Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Zło jest blisko (D. Sturis, Zachód słońca na Santorini. Ciemniejsza strona Grecji)

 

Reportaż Dionisiosa Sturisa powinien być lekturą obowiązkową. Świetnie napisany i skupiony na ważnych sprawach zmusza czytelnika do zmierzenia się ze złem w czystej postaci, do uświadomienia sobie, jak ważne jest zabranie głosu, bycie nieobojętnym i pozostanie przyzwoitym, jak istotne jest wreszcie piętnowanie zła i walka z faszyzmem, rasizmem i nienawiścią do obcych. Choć reporter opowiada o Grecji, tak naprawdę portretuje współczesny świat, dla którego kategoryczne i wykluczające poglądy spadają na podatny grunt, rozwijają się i zaczynają być akceptowane, aż wreszcie zamieniają się w realną niszczącą siłą. Poznajemy historię skrajnie prawicowej i przestępczej organizacji Złoty Świt, która stała się również jedną z greckich partii politycznych. Na szczęście Sturis może zakończyć swoją książkę przywołaniem wyroku sądowego, w którym skazano głównych działaczy Złotego Świtu. Na szczęście, choć jednocześnie ów wyrok nie rozwiązuje problemu. Groza, strach i niepokój związane z pojawieniem się tak agresywnej i niosącej zagrożenie grupy nie minie przecież z dnia na dzień. Lektura reportażu skłania również do refleksji na temat odpowiedzialności mediów za rozwój nacjonalizmu. W Grecji obraz tych, którzy tak naprawdę byli bandytami, łagodzono zwłaszcza poprzez doniesienia sytuujące działaczy partii w kontekście celebryckim. W Polsce media właściwie nie informowały o atakach nacjonalistycznych bojówek, brutalnych pobiciach i morderstwach, za które był odpowiedzialny Złoty Świt. Dlatego też reportaż Dionisiosa Sturisa może mieć również wydźwięk edukacyjny – stanowi ostrzeżenie, pokazuje, jak szybko złe słowo może zamienić się w czyn, udowadnia, jak łatwo zastraszyć wielu i jak trudno pokonać tych nielicznych sprawiedliwych. To nie jest historia o uchodźcach, ale precyzyjne odtworzenie procesu stygmatyzacji, uprzedmiotowienia, wykluczenia i eliminacji osób, które zostają uznane za obce. I właśnie ta zależność wydaje się w „Zachodzie słońca na Santorini” najważniejsza. Ma bowiem wymiar uniwersalny. Sturis pozostaje obecny w tekście, rekonstruując zarazem kolejną część własnej polsko-greckiej historii. Podobnie jednak, jak było to w „Grecji. Gorzkich pomarańczach” oraz w „Nowym życiu. Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji” autor bardzo świadomie korzysta z autobiograficznych wątków. Nie nadużywa swojej obecności, mocniej wybrzmiewa w tekście wtedy, gdy jest to potrzebne i gdy tak naprawdę stanowi ważne dopowiedzenie do powracającej kwestii o miejsce pochodzenia i tożsamość. Proszę czytać – koniecznie, obowiązkowo!

 

Dionisios Sturis, Zachód słońca na Santorini. Ciemniejsza strona Grecji, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021.

środa, 18 sierpnia 2021

Konieczność codzienności (L. Hermetz, Rozrzucone)

 

Powieść Liliany Hermetz mogłaby być wtórna, bo przecież skoro mamy do czynienia z sagą rodziny i do tego sagą skoncentrowaną na kobietach łatwo moglibyśmy wskazać co najmniej kilka innych utworów sięgających po ten schemat. Na szczęście to, co proponuje autorka wymyka się przewidywalności i intryguje oryginalnością. „Kobiece” w tej historii znaczy nie tylko „rozrzucone” (bo siostry, córki, ciotki i matki znalazły się po wojnie w innych zupełnie światach), ale i „fragmentaryczne”, „niedopowiedziane”, „ulotne”, często nawet „przemilczane”. Losy poszczególnych bohaterek poznajemy, jeśli mielibyśmy użyć metafory krawieckiej, skrawkami. Kontakty szyte są więc naprędce, relacje cerowane i pełne dziur, a więzi prują się i na nowo są zszywane. Wydawałoby się, że to wojna niszczy ów materiał, jakim jest rodzina, ale tak nie jest. Owszem, wojna przynosi zniszczenie, rozdziela ludzi na zawsze, tworzy kontrast między Wschodem a Zachodem, ale jednocześnie jest wydarzeniem, które tylko wydobywa na wierzch wcześniej skrywane szwy nieudanych uczuć i trudnych emocji. Widać to szczególnie wyraźnie w finalnych rozdziałach powieści, kiedy powrót do przeszłości zamienia się w próbę rozliczenia, podsumowania, ale i pożegnania. Liliana Hermetz zgrabnie operuje obrazami, przynoszącymi dodatkowe treści (np. świetne sceny powiązane z otrzymywaniem w Polsce paczek z Francji). Udaje jej się więc znakomicie rozegrać znaczenia naddane, dzięki którym portretowany świat, składający się z fragmentów, obrazów, pozbawiony ciągłości, zyskuje jednocześnie spójność. Otrzymujemy też wyjątkowo wyraziste portrety bohaterów. Często zaledwie zarysowani, zostają w pamięci i mówią dużo o świecie, do którego przynależą – słowami, mową ciała, przedmiotami, którymi się otaczają, miejscami, w których przebywają. Warto!

 

Liliana Hermetz, Rozrzucone, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

wtorek, 3 sierpnia 2021

Dziewczynka z lasu (R. Gay, Głód. Pamiętnik (mojego) ciała)

 

„Głód” to nie tylko pamiętnik, z którego dowiadujemy się, jak doświadczanie ciała determinuje całe życie autorki, ale również, a może przede wszystkim, intrygujący, brutalnie szczery i zarazem czuły esej autobiograficzny o konsekwencjach przemocy seksualnej i o ciele poddawanym kontroli oraz ocenie. Roxane Gay jako dwunastolatka zostaje zgwałcona przez kilku chłopaków, którzy nie liczą się z jej protestem i traktują ją jak przedmiot, a na jej ból, cierpienie i upokorzenie reagują śmiechem. Ten śmiech będzie jej towarzyszył w pamięci przez całe życie i wpłynie na to, w jaki sposób będzie traktowała siebie, do czego będzie służyło jej ciało i jakie relacje uda się jej nawiązać z innymi. W ramach obrony przed zagrożeniem młoda Roxane zaczyna jeść, a tym samym zaczyna tyć. Nigdy nie będzie już szczupła, a nadwaga i otyłość staną się częścią jej tożsamości. „Głód” okazuje się więc nie tylko drobiazgową relacją z psychosomatycznego boju o własne istnienie. Zamienia się również w intrygującą i celną obserwację tego, jak społeczeństwo traktuje tych, którzy odbiegają od normy. Waga staje się w tym przypadku stygmatem, z którego trzeba się tłumaczyć, który napawa wstydem, który daje obcym prawo do wkraczania w prywatność ocenianej osoby. Jesteśmy świadkami wielu upadków autorki, ale i wielu drobnych zwycięstw. Jak zostaje wspomniane w którymś momencie, to czytanie i pisanie ją ocaliło. Kluczowym punktem odniesienia jest powracający wstyd. Być może nie zrodziłby się wcale jako tak intensywne odczucie, gdyby nie trauma zbiorowego gwałtu w lesie. Wstyd powiązany jest bowiem z niskim poczuciem własnej wartości, a pamięć tego wydarzenia to ciągłe zastanawianie się, jakich słów użyć, by opisać to, co wówczas się wydarzyło. W pewnym więc sensie Roxane Gay pokazuje, że nazywanie tego, co traumatyczne i wstydliwe, bywa jednym z większych (auto)biograficznych wyzwań, przed którymi stajemy.

 

Roxane Gay, Głód. Pamiętnik (mojego) ciała, przeł. Anna Dzierzgowska, Wyd. Cyranka, Warszawa 2021.