Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

poniedziałek, 16 maja 2016

Smutek milczenia i potłuczony imbryk (R. Flanagan, Klaśnięcie jednej dłoni)

Flanagan w „Klaśnięciu jednej dłoni”, podobnie jak w przypadku „Ścieżek Północy”, pozostaje wirtuozem w opisywaniu niełatwych emocji, uczuć, które, zamiast łączyć, dzielą i biografii, które choć zdają się zmierzać ku katastrofie, ostatecznie zawierają w sobie pewną nadzieję. Nie ma w tej powieści zbędnego rozwodzenia się nad stanami emocjonalnymi bohaterów, jest za to umiejętność skwitowania skomplikowanych odczuć jednym zdaniem, kilkoma słowami. Nadmiar zawiera się w tym przypadku w niewypowiedzeniu. To, co dławi, uniemożliwia reakcję, każe chować się w sobie, łączy się zawsze z milczeniem. Flanaganowi udaje się pokazać ludzi, którzy szukają szczęścia w obcym kraju, ponosząc mniejsze lub większe porażki. Rodzice Sonji są Słoweńcami. To Tasmania jest miejscem, w którym rozgrywa się to, co dawało nadzieję na dobre zakończenie, a ostatecznie okazało się ponurym finałem rodzinnego szczęścia. Kiedy Sonja jest małym dzieckiem, jej matka odchodzi. Dziewczynka, dopiero kiedy będzie dorosła, dowie się, jaki dramat przeżyła kobieta i co stoi za jej milczącą, kategoryczną decyzją opuszczenia tego wszystkiego, co kojarzy się z miłością i szczęściem. Ojciec Sonji nie będzie umiał pogodzić się z tym, co go spotkało, i aby zagłuszyć ból, wybierze najgorszy z możliwych medykamentów, a mianowicie alkohol. Picie zniszczy nie tylko teraźniejszość jego córki, ale i to wszystko, co zawiera się we wspomnieniach. Równolegle odkrywamy przeszłość Sonji i jej teraźniejszość. To, co składa się na „dzisiaj”, sprowadza się do prób zrozumienia minionego, odrzucenia dawnego lęku, wreszcie uwierzenia, że ma się w sobie siłę, by mierzyć się z jutrem. Jesteśmy więc świadkami rozpadu rodziny, ale i ciągłego istnienia więzi, których nie da się całkowicie przeciąć. Dosłowny brak matki, bo odeszła, i symboliczny brak ojca, bo pił i stosował przemoc, zmuszają Sonję do budowania własnej tożsamości na bardzo kruchych podstawach. Ostatecznie okaże się, że nawet w miejscu, które wydaje się obce i nieprzyjazne, można znaleźć dom wtedy, gdy pojawi się miłość i chęć rozpoczęcia nowego etapu w życiu. Wówczas częściowo udaje się skleić to, co dawno się potłukło i co nie mogło do siebie pasować. Bardzo dobre.


Richard Flanagan, Klaśnięcie jednej dłoni, przeł. Robert Sudół, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

2 komentarze:

  1. Intryguje mnie ta książka i koniecznie musi znaleźć się w mojej biblioteczce. Mam nadzieje, że wciągnie mnie po same uszy;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Ścieżki Północy" były dla mnie literacką ucztą, autor ma niesamowity styl i umiejętność opowiadania o rzeczach trudnych, o emocjach, które ciężko nazwać. "Klaśnięcie jednej dłoni" na pewno przeczytam, zresztą znajduje się na mojej liście książek do przeczytania - koniecznie! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń