Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

piątek, 23 października 2015

W rytm pór roku (M. Płaza, Skoruń)

Debiut Macieja Płazy trzeba uznać za wyjątkowo dojrzały. Choć książka ta składa się z opowiadań, teksty połączone są miejscem, czasem i bohaterami. Poszczególne historie układają się więc w całość. Ta zaś okazuje się wyjątkowo fascynująca, magiczna, sensualna i metaforyczna. Książkę tę trzeba, oczywiście, czytać, mając gdzieś w tle świadomość tradycji tzw. nurtu chłopskiego w literaturze. Płaza, choć wydaje się jej świadomy, nie prowadzi dialogu międzypokoleniowego. Raczej stawia na uniwersalną opowieść o świecie, który upada i odradza się z rytmem pór roku, o wsi, w której wszystkie wielkie i mały sprawy rozgrywają się jakoś ciszej, mniej spektakularnie, z poczuciem godzenia się z przeznaczeniem. „Skoruń” to znakomite połączenie motywu inicjacji, niełatwej relacji syna i ojca, przeszłości naznaczającej teraźniejszość i konieczności mierzenia się z ostatecznością. Bliskość śmierci staje się w tym przypadku wyjątkowo istotna. Nieuchronnym końcem naznaczone są owoce, które najpierw dojrzewają, potem są zbierane, a następnie czeka się, aż wyrosną znowu. Apokaliptyczny wymiar ma szaleństwo, które niszczy i z którym nie tak łatwo wygrać niezależnie od tego, czy u jego źródeł tkwi rozpacz i tęsknota, czy pasja i chęć ratowania świata. Paradoksalnie więc ojciec głównego bohatera, niepokorny wynalazca, człowiek po studiach, będący na bakier z komunistyczną układnością tak naprawdę ma wiele wspólnego ze starą Siekierską, która pokonywała rzeczywistość przez wiele lat po to tylko, by wreszcie się przed nią ugiąć. Ostateczność wpisana zostaje w codzienne czynności. Symboliczne w tym kontekście jest ratowanie matki przez syna. Kobieta, ukąszona przez osę i uczulona na jej jad, musi zdać się na pomoc tego, kogo tak chętnie uważała za nicponia. Spełniona i powtarzana, bo będąca powracającym zagrożeniem, Apokalipsa ma miejsce wtedy, gdy rzeka buntuje się, a mieszkańcy okolicznych wsi muszą walczyć z powodzią. Koniec i początek są jak awers i rewers tej samej historii, każdej bez wyjątku, zdaje się sugerować Płaza. Warto zwrócić uwagę na język tej opowieści. Takie sceny, jak na przykład opis powodzi czy zbierania dojrzałych owoców na długo zapadają w pamięć. Wielką zaletą opowieści Płazy jest jej uniwersalność. Oto okazuje się, że i miejsce, i ludzie stają się czymś i kimś więcej niż tylko nośnikami własnych historii. Autorowi udaje się bowiem w niebanalny i bezpretensjonalny sposób pokazać powtarzalność losu i jego nieprzewidywalność zarazem. Bardzo dobre.


Maciej Płaza, Skoruń, Wyd. W.A.B., Warszawa 2015.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz