Wyciszona, refleksyjna, ascetyczna w formie opowieść o zderzeniu światów i oczekiwań, ale i o przetrwaniu mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Można tę historię potraktować jako przypowieściową w charakterze historię inicjacji – w dorosłość, w kłamstwo, w konfabulację używaną dla osiągnięcia własnych celów, wreszcie w przyszłość, którą tak trudno naznaczyć zmianą. Manod i jej rodzina mieszkają na walijskiej wyspie. Rzadko ktoś tam przypływa, mieszkańców jest niewielu, mężczyźni łowią ryby, ale nie umieją pływać, stare zwyczaje pielęgnowane są przez kolejne pokolenia. Bohaterka nie ma w sobie niechęci do świata, którego jest częścią, jest za to pełna ciekawości w stosunku do tego, co znajduje się gdzie indziej. Kiedy więc na wyspę przybywa para etnografów, chętnie z nimi współpracuje i liczy na to, że razem opuszczą wyspę. W tej tęsknocie za inną rzeczywistością jest wspomniana ciekawość, ale i dużo skomplikowania związanego z tym, co przynosi znajomość języka angielskiego, z uczuciami, z wyobrażeniami na temat relacji z ludźmi. Bardzo ciekawe okazuje się to, co dzieje się w tej historii na poziomie prawdy i kłamstwa – czy tłumaczenie oddaje autentyczne intencje wypowiadających się?, czy pozowanie jest tożsame z odtworzeniem codzienności?, czy bycie z zewnątrz umożliwia stanie się częścią opisywanej wspólnoty?, czy obietnica jest zobowiązaniem, czy może tylko tym, co pozwala relacji być w ruchu?. Warto!
Elizabeth O'Connor, Jeśli nie wolno nam śpiewać, przeł. Kaja Gucio, Wyd. Cyranka, Warszawa 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz