powiedział, że zaangażowanie społeczne nie musi być tożsame z infantylnymi deklaracjami, jak to wokół jest źle i dramatycznie. To cierpienie ludzi i miejsca da się opowiedzieć za pomocą konkretnych historii bohaterów, a opowieść jednego człowieka może odsłaniać specyfikę zbiorowości. Choć Okraska deklaruje, że jest „stąd”, to, niestety, w żaden sposób nie wykorzystuje potencjału wynikającego z uwikłania w opisywaną rzeczywistość. Tekst nie wnosi nic nowego do wiedzy o ofiarach transformacji. Autorka powiela dobrze znane opinie. Właściwie nieobecni są w tej książce ludzie ze swoimi biografiami. Jest to nieudolnie ukrywane za pomocą cytatów z sieci lub streszczeń przeczytanych tekstów. Szybko jednak zauważamy, że autorka poprzestaje na poruszaniu się po powierzchni problemu. Nie udaje jej się zbliżyć do człowieka. To smutne, bo region ten faktycznie potrzebuje opisu. Zdecydowanie jednak nie takiego, jaki zaproponowała Okraska.


Magdalena Okraska, Ziemia jałowa. Opowieść o Zagłębiu, Wyd. Trzecia Strona, Warszawa 2018.

wtorek, 15 stycznia 2019

Dwie drogi (J. Archer, I tak wygrasz)

Powieść Archera to ciekawy przykład literatury środka, poszukującej kontekstów nie tylko obyczajowych, ale i społeczno-politycznych. W przypadku „I tak wygrasz” kluczową opozycją będzie kontrast między Wschodem a Zachodem. Wschód to przede wszystkim dramatyczna przeszłość – komunizm, zniewolenie, zagrożenie więzieniem, niemożność przewidzenia, co się wydarzy za chwilę lub na drugi dzień, ciągły lęk i poczucie niszczenia tego wszystkiego, co wiąże się z poczuciem własnej godności, z przekonaniem o własnym i innych człowieczeństwie, z nadzieją na możliwość wpływania na własne życie. Zachód to miejsce ucieczki. Archer postanawia opowiedzieć dwie alternatywne historie – w jednej Aleksandr i jego matka udają się do Wielkiej Brytanii, w drugiej docierają do Stanów Zjednoczonych. Obie wersje, choć oprócz indywidualnych losów bohaterów pokazują również tło społeczno-obyczajowe miejsc, w których postaci się znajdują, to jednocześnie są do siebie bardzo podobne. Ostatecznie Aleksandr osiąga niemalże wszystko, co sobie wymarzył. Jego droga to droga sukcesu. Mamy więc do czynienia z opowieścią pozytywnie portretującą los emigrantów, a przez to momentami przewidywalną. Trochę szkoda, że właśnie takie rozwiązanie wybrał Archer. Umieszczenie bohaterów w nieco mniej przewidywalnych kontekstach na pewno wpłynęłoby pozytywnie na ostateczny kształt książki. W takiej formie jak teraz finały obu wersji raczej nie zaskakują, choć pozostają koncepcyjnie bardzo klimatyczne.


Jeffrey Archer, I tak wygrasz, przeł. Danuta Sękalska i Maciej Szymański, Wyd. Rebis, Poznań 2018. 

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Niewidoczne i zapomniane (J. Ostrowska, Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej)

To książka bardzo ważna i potrzebna nie tylko dlatego, że odsłania dotychczas przemilczany i rzadko przywoływany fragment historii II wojny światowej, ale i z tego powodu, że dzięki lekturze odkrywamy tę odsłonę her-story, która wiąże intymność z przemocą i zniewoleniem. Joannie Ostrowskiej udaje się pokazać cierpienie i stygmatyzowanie rozciągnięte w czasie. Kobiety zmuszane do pracy w domach publicznych oraz jako więźniarki werbowane do puffów (obozowych burdeli) skazane zostają nie tylko na upokorzenia związane z wykonywaną pracą. Na plan pierwszy wysuwa się zwielokrotnienie traumy poprzez niemożność wypowiedzenia tego, co należy do przeszłości, odebranie głosu poprzez cenzurę i autocenzurę, ponowne doświadczanie przemocy za sprawą przymusu milczenia i niedzielenia się tym, co jest częścią biografii. Publikacja Ostrowskiej, pionierska na rynku polskim, okazuje się ważnym gestem upomnienia się o te życiorysy, w których intymność naznaczona została publiczną dostępnością, a następnie skazana na stygmat wymazania z historii. Unieważnienie poprzez odmowę prawa do cierpienia, poprzez odebranie głosu, wreszcie poprzez włączenie w to, co wstydliwe i upokarzające, prowadzi do zakłamania przeszłości – tej dotyczącej całej zbiorowości i tej przypisanej do losów jednostki. Dzięki pracy autorki zrekonstruowane zostaje to, o czym się nie mówiło. I coś jeszcze – to wszystko, co doprowadziło do triumfu milczenia, zapomnienia i unieważnienia. Ostrowska znakomicie pokazuje uwikłanie etyczne prowadzonych badań – sama spotyka się z podważaniem sensu tak sproblematyzowanych analiz, z kolei jej bohaterki niejednokrotnie pozostaną już na zawsze anonimowe, a świadectw wielu osób nie da się dzisiaj już odtworzyć. Równie więc interesujący i poruszający jak efekt pracy autorki okazuje się proces docierania do tych, którzy wiedzą, pamiętają, mogą podzielić się wspomnieniami.


Joanna Ostrowska, Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej, Wyd. Marginesy, Warszawa 2018. 

niedziela, 13 stycznia 2019

(Nad)zwyczajność (K. Surmiak-Domańska, Kieślowski. Zbliżenie)

Najciekawsze w biografii Krzysztofa Kieślowskiego, autorstwa Katarzyny Surmiak-Domańskiej, jest to, że dowiadujemy się z tej książki wiele nie tylko o życiorysie wybitnego reżysera. Autorce udaje się ciekawie sproblematyzować opowieść. W efekcie możemy ją czytać w taki sposób, że poszczególne fakty z życia reżysera będą przede wszystkim tym, co uruchamia kolejne reportersko-esistyczne obrazy poświęcone innym kwestiom. Jakim? Już na samym początku zetkniemy się ze znakomitą charakterystyką prowincji i sanatoryjnych realiów. Czytamy o rodzinie Kieślowskiego, ale jednocześnie otrzymujemy portret konkretnego miejsca – Sokołowska. Książka Surmiak-Domańskiej to także bardzo interesujący opis ówczesnego środowiska filmowego oraz relacji łączących Kieślowskiego z tymi, których cenił, lubił, ale czasami porzucał i traktował, tak chyba można powiedzieć, trochę instrumentalnie. Oczywiście, biografia reżysera jest również intrygującym tekstem na temat tego, w jaki sposób rodzi się, utrwala i jednocześnie w swoim zaangażowaniu w pracę spala mistrzostwo. To tytułowe „zbliżenie” do Kieślowskiego staje się próbą zbliżenia się do Mistrza. Na uwagę zasługują także fragmenty dotyczące nieprzystawalności tego, co działo się w Polsce, i tego, co miało miejsce na Zachodzie. Warto zatrzymać się przy momencie przejścia, za jaki uznać należy decyzję Kieślowskiego, by jednak zrezygnować z dokumentu oraz wierności rzeczywistości i przejść na stronę fabuły, a więc i fikcji. To chwila, jak się wydaje, bardzo ważna – ideowo spójna i przemyślana, konsekwentny w swojej wymowie wybór. Istotne okazuje się również to, że biografię reżysera da się czytać z zainteresowaniem niekoniecznie będąc znawcą lub po prostu fanem jego twórczości. Taki efekt trzeba uznać za sukces autorki. Po „Kieślowskiego. Zbliżenie” można bowiem sięgać wielokrotnie, nie jest to na pewno lektura jednorazowa, raczej publikacja do powrotów i kolejnych odkryć. Warto.


Katarzyna Surmiak-Domańska, Kieślowski. Zbliżenie, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

sobota, 12 stycznia 2019

Jak poradzić sobie ze stratą? (A. Fryczkowska, Równonoc)

„Równonocą” Anna Fryczkowska wraca do formy i pokazuje swoją pisarską klasę. To chyba najlepsza powieść autorki – przemyślana, precyzyjnie dawkująca emocje, daleka od egzaltacji, panująca nad zwrotami akcji oraz generowanym napięciem, stawiająca ważne pytania i unikająca nazbyt łatwych odpowiedzi. Sprawa zniknięcia nastoletnich chłopców w latach dziewięćdziesiątych w Zachodniopomorskiem i trudności z natrafieniem na ich ślad to w tym przypadku pretekst do przyjrzenia się temu, jak różnie ludzie reagują na stratę. Jedni się załamują, drudzy zaczynają działać, jeszcze inni racjonalizują sobie to, co się wydarzyło i wolą żyć złudzeniem, że znają odpowiedź. Fakt, iż żadna z tych reakcji nie jest przedstawiana jako lepsza oraz że zbliżenie się do prawdy zmusza wszystkich bohaterów do szukania możliwie dobrych i skutecznych strategii przetrwania, jest w tym przypadku bardzo ciekawie opowiedziany. Fryczkowska z dużą wrażliwością różnicuje postaci, umie wykorzystać siłę niedopowiedzenia, równoważy siłę oddziaływania tych, którzy zostali i szukają oraz tych, którzy zniknęli i są poszukiwani. W pewnym więc sensie mamy tu do czynienia z celnym i błyskotliwym rozrysowaniem wzajemnego wpływania na siebie obecności i nieobecności oraz tego, jak obecność zamienia się w pozór, kiedy zapatrzona jest nieustannie w nieistnienie, które w ten sposób paradoksalnie zyskuje na intensywności istnienia. Bardzo dobre.


Anna Fryczkowska, Równonoc, Wyd. Od Deski do Deski, Warszawa 2018.

niedziela, 30 grudnia 2018

Lektury obowiązkowe 2018 - reportaż zagraniczny

I jeszcze jeden dzień podsumowań, czyli lektury obowiązkowe 2018 - odsłona czwarta: reportaż zagraniczny –
1. Tobjorn Faerovik, Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu, przeł. Anna Kurek (Wydawnictwo Poznańskie)
2. Masha Gessen, Będzie to, co było. Jak totalitaryzm odradza się w Rosji, przeł. Magdalena Iwińska (Wyd. Prószyński i S-ka)
3. Jon Krakauer, Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim, przeł. Stanisław Tekieli (Wyd. Czarne)
4. Thomas Reinertsen Berg, Teatr świata. Mapy, które tworzą historię, przeł. Maria Gołębiewska-Bijak (Wyd. Znak)
5. Asne Seierstad, Dwie siostry, przeł. Iwona Zimnicka (Wyd. W.A.B.)

(w kolejności alfabetycznej, w każdej kategorii pięć tytułów, do zapamiętania, do przeczytania, do dyskutowania - lektury obowiązkowe)


sobota, 29 grudnia 2018

Lektury obowiązkowe 2018 - reportaż polski

Kolejny dzień podsumowań, czyli lektury obowiązkowe 2018 - odsłona trzecia: reportaż polski –
1. Mateusz Janiszewski, Ortodroma (Wyd. Znak)
2. Aleksandra Pezda, Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie (Wyd. Dowody na Istnienie)
3. Małgorzata Rejmer, Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii (Wyd. Czarne)
4. Małgorzata Szejnert, Wyspa Węży (Wyd. Znak)
5. Marek Szymaniak, Urobieni. Reportaże o pracy (Wyd. Czarne)

(w kolejności alfabetycznej, w każdej kategorii pięć tytułów, do zapamiętania, do przeczytania, do dyskutowania - lektury obowiązkowe)


piątek, 28 grudnia 2018

Lektury obowiązkowe 2018 - proza zagraniczna

Podsumowań ciąg dalszy, czyli lektury obowiązkowe 2018 – odsłona druga: proza zagraniczna –
1. Bianca Bellova, Jezioro, przeł. Anna Radwan-Żbikowska (Wyd. Afera)
2. Vigdis Hjorth, Spadek, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska (Wydawnictwo Literackie)
3. Miranda July, Pierwszy bandzior, przeł. Łukasz Buchalski (Wyd. Pauza)
4. Siergiej Lebiediew, Granica zapomnienia, przeł. Grzegorz Szymczak (Wyd. Claroscuro)
5. Lize Spit, Szpadel, przeł. Łukasz Żebrowski (Wyd. Marginesy)

(w kolejności alfabetycznej, w każdej kategorii pięć tytułów, do zapamiętania, do przeczytania, do dyskutowania - lektury obowiązkowe)


czwartek, 27 grudnia 2018

Lektury obowiązkowe 2018 - proza polska

Podsumowania czas zacząć, czyli lektury obowiązkowe 2018 - odsłona pierwsza: proza polska –
1. Marta Dzido, Frajda (Wyd. korporacja ha!art)
2. Olga Hund, Psy ras drobnych (Wyd. korporacja ha!art)
3. Konrad Oprzędek, Łaskoci (Wyd. Świat Książki)
4. Patrycja Pustkowiak, Maszkaron (Wyd. Znak)
5. Zyta Rudzka, Krótka wymiana ognia (Wyd. W.A.B.)

(w kolejności alfabetycznej, w każdej kategorii pięć tytułów, do zapamiętania, do przeczytania, do dyskutowania - lektury obowiązkowe)


poniedziałek, 24 grudnia 2018

Wesołych Świąt!

Dobrych świątecznych dni - pełnych rozmów, czasu na czytanie książek i oglądanie filmów/seriali, radości, smakołyków na stole i poczucia, że jest tak, jak chcemy, żeby było. Wesołych Świąt!

wtorek, 18 grudnia 2018

Wolność i strata (J. Szyndler, Kuba-Miami. Ucieczki i powroty)

Reportaż Joanny Szyndler to interesujące połączenie świadectw tych, którzy dzielą się swoimi biografiami, odsłaniając paradoksy wpisane w bycie Kubanką lub Kubańczykiem, oraz perspektywy osobistej, wynikającej z poślubienia Kubańczyka i wejścia w opisywany świat nie tylko jako obserwatorki. Ta podwójność, choć konstrukcyjnie mogłaby być ryzykowna, okazuje się strzałem w dziesiątkę. Autorka zachowuje odpowiednie proporcje, nie epatuje własną obecnością w tekście, w odpowiednim momencie umieszcza krótkie impresje o charakterze prywatnym, wydobywając dzięki nim dodatkowe sensy w historiach opowiadanych przez bohaterów. Tytuł oraz podtytuł książki znakomicie oddają nie tylko problematykę reportażu Szyndler, ale przede wszystkim okazują się również sugestywną metaforą uwikłania, w jakim tkwią ci, dla których zniewolenie w ojczyźnie okazuje się stanem nie do zniesienia, postanawiają więc ruszyć w podróż w poszukiwaniu wolności. Poznajemy historie ucieczek udanych, ale naznaczonych ciągłą tęsknotą, ucieczek pozornych, bo przerwanych przymusem lub wewnętrzną koniecznością powrotu, wreszcie ucieczek nieudanych – zakończonych w sposób dramatyczny, ponawianych, podporządkowanych poczuciu beznadziei. Najważniejsze w tej książce wydaje się jednak to, że autorce udaje się pokazać tragedię miejsca, które żyje złudną pamięcią czasów sprzed rządów Fidela Castro i które nie jest w stanie uwierzyć, że tego świata sprzed lat nie tylko nie ma, ale nigdy już nie będzie. Tęsknota za wolnością jest więc w tym wypadku w pewnym sensie złudzeniem. Mamy bowiem do czynienia z rzeczywistością, która zdefiniowana jest przez pragnienie nie do końca znane. W efekcie marzenia o innym świecie stają się elementem tożsamości wyobrażonej, tożsamość realnie istniejąca naznaczona jest trwale obecnością Fidela Castro – przez pamięć i niemożność zapomnienia. Można więc tę książkę czytać jako przejmującą opowieść o kilku pokoleniach ludzi zniszczonych lub przynajmniej częściowo złamanych przez dyktatora. Przy takim odczytaniu historia ta wybrzmiewa bardzo poruszająco – bez moralizowania, bez zbędnego edukowania, tylko, a może aż, przez konkretne doświadczenia ludzi.


Joanna Szyndler, Kuba-Miami. Ucieczki i powroty, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Ze zwierzętami, przeciwko zwierzętom, dla zwierząt (B. Fagan, Zażyła więź. Jak zwierzęta kształtowały historię ludzkości)

Fagan w swojej książce rekonstruuje losy zwierząt. Pokazuje, jak było w przeszłości i nie traci jednocześnie z oczu przyszłości, która pozostaje w tej chwili raczej prognozowaniem niż pewnością. Opowiada w sposób przystępny, atrakcyjny dla czytelnika, wzbogaca swoją opowieść ciekawostkami, umie dokonać podsumowań i wydobyć z długiej historii losów zwierząt to, co najważniejsze i co najmocniej definiuje skutki, jakie ponoszą zwierzęta z racji zainteresowania okazywanego im przez ludzi. Fagan celnie podsumowuje ważne etapy opisywanej relacji. Kładzie nacisk na konsekwencje podejścia związanego z utożsamianiem zwierząt ze zwierzyną łowną, stara się znaleźć odpowiedź na pytanie, kiedy i w jaki sposób udomowiono poszczególne gatunki, pokazuje, jak wpłynęło na traktowanie zwierząt skoncentrowanie się człowieka na rolnictwie, wreszcie nie ukrywa tragicznych konsekwencji dla zwierząt związanych z umasowieniem i komercjalizacją hodowli. Interesujące są również te wątki, które naprowadzają nas na kontekst doceniania zwierząt lub pogardzania nimi. Koń na przykład bardzo wcześnie został skojarzony z prestiżem, w związku z tym człowiek traktował go z szacunkiem, mając świadomość wagi nawiązywanej więzi. Z kolei koty dość długo cieszyły się niechęcią, by nie powiedzieć nienawiścią, ze strony ludzi. W obu przypadkach mamy do czynienia ze zwierzętami niezależnymi, ale niezależność ta za każdym razem traktowana jest inaczej. Książka Fagana nie jest, oczywiście, jedyną na naszym rynku, która podejmuje to zagadnienie. Na pewno jednak może być dobrym pretekstem do dalszych poszukiwań, uruchamiając czytelnicze zainteresowanie kolejnymi poruszanymi przez autora wątkami.


Brian Fagan, Zażyła więź. Jak zwierzęta kształtowały historię ludzkości, przeł. Patryk Gołębiowski, Wyd. Sonia Draga, Katowice 2018.

niedziela, 9 grudnia 2018

Odwaga bycia sobą (C.M. Machado, Jej ciało i inne strony)

Opowiadania Machado to z pewnością debiut zasługujący na uwagę. Niekoniecznie olśniewający, czy – jak chciałby wydawca – hipnotyzujący, ale ciekawy. Odsłaniający talent autorki, chęć poszukiwań własnego sposobu wyrazu tego, co najważniejsze, miejscami faktycznie drapieżny, uciekający od zbędnej asekuracji, chętnie korzystający z możliwości oferowanych przez niedopowiedzenie. „Jej ciało i inne strony” to zresztą również pretekst do zastanowienia się nad uwikłaniami wizerunkowymi pisarstwa kobiet. W tym wypadku kobiecość jest synonimem eksperymentowania z ciałem, mierzenia się z ograniczeniami i wyzwaniami własnej tożsamości, wreszcie analizowania i aktywnego przerabiania seksualności. Jeśli więc w prozie kobiet pojawi się mdła i sielankowa wersja miłości w wersji pop, wówczas mamy do czynienia z przeniesieniem takiego pojmowania uczucia na wszystkie kobiety. Jeśli natomiast w tej wersji ambitniejszej, a z taką mamy tu do czynienia, pojawi się konkretne umocowanie w seksualności, cielesności, rozkoszy, wtedy akcentuje się przede wszystkim kontrowersyjność takiej prozy. Tymczasem Machado nie jest wcale tak odważna, jak moglibyśmy sądzić po zapowiedziach okładkowych. Owszem, bez lęku pyta o tożsamość kobiety, nie mam jednak wrażenia, by w tych pytaniach przekraczała jakieś szczególne granice. To debiut do przeczytania – bo warto, ale i do odnotowania w pamięci po to przede wszystkim, by czekać na kolejną publikację Machado i sprawdzić, jak wypada w jej przypadku próba drugiej książki.


Carmen Maria Machado, Jej ciało i inne strony, przeł. Dobromiła Jankowska, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

sobota, 8 grudnia 2018

Ukłon w stronę pamięci (M. Stauber, Musisz tam wrócić. Historia przyjaźni Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczanki)

Podtytułu tej książki nie należy traktować dosłownie. Owszem, przyjaźń Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczaki jest w tej publikacji motywem wiodącym, jednak dużo istotniejsza staje się relacja córki-autorki i matki-bohaterki oraz pamięć, dla której postać poetki będzie tym, co uruchamia wspomnienia, pozwala zmierzyć się z zapominaniem, uświadamia, jak silne bywają emocje związane z wydarzeniami sprzed laty. Stauber zwraca się bezpośrednio do Lusi – czasami przypomina to monolog, innym razem jest przede wszystkim literackim zabiegiem umożliwiającym rekonstrukcję biografii, jeszcze w innym staje się rodzajem pożegnania i koniecznością zmierzenia się z ostatecznością. W przypadku relacji Lusi Gelmont z Zuzanną Ginczanką na plan pierwszy wysuwa się szczególna energia, jaką emanowała poetka. Natykamy się więc na interesujące fragmenty dotyczące ówczesnego życia literackiego, fenomenu kawiarnianych stolików, w tym tego, przy którym królował Witold Gombrowicz, wreszcie świadomości, jaką Ginczanka miała, a Gelmont się jej dopiero uczyła, że prawdziwe życie jest gdzie indziej – niekoniecznie w miejscach sformalizowanych, na pewno prędzej tam, gdzie „być poetą” znaczyło jednocześnie nieraz „być duszą towarzystwa”. Autorce udaje się pokazać nagłość przerwania tego życia, które wiodły przed wojną bohaterki książki. Mamy więc początkowe ignorowanie niepokojących symptomów, coraz bliższe i realniejsze bezpośrednie zagrożenie, wreszcie upodlenie Żydów i stopniowe znikanie tych, którzy wcześniej opisywani byli w tak fascynujący i barwny sposób. To znikanie dotknie też poetkę. Ani talent, ani inteligencja, ani uroda nie staną się gwarancją ocalenia. W cieniu śmierci są tytułowe bohaterki wtedy, gdy zbliża się, a następnie rozpoczyna wojna, w cieniu śmierci Lusia Gelmont pozostanie w pewnym sensie na zawsze. Przeżyje, ale będzie pamiętać. Między innymi, a może przede wszystkim, tę, która wprowadzała ją we wspomniane życie kawiarniane, a mianowicie Zuzannę Ginczankę. „Musisz tam wrócić” zamienia się więc w rodzaj podwójnego pożegnania – Lusi Stauber z przyjaciółką i Marii Stauber-córki z matką.


Maria Stauber, Musisz tam wrócić. Historia przyjaźni Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczanki, Wyd. Marginesy, Warszawa 2018.

środa, 5 grudnia 2018

Bycie w ruchu (J. Głowacki, Bezsenność w czasie karnawału)

Ostatnia książka Janusza Głowackiego. Ważna chociażby z powodu ostateczności zawierającej się w słowie „ostatnia”. Ale nie tylko z tego powodu. Choć jest w tej książce pewien stygmat niedokończenia, wynikający z tego faktu stan bycia w ruchu okazuje się nie tylko sugestywną metaforą przerwanego życia pisarza, ale i prozy, z którą mamy do czynienia. Wiele tutaj anegdot, celnych spostrzeżeń, komentarzy do rzeczywistości, zabawnych podsumowań codziennych absurdów. Między ironią a dowcipem pojawia się czasami i cynizm – tak, jakby prawda o życiu, niekoniecznie wzniosłym i jasnym, domagała się i komentarza w takim stylu. Choć czyta się tę książkę z podziwem dla spostrzegawczości autora i jego umiejętności komentowania rzeczywistości, widać w tej prozie również cień przemijania. Dostrzegalny jest nie tylko w tekstach mających wspomnieniowy charakter, ale też pojawia się tam, gdzie na plan pierwszy wysuwa się teraźniejszość. „Bezsenność w czasie karnawału” to tak naprawdę smutna książka. Smutna, choć przy jej lekturze niejednokrotnie zdarzy się czytelnikowi wybuchnąć śmiechem. To proza, która przywodzi na myśl pisanie Jerzego Pilcha, zwłaszcza z jego ostatnich książek. Swoją drogą ciekawe byłoby porównanie twórczości obu pisarzy – pokoleniowo różnych, jednak w sensie artystycznym będących momentami blisko siebie.


Janusz Głowacki, Bezsenność w czasie karnawału, opracowanie tekstu: Olena Leonenko-Głowacka, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

niedziela, 25 listopada 2018

Być sobą (M. Wolitzer, Żona)

Powieść Wolitzer można z powodzeniem czytać i w kontekście eseju o siostrze Szekspira autorstwa Virginii Woolf, i równolegle do powieści „Świat w płomieniach” Siri Hustvedt, i jako jeszcze jedną wersję historii opowiedzianej w filmie „Wielkie oczy” o relacji łączącej Margaret i Waltera Keane. To właściwie tylko kilka, zupełnie przypadkowo dobranych przykładów, pokazujących, jak popularny w kulturze jest wątek odnoszącego sukcesy, ale niekoniecznie utalentowanego, mężczyzny i wspierającej go, usuwającej się w cień, bardzo interesującej artystycznie kobiety. Właśnie ten temat okazuje się kluczowy dla opowieści zaproponowanej przez Meg Wolitzer. Punktem wyjścia jest portret małżeństwa, znudzonego własnym towarzystwem, ale jednocześnie mającego problem z rezygnacją z tego, co można by nazwać przyzwyczajeniem. On jest znanym pisarzem, właśnie otrzymuje wiadomość o otrzymaniu bardzo ważnej nagrody literackiej. Ona jest zawsze u jego boku – jak na posterunku, nigdy nie zawodzi, czuwa nad doskonałym przebiegiem kariery mężczyzny. Dzięki retrospekcjom dowiadujemy się, jak wszystko się zaczęło, a dzięki gwałtownym zwrotom akcji w trakcie uroczystości wręczenia wspomnianej nagrody, będziemy świadkami tego, jak wszystko się kończy i czy faktycznie się kończy. Wybory podejmowane przez kobietę wpisują się w dylematy związane z walką o własną sławę, etyczne uwikłanie wpisane w milczenie w reakcji na fałszywą wersję zdarzeń, wreszcie tożsamościowe zagubienie będące konsekwencją wyborów opartych na wyrzekaniu się siebie. Opowieść o małżeństwie zamienia się w konieczność postawienia wielu pytań o miłość, granice poświęcenia, wyobrażenia związane z drugą osobą, nierówność talentów i akceptację, współodczuwanie oraz litość. Bardzo dobre.


Meg Wolitzer, Żona, przeł. Paweł Laskowicz, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

sobota, 24 listopada 2018

Prawda (M. Abramowicz, Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica)

Książkę Marty Abramowicz warto czytać równolegle do „Celibatu. Opowieści o miłości i pożądaniu” Marcina Wójcika. Zresztą autor tej publikacji poleca reportaż Abramowicz na okładce. O ile jednak Wójcik skupia się na różnych odsłonach łamania celibatu i podejmowania decyzji o życiu w związku, o tyle w przypadku książki „Dzieci księży” mamy położony nacisk na konsekwencje intymnych relacji, w które wchodzą kapłani. Reporterka bardzo mocno akcentuje to, co właściwie pojawia się przy wszystkich relacjach związanych z tą tematyką, a mianowicie fakt, iż zwykle związek księdza z kobietą jest tajemnicą poliszynela, stąd metafora „naszej wspólnej tajemnicy”, a za złamanie ślubów mężczyzny obwiniana jest kobieta. Abramowicz interesują dzieci księży – ich samotność, odrzucenie, niepewny status i sekretna tożsamość. Reporterka nie ukrywa, iż miała problem z dotarciem do osób, które zechciałyby podzielić się swoją historią. Ciekawie wydobywa paradoks sprowadzający się do następującego zderzenia – o dzieciach księży wie wiele osób, przełamać milczenie i mówić o konkretach nie chce prawie nikt. Reportaż ten w pewnym więc sensie jest opowieścią o milczeniu, które trudno przerwać i o bezradności prawdy w obliczu siły instytucji i konwenansu. Jednocześnie jednak Abramowicz intrygująco ucieka od poddania się bezradności, akcentując triumf stygmatyzującej ciszy, prezentując zaledwie kilka świadectw, ale i proponując różny punkt widzenia. Opowieść o dzieciach księży staje się bowiem i historią o odmiennym postrzeganiu tego problemu w katolicyzmie i protestantyzmie, i próbą diagnozy społecznych oczekiwań w stosunku do ujawnienia prawdy o związkach kapłanów, i bardzo ważnym świadectwem walki o niezależność i prawo decydowania o własnym losie. Ta ostatnia kwestia szczególnie mocno wybrzmiewa w znakomitym reportażu o życiu i drodze do zdefiniowania własnej tożsamości wybitnej niemieckiej teolożki Uty Ranke-Heinemann. Do refleksji.


Marta Abramowicz, Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

środa, 21 listopada 2018

Zwyczajność? (T. Michniewicz, Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata)

Najnowsza książka Michniewicza sprawia wrażenie projektu zaplanowanego jako rozpoczęcie nowego, poważniejszego etapu twórczości. Świadczy o tym nie tylko rzadsze ujawnianie przez dziennikarza swojej obecności w tekście, ale i sposób, w jaki tytuł ten jest promowany. Dotychczas autor podpisywał się jako Tomek, w „Chrobocie” po raz pierwszy jest Tomaszem. Jego wcześniejsze książki wpisywały się przede wszystkim w konwencję reportażu podróżniczego, a nawet, gdyby poszerzyć to określenie, reportażu przygodowo-podróżniczego. W najnowszej publikacji i pomysł na opowieść, i projekt okładki, i zaproszenie do napisania blurba Martina Caparrosa sugerują, iż mamy do czynienia z czymś innym – tak, jakby autor i wydawnictwo postanowili wspólnie, że tym razem nacisk położony zostanie bardziej na reportera niż podróżnika. Okładkowa notka biograficzna jest zresztą rodzajem czystej karty. Użyto sformułowania „najnowsza książka nagradzanego reportażysty”, ale nie odnotowano żadnego z wcześniejszych tytułów autora. „Chrobot” ma być równoległym zapisem biografii „najzwyklejszych” ludzi. Podtytuł książki utrzymany jest w nieco pretensjonalnym stylu, ale udaje się zaznaczyć w nim główną ideę projektu – wspomnianą zwyczajność i geograficzne rozproszenie. Mamy więc bohaterów z Finlandii, Kolumbii, Ugandy, Indii, USA, Zimbabwe i Japonii. Autor pokazuje z indywidualnej perspektywy to, co niejednokrotnie ma wymiar uniwersalny. Widzimy więc przede wszystkim, jak bardzo determinuje miejsce urodzenia i pochodzenie. Kultura i obyczaje mogą mieć moc wyzwalającą, ale i ograniczającą. Przeznaczeniu niekiedy się poddajemy, czasami jednak udaje się zawalczyć o własną wersję swojego życia. Tak w dużym skrócie da się skwitować tę książkę. Niestety, wbrew temu, co twierdzi Caparros, nie jest to piękna próba. Sam pomysł również trudno uznać za oryginalny, ale oczywiście mógłby się on wybronić, gdyby książka była lepiej przemyślana kompozycyjnie i sprawniej napisana literacko. W „Chrobocie” zbyt dużo jest dłużyzn, zbyt dużo niepotrzebnej wzniosłości, zbyt dużo wreszcie silenia się na refleksję o pamięci, gdy tymczasem autorowi tej akurat kwestii nie udaje się za bardzo dotknąć. Nie warto.


Tomasz Michniewicz, Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata, Wyd. Otwarte, Kraków 2018.

czwartek, 15 listopada 2018

Kto czy co? (B.J. King, Osobowość na talerzu. Kim są zwierzęta, które zjadamy?)

Publikacja Barbary J. King z pewnością nie jest typową i przewidywalną książką upominającą się o prawa zwierząt. Nie jest, jeśli bierzemy pod uwagę oryginalność tekstu i jego, tak to ujmijmy, filozoficzny charakter. Owszem, chodzi tutaj o prawa zwierząt, ale przede wszystkim o dostrzeżenie w zwierzęciu podmiotu, a co za tym idzie osobowości. King nie pozostawia złudzeń. Ci, którzy tłumaczą jedzenie zwierząt, ich niższym stopniem rozwoju, są w dużym błędzie. Zwierzęta potrafią nawiązywać trwałe relacje, przeżywać żałobę, kochać, okazywać niechęć, czuć ból i smutek, bać się, okazywać radość. Mało? Chyba nie. Wystarczy. Ale King jest daleka od moralizowania. Nie próbuje przekonywać do drastycznych zmian w jadłospisie, sugeruje raczej potrzebę namysłu, świadomego jedzenia, myślenia o losie tych, którzy trafiają na talerze. To wystarczy, by stopniowo rezygnować z mięsa w stosowanej na co dzień diecie. Przytoczone przez autorkę historie umieszczone są w rozdziałach uporządkowanych tak, by każdy stanowił oddzielną opowieść o konkretnych zwierzętach. King przygląda się więc owadom i pajęczakom, ośmiornicom, rybom, kurom, kozom, krowom, świniom i szympansom. W trakcie lektury bardzo łatwo dostrzec, że podstawowa zmiana, do jakiej delikatnie, ale zdecydowanie zachęca autorka, sprowadza się do upodmiotowienia i dostrzeżenia w tym, co się je, tego, kogo się je. To zmiana fundamentalna, prowadząca nie tylko do uświadomienia sobie szczególnego charakteru zwierząt, ale i przewartościowująca podstawy humanizmu poprzez deklaratywne stawianie w centrum istot żywych, a nie tylko ludzi. Do refleksji.


Barbara J. King, Osobowość na talerzu. Kim są zwierzęta, które zjadamy?, przeł. Adam Pluszka, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

środa, 14 listopada 2018

Życiofilozofowanie (S. Bakewell, Kawiarnia egzystencjalistów. Wolność, Bycie i koktajle morelowe)

Bakewell nie ukrywa, że jej książka jest pokłosiem fascynacji – najpierw tekstami, potem biografiami egzystencjalistów. Nie ukrywa również, iż właśnie ten aspekt – łączenia życia z filozofią, uprawiania filozofii na co dzień, kształtowania własnego życia, także tego prywatnego, według wyznawanych poglądów filozoficznych – interesuje ją najbardziej. Tytułową kawiarnię trzeba więc traktować metaforycznie. Oto w książce Bakewell, jak przy kawiarnianych stolikach, spotykają się najwięksi myśliciele XX wieku – wiodą spory, łączą się w związki, przyjaźnią się, bywają rozczarowani postawami wcześniejszych mentorów, mierzą się w upływem czasu, decydują się na gesty, które określą ich już na zawsze. To łączenie procesu rekonstruowania teorii z codziennym życiem okazuje się wyjątkowo interesujące. Bakewell ma zresztą specyficzny sposób pisania. Przypomina on nieco stylizację na powieść przygodową, a widać to zwłaszcza w nadawanych przez autorkę tytułach rozdziałów. W trakcie lektury jesteśmy w stanie wyodrębnić biografie konkretnych filozofów, ale jednocześnie mamy do czynienia z fascynującym portretem intelektualnym całej grupy. Poszukiwanie wolności, wcielanie w jej życie, mierzenie się w wyzwaniami przynoszonymi przez Wielką Historię (faszyzm i komunizm), wreszcie poczucie konieczności opisywania rzeczywistości i zadawanie jej nieoczywistych pytań stają się wyznacznikami działań bohaterów książki Bakewell. Warto również zatrzymać się przy krótkich analizach dzieł przywoływanych filozofów. Autorka stara się pokazać ich związek z pewnymi faktami z biografii, wzajemne zależności, powody, dla których takie akurat pytanie były dla egzystencjalistów ważne. Szczególnie ciekawe są fragmenty poświęcone „Drugiej płci”. Zaznaczono w nich nie tylko pionierski wymiar publikacji Simone de Beauvoir, ale i jej realny wpływ na życie wielu kobiet.


Sarah Bakewell, Kawiarnia egzystencjalistów. Wolność, Bycie i koktajle morelowe, przeł. Aleksandra Paszkowska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Być dziwnym (M. Kisiel, Małe Licho i tajemnica Niebożątka)

Adresowana do dzieci powieść Marty Kisiel to bardzo ciekawy i udany przykład wykorzystania znanych w literaturze motywów do oswojenia tematów trudnych. Jednocześnie nie ma tutaj moralizatorstwa, nachalnego edukowania, dydaktyzmu, który mógłby być irytującym i samobójczym gestem w stosunku do tekstu. Sposób opowiadania bliski jest stylowi, jaki odnajdziemy w powieściach Astrid Lindgren. Zresztą jedna z powieści szwedzkiej pisarki zostaje przywołana w końcowych partiach utworu. Tytułowe Licho i Niebożątko to nietypowa para przyjaciół – Licho jest Aniołem Stróżem, świetnym towarzyszem zabaw, dobrym kumplem, a Niebożątko to chłopiec o imieniu Bożek, wychowywany przez matkę w domu wuja. W powieści pojawiają się też inne stwory, które nie są widziane przez wszystkich. Wspomniany dom okazuje się twierdzą, która do pewnego momentu wystarcza Bożkowi i jego przyjaciołom z innego świata. W pewnym momencie zapada jednak decyzja, że chłopiec powinien spotykać się z rówieśnikami. Bożek zaczyna więc chodzić do szkoły, co staje się prawdziwą rewolucją w skrzypiącym, szeleszczącym, pełnym dziwnych stworzeń i nie mniej dziwnych ludzi domu. Po pierwsze dochodzi do zderzenia tego, co prywatne, z tym, co publiczne – wiedza zdobywana przez Bożka do tej pory jest zdecydowanie na ponadprzeciętnym poziomie, problem w tym, że chłopiec kompletnie nie orientuje się w tym, co lubią jego rówieśnicy, w pewnym więc sensie musi się uczyć nowego świata. Po drugie mamy do czynienia z ciekawie poprowadzoną opowieścią o normalności i dziwności – Kisiel bardzo zgrabnie, przekonująco i mądrze staje po tej drugiej stronie, pokazując, że odmienności nie wolno się wstydzić, a bycie dziwnym jest tym, co pozytywnie wyróżnia, a nie stygmatyzuje. Po trzecie wreszcie – pojawia się w tej historii pewna tajemnica rodzinna, która zaprowadzi nas aż w zaświaty. Co z tego wyniknie, nie będę zdradzała. Warto jednak zauważyć, że i w kontekście takich tematów jak pamięć, tęsknota, śmierć, przyjaźń oraz miłość powieść wybrzmiewa bardzo interesująco.


Marta Kisiel, Małe Licho i tajemnica Niebożątka, ilustracje: Paulina Wyrt, Wyd. Wilga, Warszawa 2018. 

niedziela, 11 listopada 2018

Trucizna (B. Bellová, Jezioro)

Powieść czeskiej pisarki utrzymana jest w konwencji mrocznej baśni, dla której nie ma dobrego zakończenia. To przejmująca historia o tajemnicy – najpierw powiązanej z wierzeniami w magiczną siłę Ducha Jeziora, potem wpisanej w czyny zwykłych ludzi, którzy okazują swoje mało przyjazne oblicze. Jak przeczytamy na okładce: „Inspiracją dla autorki była historia Jeziora Aralskiego”. Jeśli przypomnimy sobie reportaż Bartka Sabeli opowiadający o tym właśnie miejscu i jego porównanie tętniącego wcześniej życiem obszaru do naznaczonego śmiercią i rozkładającego się stworzenia, szybko odkryjemy, iż tytułowe jezioro okazuje się bardzo sugestywną metaforą wszystkiego, co ostateczne. To w wodach jeziora mały Nami uczy się, że musi walczyć o życie, to nad brzegami jeziora dostaje lekcję, iż tchórzostwo niszczy nienazwaną jeszcze miłość, to wody jeziora pochłoną dziadka i babkę chłopca i to one staną się wielkim cmentarzem, to taplając się w jeziorze dorosły Nami zmierzy się z mężczyzną, który próbuje go sobie podporządkować, to jezioro wreszcie będzie świadkiem najpierw spotkania z matką po latach, potem odkrycia tego, jak bardzo fałszywe jest wszystko, co z jeziorem się łączy. Bellová znakomicie wykorzystuje typowe dla powieści inicjacyjnej motywy porzucenia rodzinnej miejscowości, wyzwań, jakie stawia duże miasto, wreszcie konieczności powrotu tam, gdzie jest początek, aby pewien etap móc w ten sposób zakończyć. Mamy do czynienia z prozą mocną, w mroczny sposób poetycką i malowniczą, bliską przypowieści, baśni i legendzie, ale i bardzo spójną oraz przemyślaną, jeśli chodzi o przesłanie. A to okazuje się dalekie od happy endu. Sprowadza się bowiem do przekonania, że czasami to, co wyczekane i wytęsknione, może rozczarować, uderzyć kłamstwem, potwierdzić samotność i brak szansy na zakorzenienie. Bardzo dobre.


Bianca Bellová, Jezioro, przeł. Anna Radwan-Żbikowska, Wyd. Afera, Wrocław 2018. 

sobota, 10 listopada 2018

Prawdopodobieństwo (Z. Bauman, T. Leoncini, Płynne pokolenie)

Książkę opatrzono informacją: „Ostatnie dzieło jednego z największych intelektualistów naszych czasów”. Tymczasem publikacja ta ma w sobie coś, co można by nazwać pretekstowością – inspiruje więc do dalszych poszukiwań, odsyła skojarzeniowo do wcześniejszych utworów Baumana, udowadnia jak bardzo wybitny badacz do końca interesował się tym, co nowe i co zmienia świat wokół nas. Jednocześnie widać w „Płynnym pokoleniu” ową schyłkowość. Leoncini w refleksji umieszczonej na końcu książki nie tylko jest pod wrażeniem porozumienia łączącego go z Baumanem mimo dużej różnicy wieku, ale i przypomina sobie rytm pisania, który w pewnym momencie został zdeterminowany przez odchodzenie autora „Ponowoczesności jako źródła cierpień”. W efekcie rozmowa między autorami ma w sobie duży potencjał, ale nie do końca wykorzystany. Czuje się, że gdyby los pozwolił, dyskusje byłyby bardziej pogłębione i rozbudowane. Nie świadczy to źle o książce, jednak na pewno rozpoczynanie przygody z twórczością Baumana od „Płynnego pokolenia” nie będzie dobrym pomysłem. To raczej tytuł uzupełniający, dopowiadający, dopisujący pewne rzeczy na marginesie utworów już powstałych, niż dzieło skończone. Baumana i Leonciniego interesuje współczesność. Skupiają się na trzech wiodących kwestiach – przemianach skóry, przemianach agresywności i przemianach seksu i miłości. W pierwszym przypadku możemy się natknąć na interesujące refleksje dotyczące tatuaży i innych sposobów znakowania ciała. Praktyki te stają się deklaracją indywidualności oraz ujawnieniem stanu posiadania, przestają być czymś ukrywanym i rzadkim, a są eksponowane i powszechne. W kontekście agresji bardzo mocno zostaje zaakcentowany fakt niewytłumaczalności zła i tego, że niejednokrotnie zło dzieje się bez powodu, bez uzasadnienia, bez umocowania w narracji przyczynowo-skutkowej. Seks okazuje się natomiast pretekstem do refleksji związanej z Internetem i zmianą modelu relacji. To, co stałe, zastępowane bywa świadomie wybieraną tymczasowością. Cały czas chodzi też o uprawdopodobnienie siebie.


Zygmunt Bauman, Thomas Leoncini, Płynne pokolenie, przeł. Szymon Żuchowski, Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2018. 

wtorek, 6 listopada 2018

Dzisiaj pytaniem o jutro (N. Orrenius, Strzały w Kopenhadze)

Reportaż Orreniusa to bardzo interesujący przykład połączenia z jednej strony opowieści typowo reporterskiej zakorzenionej w miejscu, czasie i wydarzeniach, z drugiej przedstawiania historii tak, że kluczowe stają się pytania o charakterze uniwersalnym. Mówiąc inaczej, choć dziennikarz opowiada o kryzysie doświadczanym przez państwa skandynawskie, to tak naprawdę portretowane przez niego kwestie okazują się istotne także w kontekście realiów funkcjonujących w innych krajach. Takie problemy, jak wolność słowa, współistnienie kultur, chęć dominacji jednej kultury/religii nad drugą, mierzenie się władz z kryzysem, radykalizacja poglądów wśród imigrantów czy gotowość domagania się prawa do pokojowego współistnienia tych, którzy się różnią, ale umieją się szanować, dotyczą nie tylko opisywanego w reportażu rejonu. Na uwagę zasługuje bardzo interesująco rozpisany temat postulatu ograniczeń lub ich braku w przypadku działań artystycznych. Nie bez powodu, oczywiście, ten problem zostaje poruszony, bo kluczowym punktem odniesienia stają się słynna sprawa opublikowania w prasie karykatur Mahometa i długofalowych konsekwencji tego czynu. Orrenius uczciwie, z precyzją, punktując wady i zalety, opisuje podobieństwa i różnice między Szwedami a Duńczykami. To jeden z ciekawszych wątków poruszonych w książce, umiejętność wskazania tego wszystkiego, co składa się na potencjalny sukces lub porażkę w walce z niespodziewanym kryzysem. Reporter radzi sobie również bardzo dobrze z wątkiem autobiograficznym. Mamy tu bowiem nie tylko portret artysty, który staje się obiektem zainteresowania ekstremistów, czy społeczeństwa skażonego fanatyzmem niektórych swoich członków, ale i dziennikarza, który również zostaje potraktowany jako przedstawiciel jednej ze stron sporu.


Niklas Orrenius, Strzały w Kopenhadze, przeł. Katarzyna Tubylewicz, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018. 

poniedziałek, 5 listopada 2018

Między wtórnością a inspiracją (S. Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością)

Książka Reynoldsa to ciekawy przykład pisarstwa zaangażowanego, łączącego znakomite praktyczne rozeznanie w temacie z umiejętnością teoretycznego namysłu nad analizowanym materiałem badawczym. Autor z pasją opowiada o konkretnych przykładach dotyczących czerpania z przeszłości, zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę, i konsekwencjach takich, odwołujących się do nostalgii, inspiracji. Zresztą kwestia twórczego wykorzystania tego, co już było, nie zostaje wcale przedstawiona jako gest niewinny w swojej wymowie, wręcz przeciwnie, zaakcentowano dominację komercji, poddawanie się modom i rezygnację z buntu na rzecz tego, co się dobrze sprzeda. W pewnym więc sensie opowieść tę można z powodzeniem czytać jako zapis nieustannie toczonej walki idei. To, co było jest sprawdzone, w pewnym więc sensie daje gwarancję sukcesu, ale i bywa pójściem na łatwiznę. Reynolds nie traci z oczu różnego rodzaju uwikłań, ale jednocześnie obok narracji krytycznej pojawia się też tutaj szereg kwestii, które da się potraktować jako ważne pytania dotyczące przyszłości. Znakomite podsumowania różnego rodzaju projektów muzycznych zostają usytuowane w szerszym kontekście socjologiczno-kulturowym, w efekcie dowiadujemy się wiele nie tylko o muzykach czy ich projektach, ale i o – tak to ujmijmy – epoce i jej obyczajach. Reynolds wierzy w przyszłość jako stymulator nadzwyczajnej energii, to właśnie w owej energii upatruje chęć, możliwość i gotowość tworzenia, a nie tylko zapożyczania i korzystania z osiągnięć innych. Do refleksji.


Simon Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością, przeł. Filip Łobodziński, Wyd. Kosmos Kosmos, Warszawa 2018.

niedziela, 4 listopada 2018

Bez odwrotu (É. Louis, Historia przemocy)

Ta niewielka objętościowo książka ma w sobie ogromną siłę rażenia. Pozornie banalna historia o nocnym spotkaniu, które kończy się w łóżku, a potem przy rozstaniu przeradza się w realne zagrożenie, mogłaby być jeszcze jedną opowieścią o rozczarowaniu, zawiedzionym zaufaniu, przypadkowym seksie i konieczności przepracowania własnego błędu. Mogłaby, ale nie jest. Louisowi udaje się bowiem nie tylko opowiedzieć o cierpieniu związanym z całkowitym otwarciem się na drugiego człowieka, który ostatecznie rani i upokarza, wywracając całkowicie to wszystko, co wydawało się czytelne i rozpoznane. Jego historia staje się również gwałtowną, bo w żaden sposób niezaplanowaną i nieprzewidzianą próbą wiwisekcji na samym sobie. Bohater z pozycji mężczyzny, który jest uwodzony, wabiony, zdobywany, przechodzi na pozycję ofiary. Jest upodlony, gwałcony, poniżony. Próbuje zrozumieć to, co się stało, ale racjonalność i logika przegrywają z absurdem i brutalnością agresji i przemocy. Szukanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego mnie to dotknęło, ostatecznie prowadzi do kłopotliwego i podtrzymującego bezsilność stwierdzenia, że nie da się tak po prostu wyjaśnić tego, co się stało. W tle cały czas obecna jest też kwestia związana ze zniszczeniem jako konsekwencją przemocy. Tego, co zostało zdruzgotane, nie można odbudować na takich samych zasadach wcześniej, trzeba znaleźć nowy sposób funkcjonowania w rzeczywistości, coś, co będzie w stanie zagospodarować miejsce między pamięcią a zapomnieniem, drogę wcześniej nieznaną i budzącą lęk swoją obcością. Louis pokazuje, że przemoc niszczy, ale i zasiewa ziarno walki. To od ofiary ostatecznie zależy, czy spróbuje zmierzyć się ze swoim największym wrogiem – już nie agresorem, ale sobą. Warto.


Édouard Louis, Historia przemocy, przeł. Joanna Polachowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2018.

poniedziałek, 29 października 2018

Tożsamość (E. Smechowski, My, superimigranci)

Książka Emilii Smechowski może się okazać ciekawym pretekstem do dyskusji na temat kwestii gatunkowych. Na okładce znajduje się bowiem wyeksponowane określenie reportaż. W trakcie lektury szybko jednak orientujemy się, że bliżej tej książce do relacji typowo autobiograficznej niż do reportażu właśnie. Autorka stawia bowiem na własne wspomnienia, eksponuje przede wszystkim swoją biografię, rzadko kiedy próbuje stawiać na uniwersalizację doświadczeń. Owszem, możemy stwierdzić, iż przeżycia dziennikarki związane z wyjazdem z Polski na stałe w dzieciństwie w latach osiemdziesiątych XX wieku, ma w sobie coś, co jest typowe dla całego pokolenia imigrantów. Nie bez powodu też mamy tutaj do czynienia z mocno wyeksponowanymi momentami, które choć opisane na przykładzie własnej rodziny, na pewno się powtarzały. Mam tu na myśli przede wszystkim fakt opuszczenia kraju po kryjomu, przekonanie, iż spotkanie z rodziną, która została w kraju, nie będzie już możliwe, unikanie mówienia po polsku, kompleksy pokolenia rodziców i różnice tożsamościowe między rodzicami, dziećmi a wnukami. Autorka ciekawie rozgrywa tę ostatnią kwestię za pomocą opowieści o stosunku do ojczystego języka. Można by powiedzieć, że najmłodsze pokolenie otwiera się na dumę z tego, co wcześniej było wstydliwe i stygmatyzujące. Zrekonstruowanie tego procesu to największa zaleta publikacji Smiechowski.



Emilia Smechowski, My, superimigranci, przeł. Bartosz Nowacki, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]