Natalka Suszczyńska przyzwyczaiła czytelników swoich opowiadań do nieoczywistych skojarzeń, surrealistycznych wizji, oryginalnych obrazów rzeczywistości. Tym razem pozostaje równie interesującą prozaiczką, ale decyduje się na nieco dłuższą formę i sięga po fragmenty własnej autobiografii. Wyjaśnijmy od razu, że choć mamy do czynienia z powieścią, to tak naprawdę jej skondensowana objętość daje uzasadnienie dla użycia określeń mikro- lub minipowieść. Z kolei autobiograficzności nie należy rozumieć dosłownie. Autorka sięga do wspomnień i realnie istniejących postaci, ale jednocześnie nie rezygnuje z wymyślania. Mamy więc do czynienia z tzw. autofikcją. Suszczyńska swoją najnowszą książką dołącza do licznej grupy przedstawicieli tzw. trzeciego pokolenia. To oni zabierają dzisiaj głos w sprawie swoich małych ojczyzn. Często są już od tych miejsc daleko, nie zamierzają tam wrócić, ale odkrywają, że wiedza o przeszłości i pamięć tego, co w okresie okołowojennym przeżyli ich przodkowie, to także fragmenty ich własnej, składającej się często z nieprzystawalnych do siebie fragmentów tożsamości. W prozie autorki znajdziemy wszystko to, co charakterystyczne dla Podlasia. Będzie więc zderzenie miasta i wsi, białoruskość traktowana jako duma i stygmat, jeden język używany w sytuacjach oficjalnych, drugi w domu wśród swoich, niezdefiniowane do końca doświadczenie prowincjonalności i wielokulturowości, ale też ludzie, bardzo konkretni, których imiona i zachowania się pamięta. Dla historii opowiedzianej przez Natalkę Suszczyńską kluczowe okażą się dwie postaci – prababka bieżenka, która powróci do swojego miejsca, i dziadek, etnograf, autor podręczników i „drugorzędny poeta”. Pamięć tych osób oraz tworzenie pamięci o nich okażą się doświadczeniami formacyjnymi, bo pozwoli mieć nieoczywiste punkty odniesienia. Bardzo ciekawym elementem tej składającej się z mikroscen i krótkich refleksji prozy stanie się odważne mierzenie się z brakiem wiedzy o przeszłości rodziny. Świetny w tym kontekście okaże się fragment rozrysowania do szkoły w dużej mierze fikcyjnego drzewa genealogicznego. Suszczyńska pozostaje obserwatorką ironiczną, dociekliwą, uważną. Znakomicie wplata w swoją opowieść to, co wiąże się z Wielką Historią. Będzie to nie tylko bieżeństwo, ale i tzw. bandy grasujące w tamtym rejonie oraz potencjalne wykluczenie wynikające z przynależności do tych, którzy znają język białoruski i są prawosławni. Autorka nie rozważa tych wątków w sposób rozbudowany, sygnalizuje je zdaniem, kilkoma słowami, określeniem, które gdzieś zostaje wypowiedziane, a czytelnik i tak domyśla się, jak wiele za tymi fabularnymi drobiazgami się kryje. Natalka Suszczyńska nie próbuje zbudować tożsamości trwałej i nienaruszalnej. Pokazuje raczej, że także fundament oparty na chwiejności, braku odpowiedzi, przemilczeniu, zapomnianym lęki może być ważny w teraźniejszości. Lektura obowiązkowa!
Natalka Suszczyńska, Wygoda, Wyd. ArtRage, Warszawa 2025.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz