Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2023

Kampowe przyuważenie (P. Soszyński, Teo. Dramaty)

 

Tom dramatów przedwcześnie zmarłego Pawła Soszyńskiego to książka ważna i warta lektury. Dla tych, którzy nie zawsze śledzą to, co działo się i dzieje w teatrze, będzie z pewnością okazją do refleksji na temat formy, dialogu z innymi tekstami, wreszcie retoryki przekroczenia i kampu. Czytelnicy, którzy znają prozę Soszyńskiego i pamiętają fragmenty oparte na błyskotliwym potraktowaniu tego, co klasyfikować możemy w ramach absurdu, z pewnością spróbują znaleźć kilka elementów wspólnych między powieściami a dramatami autora. To, co wydaje się bardzo ciekawe w kontekście formy, w przypadku tej publikacji sprowadza się nie tylko do tego, co z językiem i opowieścią „robi” Soszyński, ale i do tego, jaką pracę wykonano, by ów tom w ogóle powstał. O tym ostatnim dowiadujemy z poprzedzającego dramaty tekstu wyjaśniającego. Przygotowujący tom przyjaciele zmarłego krytyka teatralnego porównywali różne wersje zapisków, starali się ustalić wersję najbliższą tej ostatecznej, zwracali uwagę na różnice, za istotne uznali przypisy dopowiadające pewne wątki, zdecydowali się nawet na opublikowanie dramatu nieskończonego (zamieszczony jako ostatni w tomie „Treser much”). Warto zatrzymać się również przy ciekawym interpretacyjnie artykule Witolda Mrozka, w którego tytule pada intrygujące określenie „teatr wesołej melancholii”. Dla mnie teatr Soszyńskiego to „teatr okrutnego i wyzwalającego oddzielenia się od formy”. Ważnymi tematami wracającymi w tekstach Soszyńskiego są takie motywy jak homoseksualizm, Zagłada, przegięcie/przerysowanie, Wałbrzych, nowe odczytania starego, wreszcie ucieczka od ograniczeń tkwiących w dyktacie jednego, oczekiwanego przeżywania traumy. W dramacie „Teo” autor prowadzi grę z autentycznie istniejącymi postaciami gejów, którzy doświadczyli Zagłady i których historię możemy poznać. Kategoria maski, balansowania na granicy kpiny i okrucieństwa czy brutalności, wreszcie autoironia i dystans do siebie, ale i reglamentującego akceptację społeczeństwa, zostają tutaj zawłaszczone i opowiedziane na własnych zasadach – brawurowo i, tak to nieco potocznie ujmijmy, bez trzymanki. Z kolei „Mary Poppers” to znakomity monolog, w którym Wałbrzych opowiedziano (wykrzyczano?) inaczej. Mapa miasta zmienia się w feerię barw, świadomego rozbijania formy, zabawy i kpiny z siebie i innych, wreszcie staje się także odzyskiwaniem głosu i pokazaniem historii możliwej, w której widoczni stają się ci, których nie można było zobaczyć. Wałbrzych okazuje się tutaj „tęczową stolicą Śląska”. W dramacie „84061” numer obozowy umieszczony na skrawku materiału i sprzedawany jako autentyczny fragment pasiaka staje się pretekstem do wielkiego oskarżenia i obnażenia reguł rządzących popkulturą. Soszyński faktycznie dokonał takiego zakupu, a to, co miało być prawdziwe, okazało się fałszywe. Tekst ten z powodzeniem można by czytać jako celny i w swoim przekraczającym okrucieństwie precyzyjny komentarz do tego, co dzisiaj można by określić kulturą popholocaustową (np. w powieściach, gdzie bohaterami są zakochani w sobie nazista i Żydówka). Bardzo dobre.

 

Paweł Soszyński, Teo. Dramaty, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2023.

niedziela, 13 listopada 2022

Skrawki przeszłości (I. Szatrawska, Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia)



Znakomite wyczucie dialogów, świetne niuansowanie emocji, celne rozgrywanie gier słownych i stereotypów kulturowych, wreszcie nieoczywista, odsłaniana fragmentami historia życia tytułowego Hersha Libkina – taka jest debiutancka książka doświadczonej autorki tekstów dramaturgicznych Ishbel Szatrawskiej. To warta odnotowania i uznania decyzja, że wydawnictwo Cyranka zdecydowało się wydać ten dramat w formie książki. Szatrawska udowadnia bowiem, jak wielki potencjał tkwi w tym gatunku, jak dużo się dzieje w dobrze poprowadzonych dialogach i dobrze obmyślonej fabule, a także – paradoksalnie – jakie napięcie rodzić może niedopowiedzenie, przemilczenie, użyte w określony sposób słowo, zawieszenie lub odpowiednie zaakcentowanie. Choć wydawałoby się, że usłyszeć to możemy dopiero na scenie, autorka w mistrzowskim stylu oddaje wspomniane niuanse w tekście, od początku więc wciąga czytelnika w opowieść i zmusza go do towarzyszenia bohaterom od zawiązania akcji do końca z równie wielką uwagą. To, co wydaje się szczególnie cenne, to umiejętność budowania napięcia i nieoczywistych psychologicznie postaci. Choć w centrum opowieści jest tytułowy Hersh Libkin, to jednocześnie wszyscy pozostali bohaterowie ostatecznie nie tylko uzupełniają wiedzę o głównej postaci, ale i odsłaniają własne, równie istotne biografie. Szatrawska unika czarno-białej wizji świata. W cieniu Zagłady może wydarzyć się wielka miłość, wielkie pragnienie i wielkie opuszczenie, a w blasku świateł Hollywood mocniej odsłania się łatwość kategoryzowania zgodnie z pochodzeniem, dyskryminacja i niechęć do słuchania tego, co zmusza do zmierzenia się z cudzym cierpieniem. Ishbel Szatrawska pisze o przetrwaniu Zagłady tak, że czujemy w tych historiach potencjalność autentycznego, nieoczywistego, skomplikowanego i etycznie pełnego wyzwań życia. Jest tutaj i prawda istnienia, i nierówna walka pamięci i zapomnienia, i sekrety mówiące o człowieku najwięcej, i wielkość, a zarazem małość, w jednej i tej samej osobie, i potrzeba zrozumienia, i niemożność współodczuwania. Autorka wywoła w czytelniku śmiech (świetne, bo nie tylko zabawne, ale celne jako komentarz społeczny, sceny z nagrywania filmu) i wzruszenie (relacja Hersha z Dawidem). I jeszcze coś – gatunkowo mamy do czynienia z dramatem, ale tak naprawdę w trakcie lektury łatwo zapomnieć, że właśnie taki tekst poznajmy, bo ma się wrażenie czytania bazującej na dialogach prozy. Być może to zapowiedź tego, że autorka odnalazłaby się i w pisaniu powieści. Znakomite!

 

Ishbel Szatrawska, Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia, Wyd. Cyranka, Warszawa 2022.

sobota, 16 grudnia 2017

Człowiek między ludźmi (Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie, wybór: Patrycja Paszt)

Lektura antologii współczesnego dramatu węgierskiego to nie tylko okazja do poznania twórczości docelowo przeznaczonej na scenę, ale i – co wydaje się równie ciekawe – możliwość zmierzenia się z tekstami, które bez teatralnej oprawy wybrzmiewają mocno, ciekawie, wytwarzając napięcie: i intymne – między bohaterami, i społeczne – poprzez pokazanie szerszego kontekstu opisywanych zachowań. Warto zauważyć, że autorów interesuje nie tylko teraźniejszość, ale także to, jak przeszłość oddziałuje na wydarzenia mające miejsce tu i teraz. Dużą rolę w zgromadzonych w tomie tekstach odgrywa język. Widać różnice między autorami w sposobie wykorzystywania go oraz gotowość do używania zaplanowanych stylizacji po to, by oddać atmosferę towarzyszącą przywoływanym sytuacjom.
Antologię otwiera dramat Györgya Spiró pt. „Zaciemnienie”. Choć dramatyczne wybory, na które decydują się bohaterowie, związane są z II wojną światową i późniejszym triumfem komunizmu, to jednak wpisany w ich biografie smutek, rozpacz i niezrozumienie zyskują wymiar uniwersalny i ponadczasowy. Wielka Historia skazuje ludzi sobie bliskich na rozstanie, samotność i poczucie doświadczenia zdrady. Słowa wypowiadane w chwili próby zyskują dodatkową się rażenia, wybrzmiewają mocniej i trudniej jest je zapomnieć. Tego, co wydarzyło się, nie da się odwrócić. Podobnie wybrzmiewa tekst Istvána Tasnádiego „Wróg publiczny”. Bohaterami sztuki obok ludzi są zwierzęta. Na ich przykładzie widzimy, że w zderzeniu z bezdusznością biurokracji przegrywają ci, którzy wierzą, że państwo może stanąć po stronie obywatela. Równie absurdalna okazuje się wiara w prawo, jak i próba oprotestowania fałszu wpisanego w decyzje o charakterze ostatecznym. Ci, którzy podejmują walkę, są przegrani, choć tak naprawdę słuszność jest po ich stronie. Dramat Jánosa Háya „Jest ciężko” wyróżnia się długim, wielostronicowym monologiem, otwierającym na późniejszy rozwój wydarzeń. Zderzenie dwóch światów rozgrywa się tutaj na kilku poziomach – miedzy wsią a miastem, między synem a matką, między mężem a żoną, między poczuciem bezpieczeństwa a nagłym umieszczeniem w strefie lęku i niepewności.
Sztuka Csaby Székely’ego „Bańskie kwiaty” to dramatyczna relacja z frontu uczuć – tych ukrywanych, deklarowanych i oczekiwanych. Bohaterów łączy i dzieli jednocześnie niezwykłe napięcie. Choroba, poczucie obowiązku, zmęczenie, wreszcie świadomość przemijania – to wszystko prowadzi do intensyfikacji uczuć. Pojawia się tutaj metafora życia we śnie. Problem w tym, że choć łatwo jest udawać, że to dobry sen, tak naprawdę mowa jest o koszmarze. Béla Pintér w „Ohydzie” mierzy się z podobnym, bo wpisanym w relacje rodzinne, uwikłaniem. Bohaterowie decydują się wziąć na wychowanie dwie dziewczynki z domu dziecka. W efekcie decydują się na udział w grze, w której do końca nie wiadomo, kto jest zły, a kto dobry, kto manipuluje, a kto walczy o swoje szczęście, kto zdradza, a kto dąży do ujawnienia prawdy. To, co ma scalić związek, tak naprawdę staje się źródłem rozpadu, ale i więzi, której nie da się tak po prostu wyrzec. András Visky w „Zabiłam moją matkę” każe mierzyć się swojej bohaterce z szaleństwem, które próbuje poddać się normalności. Cały czas mocno wybrzmiewa pytanie, czy da się przetrwać mimo tego, co wydarzyło się w przeszłości, i czy można ocalić siebie wtedy, gdy od początku jest się na straconej pozycji. Dramat „Cień ojca”, którego autorem jest Csaba Mikö, w centrum opowieści stawia rodzinę. Kluczowym punktem odniesienia jest obecność oraz nieobecność w ważnych dla bohaterów chwilach oraz pytanie o sens poświęceń dla bliskich. Otrzymujemy historię o odkłamywaniu, poznawaniu innej wersji wydarzeń, dorastaniu i uświadamianiu sobie, że rozczarowań nie da się z życia wymazać w ramach długofalowego planu. Życie w komunizmie i życie po jego upadku tylko pozornie stanowią dwie rzeczywistości. Kłamstwo i naruszone więzi mają się równie dobrze i w jednym, i w drugim okresie. Zoltán Egressy również skupia się na relacjach bliskich sobie ludzi. W „Zwyczajnej środzie” źródłem rozpadu jest niszczenie związku dwojga ludzi od wewnątrz. Na uwagę zasługuje znakomicie rozpisana rola teściowej. Autor zdaje się sugerować, że to, co dobre tylko do pewnego czasu da się uratować. Przekroczenie granicy stawia ludzi trzymających się wcześniej razem po przeciwnych stronach barykady.
W „Nietoperzu” Kornéla Mundruczó i Katy Wéber pozornie lekkie sytuacje zmieniają się w chwile próby, w których bohaterowie musza podjąć decyzje dotyczące spraw ostatecznych. Intertekstualność dramatu tylko pozornie ukierunkowuje na umowność owych niełatwych wyborów, tak naprawdę rzeczy nieodwracalne, tak sugerują autorzy, wydarzyć się mogą niezauważalnie, choć jednocześnie na oczach wszystkich. Angażowanie publiczności nie jest więc gestem przypadkowym. „Telefon” Borbáli Szabó to intrygujące studium osaczenia. Całą opowieść musi unieść jeden aktor. Bohater niespodziewanie nie może opuścić pomieszczenia, w którym się znajduje, ma natomiast telefoniczny kontakt ze światem. Telefony od różnych osób pozwalają scharakteryzować jego życie prywatne i zawodowe oraz odtworzyć sytuację na poły zabawnego, na poły tragicznego osaczenia. Intensywność komunikatów z rzeczywistości odsłania słabość mężczyzny, który miał się za osobę silną. Lektura antologii pozwala sądzić, iż prywatność zyskuje w zaprezentowanych opowieściach wymiar publiczny. Jeśli więc czytamy o tym, co dzieje się między jednostkami, tak naprawdę wydarzenia te możemy traktować jako metaforę stosunków międzyludzkich w ogóle. To wszystko, co szczególne, odsłania swoją uniwersalność.


Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie, wybór: Patrycja Paszt, przeł. Jolanta Jarmołowicz i Daniel Warmuz, Wyd. Agencja Dramatu i Teatru ADiT, Warszawa 2017.

czwartek, 20 października 2016

Wybór lub jego brak (F. von Schirach, Terror)

Najnowsza książka von Schiracha, ukazująca się polsku, potwierdza pisarską klasę autora. Autor „Przestępstwa” i „Winy” pozostaje w znakomitej formie, nieustannie zmuszając czytelnika do mierzenia się z problemami prawa w sposób nieoczywisty i moralnie angażujący. Tytułowy „Terror” naprowadza nas nie tylko na tematykę zajmującą uczestników procesu. Oto pilot Lufthansy bez zgody przełożonych decyduje się na zestrzelenie samolotu pasażerskiego przejętego przez terrorystę. W efekcie ginie 164 pasażerów, a plany zamachowca zostają udaremnione. Zamierzał on rozbić samolot na stadionie, na którym trwał właśnie mecz obserwowany przez 70 tysięcy widzów. Oskarżony odpowiada nie tylko za działanie bez rozkazu, ale przede wszystkim za masowe morderstwo. Ława przysięgłych, ale czytelnicy, którzy stają się jej częścią, mają zadecydować, czy należy mężczyznę ułaskawić czy skazać. Ferdinand von Schirach wprost sugeruje, że przed naszymi oczami w pewnym sensie rozgrywa się spektakl. Obserwujemy próbę sił na miarę wyboru Antygony. Musimy zadecydować, czy bliższa jest nam zasada prawa (w tym wypadku Konstytucji), czy zasada moralna (mniej za więcej). Mówiąc dosłownie, nie o sprawiedliwość tutaj chodzi, ale o nierozwiązywalną kwestię, czyje życie jest istotniejsze – czy większej liczby ocalonych (widzowie meczu), czy mniejszej skazanych na śmierć (pasażerowie samolotu). Autor dodatkowo wzmacnia efekt zaprezentowanego etycznego dylematu, gdyż decyduje się na formę dramatu. Wycyzelowane dialogi, logika argumentacji, napięcie towarzyszące precyzyjnym wypowiedziom, wreszcie racja stojąca po każdej stronie – to wyjątkowe atuty tekstu. Ascetyczna forma prowokuje przemyślenia zdecydowanie dalekie od stoickiego samoograniczenia, a prawdopodobieństwo zaistnienia opisywanej sytuacji odsłania nierozwiązywalność problemu w kategoriach „albo-albo”. Tytułowy terror to nie tylko zagrożenie ze strony tych, którzy za nic mają życie ludzkie, to także terror zasad i paragrafów nieprzystawalnych często do wyzwań typowych dla współczesności, ale i terror zależności obywatela od państwa. Można by również mówić o terrorze nieustannego lęku wpisanego w biografię każdego, kto funkcjonuje w przestrzeni publicznej i wchodzi w relację z innymi. Von Schirach pyta więc pośrednio o odpowiedzialność za innych i zaufanie do drugiego człowieka. Bardzo dobre.


Ferdinand von Schirach, Terror, przeł. Anna Kierejewska, Wyd. W.A.B., Warszawa 2016.