Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

poniedziałek, 18 lipca 2016

Archeolożka i złodziejka (M. Guzowska, Chciwość)

Najnowsza powieść Marty Guzowskiej rozpoczyna jej nową kryminalną serię z archeolożką-złodziejką w roli głównej. Simona, tak ma na imię bohaterka, uchodzi za ekspertkę w swoim zawodzie, ale jednocześnie w zupełnie innym środowisku, dużo mniej jawnym, podziwiana jest jako osoba, która potrafi ukraść rzeczy pozornie zabezpieczone przed wszelkimi zakusami podejrzanych pasjonatów. Takim skarbem, który ma zdobyć archeolożka, jest diadem Heleny Trojańskiej. Czy w Muzeum Puszkina faktycznie znajduje się jego oryginał? Czy da się rozpoznać świetną podróbkę? Czy słynny Heinrich Schliemann odkrył coś więcej, niż to, co ujawnił? Czy warto odpowiadać na pytania, których wcześniejsi odkrywcy sobie nie zadawali? Simona, co nie będzie żadnym zaskoczeniem, wpadnie na trop tajemnicy i znajdzie się w centrum niebezpiecznych wydarzeń. Dyskusyjne jest jednak, czy faktycznie, jak tego chciałby wydawca, w przypadku „Chciwości” mamy do czynienia z „trzymającym w napięciu thrillerem archeologicznym”. Pomysł na to, by postacią powracającą w kolejnych częściach serii była złodziejka, której kibicujemy, jest niewątpliwie ciekawy. Guzowska próbuje tym samym stworzyć postać antybohaterki. Simona ma w sobie potencjał, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę dwie wykonywane przez nią profesje. W trakcie lektury trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że pisarka wymyślając tę postać, pozwoliła pracować swojej wyobraźni dość asekuracyjnie. Simonie dużo brakuje do tego, by uznać ją za współczesnego odpowiednika Arsena Lupina w spódnicy. Oprócz wielu sytuacji odsłaniających jej funkcjonowanie w sferze obyczajowej oraz kilku sugerujących wiedzę, właściwie nie wiadomo, dlaczego ci, co są na bakier z prawem, tak bardzo ją cenią. Guzowskiej, choć zmusza swoją bohaterkę do trzymania w dłoniach owego mitycznego diademu, nie udaje się przekonująco pokazać złodziejskiego mistrzostwa bohaterki. Pod tym, kluczowym jednak, względem postać ta jest charakterologicznie niedopracowana. Powieść nie zachwyca również pod względem językowym. Podejrzewam, że historia opowiadana przez Guzowską znacznie by zyskała, gdyby autorka zrezygnowała z narracji pierwszoosobowej. Sposób portretowania rzeczywistości, świadomie zapewne uproszczony, ma w sobie coś sztucznego i nieporadnego. Nie lepiej jest, niestety, z dialogami. Momentami, gdy Simona próbuje być złośliwa, coś w nich iskrzy, ale zazwyczaj pozostawiają dużo do życzenia. „Chciwość” można zatem uznać za powieść z niewykorzystanym potencjałem. Zważywszy jednak na wspomnianą bohaterkę, być może kolejna część serii będzie lepsza.


Marta Guzowska, Chciwość, Wyd. Burda, Warszawa 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz