Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

piątek, 11 lipca 2025

Kruchość tożsamości (A. Ravatn, Goście)

 

Powieść Ravatn dzieje się w dość ascetycznych, choć materialnie wyszukanych dekoracjach. To, co najważniejsze dzieje się w głowie głównej bohaterki, ale i innych osób pojawiających się tutaj na pierwszym planie. Punkt wyjścia wydaje się banalny. Oto ceniona prawniczka po latach spotyka dawną koleżankę ze szkoły. Ta proponuje jej, aby razem z mężem skorzystała z należącego do niej domu letniskowego. Konieczne jest zaznaczenie w tym miejscu, że ów dom to właściwie posiadłość. Świadczy o zamożności właścicieli, jest luksusowa, hipernowoczesna. Szybko okazuje się, że ów wyjazd to tak naprawdę toczeniem gry z samą/samym sobą, a potem z innymi. Ma być odpoczynkiem, ale dla męża kobiety łączy się z wykonaniem pewnego zlecenia. Ma wiązać się z relaksem, ale budzi dawno uśpione demony. Ma utwierdzić bohaterkę w celowości i sensowności wyborów życiowych, ale przynosi szereg nowych wątpliwości. Cały pobyt zdominowany jest przez myślenie, mówienie, odnoszenie się do właścicielki domu letniskowego. Raptem okazuje się, że na nowo zaczyna uwierać wspomnienie dawnego lęku, przemocy i frustracji. Osoba, która tak naprawdę w codzienności bohaterki już nie istniała, ożywa i zajmuje pozycje dominującą. Staje się punktem odniesienia. Dodatkowo sytuację komplikuje stan posiadania oraz pozycja zajmowana w społeczeństwie. I dotyczy to zarówno małżeństwa, które spędza wakacje nie u siebie, jak i ich nowo poznanych znajomych, pary mieszkającej po sąsiedzku, a także nieobecnej właścicielki. Kiedy kłamstwo przestaje być niewinną grą, zabawą i staje się przejawem kompleksów? Kto z kim toczy tutaj grę? Z którymi osobami wiążą się takie wyznaczniki prestiżu, które można uznać za trwałe i obiektywnie cenione? Kto kogo w tej grze upokarza? Ile prawdy jest w byciu kimś innym i czy pełniona rola determinuje nasze zachowanie? Czy izolacja, w której wakacyjnie funkcjonują bohaterowie, dodaje im odwagi czy może intensyfikuje tchórzostwo? Czy dzieją się właśnie rzeczy błahe, mało istotne, czy może fundamentalne, zmieniające to wszystko, co jeszcze może się wydarzyć po powrocie? Te i inne pytania towarzyszą lekturze tej bardzo ciekawej powieści. Warto!

 

Agnes Ravatn, Goście, przeł. Karolina Drozdowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2025.


niedziela, 29 czerwca 2025

Opowieść jako potwierdzenie (E. Strout, Opowiedz mi wszystko)


 

Niespieszna, skupiona na szczególe, odsłaniająca wagę tego, co pozornie nieistotne, wreszcie skoncentrowana na trzech wiodących wątkach – opowiadaniu jako potrzebie utrwalenia i zachowania w pamięci, samotności, także tej, kiedy obok jest ktoś bliski, oraz winie, której nie da się odkupić przez upływ czasu. Tak można by krótko scharakteryzować powieść Elizabeth Strout. Warto zauważyć, że wspomniane motywy przewodnie wzajemnie się zazębiają, nachodzą na siebie, odsłaniając paradoks codzienności, w której nie da się nie myśleć o innym życiu w innych konfiguracjach przestrzennych i osobowych. Wynikający z tego uwikłania smutek ujawnia się w procesie opowiadania i przekazywania historii innym, tym, którzy słuchają. Wówczas to, co wcześniej niewypowiedziane, zostaje nazwane, jest przeczuwane, bywa intuicyjnie doznawane, wreszcie – co najważniejsze – nie znika, bo ktoś o tym wie. Elizabeth Strout pokazuje rzeczywistość od podszewki i to w tej jej wersji, w której nie da się powiedzieć, że to, co pod spodem, jest kompatybilne z tym, co na wierzchu. Tam, gdzie miała być miłość, jest tęsknota za utraconym i przyzwyczajenie, tam, gdzie wydawało się, że jest wybaczenie, tli się myśl o zemście, tam, gdzie pozornie jest dziwactwo, skrywa się tęsknota za zrozumieniem, wreszcie tam, gdzie przez całe życie jest myślenie o winie, okazuje się, że wspomniana wina ma nieco inne oblicze niż to, co uznano za oczywiste. Intrygujące!

 

Elizabeth Strout, Opowiedz mi wszystko, przeł. Ewa Horodyska, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2025.

poniedziałek, 23 czerwca 2025

Jak być bliżej, skoro jest się coraz dalej (G. Riley, Moje zmory)

 

Gwendoline Riley rozgrywa swoją opowieść w trójkącie. Nie o związki miłosne jednak tutaj chodzi, ale o relacje między dzieckiem a rodzicami. W trakcie lektury uświadamiamy sobie, jak silna więź pojawia się w przypadku bohaterów przez nieobecność. Widać to szczególnie wyraźnie w kontekście nieobecnego i musztrującego córki ojca. Każde spotkanie dzieci z mężczyzną poprzedzone jest minirewolucją w domu. Drobiazgowe opisy mało dowcipnych żartów ojca, powtarzanych do znudzenia i stanowiących przykład jego wysokiego mniemania o sobie, są tak naprawdę obrazazmi okrucieństwa. To, co mogłoby być radosne, swobodne i spontaniczne, naznaczone zostaje sztucznością, okazywaniem wyższości i próbą podważenia dziecięcych wyborów. Nie inaczej jest w przypadku kontaktów z matką. Bohaterka ucieka od kobiety. Nie chce spotykać się z nią zbyt często. Matka wcale nie dąży do zintensyfikowania kontaktów. Sformalizowana formuła wymiany prezentów z okazji urodzin wystarcza obu kobietom. Odchodzenie rodziców związane ze śmiercią jest właściwie czymś mało istotnym. To najważniejsze odejście, związane z chłodem, obcością i obojętnością, rozegrało się bowiem dużo wcześniej. Reakcja na śmierć dosłowną jest więc w pewnym sensie tylko przypieczętowaniem tego, co zniszczono kiedyś lub czego nigdy nie zbudowano. Intrygujące i nieoczywiste.

 

Gwendoline Riley, Moje zmory, przeł. Maciej Stroiński, Wyd. Czarne, Wołowiec 2025.