Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

niedziela, 9 grudnia 2018

Odwaga bycia sobą (C.M. Machado, Jej ciało i inne strony)

Opowiadania Machado to z pewnością debiut zasługujący na uwagę. Niekoniecznie olśniewający, czy – jak chciałby wydawca – hipnotyzujący, ale ciekawy. Odsłaniający talent autorki, chęć poszukiwań własnego sposobu wyrazu tego, co najważniejsze, miejscami faktycznie drapieżny, uciekający od zbędnej asekuracji, chętnie korzystający z możliwości oferowanych przez niedopowiedzenie. „Jej ciało i inne strony” to zresztą również pretekst do zastanowienia się nad uwikłaniami wizerunkowymi pisarstwa kobiet. W tym wypadku kobiecość jest synonimem eksperymentowania z ciałem, mierzenia się z ograniczeniami i wyzwaniami własnej tożsamości, wreszcie analizowania i aktywnego przerabiania seksualności. Jeśli więc w prozie kobiet pojawi się mdła i sielankowa wersja miłości w wersji pop, wówczas mamy do czynienia z przeniesieniem takiego pojmowania uczucia na wszystkie kobiety. Jeśli natomiast w tej wersji ambitniejszej, a z taką mamy tu do czynienia, pojawi się konkretne umocowanie w seksualności, cielesności, rozkoszy, wtedy akcentuje się przede wszystkim kontrowersyjność takiej prozy. Tymczasem Machado nie jest wcale tak odważna, jak moglibyśmy sądzić po zapowiedziach okładkowych. Owszem, bez lęku pyta o tożsamość kobiety, nie mam jednak wrażenia, by w tych pytaniach przekraczała jakieś szczególne granice. To debiut do przeczytania – bo warto, ale i do odnotowania w pamięci po to przede wszystkim, by czekać na kolejną publikację Machado i sprawdzić, jak wypada w jej przypadku próba drugiej książki.


Carmen Maria Machado, Jej ciało i inne strony, przeł. Dobromiła Jankowska, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

sobota, 8 grudnia 2018

Ukłon w stronę pamięci (M. Stauber, Musisz tam wrócić. Historia przyjaźni Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczanki)

Podtytułu tej książki nie należy traktować dosłownie. Owszem, przyjaźń Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczaki jest w tej publikacji motywem wiodącym, jednak dużo istotniejsza staje się relacja córki-autorki i matki-bohaterki oraz pamięć, dla której postać poetki będzie tym, co uruchamia wspomnienia, pozwala zmierzyć się z zapominaniem, uświadamia, jak silne bywają emocje związane z wydarzeniami sprzed laty. Stauber zwraca się bezpośrednio do Lusi – czasami przypomina to monolog, innym razem jest przede wszystkim literackim zabiegiem umożliwiającym rekonstrukcję biografii, jeszcze w innym staje się rodzajem pożegnania i koniecznością zmierzenia się z ostatecznością. W przypadku relacji Lusi Gelmont z Zuzanną Ginczanką na plan pierwszy wysuwa się szczególna energia, jaką emanowała poetka. Natykamy się więc na interesujące fragmenty dotyczące ówczesnego życia literackiego, fenomenu kawiarnianych stolików, w tym tego, przy którym królował Witold Gombrowicz, wreszcie świadomości, jaką Ginczanka miała, a Gelmont się jej dopiero uczyła, że prawdziwe życie jest gdzie indziej – niekoniecznie w miejscach sformalizowanych, na pewno prędzej tam, gdzie „być poetą” znaczyło jednocześnie nieraz „być duszą towarzystwa”. Autorce udaje się pokazać nagłość przerwania tego życia, które wiodły przed wojną bohaterki książki. Mamy więc początkowe ignorowanie niepokojących symptomów, coraz bliższe i realniejsze bezpośrednie zagrożenie, wreszcie upodlenie Żydów i stopniowe znikanie tych, którzy wcześniej opisywani byli w tak fascynujący i barwny sposób. To znikanie dotknie też poetkę. Ani talent, ani inteligencja, ani uroda nie staną się gwarancją ocalenia. W cieniu śmierci są tytułowe bohaterki wtedy, gdy zbliża się, a następnie rozpoczyna wojna, w cieniu śmierci Lusia Gelmont pozostanie w pewnym sensie na zawsze. Przeżyje, ale będzie pamiętać. Między innymi, a może przede wszystkim, tę, która wprowadzała ją we wspomniane życie kawiarniane, a mianowicie Zuzannę Ginczankę. „Musisz tam wrócić” zamienia się więc w rodzaj podwójnego pożegnania – Lusi Stauber z przyjaciółką i Marii Stauber-córki z matką.


Maria Stauber, Musisz tam wrócić. Historia przyjaźni Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczanki, Wyd. Marginesy, Warszawa 2018.

środa, 5 grudnia 2018

Bycie w ruchu (J. Głowacki, Bezsenność w czasie karnawału)

Ostatnia książka Janusza Głowackiego. Ważna chociażby z powodu ostateczności zawierającej się w słowie „ostatnia”. Ale nie tylko z tego powodu. Choć jest w tej książce pewien stygmat niedokończenia, wynikający z tego faktu stan bycia w ruchu okazuje się nie tylko sugestywną metaforą przerwanego życia pisarza, ale i prozy, z którą mamy do czynienia. Wiele tutaj anegdot, celnych spostrzeżeń, komentarzy do rzeczywistości, zabawnych podsumowań codziennych absurdów. Między ironią a dowcipem pojawia się czasami i cynizm – tak, jakby prawda o życiu, niekoniecznie wzniosłym i jasnym, domagała się i komentarza w takim stylu. Choć czyta się tę książkę z podziwem dla spostrzegawczości autora i jego umiejętności komentowania rzeczywistości, widać w tej prozie również cień przemijania. Dostrzegalny jest nie tylko w tekstach mających wspomnieniowy charakter, ale też pojawia się tam, gdzie na plan pierwszy wysuwa się teraźniejszość. „Bezsenność w czasie karnawału” to tak naprawdę smutna książka. Smutna, choć przy jej lekturze niejednokrotnie zdarzy się czytelnikowi wybuchnąć śmiechem. To proza, która przywodzi na myśl pisanie Jerzego Pilcha, zwłaszcza z jego ostatnich książek. Swoją drogą ciekawe byłoby porównanie twórczości obu pisarzy – pokoleniowo różnych, jednak w sensie artystycznym będących momentami blisko siebie.


Janusz Głowacki, Bezsenność w czasie karnawału, opracowanie tekstu: Olena Leonenko-Głowacka, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

niedziela, 25 listopada 2018

Być sobą (M. Wolitzer, Żona)

Powieść Wolitzer można z powodzeniem czytać i w kontekście eseju o siostrze Szekspira autorstwa Virginii Woolf, i równolegle do powieści „Świat w płomieniach” Siri Hustvedt, i jako jeszcze jedną wersję historii opowiedzianej w filmie „Wielkie oczy” o relacji łączącej Margaret i Waltera Keane. To właściwie tylko kilka, zupełnie przypadkowo dobranych przykładów, pokazujących, jak popularny w kulturze jest wątek odnoszącego sukcesy, ale niekoniecznie utalentowanego, mężczyzny i wspierającej go, usuwającej się w cień, bardzo interesującej artystycznie kobiety. Właśnie ten temat okazuje się kluczowy dla opowieści zaproponowanej przez Meg Wolitzer. Punktem wyjścia jest portret małżeństwa, znudzonego własnym towarzystwem, ale jednocześnie mającego problem z rezygnacją z tego, co można by nazwać przyzwyczajeniem. On jest znanym pisarzem, właśnie otrzymuje wiadomość o otrzymaniu bardzo ważnej nagrody literackiej. Ona jest zawsze u jego boku – jak na posterunku, nigdy nie zawodzi, czuwa nad doskonałym przebiegiem kariery mężczyzny. Dzięki retrospekcjom dowiadujemy się, jak wszystko się zaczęło, a dzięki gwałtownym zwrotom akcji w trakcie uroczystości wręczenia wspomnianej nagrody, będziemy świadkami tego, jak wszystko się kończy i czy faktycznie się kończy. Wybory podejmowane przez kobietę wpisują się w dylematy związane z walką o własną sławę, etyczne uwikłanie wpisane w milczenie w reakcji na fałszywą wersję zdarzeń, wreszcie tożsamościowe zagubienie będące konsekwencją wyborów opartych na wyrzekaniu się siebie. Opowieść o małżeństwie zamienia się w konieczność postawienia wielu pytań o miłość, granice poświęcenia, wyobrażenia związane z drugą osobą, nierówność talentów i akceptację, współodczuwanie oraz litość. Bardzo dobre.


Meg Wolitzer, Żona, przeł. Paweł Laskowicz, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

sobota, 24 listopada 2018

Prawda (M. Abramowicz, Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica)

Książkę Marty Abramowicz warto czytać równolegle do „Celibatu. Opowieści o miłości i pożądaniu” Marcina Wójcika. Zresztą autor tej publikacji poleca reportaż Abramowicz na okładce. O ile jednak Wójcik skupia się na różnych odsłonach łamania celibatu i podejmowania decyzji o życiu w związku, o tyle w przypadku książki „Dzieci księży” mamy położony nacisk na konsekwencje intymnych relacji, w które wchodzą kapłani. Reporterka bardzo mocno akcentuje to, co właściwie pojawia się przy wszystkich relacjach związanych z tą tematyką, a mianowicie fakt, iż zwykle związek księdza z kobietą jest tajemnicą poliszynela, stąd metafora „naszej wspólnej tajemnicy”, a za złamanie ślubów mężczyzny obwiniana jest kobieta. Abramowicz interesują dzieci księży – ich samotność, odrzucenie, niepewny status i sekretna tożsamość. Reporterka nie ukrywa, iż miała problem z dotarciem do osób, które zechciałyby podzielić się swoją historią. Ciekawie wydobywa paradoks sprowadzający się do następującego zderzenia – o dzieciach księży wie wiele osób, przełamać milczenie i mówić o konkretach nie chce prawie nikt. Reportaż ten w pewnym więc sensie jest opowieścią o milczeniu, które trudno przerwać i o bezradności prawdy w obliczu siły instytucji i konwenansu. Jednocześnie jednak Abramowicz intrygująco ucieka od poddania się bezradności, akcentując triumf stygmatyzującej ciszy, prezentując zaledwie kilka świadectw, ale i proponując różny punkt widzenia. Opowieść o dzieciach księży staje się bowiem i historią o odmiennym postrzeganiu tego problemu w katolicyzmie i protestantyzmie, i próbą diagnozy społecznych oczekiwań w stosunku do ujawnienia prawdy o związkach kapłanów, i bardzo ważnym świadectwem walki o niezależność i prawo decydowania o własnym losie. Ta ostatnia kwestia szczególnie mocno wybrzmiewa w znakomitym reportażu o życiu i drodze do zdefiniowania własnej tożsamości wybitnej niemieckiej teolożki Uty Ranke-Heinemann. Do refleksji.


Marta Abramowicz, Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

środa, 21 listopada 2018

Zwyczajność? (T. Michniewicz, Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata)

Najnowsza książka Michniewicza sprawia wrażenie projektu zaplanowanego jako rozpoczęcie nowego, poważniejszego etapu twórczości. Świadczy o tym nie tylko rzadsze ujawnianie przez dziennikarza swojej obecności w tekście, ale i sposób, w jaki tytuł ten jest promowany. Dotychczas autor podpisywał się jako Tomek, w „Chrobocie” po raz pierwszy jest Tomaszem. Jego wcześniejsze książki wpisywały się przede wszystkim w konwencję reportażu podróżniczego, a nawet, gdyby poszerzyć to określenie, reportażu przygodowo-podróżniczego. W najnowszej publikacji i pomysł na opowieść, i projekt okładki, i zaproszenie do napisania blurba Martina Caparrosa sugerują, iż mamy do czynienia z czymś innym – tak, jakby autor i wydawnictwo postanowili wspólnie, że tym razem nacisk położony zostanie bardziej na reportera niż podróżnika. Okładkowa notka biograficzna jest zresztą rodzajem czystej karty. Użyto sformułowania „najnowsza książka nagradzanego reportażysty”, ale nie odnotowano żadnego z wcześniejszych tytułów autora. „Chrobot” ma być równoległym zapisem biografii „najzwyklejszych” ludzi. Podtytuł książki utrzymany jest w nieco pretensjonalnym stylu, ale udaje się zaznaczyć w nim główną ideę projektu – wspomnianą zwyczajność i geograficzne rozproszenie. Mamy więc bohaterów z Finlandii, Kolumbii, Ugandy, Indii, USA, Zimbabwe i Japonii. Autor pokazuje z indywidualnej perspektywy to, co niejednokrotnie ma wymiar uniwersalny. Widzimy więc przede wszystkim, jak bardzo determinuje miejsce urodzenia i pochodzenie. Kultura i obyczaje mogą mieć moc wyzwalającą, ale i ograniczającą. Przeznaczeniu niekiedy się poddajemy, czasami jednak udaje się zawalczyć o własną wersję swojego życia. Tak w dużym skrócie da się skwitować tę książkę. Niestety, wbrew temu, co twierdzi Caparros, nie jest to piękna próba. Sam pomysł również trudno uznać za oryginalny, ale oczywiście mógłby się on wybronić, gdyby książka była lepiej przemyślana kompozycyjnie i sprawniej napisana literacko. W „Chrobocie” zbyt dużo jest dłużyzn, zbyt dużo niepotrzebnej wzniosłości, zbyt dużo wreszcie silenia się na refleksję o pamięci, gdy tymczasem autorowi tej akurat kwestii nie udaje się za bardzo dotknąć. Nie warto.


Tomasz Michniewicz, Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata, Wyd. Otwarte, Kraków 2018.

czwartek, 15 listopada 2018

Kto czy co? (B.J. King, Osobowość na talerzu. Kim są zwierzęta, które zjadamy?)

Publikacja Barbary J. King z pewnością nie jest typową i przewidywalną książką upominającą się o prawa zwierząt. Nie jest, jeśli bierzemy pod uwagę oryginalność tekstu i jego, tak to ujmijmy, filozoficzny charakter. Owszem, chodzi tutaj o prawa zwierząt, ale przede wszystkim o dostrzeżenie w zwierzęciu podmiotu, a co za tym idzie osobowości. King nie pozostawia złudzeń. Ci, którzy tłumaczą jedzenie zwierząt, ich niższym stopniem rozwoju, są w dużym błędzie. Zwierzęta potrafią nawiązywać trwałe relacje, przeżywać żałobę, kochać, okazywać niechęć, czuć ból i smutek, bać się, okazywać radość. Mało? Chyba nie. Wystarczy. Ale King jest daleka od moralizowania. Nie próbuje przekonywać do drastycznych zmian w jadłospisie, sugeruje raczej potrzebę namysłu, świadomego jedzenia, myślenia o losie tych, którzy trafiają na talerze. To wystarczy, by stopniowo rezygnować z mięsa w stosowanej na co dzień diecie. Przytoczone przez autorkę historie umieszczone są w rozdziałach uporządkowanych tak, by każdy stanowił oddzielną opowieść o konkretnych zwierzętach. King przygląda się więc owadom i pajęczakom, ośmiornicom, rybom, kurom, kozom, krowom, świniom i szympansom. W trakcie lektury bardzo łatwo dostrzec, że podstawowa zmiana, do jakiej delikatnie, ale zdecydowanie zachęca autorka, sprowadza się do upodmiotowienia i dostrzeżenia w tym, co się je, tego, kogo się je. To zmiana fundamentalna, prowadząca nie tylko do uświadomienia sobie szczególnego charakteru zwierząt, ale i przewartościowująca podstawy humanizmu poprzez deklaratywne stawianie w centrum istot żywych, a nie tylko ludzi. Do refleksji.


Barbara J. King, Osobowość na talerzu. Kim są zwierzęta, które zjadamy?, przeł. Adam Pluszka, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

środa, 14 listopada 2018

Życiofilozofowanie (S. Bakewell, Kawiarnia egzystencjalistów. Wolność, Bycie i koktajle morelowe)

Bakewell nie ukrywa, że jej książka jest pokłosiem fascynacji – najpierw tekstami, potem biografiami egzystencjalistów. Nie ukrywa również, iż właśnie ten aspekt – łączenia życia z filozofią, uprawiania filozofii na co dzień, kształtowania własnego życia, także tego prywatnego, według wyznawanych poglądów filozoficznych – interesuje ją najbardziej. Tytułową kawiarnię trzeba więc traktować metaforycznie. Oto w książce Bakewell, jak przy kawiarnianych stolikach, spotykają się najwięksi myśliciele XX wieku – wiodą spory, łączą się w związki, przyjaźnią się, bywają rozczarowani postawami wcześniejszych mentorów, mierzą się w upływem czasu, decydują się na gesty, które określą ich już na zawsze. To łączenie procesu rekonstruowania teorii z codziennym życiem okazuje się wyjątkowo interesujące. Bakewell ma zresztą specyficzny sposób pisania. Przypomina on nieco stylizację na powieść przygodową, a widać to zwłaszcza w nadawanych przez autorkę tytułach rozdziałów. W trakcie lektury jesteśmy w stanie wyodrębnić biografie konkretnych filozofów, ale jednocześnie mamy do czynienia z fascynującym portretem intelektualnym całej grupy. Poszukiwanie wolności, wcielanie w jej życie, mierzenie się w wyzwaniami przynoszonymi przez Wielką Historię (faszyzm i komunizm), wreszcie poczucie konieczności opisywania rzeczywistości i zadawanie jej nieoczywistych pytań stają się wyznacznikami działań bohaterów książki Bakewell. Warto również zatrzymać się przy krótkich analizach dzieł przywoływanych filozofów. Autorka stara się pokazać ich związek z pewnymi faktami z biografii, wzajemne zależności, powody, dla których takie akurat pytanie były dla egzystencjalistów ważne. Szczególnie ciekawe są fragmenty poświęcone „Drugiej płci”. Zaznaczono w nich nie tylko pionierski wymiar publikacji Simone de Beauvoir, ale i jej realny wpływ na życie wielu kobiet.


Sarah Bakewell, Kawiarnia egzystencjalistów. Wolność, Bycie i koktajle morelowe, przeł. Aleksandra Paszkowska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Być dziwnym (M. Kisiel, Małe Licho i tajemnica Niebożątka)

Adresowana do dzieci powieść Marty Kisiel to bardzo ciekawy i udany przykład wykorzystania znanych w literaturze motywów do oswojenia tematów trudnych. Jednocześnie nie ma tutaj moralizatorstwa, nachalnego edukowania, dydaktyzmu, który mógłby być irytującym i samobójczym gestem w stosunku do tekstu. Sposób opowiadania bliski jest stylowi, jaki odnajdziemy w powieściach Astrid Lindgren. Zresztą jedna z powieści szwedzkiej pisarki zostaje przywołana w końcowych partiach utworu. Tytułowe Licho i Niebożątko to nietypowa para przyjaciół – Licho jest Aniołem Stróżem, świetnym towarzyszem zabaw, dobrym kumplem, a Niebożątko to chłopiec o imieniu Bożek, wychowywany przez matkę w domu wuja. W powieści pojawiają się też inne stwory, które nie są widziane przez wszystkich. Wspomniany dom okazuje się twierdzą, która do pewnego momentu wystarcza Bożkowi i jego przyjaciołom z innego świata. W pewnym momencie zapada jednak decyzja, że chłopiec powinien spotykać się z rówieśnikami. Bożek zaczyna więc chodzić do szkoły, co staje się prawdziwą rewolucją w skrzypiącym, szeleszczącym, pełnym dziwnych stworzeń i nie mniej dziwnych ludzi domu. Po pierwsze dochodzi do zderzenia tego, co prywatne, z tym, co publiczne – wiedza zdobywana przez Bożka do tej pory jest zdecydowanie na ponadprzeciętnym poziomie, problem w tym, że chłopiec kompletnie nie orientuje się w tym, co lubią jego rówieśnicy, w pewnym więc sensie musi się uczyć nowego świata. Po drugie mamy do czynienia z ciekawie poprowadzoną opowieścią o normalności i dziwności – Kisiel bardzo zgrabnie, przekonująco i mądrze staje po tej drugiej stronie, pokazując, że odmienności nie wolno się wstydzić, a bycie dziwnym jest tym, co pozytywnie wyróżnia, a nie stygmatyzuje. Po trzecie wreszcie – pojawia się w tej historii pewna tajemnica rodzinna, która zaprowadzi nas aż w zaświaty. Co z tego wyniknie, nie będę zdradzała. Warto jednak zauważyć, że i w kontekście takich tematów jak pamięć, tęsknota, śmierć, przyjaźń oraz miłość powieść wybrzmiewa bardzo interesująco.


Marta Kisiel, Małe Licho i tajemnica Niebożątka, ilustracje: Paulina Wyrt, Wyd. Wilga, Warszawa 2018. 

niedziela, 11 listopada 2018

Trucizna (B. Bellová, Jezioro)

Powieść czeskiej pisarki utrzymana jest w konwencji mrocznej baśni, dla której nie ma dobrego zakończenia. To przejmująca historia o tajemnicy – najpierw powiązanej z wierzeniami w magiczną siłę Ducha Jeziora, potem wpisanej w czyny zwykłych ludzi, którzy okazują swoje mało przyjazne oblicze. Jak przeczytamy na okładce: „Inspiracją dla autorki była historia Jeziora Aralskiego”. Jeśli przypomnimy sobie reportaż Bartka Sabeli opowiadający o tym właśnie miejscu i jego porównanie tętniącego wcześniej życiem obszaru do naznaczonego śmiercią i rozkładającego się stworzenia, szybko odkryjemy, iż tytułowe jezioro okazuje się bardzo sugestywną metaforą wszystkiego, co ostateczne. To w wodach jeziora mały Nami uczy się, że musi walczyć o życie, to nad brzegami jeziora dostaje lekcję, iż tchórzostwo niszczy nienazwaną jeszcze miłość, to wody jeziora pochłoną dziadka i babkę chłopca i to one staną się wielkim cmentarzem, to taplając się w jeziorze dorosły Nami zmierzy się z mężczyzną, który próbuje go sobie podporządkować, to jezioro wreszcie będzie świadkiem najpierw spotkania z matką po latach, potem odkrycia tego, jak bardzo fałszywe jest wszystko, co z jeziorem się łączy. Bellová znakomicie wykorzystuje typowe dla powieści inicjacyjnej motywy porzucenia rodzinnej miejscowości, wyzwań, jakie stawia duże miasto, wreszcie konieczności powrotu tam, gdzie jest początek, aby pewien etap móc w ten sposób zakończyć. Mamy do czynienia z prozą mocną, w mroczny sposób poetycką i malowniczą, bliską przypowieści, baśni i legendzie, ale i bardzo spójną oraz przemyślaną, jeśli chodzi o przesłanie. A to okazuje się dalekie od happy endu. Sprowadza się bowiem do przekonania, że czasami to, co wyczekane i wytęsknione, może rozczarować, uderzyć kłamstwem, potwierdzić samotność i brak szansy na zakorzenienie. Bardzo dobre.


Bianca Bellová, Jezioro, przeł. Anna Radwan-Żbikowska, Wyd. Afera, Wrocław 2018. 

sobota, 10 listopada 2018

Prawdopodobieństwo (Z. Bauman, T. Leoncini, Płynne pokolenie)

Książkę opatrzono informacją: „Ostatnie dzieło jednego z największych intelektualistów naszych czasów”. Tymczasem publikacja ta ma w sobie coś, co można by nazwać pretekstowością – inspiruje więc do dalszych poszukiwań, odsyła skojarzeniowo do wcześniejszych utworów Baumana, udowadnia jak bardzo wybitny badacz do końca interesował się tym, co nowe i co zmienia świat wokół nas. Jednocześnie widać w „Płynnym pokoleniu” ową schyłkowość. Leoncini w refleksji umieszczonej na końcu książki nie tylko jest pod wrażeniem porozumienia łączącego go z Baumanem mimo dużej różnicy wieku, ale i przypomina sobie rytm pisania, który w pewnym momencie został zdeterminowany przez odchodzenie autora „Ponowoczesności jako źródła cierpień”. W efekcie rozmowa między autorami ma w sobie duży potencjał, ale nie do końca wykorzystany. Czuje się, że gdyby los pozwolił, dyskusje byłyby bardziej pogłębione i rozbudowane. Nie świadczy to źle o książce, jednak na pewno rozpoczynanie przygody z twórczością Baumana od „Płynnego pokolenia” nie będzie dobrym pomysłem. To raczej tytuł uzupełniający, dopowiadający, dopisujący pewne rzeczy na marginesie utworów już powstałych, niż dzieło skończone. Baumana i Leonciniego interesuje współczesność. Skupiają się na trzech wiodących kwestiach – przemianach skóry, przemianach agresywności i przemianach seksu i miłości. W pierwszym przypadku możemy się natknąć na interesujące refleksje dotyczące tatuaży i innych sposobów znakowania ciała. Praktyki te stają się deklaracją indywidualności oraz ujawnieniem stanu posiadania, przestają być czymś ukrywanym i rzadkim, a są eksponowane i powszechne. W kontekście agresji bardzo mocno zostaje zaakcentowany fakt niewytłumaczalności zła i tego, że niejednokrotnie zło dzieje się bez powodu, bez uzasadnienia, bez umocowania w narracji przyczynowo-skutkowej. Seks okazuje się natomiast pretekstem do refleksji związanej z Internetem i zmianą modelu relacji. To, co stałe, zastępowane bywa świadomie wybieraną tymczasowością. Cały czas chodzi też o uprawdopodobnienie siebie.


Zygmunt Bauman, Thomas Leoncini, Płynne pokolenie, przeł. Szymon Żuchowski, Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2018. 

wtorek, 6 listopada 2018

Dzisiaj pytaniem o jutro (N. Orrenius, Strzały w Kopenhadze)

Reportaż Orreniusa to bardzo interesujący przykład połączenia z jednej strony opowieści typowo reporterskiej zakorzenionej w miejscu, czasie i wydarzeniach, z drugiej przedstawiania historii tak, że kluczowe stają się pytania o charakterze uniwersalnym. Mówiąc inaczej, choć dziennikarz opowiada o kryzysie doświadczanym przez państwa skandynawskie, to tak naprawdę portretowane przez niego kwestie okazują się istotne także w kontekście realiów funkcjonujących w innych krajach. Takie problemy, jak wolność słowa, współistnienie kultur, chęć dominacji jednej kultury/religii nad drugą, mierzenie się władz z kryzysem, radykalizacja poglądów wśród imigrantów czy gotowość domagania się prawa do pokojowego współistnienia tych, którzy się różnią, ale umieją się szanować, dotyczą nie tylko opisywanego w reportażu rejonu. Na uwagę zasługuje bardzo interesująco rozpisany temat postulatu ograniczeń lub ich braku w przypadku działań artystycznych. Nie bez powodu, oczywiście, ten problem zostaje poruszony, bo kluczowym punktem odniesienia stają się słynna sprawa opublikowania w prasie karykatur Mahometa i długofalowych konsekwencji tego czynu. Orrenius uczciwie, z precyzją, punktując wady i zalety, opisuje podobieństwa i różnice między Szwedami a Duńczykami. To jeden z ciekawszych wątków poruszonych w książce, umiejętność wskazania tego wszystkiego, co składa się na potencjalny sukces lub porażkę w walce z niespodziewanym kryzysem. Reporter radzi sobie również bardzo dobrze z wątkiem autobiograficznym. Mamy tu bowiem nie tylko portret artysty, który staje się obiektem zainteresowania ekstremistów, czy społeczeństwa skażonego fanatyzmem niektórych swoich członków, ale i dziennikarza, który również zostaje potraktowany jako przedstawiciel jednej ze stron sporu.


Niklas Orrenius, Strzały w Kopenhadze, przeł. Katarzyna Tubylewicz, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018. 

poniedziałek, 5 listopada 2018

Między wtórnością a inspiracją (S. Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością)

Książka Reynoldsa to ciekawy przykład pisarstwa zaangażowanego, łączącego znakomite praktyczne rozeznanie w temacie z umiejętnością teoretycznego namysłu nad analizowanym materiałem badawczym. Autor z pasją opowiada o konkretnych przykładach dotyczących czerpania z przeszłości, zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę, i konsekwencjach takich, odwołujących się do nostalgii, inspiracji. Zresztą kwestia twórczego wykorzystania tego, co już było, nie zostaje wcale przedstawiona jako gest niewinny w swojej wymowie, wręcz przeciwnie, zaakcentowano dominację komercji, poddawanie się modom i rezygnację z buntu na rzecz tego, co się dobrze sprzeda. W pewnym więc sensie opowieść tę można z powodzeniem czytać jako zapis nieustannie toczonej walki idei. To, co było jest sprawdzone, w pewnym więc sensie daje gwarancję sukcesu, ale i bywa pójściem na łatwiznę. Reynolds nie traci z oczu różnego rodzaju uwikłań, ale jednocześnie obok narracji krytycznej pojawia się też tutaj szereg kwestii, które da się potraktować jako ważne pytania dotyczące przyszłości. Znakomite podsumowania różnego rodzaju projektów muzycznych zostają usytuowane w szerszym kontekście socjologiczno-kulturowym, w efekcie dowiadujemy się wiele nie tylko o muzykach czy ich projektach, ale i o – tak to ujmijmy – epoce i jej obyczajach. Reynolds wierzy w przyszłość jako stymulator nadzwyczajnej energii, to właśnie w owej energii upatruje chęć, możliwość i gotowość tworzenia, a nie tylko zapożyczania i korzystania z osiągnięć innych. Do refleksji.


Simon Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością, przeł. Filip Łobodziński, Wyd. Kosmos Kosmos, Warszawa 2018.

niedziela, 4 listopada 2018

Bez odwrotu (É. Louis, Historia przemocy)

Ta niewielka objętościowo książka ma w sobie ogromną siłę rażenia. Pozornie banalna historia o nocnym spotkaniu, które kończy się w łóżku, a potem przy rozstaniu przeradza się w realne zagrożenie, mogłaby być jeszcze jedną opowieścią o rozczarowaniu, zawiedzionym zaufaniu, przypadkowym seksie i konieczności przepracowania własnego błędu. Mogłaby, ale nie jest. Louisowi udaje się bowiem nie tylko opowiedzieć o cierpieniu związanym z całkowitym otwarciem się na drugiego człowieka, który ostatecznie rani i upokarza, wywracając całkowicie to wszystko, co wydawało się czytelne i rozpoznane. Jego historia staje się również gwałtowną, bo w żaden sposób niezaplanowaną i nieprzewidzianą próbą wiwisekcji na samym sobie. Bohater z pozycji mężczyzny, który jest uwodzony, wabiony, zdobywany, przechodzi na pozycję ofiary. Jest upodlony, gwałcony, poniżony. Próbuje zrozumieć to, co się stało, ale racjonalność i logika przegrywają z absurdem i brutalnością agresji i przemocy. Szukanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego mnie to dotknęło, ostatecznie prowadzi do kłopotliwego i podtrzymującego bezsilność stwierdzenia, że nie da się tak po prostu wyjaśnić tego, co się stało. W tle cały czas obecna jest też kwestia związana ze zniszczeniem jako konsekwencją przemocy. Tego, co zostało zdruzgotane, nie można odbudować na takich samych zasadach wcześniej, trzeba znaleźć nowy sposób funkcjonowania w rzeczywistości, coś, co będzie w stanie zagospodarować miejsce między pamięcią a zapomnieniem, drogę wcześniej nieznaną i budzącą lęk swoją obcością. Louis pokazuje, że przemoc niszczy, ale i zasiewa ziarno walki. To od ofiary ostatecznie zależy, czy spróbuje zmierzyć się ze swoim największym wrogiem – już nie agresorem, ale sobą. Warto.


Édouard Louis, Historia przemocy, przeł. Joanna Polachowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2018.

poniedziałek, 29 października 2018

Tożsamość (E. Smechowski, My, superimigranci)

Książka Emilii Smechowski może się okazać ciekawym pretekstem do dyskusji na temat kwestii gatunkowych. Na okładce znajduje się bowiem wyeksponowane określenie reportaż. W trakcie lektury szybko jednak orientujemy się, że bliżej tej książce do relacji typowo autobiograficznej niż do reportażu właśnie. Autorka stawia bowiem na własne wspomnienia, eksponuje przede wszystkim swoją biografię, rzadko kiedy próbuje stawiać na uniwersalizację doświadczeń. Owszem, możemy stwierdzić, iż przeżycia dziennikarki związane z wyjazdem z Polski na stałe w dzieciństwie w latach osiemdziesiątych XX wieku, ma w sobie coś, co jest typowe dla całego pokolenia imigrantów. Nie bez powodu też mamy tutaj do czynienia z mocno wyeksponowanymi momentami, które choć opisane na przykładzie własnej rodziny, na pewno się powtarzały. Mam tu na myśli przede wszystkim fakt opuszczenia kraju po kryjomu, przekonanie, iż spotkanie z rodziną, która została w kraju, nie będzie już możliwe, unikanie mówienia po polsku, kompleksy pokolenia rodziców i różnice tożsamościowe między rodzicami, dziećmi a wnukami. Autorka ciekawie rozgrywa tę ostatnią kwestię za pomocą opowieści o stosunku do ojczystego języka. Można by powiedzieć, że najmłodsze pokolenie otwiera się na dumę z tego, co wcześniej było wstydliwe i stygmatyzujące. Zrekonstruowanie tego procesu to największa zaleta publikacji Smiechowski.



Emilia Smechowski, My, superimigranci, przeł. Bartosz Nowacki, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

niedziela, 28 października 2018

Poszukiwanie (C. Goenawan, Deszczowe ptaki)

Debiutancka powieść Goenawan porównywana jest m.in. do twórczości Murakamiego. Pewne podobieństwo faktycznie można dostrzec, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę klimat towarzyszący opisywanym wydarzeniom. Autorka proponuje łączenie tego, co niekoniecznie realne, bliższe snom i wyobrażeniom, a nawet częściowo magii, z tym, co okazuje się mocno zakorzenione w istniejącej rzeczywistości. Akcja powieści rozgrywa się w Japonii. Ważną opozycją okazuje się przeciwstawienie sobie wielkiego miasta (Tokio) i prowincji (Akakawa). Książka Goenawan zaczyna się jak kryminał, mamy bowiem na początku informację o brutalnym morderstwie siostry głównego bohatera. Mężczyzna postanowi pójść śladami siostry, by uzyskać kilka odpowiedzi i by dowiedzieć się, kim tak naprawdę bywa. Prowadzone przez niego śledztwo niewiele jednak będzie miało wspólnego z działaniami prywatnego detektywa. Stanie się raczej okazją do intymnego wejrzenia we własną przeszłość, losy własnej rodziny, historię własnych relacji z innymi ludźmi. Będziemy zatem świadkami odejścia od gatunku kryminału i thrillera na rzecz powieści obyczajowej i psychologicznej – w konwencji literatury środka i w całkiem interesującej wersji.



Clarissa Goenawan, Deszczowe ptaki, przeł. Ewa Kleszcz, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

sobota, 27 października 2018

Przyjaźń (S. Lem, E. Lipska, T. Lem, Boli tylko, gdy się śmieję… Listy i rozmowy)

Książka podzielona jest na trzy części – pierwsza to korespondencja Stanisława Lema i Ewy Lipskiej, druga listy wymieniane między Ewą Lipską a Tomaszem Lemem, trzecia to zapis rozmów między Ewą Lipską a Stanisławem Lemem. Nie bez powodu akcentuję to, co bez problemu można znaleźć w spisie treści. Bardzo ważna okazuje się bowiem jedna cecha tej publikacji – niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z opublikowanym wywiadem, czy z korespondencją najpierw bardziej oficjalną, później odsłaniającą zacieśnienie przyjacielskich relacji, tak naprawdę cały czas chodzi o rozmowę. Czasami o rzeczach błahych, często o codzienności, nieraz o sprawach fundamentalnych, choć zawsze bez patosu i przesady. Zarówno w listach Ewy Lipskiej do Stanisława Lema, jak i do jego syna, bardzo mocno widać troskę, opiekuńczość, chęć rozmowy o pisarskiej zwyczajności, wreszcie próbę zaczarowania dowcipem i akceptacją kulturowych różnic między komunistyczną Polską a Zachodem. Ta ostatnia kwestia wyłania się jakby mimochodem, niechcący, przy okazji, ale jednocześnie wybrzmiewa mocno poprzez ginące listy, konieczność zaznaczania ciągłości korespondencji, różnice cywilizacyjne i fenomen życia literackiego. Wspomnianej specyfice czasów i miejsca, z którego się mówi, możemy przyglądać się z pozycji Krakowa (narracja Ewy Lipskiej), Wiednia (opowieść Stanisława Lema) i Stanów Zjednoczonych (relacje ze studiów w wydaniu Tomasza Lema). Książkę tę czyta się więc nie tylko jako zapis przyjaźni, ale i wyimek z biografii oraz portret epoki, wart uwagi i namysłu, bo jako świadectwo nie do powtórzenia.


Stanisław Lem, Ewa Lipska, Tomasz Lem, Boli tylko, gdy się śmieję… Listy i rozmowy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

poniedziałek, 22 października 2018

Powroty (J. Hugo-Bader, Audyt)

Reportaże dokumentujące czas tuż po transformacji ustrojowej to lektura ciekawa. Nie zawsze jednak z tego powodu, że tekstom powstałym przed laty udało się przetrwać próbę czasu. Zdarza się bowiem, że zainteresowanie budzi to, co wydaje się reporterską przesadą, z perspektywy teraźniejszości szczególnie mocno drażniącą. Książka Jacka Hugo-Badera to, niestety, ten drugi przypadek. Jeśli weźmiemy pod uwagę reportaże Mariusza Szczygła, Pawła Smoleńskiego, Włodzimierza Nowaka (wymieniam tu tylko kilka nazwisk) dotyczące tego samego okresu i czytane ponownie dzisiaj, to teksty autora „Białej gorączki” nie wypadają w tym porównaniu najlepiej. Owszem, reporter miał świetny pomysł na tytuł – „wracam i sprawdzam, jakie były dalsze losy moich bohaterów” opisane jako „audyt” to strzał w dziesiątkę. Niestety, lektura tekstów zebranych w tom reportaży przynosi duże rozczarowanie. Tym najbardziej podstawowym jest nadmierna obecność Hugo-Badera w poszczególnych opowieściach. To, oczywiście, jego dobrze znana maniera, która jednak w tym wypadku zdecydowanie się nie broni – wybrzmiewa pretensjonalnie, nazbyt hierarchicznie, niekiedy lekceważąco w stosunku do bohaterów. Różnego rodzaju niezręczności wynikających z nazbyt dużego zapatrzenia w siebie jest w książce dość dużo, a wśród nich jedna wyjątkowo kuriozalna o rzekomo typowo męskim marzeniu o molestowaniu kobiety i „zapuszczaniu obcej babie spoconej łapy w majtki” (s. 288). Hugo-Bader próbuje być rubaszny w sytuacjach, w których oczekiwalibyśmy od reportera jednak dużo mniej żenujących komentarzy. Razi też brak adnotacji na końcu książki, informującej o miejscu pierwodruku zebranych w tomie tekstów. Rezygnacja z tej podstawowej, wydawałoby się informacji, dziwi, bo skoro decydują się na to czołowe polskie wydawnictwa, czegóż oczekiwać od tych mniejszych.


Jacek Hugo-Bader, Audyt, Wyd. Agora, Warszawa 2018.

niedziela, 21 października 2018

Podróże niekonieczne (R. Rient, Przebłysk)

Już w „Świadku” Robert Rient zdecydował się na ryzykowny gest rozegrania opowieści swoją autobiografią. Poznajemy więc z jednej strony przeżycia autora, z drugiej otrzymujemy świetny reportaż o Świadkach Jehowy. Oryginalnie rozpisany został wówczas bohater i narrator tekstu. Literacko pomysł ten jest wart uwagi. Niestety, w „Duchach Jeremiego” doszły do głosu te cechy pisarstwa autora, które znacznie obniżyły jakość proponowanego czytelnikom utworu, a mianowicie pretensjonalność, sentymentalizm i to, co można by nazwać, popholocaustowym kiczem. Sięgając po „Przebłysk” byłam bardzo ciekawa, w którym kierunku tym razem pójdzie autor. Liczyłam na to, że kontynuować raczej będzie dobrą tradycję ze „Świadka”, niż operowanie banałem, które zdominowało „Duchy Jeremiego”. Tak się jednak nie stało. Punkt wyjścia opowiedzianej w „Przebłysku” historii jest mało zaskakujący. Oto autor postanawia zostawić wszystko, co ma, i ruszyć w podróż do odległych miejsc na świecie po to, by spróbować odnaleźć siebie. Operowanie schematem, że pewne rzeczy będące najbliżej, bywają najmniej widoczne, i nie zawsze trzeba szukać daleko, by odkryć sprawy fundamentalne, jest tak naprawdę banałem. Odwiedzane przez Rienta miejsca kwitowane są krótkimi i powierzchownymi charakterystykami. Świat odwiedzany prezentowany jest zwykle jako egzotyczny, a refleksje autora na swój temat w zamyśle mają być oryginalne. Taki sposób opisywania rzeczywistości jest jednak mocno anachroniczny – ani bowiem miejsca przez Rienta opisywane nie są tak niesamowite, ani tym bardziej nie okazują się takie przemyślenia reportera. „Przebłysk” to książka nieprzemyślana, naiwna, egzaltowana, nieco nawet infantylna w swoim przekazie. Przypomina popularny poradnik psychologiczny, na który bardziej reagujemy ironicznym uśmiechem, niż szukamy w nim faktycznie przydatnych porad. Swoją stylistyką jest również bliska powieściom Paulo Coelho. Lektura zbędna.


Robert Rient, Przebłysk. Dookoła świata, dookoła siebie, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

piątek, 19 października 2018

Stwarzanie (M. Isikoff, D. Corn, Rosyjska ruletka)

Książka Isikoffa i Corna to przykład dziennikarstwa zaangażowanego, dociekliwego, skupionego na konsekwencjach politycznych i ekonomicznych sojuszy, wreszcie świadomego tego, że wielkie skandale rozgrywają się w czasie, mają bowiem swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Skandal, który interesuje autorów, jeszcze nie ma finału i fakt, że nadal możemy obserwować jego rozwój, okazuje się wyjątkowo ciekawy. Perspektywa reporterska łączy się w przypadku tej opowieści ze świetną analizą medioznawczą i socjologiczno-kulturową. Autorzy umieją rekonstruować wydarzenia w taki sposób, by uwzględnić wielość kontekstów, nie stracić z oczu głównego wątku, zachować umiar między uogólnieniem a dbaniem o szczegół, a także trzymać czytelnika w napięciu. „Rosyjską ruletkę” czyta się jak dobry kryminał, thriller polityczny i powieść sensacyjną w jednym. Isikoffowi i Cornowi udaje się pokazać, jak na naszych oczach stwarzana jest nowa rzeczywistość – nowych reguł komunikowania się polityków, nowych reguł zwalczania przeciwników, nowych reguł wykorzystywania mediów społecznościowych i nowego języka, dla którego pewne obowiązujące dotychczas normy stają się czymś należącym do przeszłości. Jednocześnie warto zwrócić uwagę na precyzję dokumentowania przytaczanych faktów i zaakcentowanie roli pełnionej przez dziennikarzy śledczych – tych, którzy zadają niewygodne pytania, szukają odpowiedzi, nie dają się zbyć banałami. To także historia Wielkiej Wojny między mocarstwami, dla których punktem odniesienia staje się nie tylko konkurowanie o wpływy i eliminowanie niewygodnych oponentów, ale i udawanie, przeżywanie i odgrywanie przyjaźni ogłaszanej entuzjastycznie na Twitterze. Warto.


Michael Isikoff, David Corn, Rosyjska ruletka. Jak Putin zhakował Amerykę i wygrał wybory za Donalda Trumpa, przeł. Barbara Gadomska, Wyd. Agora, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

piątek, 12 października 2018

Plotka (E. Strout, Trwaj przy mnie)

Akcja „Trwaj przy mnie” rozgrywa się w 1959 roku na amerykańskiej prowincji. Atmosfera panująca w miasteczku przywodzi na myśl klimat wiktoriańskiej powieści. Mamy więc małą, zamkniętą społeczność, mamy pastora i jego atrakcyjną małżonkę, którzy zostają poddani surowej ocenie parafian, mamy spotykające się i chętnie obmawiające innych kobiety oraz wtórujących im w obmowie mężczyzn, mamy niechęć do inności, mamy wreszcie upodobanie do pozorów i chęć decydowania o cudzym losie wtedy, gdy dochodzi do sytuacji szczególnej. Autorce udaje się pokazać samotność człowieka mierzącego się z żałobą i nieujawnianym publicznie dramatem. Jednocześnie mężczyzna poddany zostaje krytyce. Warto zwrócić uwagę na momenty, w których Strout udaje się uchwycić moment stwarzania plotki. To zwykle chwile niewłaściwego odczytania emocji, źle zinterpretowanej reakcji, niespełnienia oczekiwań, łatwości konfabulowania i zyskiwania w ten sposób na atrakcyjności. Pozornie niewinne sytuacje okazują się dużo poważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Raptem wychodzi bowiem na jaw, że tego, co zostało uruchomione, nie da się tak po prostu zatrzymać. Powieść Strout to także interesująca wersja powieści inicjacyjnej, dla której punktem odniesienia jest nienawiść, zawiść, złość. To właśnie do tych negatywnych emocji dorastają bohaterowie, by następnie spróbować doświadczyć przebaczenia i zapomnienia. „Trwaj przy mnie” można również uznać za książkę o przeżywaniu żałoby. Jesteśmy bowiem świadkami umierania złudzeń, umierania miłości, umierania wspólnoty, dla których wielkim wyzwaniem staje się odkrycie, że jest jeszcze inne, dobre życie.

Elizabeth Strout, Trwaj przy mnie, przeł. Ewa Westwalewicz-Mogilska, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2018.

[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

środa, 10 października 2018

Dowód pamięci (Z. Białas, Rutka)

Powieść Zbigniewa Białasa w sposób oczywisty nasuwa skojarzenia z dziennikiem Anny Frank. W przypadku tytułowej Rutki mamy również do czynienia z zapiskami, które powstawały w cieniu Zagłady. Jednak sprowadzenie tej opowieści do takiego właśnie porównania byłoby nazbyt upraszczające. Białasowi udaje się bowiem zaświadczyć o losie, miejscu i ludziach szczególnych. Nie powtórzenie jest więc tutaj w sensie literackim ważne. Autor akcentując pewne powtarzalne elementy biografii Żydów, jednocześnie bardzo mocno kładzie nacisk na konieczność i potrzebę opowiadania o grupach i jednostkach tak, jakby ów dramat nie do pojęcia przydarzył się tylko im. To ważna perspektywa. Białas daleki jest od epatowania okrucieństwem, udaje mu się uniknąć tak częstego przy fabularyzowaniu faktów kiczu (obecny jest on chociażby w „Tatuażyście z Auschwitz”), jest – tak można powiedzieć – delikatny, dyskretny, chętny do włączenia w rytm pamiętania tego, co nie jest powszechnie znane i ma wymiar lokalny. „Rutka” jest bowiem nie tylko opowieścią o tytułowej dziewczynce, Żydówce, która przestaje być dzieckiem, a swoje nastoletnie odkrywanie świata musi przeżywać w bliskim sąsiedztwie coraz bardziej zachłannej na wszystko i wszystkich śmierci. Powieść Białasa okazuje się również, a może przede wszystkim, elegią na śmierć miejsca. To książka, która ożywia nieistniejący już świat będzińskich Żydów. To historia zaświadczająca o istnieniu i życiu wbrew śmierci i nicości, które w tym przypadku zatriumfowały. Nie będzie więc tutaj ani fabuły trzymającej w napięciu, ani happy endu. Szczęśliwego zakończenia zwykle przecież nie było. Opowiedzenie o istnieniu jest gestem towarzyszenia, dowodem pamiętania i chęcią stawienia czoła zapomnieniu. Inicjacja w dorosłe życie zamienia się w inicjację w umieranie.

Zbigniew Białas, Rutka, Wydawnictwo MG, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

środa, 3 października 2018

Nostalgicznie (A. Arno, Ten kraj)

„Ten kraj” to publikacja, którą z powodzeniem można czytać równolegle do takich utworów jak na przykład „Znaki szczególne” Pauliny Wilk czy „Duchologia” Olgi Drendy. Autorkę interesuje świat, którego już nie ma, a który jednak ciągle jest – w pamięci, we wspomnieniach, w obrazach dzieciństwa, w poczuciu doświadczenia wspólnoty pokoleniowej, w polskości jako przeszłości. Nie bez powodu w tytule zostaje zaakcentowany „ten kraj”. Ze sformułowaniem tym wiąże się bowiem to, co określa, stanowi część tożsamości, rodzi oczywiste i łatwo rozpoznawalne skojarzenia, ale i to, co odpycha, drażni, kojarzy się źle za sprawą negatywnych w swoim wydźwięku obrazów, zapachów, smaków. „Ten kraj” to opowieść o Polsce, ale tej intymnej, prywatnej, (auto)biograficznej. Autorka proponuje czytelnikom historię składającą się z kolejnych, następujących po sobie, impresji prozatorsko-eseistycznych. To z tych miniobrazów układana jest panorama szczegółów, dla których „tego już nie ma” i „to już znika” mogłyby być definiującymi określeniami. Arno nie próbuje zaskoczyć czytelnika i nie mam wcale na myśli eksperymentów formalnych czy fabularnych. I może to jest największą wadą jej prozy. Ładnie napisane, ładnie opowiedziane, ale dobrze znane – tak trzeba skwitować tę publikację.


Anna Arno, Ten kraj, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

niedziela, 30 września 2018

Pożegnanie (L. Ullmann, Niespokojni)

Autobiograficzna opowieść Linn Ullmann to interesujące i bardzo osobiste uzupełnienie życiorysu Ingmara Bergmana i Liv Ullmann. Autorka nie próbuje gloryfikować swojej rodziny, nie wymazuje z prezentowanej historii tego, co smutne i nieprzyjemne, raczej usiłuje poradzić sobie sama ze smutkiem, niż tworzyć pochwałę czegoś, co nie istniało. Warto zauważyć ciekawą formę, jaką mają „Niespokojni”. To z jednej strony wspomnienia, niemal intymny pamiętnikarski zapis, pożegnanie i przepracowywanie żałoby, z drugiej typowo dziennikarska i pisarska praca z tekstem, dzielenie się tym, co problematyczne w kontekście nagranych rozmów z ojcem, akcentowanie dwuznaczności ról w kontekście wywiadu córki z ojcem, wreszcie świadomość sławy otaczającej ojca i matkę oraz konsekwencji z niej wynikających. Bardzo znaczące dla całej historii okazuje się zdanie, że autorka nigdy nie była córką obojga rodziców, zawsze funkcjonowała jako dziecko jednego z nich, nigdy więc nie tworzyli rodziny. Linn Ullmann unika sentymentalizmu, daleka jest od egzaltacji, nie epatuje emocjonalnością. Stawia raczej na dyskrecję uczuciową, choć jednocześnie jest bezpośrednia. Umie pokazać swoją samotność, choć jednocześnie nie zaprzecza istniejącej więzi z matką i z ojcem. Widzi pewne symboliczne momenty, umie wskazać to wszystko, co wydarzywszy się po raz pierwszy, było tak naprawdę zapowiedzią katastrofy. Taka perspektywa okazuje się bardzo ciekawa i ładnie wydobywa zależności między młodością a starością, dojrzałością a naiwnością, pamięcią i przemijaniem, żalem i ulgą.


Linn Ullmann, Niespokojni, przeł. Iwona Zimnicka, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

wtorek, 25 września 2018

Wolność czy niewola (I. Żukowska, Fałszywa nuta)

„Fałszywa nuta” Izabeli Żukowskiej to w pewnym sensie powieść podobna do wcześniejszych, bardzo udanych „Skaz”. Autorka podobnie jak we wspomnianej sadze ważnym punktem odniesienia czyni przedwojenny Gdańsk tuż przed dojściem Hitlera do władzy. Obok wątku historycznego pojawi się także wątek współczesny. Istotnym punktem odniesienia będzie muzyka. Odegra ona co najmniej podwójną rolę – pozostanie siłą uwodzącą ludzi oraz synonimem wolności, okaże się również źródłem zła, przemocy i zdrady. O ile w „Skazach” autorka starała się oddać ówczesne realia i pokazać, jak różne mogły być ludzkie wybory w chwili próby, o tyle w przypadku „Fałszywej nuty” pojawia się wątek – tak to nazwijmy – paranormalny. Oto bohaterowie spotykają na swojej drodze pewną postać, nie są do końca pewni, czy się im przyśniła, czy widzieli ją naprawdę, jedno jest pewne – osoba ta wodzi ich na pokuszenie. I właśnie ten pomysł jest zdecydowanie chybiony. Sprawia wrażenie sztucznie włączonego do opowieści po to, by łatwo rozwiązać problemy związane z budowaniem fabuły. Szkoda, że autorka zdecydowała się na takie akurat rozwiązanie, zwłaszcza że zarówno pierwsza część książki dotycząca pewnej tajemnicy sprzed lat i pokazująca niebezpieczne wplątanie się bohaterki w trudne relacje między ojcem a synem, jak i druga skoncentrowana na pewnym śledztwie związanym z wcześniejszymi wydarzeniami mają w sobie potencjał. Powieść wybrzmiałaby też dużo efektowniej, gdyby była dłuższa. Jest ciekawą wersją inicjacji w dojrzałość, w świadomość siebie, w wierność ideałom, tyle że nazbyt powierzchownie rozrysowaną.

Izabela Żukowska, Fałszywa nuta, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

poniedziałek, 24 września 2018

Bezgranicznie (J. Franco, Rosario Tijeras)

Czytelnik polski mógł wcześniej poznać także dwie inne powieści Franco – „Paraiso Travel” (wydawnictwo Czarne), znakomity portret rzeczywistości ludzi nielegalnie przekraczających granicę, żyjących na emigracji, skazanych na rodzaj nieistnienia, oraz „Dziką bestię” (Prószyński i S-ka), równie intrygujące studium szaleństwa, obsesji, dwóch światów, których nie można pogodzić, choć się wzajemnie przyciągają. „Rosario Tijeras” to chyba najsłynniejsza powieść Kolumbijczyka – na jej podstawie powstał film oraz wieloodcinkowy serial telewizyjny. Dobrze, że ją wznowiono (pierwsze wydanie - wydawnictwo Czarne). Powieść tę można z powodzeniem czytać równolegle z „Królową Południa” Artura Pereza-Reverte. To biografia tytułowej kobiety – niepokornej, bezwzględnej, tajemniczej, świetnie się odnajdującej w przestępczym światku, kruchej, ale i wyjątkowo silnej, wulgarnej i wymagającej troski, pełnej sprzeczności. Rosario jest niewinna w swoim skalaniu złem z racji miejsca urodzenia i konieczności odnalezienia się w męskim brutalnym świecie, ale i naznaczona winą jednocześnie – umie manipulować, umie zabijać, wie, że w chwili krytycznej nie może się cofać, nie ogląda się więc za siebie nawet wówczas, gdy za nią pozostają zgliszcza. Powieść Franco jest nie tylko namiętnym wyznaniem miłości, ale i pełną emocji deklaracją bezradności i bezsilności. To także opowieść o męskiej przyjaźni, dla której egzaminem staje się uczucie do kobiety. Opowieść o Rosario jest melodramatyczna w tonie, egzaltowana, przesadna, daleka jednak od kiczu. Autor doskonale panuje nad wyznaniem, oskarżeniem, skargą i spowiedzią bohatera. Warto.


Jorge Franco, Rosario Tijeras, przeł. Tomasz Pindel, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.

niedziela, 23 września 2018

Świat podporządkowany (K. Oprzędek, Łaskoci)

Konrad Oprzędek zdecydował się na gest ryzykowny. Jako autor świetnej książki reporterskiej „Polak sprzeda zmysły” postanowił spróbować sił w prozie. Wspominam o ryzyku, bo to, że reporter pisze dobre teksty z kręgu literatury non-fiction, wcale nie oznacza, że równie łatwo odnajdzie się w rzeczywistości opartej na konfabulacji. Na szczęście w tym wypadku możemy zdecydowanie stwierdzić, że się udało. Oprzędek ma więc na swoim koncie i bardzo dobry debiut reporterski, i znakomity prozatorski. „Łaskoci” to bardzo ciekawa powieść, zapadająca w pamięć, bardzo sensualna, jeśli chodzi o opis portretowanego świata, metaforyczna w wymowie, mocna w przekazie. Na uwagę zasługuje już niebanalny tytuł i to, co autor wokół tego słowa buduje na kartach swojej książki. Mamy więc rzeczywistość istniejącą jakby poza czasem i poza konkretem, dla której świat na zewnątrz mimo wszystko okazuje się tym, z czym konkurują mieszkańcy wioski. Mamy codzienność naznaczoną grozą ostateczności, brutalnością kontaktów międzyludzkich i jednocześnie intuicyjnym pamiętaniem zupełnie innych relacji, które łączą ludzi. Jest też sen, a właściwie jego brak, stający się mechanizmem napędzającym kolejne wydarzenia. Gra toczy się o władzę i o panowanie nad ludzkimi duszami, o możliwość użycia przemocy i jej kontrolowania, o fałszywe uznanie, że podporządkowanie sobie kogoś, jest czymś, co przemocy się wymyka, a więc o zaakceptowanie dominującego wpływu kłamstwa. W jaki sposób zdominować innych i jak doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie będzie myślał o oporze, to wielki temat tej opowieści. Oprzędkowi udaje się postawić ważne pytania i stworzyć bardzo niepokojący świat. Wyjątkowo ciekawy okazuje się język, jakim posługuje się autor. To właśnie w tym „jak?”, a nie tylko „co?”, opowiada autor tkwi sugestywność tej metaforycznej w swojej wymowie historii.

Konrad Oprzędek, Łaskoci, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

sobota, 22 września 2018

Ciekawość świata (D. Attenborough, Przygody młodego podróżnika)

„Przygody młodego podróżnika” to książka, którą czyta się z zainteresowaniem z co najmniej kilku powodów. Przede wszystkim trzeba wspomnieć, iż mamy do czynienia z fascynującym przykładem literatury podróżniczej. Na uwagę zasługuje nie tylko to, iż dowiadujemy się wiele o zdobywaniu zwierząt do ZOO i przygotowywaniu programów przyrodniczych ponad pół wieku temu, ale też sposób, w jaki Attenborough opowiada o egzotycznych wyprawach. Autor znakomicie łączy informacje dotyczące poszczególnych gatunków zwierząt z relacją typowo podróżniczą. Jego opowieść jest więc pasjonująca z racji opisywania zachowań wspomnianych zwierząt, ale i z powodu tego, jak postępują ludzie, którzy zajmują się łowami. Attenborough i jego towarzysze są przede wszystkim ciekawi tego świata, który jest im obcy i który znają tylko z książek. Schwytane zwierzęta traktują z sympatią, zaciekawieniem, uwagą, ale i – co chyba najważniejsze – troską. Nie idą po trupach do celu – ani dosłownie, ani metaforycznie. Kiedy więc okazuje się na przykład, że niewola może się skończyć śmiercią, wypuszczają zwierzęta po to, by w naturalnym środowisku przetrwały. Autor nie unika dzielenia się swoim zdziwieniem, zaskoczeniem, zachwytem czy wzruszeniem. Umie barwnie opowiadać, a ponieważ międzygatunkowe spotkania często rodzą zabawne sytuacje, czytelnik niejednokrotnie będzie pod wrażeniem poczucia humoru przyrodnika. Książka ta jest, jak już powiedziałam, ciekawym przykładem literatury przyrodniczej i autobiograficznej, pozostaje również zapisem historii telewizyjnych programów przyrodniczych (warto porównać to, co opisuje Attenborough, z tym, co przeczytamy w książce Mirosława Wlekłego „Tu byłem. Tony Halik”) oraz znakomitą dokumentacją fotograficzną podróży (świetne zdjęcia).

David Attenborough, Przygody młodego podróżnika, przeł. Adam Tuz, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

piątek, 21 września 2018

Schemat goni schemat (M. Klat, P. Paliński, M. Piepka, M. Pruski, Kamerdyner)

Chciałoby się zacząć od okładki, ale przecież nie ocenia się książek po okładkach, nawet jeśli te są wyjątkowo kiczowate. Powiązanie z filmem rozumiem, ale poza aspektem promocyjnym umieszczenie takiego akurat zdjęcia budzi moje zdziwienie. Chyba, że chodziło o skojarzeniem z tanim romansidłem. „Kamerdyner” to powieść napisana na podstawie scenariusza przez jego autorów. Różnie bywa z takim projektami. Często są one nieudane. Jak jest w tym przypadku? Filmu nie oglądałam, powieść przeczytałam. Po lekturze mam tylko nadzieję, że w filmie opowiedziana historia broni się obrazami. W powieści niestety wypada blado i tendencyjnie. W „Kamerdynerze” można wyróżnić dwa główne motywy – jeden to historia zakazanej miłości Marity, hrabiowskiej córki z pałacu, i Mateusza, Kaszuba, dla którego ów pałac do pewnego momentu również jest domem, drugi to pokazanie skomplikowanej historii Pomorza ze szczególnym uwzględnieniem losów Kaszubów (mamy tu m.in. ważną dla tożsamościowego portretu Mateusza zbrodnię w Piaśnicy) i członków niemieckich rodów arystokratycznych. Książka reklamowana jest na okładce jako „powieść, jakiej w Polsce od lat nie było. Napisana z rozmachem, ale też pełna małych wzruszeń”. Po lekturze trzeba powiedzieć jedno – to dobrze, że takich powieści nie było. Mamy bowiem do czynienia z wyjątkowo schematycznym, odartym z sugestywności opisem miłości, razi przewidywalność rozwoju akcji, a historyczne uwikłania, choć mogłyby, nie niosą należytego dramatyzmu. Łatwo możemy się domyślić, co będzie dalej, jeśli choć trochę znamy historię pierwszej połowy XX wieku. W powieści wykorzystano bardzo zgrany motyw przygarnięcia dziecka z innej sfery, wychowania go w pałacu, zrodzenia się więzi między rodzeństwem, ale i pojawienia się nienawiści wśród bliskich, wreszcie zdegradowania pozycji owego przybranego pałacowego dziecka i wynikających z tego etycznych i emocjonalnych uwikłań dla dalszego związku z kobietą. Tak słabo rozpisanego wątku miłosnego dawno nie czytałam. W którymś momencie przestało to być irytujące, a stało się śmieszne. Nie inaczej jest ze wspomnianą rekonstrukcją skomplikowanych losów polsko-niemiecko-kaszubskich, zwłaszcza że ewentualne wątpliwości bohaterów kaszubskich sprowadzane są zwykle do powtarzania wszystkich trzech narodowości w odpowiedzi na pytanie, kim są. Lektura zbędna.

Marek Klat, Paweł Paliński, Mirosław Piepka, Michał Pruski, Kamerdyner, Wyd. Agora, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

czwartek, 20 września 2018

Wybór (M. Krajewski, Mock. Pojedynek)

Kolejna część o młodości Eberharda Mocka okazuje się dobrym pretekstem do kilku celnych portretów miasta z początku XX wieku i panujących w nim zwyczajów. Główny bohater jest studentem i staje przed fundamentalnym dla swojego dalszego życia wyborem – czy skupić się na karierze naukowej, czy pójść do policji i zostać śledczym. Zanim jednak Mock dokona ostatecznego, znanego nam, wyboru, Marek Krajewski bardzo ciekawie i przekonująco odda atmosferę ówczesnego życia uniwersyteckiego. Natkniemy się więc chociażby na mocno zarysowany wątek traktowania obecności kobiet w murach akademii jako egzotyki i aberracji. Innym bardzo istotnym kontekstem będzie kultura pojedynków i funkcjonowania różnego rodzaju męskich bractw. To, o czym w swojej twórczości pisze m.in. Martin Pollack, czyli charakterystyczne blizny po pojedynkach, także i w powieści Krajewskiego będą czytelnym znakiem przynależności do grupy. Pisarz sportretuje również szemrane dzielnice Breslau. To tam okaże się, że łatwo jest spotkać nożowników, ratunek przynieść może wówczas hasło ochronne, że jest się od Rzeźnika, a prostytutki tylko w ciemności wyglądają pięknie i ponętnie, w świetle okazują się często mocno spracowane, niechlujnie ubrane, wulgarne, a nawet brutalne. Książkę tę można z powodzeniem czytać nie tylko jako kryminał, ale i powieść uniwersytecką. I nie chodzi tylko o uniwersytet i rządzące tym miejscem reguły jako to, co organizuje całą historię, ale też o ważny spór intelektualny, którego będziemy świadkami, i ów wspomniany wybór, który stanie przed młodym Mockiem. W tej akurat odsłonie serii intrygująco zostaje również zarysowany mit założycielski życiowej postawy Eberharda, a mianowicie kwestia stosowania techniki imadła w przesłuchaniach i umiejętności panowania nad uwodzącą siłą zła. Warto.


Marek Krajewski, Mock. Pojedynek, Wyd. Znak, Warszawa 2018.

sobota, 15 września 2018

Zakazy i nakazy (L. Zumas, Czerwone zegary)

Powieść Leni Zumas może kojarzyć się z „Opowieścią Podręcznej” Margaret Atwood czy z „Siłą” Naomi Alderman. „Czerwone zegary” napisane są jednak z dużo mniejszym polotem, zwłaszcza jeśli porównamy je z utworem kanadyjskiej pisarki, sytuują się raczej w kręgu literatury popularnej, takiej , o której powiedzielibyśmy, że jest na przeciętnym poziomie. Mamy do czynienia z rzeczywistością przyszłości, w której prawa kobiet w Stanach Zjednoczonych zostały znacznie ograniczone. Dotyczy to przede wszystkim kwestii reprodukcyjnych. Próby dokonania aborcji kończą się więzieniem, zakazane jest również zapłodnienie in vitro. Autorka sięga po motyw polowania na czarownice. W powieści pojawia się też dość wyeksploatowany literacko wątek pisania czyjejś biografii i inspirowania się niezależnością opisywanej osoby. W tym wypadku jest to polarniczka, pionierka pewnych ustaleń, która jako kobieta nie miała szansy na upublicznienie swoich badań. Jak łatwo się domyślić, kluczowe dla całej opowieści będą losy dwóch kobiet – jednej, próbującej ciążę usunąć, i drugiej, usiłującej w ciążę zajść. W trakcie lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że ważne społecznie problemy zostały przez pisarkę wykorzystane instrumentalnie. Zumas zabrakło pomysłu na opowieść, w której nie byłoby widać nieco łopatologicznego łączenia wspomnianych wyżej kwestii. Nie udało jej się też uniknąć przewidywalności. Szkoda.


Leni Zumas, Czerwone zegary, przeł. Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik, Wyd. Czarna Owca 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

piątek, 14 września 2018

Przed i po (R. Rosenblum, Tyle miłości)

Powieść Rosenblum, choć może kojarzyć się z kryminałem, tak naprawdę jest powieścią psychologiczną. Bardzo ciekawą, trzeba przyznać. Owszem, w centrum opowiedzianej historii jest porwanie pewnej studentki, jednak nie będziemy towarzyszyć nikomu w śledztwie. Wręcz przeciwnie, autorkę interesuje przede wszystkim istnienie dwóch równoległych rzeczywistości – tej przed porwaniem i tej po uwolnieniu się, ale i tej, gdy nie wiadomo, co dzieje się z ofiarą, a świat wokół coraz częściej funkcjonuje tak, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło. Ciekawym zabiegiem jest pokazanie różnych punktów widzenia i zwrócenie uwagi na to, jak bardzo cudzy los może wpływać na codzienność nie tylko bliskich, ale i pozornie obcych ludzi. Rosenblaum rezygnuje z drobiazgowych opisów tego, co przydarzyło się porwanej kobiecie. Skupia się przede wszystkim na tym, jak radzą sobie jej bliscy ze stopniową utratą nadziei i jak uczą się nowego życia z uwolnioną, choć jednocześnie zniewoloną przez pamięć, bohaterką. Ciekawym wątkiem jest również zaakcentowanie współodczuwania między ofiarą a pewną poetką, której życie zostało w tragiczny sposób przerwane. Poezja staje się synonimem marzeń o innym świecie, przynosi ukojenie poprzez przywołanie świata utraconego, wreszcie oferuje przekonanie, że stworzenie nowych reguł odzyskanej rzeczywistości jest w ogóle możliwe.

Rebecca Rosenblum, Tyle miłości, przeł. Teresa Komłosz, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.


[przeczytana jako e-book na czytniku PocketBook Touch HD2 Ruby Red]

środa, 12 września 2018

Przypadek czy przeznaczenie (J.W. Taschler, Zostać)

Austriacka pisarka zdążyła już przyzwyczaić czytelnika, że emocje wiążące ludzi w jej opowieściach nigdy nie są oczywiste, łatwe i banalne. Ci, którzy czytali „Nauczycielkę” i „Powieść bez O” wiedzą o tym doskonale. Tak jest i w przypadku „Zostać”. Oto ludzie, którzy kiedyś już się spotkali, po latach na nowo na siebie wpadają i zaczynają mieć wzajemnie na siebie wpływ. Miłość, przywiązanie, namiętność, wierność, przyjaźń, pamięć, lojalność, wina, kara, zadośćuczynienie – te wszystkie pojęcia będą mieć dla tej opowieści fundamentalne znaczenie. Taschler mogłaby napisać przewidywalną historię miłosną – nieco znudzone sobą po latach małżeństwo, zdrada, jej odkrycie, wreszcie organizowanie rzeczywistości tak, by żyć z tą wiedzą, a jednocześnie nie stracić tego, co miało się wcześniej. Mogłaby, a jednak na szczęście tak się nie dzieje. Austriacka autorka znakomicie niuansuje emocje, odczucia, uniesienia chwili. Potrafi pokazać, jak oczywiste bywają powody ryzykowania wszystkim i jak nieoczywiste są konsekwencje czynów, które mogłyby, ale tak się nie staje, okazać się przewidywalne. Historia o miłości i namiętności zostaje w bardzo intrygujący, bo włączający wiele osób, sposób powiązana z chorobą i umieraniem, a w konsekwencji z winą i niemożnością odbycia kary. To, co mogłoby stać się powieścią o romansie i zdradzie, zamienia się w rodzaj przypowieści o nieuchronności losu, kuszących przywołaniach przypadku, traumach, których nie da się wyleczyć w żaden sposób, i świadomości, że każda decyzja nieuchronnie zmienia nasz los, a ten nigdy już nie będzie taki, jaki mógłby być, gdybyśmy wybrali coś innego. Bardzo dobre.

Judith W. Taschler, Zostać, przeł. Aldona Zaniewska, Wyd. W.A.B., Warszawa 2018.