„Poznań kolonialny” to intrygujące połączenie tego, co prywatne, z tym, co publiczne. To przykład współistnienia pozornie małej, rodzinnej opowieści z Wielką Historią. Kasper Bajon proponuje czytelnikom nieoczywiste ścieżki w kontekście tego, co można by nazwać prowadzonym z pozycji autobiograficznej śledztwem. Ich kierunek zostaje zasygnalizowany już w tytule i podtytule, a w trakcie lektury odsłaniane są powoli kolejne warstwy obrazów organizujących rzeczywistość kolonialną, powidoków dawnego świata, wreszcie własnego wkroczenia w realia, które niegdyś wyglądały inaczej i w których zawarte są ślady minionego. Bajon wychodzi od szczegółów – przywołuje drobiazgi, które w miarę zwiększenia stopnia zainteresowania okazują się coraz bardziej istotne i znaczące. Z perspektywy lokalnej, bo punktem wyjścia jest Poznań i dzielnica Jeżyce, widzimy coraz więcej tego, co światowe, uznawane za wielki, związane z podbijaniem nowych terenów, wreszcie tożsame z myśleniem i działaniem kolonialnym. Częścią tej historii są członkowie rodziny autora, ale nie o drobiazgowe odtworzenie ich biografii będzie tutaj chodziło. Taka rekonstrukcja nie jest zresztą dzisiaj możliwa. Tym, co najważniejsze, będzie zwrócenie uwagi na konsekwencje kolonializmu i poznańskie tropy w miejscu określanym niegdyś Niemiecką Afryką Wschodnią. Szukanie śladów rodzinnych nieustannie zderza się z własnymi obserwacjami zapisywanymi kursywą (jako notatki z dziennika) i odsłanianiem skomplikowania relacji między tymi, co byli tutaj zawsze, a tymi, którzy przybyli z zewnątrz i uznali te ziemie za swoje. Bajon nie tyle mierzy się z niełatwą historią, co raczej próbuje uchwycić ducha miejsca – tego z dzisiaj i tego, który – być może, a przecież autor chciałby, aby tak było – jest ciągle gdzieś obecny. Afryka pozostaje jednak w dużej mierze niezależna, a przez to jednak ciągle niedostępna. Warto!
Kasper Bajon, Poznań kolonialny. Rodzinna historia z Tanzanią w tle, Wyd. Czarne, Wołowiec 2025.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz