Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

piątek, 20 stycznia 2017

Pamiętanie przez opowiadanie (A. Spiegelman, Maus. Wydanie zbiorcze)

Wznowienie jednej z najsłynniejszych powieści graficznych, to nie tylko znakomita okazja, by przypomnieć sobie, jak poważne i głębokie treści mogą pojawiać się w komiksie, gatunku tak chętnie bagatelizowanym, ale również pretekst, by zastanowić się, jak wiele istnieje form opowiadania o Zagładzie i jak poruszające są te sposoby przedstawiania niewyobrażalnego, które łamią stereotypy i przyzwyczajenia. Przedstawienie Żydów jako myszy wzbudziło swego czasu wielką dyskusję na temat oczekiwanych samoograniczeń, stosowności i rodzaju dawanego świadectwa. „Maus” powinien być lekturą uzupełniającą wszystkich innych publikacji na temat Holocaustu, po które sięgamy. Choć Spiegelman rysuje uczłowieczone myszy, które doświadczają upokorzeń, cierpienia, przebywają w obozie koncentracyjnym, umierają, wierzą w ocalenie, to jednak czytając o ich losach, wzruszamy się tak samo jak podczas oglądania dokumentalnego filmu na przykład. Żydzi jako myszy, Polacy jako świnie, Niemcy jako koty – świat zwierząt pojawiających się w tej opowieści okazuje się rzeczywistością ludzi, którzy innym ludziom zgotowali potworny los. Autobiograficzny charakter opowieści pozwala na zaakcentowanie znaczącej roli pełnionej przez świadectwo. Oto ojciec, któremu zawsze trudno było się porozumieć z synem, nawiązuje z nim bliską więź poprzez opowiadanie o tym, co przydarzyło mu się podczas II wojny światowej. Choć mężczyzna w czasie teraźniejszym jest wyjątkowo irytujący przez swoje skąpstwo i różnego rodzaju obsesje, to jednak cofając się do przeszłości zmienia się – pokazuje siebie prawdziwego, utraconego, (nie)istniejącego. Zbliżenie, jakie następuje dzięki słowu, okazuje się hołdem złożonym pamięci. Ta zaś bywa bardzo egoistyczna, na zawsze zraniona, wykoślawiona przez cierpienie. Nie bez powodu cieniem żyjącego Arta staje się nieżyjący Rysio, dziecko, które umarło podczas wojny. Ojciec, kończąc swoją opowieść, nie jest do końca pewien, któremu synowi zdawał relację, zwraca się bowiem do Arta „Rysiu”. Ojciec, który ocala swoją pamięć, jednocześnie niszczy pamięć matki. Syn nie przeczyta pamiętników kobiety, choć te były pisane po raz drugi po to tylko, by Art mógł poznać losy rodzicielki. Bardzo sugestywnie zostaje pokazana miłość łącząca ojca i matkę. Władek i Andzia nie tylko cały czas się wspierają, ale i nie potrafią bez siebie żyć. Kiedy okazuje się, że ojciec może spotkać się z matką w obozie koncentracyjnym czuje się szczęśliwy, kiedy rodzice odnajdują się po wojnie, wiedzą, że nic nie może im być już straszne, kiedy ojciec musi zmierzyć się ze śmiercią matki, nie umie dalej normalnie żyć. To kobieta trzymała go w pionie i choć łatwo popadała w depresję, oferowała mężowi siłę. Spiegelman, opierając się na wspomnieniach ojca, rekonstruuje najpierw niewiarę w to, że wojna zniszczy cały znany wcześniej świat, potem codzienność w getcie sosnowieckim, niepewność i strach wpisane w ukrywanie się, wreszcie dramat każdego dnia w obozie koncentracyjnym. Portret, jaki wyłania się z lektury tej powieści graficznej, jest nieoczywisty, skomplikowany i zdystansowany w stosunku do czarno-białych rozwiązań. Władek w swoich wspomnieniach mówi wprost, że za możliwość ukrywania się i za oszukanie głodu trzeba było płacić, że los ludzi mających nadzieję na przeżycie zależał często od dopuszczających się zdrady szmalcowników, że po wojnie mienie pożydowskie znajdowało nowych właścicieli, którzy wcale nie kwapili się, by oddawać domy i majątki wymęczonym i zniszczonym przez wojnę Żydom, że konflikt między kapitalistami a komunistami odżywał czasami nawet w takich miejscach jak obóz koncentracyjny. „Maus. Opowieść ocalałego” to prawdziwe mistrzostwo kreski, dosadności i dyskretności jednocześnie, zwięzłości i sugestywności słowa, niewątpliwej siły przekazu.


Art. Spiegelman, Maus. Opowieść ocalałego. Wydanie zbiorcze: Część I – Mój ojciec krwawi historią, Część II – I tu się zaczęły moje kłopoty, przeł. Piotr Bikont, Wyd. Prószyński i S-ka, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016.

2 komentarze:

  1. Pani Bernadetto, od dobrych kilku dni nie ma żadnej nowej recenzji... martwię się czy u Pani wszystko w porządku. Mam nadzieję, że wyjechała Pani na wakacje z dala od internetu, a po powrocie podzieli się nowymi wrażeniami książkowymi. Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Wyjechałam służbowo - na dłużej, ale już w przyszłym tygodniu blog powinien na nowo ożyć. :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń