Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

poniedziałek, 11 maja 2015

Niezałatwione sprawy, nieukarane zbrodnie (J. Dinges, Czas Kondora)

To kolejna pozycja z historycznej serii wydawnictwa Czarne, która nie tylko mierzy się z nieoczywistymi tematami nie tak odległej przeszłości, ale i jest świetnie napisana. „Czas Kondora” to zapis dziennikarskiego śledztwa będącego efektem wielu rozmów oraz przeanalizowania dokumentów, które niemalże cudem udało się odkryć lub całkiem niedawno zostały odtajnione. Ten ostatni fakt wydaje się kluczowy dla całej opowieści, gdyż Dinges nie ukrywa, że wraz z wynegocjowaną amnestią twórcy południowoamerykańskich dyktatur wojskowych zadbali też o to, by zniszczyć archiwa swoich win. W końcowych partiach książki autor rekonstruuje dwie sytuacje, kiedy dzięki determinacji zwykłych ludzi – w pierwszym przypadku dziennikarki, w drugim byłego torturowanego więźnia – udaje się dotrzeć do niezwykle ważnych świadectw czasów mroku i terroru. Dinges zajmuje się tematem słabo znanym i opisanym, a mianowicie tzw. Operacją Kondor. Za moment założycielski tej zbrodniczej i wspólnotowej inicjatywy dziennikarz uznaje przejęcie władzy w Chile przez Pinocheta. Ideowa walka z komunizmem, która nie tylko w Chile, ale i chociażby w Argentynie, Urugwaju, Brazylii, Paragwaju czy Boliwii, stała się tak naprawdę usankcjonowaniem tortur, porwań, zaginięć bez śladu i po prostu morderstw, odsłania w tej publikacji swoje szczególnie mroczne oblicze. O wsparciu Stanów Zjednoczonych dla tej walki wiadomo nie od dziś, jednak przytoczone przez Dingesa dokumenty oraz świadome zaniechanie urzędników, dyplomatów i agentów amerykańskich przeraża i pokazuje, jak cyniczna bywa polityka międzynarodowa, w której bez mrugnięcia okiem sprzedaje się życie zwykłego człowieka. Operacja Kondor była porozumieniem dyktatur wojskowych Chile, Argentyny, Brazylii, Urugwaju, Boliwii i Paragwaju umożliwiającym wymianę informacji „oraz przekazywanie sobie więźniów z kraju do kraju (fazy „pierwsza” i „druga”)” (s. 343), a także „organizowanie zabójstw poza obszarem Ameryki Łacińskiej” (s. 343) (faza „trzecia”). Dwa pierwsze rodzaje aktywności nie spotkały się z protestem Stanów Zjednoczonych, dopiera trzecia wzbudziła niepokój, choć nie przerodził się on w zdecydowany protest. Dinges pokazuje, jak połączenie amerykańskiego przyzwolenia na rzekomą walkę z terroryzmem zbudowało podwaliny pod niewyobrażalny terror oraz symboliczne i dosłowne zranienie społeczeństwa na lata. Do dzisiaj sprawy te są niezałatwione do końca, ale, co Dinges szczególnie mocno akcentuje, powoli coś się zaczyna zmieniać. Zwiastunem nowego było to, co zrobili Hiszpanie, a mianowicie oparcie się „na jasnej i prostej zasadzie prawa międzynarodowego, stanowiącej, że czyny szczególnie oburzające, które urastają do poziomu zbrodni przeciwko ludzkości – jak te popełnione przez hitlerowców w czasie II wojny światowej, które na zawsze wryły się w świadomości rodzaju ludzkiego – podlegają jurysdykcji powszechnej. Innymi słowy, jeśli państwo, w którym popełniono zbrodnię, nie jest w stanie albo nie chce pociągnąć jej sprawców do odpowiedzialności, może to uczynić jakiekolwiek inne państwo” (s. 55). W tym przypadku niechlubne pierwszeństwo przypada również Pinochetowi. Z czasem, o czym dowiadujemy się z końcowych partii książki, zbrodniarzami z okresu dyktatur wojskowych zaczęły się także zajmować sądy w ich ojczystych krajach. Historię Operacji Kondor czytałoby się, jak pasjonującą opowieść szpiegowsko-sensacyjną, gdyby nie była to straszna i smutna prawda. Fakt, iż tyle lat zbrodniarze byli bezkarni, pokazuje to, co nie od dziś wiadomo, że zło da się bardzo szybko i łatwo usankcjonować, a siła i terror są gotowe zniszczyć każdego bez wyjątku.

John Dinges, Czas Kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech kontynentach, przeł. Tomasz Fiedorek, Wyd. Czarne, Wołowiec 2015.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz