Historia opowiedziana przez Gänsler, choć pozornie zakorzeniona w konkrecie, sprawia wrażenie czegoś, co dzieje się poza czasem, w chwili szczególnej, co za chwilę się skończy i będzie tylko wyobrażeniem, choć jest jak najbardziej rzeczywiste. Wokół szaleją pożary, które są zagrożeniem i trudno je opanować. Powietrze jest duszące, pojawiają się ostrzeżenia przed przebywaniem na zewnątrz i oddychaniem bez maseczki. Codzienność, skoro trudno jest nawet nie dusić się tym, co otacza, przestaje oferować bezpieczeństwo i pewność. Do opuszczonego hotelu w dawnym uzdrowisku przyjeżdża kobieta z córką. Właścicielka z jednej strony ma poczucie niezmienności – w środku jest pełno śladów po członkach jej rodziny i dawnej świetności miejsca, z drugiej dostrzega coraz mocniej odczuwaną niepewność, podsycaną duchotą i zapachem spalenizny. Hotel w jakimś sensie jest centrum dawnego świata i jednocześnie tylko obrazem przeszłości w kontekście tego, co dopiero nadejdzie. Obserwowanie gości staje się dla właścicielki czymś w rodzaju przemiany. Przez chwilę czuje się kimś, kto może coś zmienić, a zaufanie rodzące się w relacji związanej z ucieczką przed krzywdą oferuje nadzieję i energię usuwającą wcześniej obecny marazm. Ważnym punktem odniesienia jest zaufanie i to, w jakim czasie da się je zbudować, komu można zaufać i czy zaufanie na chwilę w celach ratunkowych na sens. Intrygujące!
Franziska Gänsler, Lato bez końca, przeł. Agata Teperek, Wyd. Pauza, Warszawa 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz