„Lekarze prowincjonalni” to bardzo ciekawa opowieść o przemianach związanych z budowaniem nowego świata tuż po wojnie. Gatunkowo autor łączy reportaż historyczny z esejem historycznym, korzysta z dokumentów i świadectw autobiograficznych, interesująco łączy wskazywanie tego, co można by nazwać regułą typową dla tamtych czasów, z tym, co wiąże się z doświadczeniem jednostkowym. Wyjątkowo intrygujące okazuje się uchwycenie paradoksu wpisanego w zderzenie przeciwieństw. Wierzenia ludowe i wynikające z wiejskiej tradycji niechętnie ustępują miejsca nauce i medycynie. Trwałość zastanego nieszczególnie szybko zaczyna kruszeć pod naporem świadomości, że lekarz faktycznie może pomóc uratować życie. Stasiak nie tyle piętnuje zacofanie, co raczej pokazuje, że medycy na prowincji, aby skutecznie leczyć, musieli nauczyć się zrozumieć to, co obce i jednocześnie nauczyć się przekonywać innych, że oferują coś dobrego. Dramatyczne momenty, kiedy lęk przed nowym jest większy od strachu przed śmiercią, zapadają w pamięć i pokazują, jak trudne zadanie stało przed lekarzami na prowincji. W pewnym więc sensie książka ta pokazuje, że medycy musieli stać się również znakomitymi negocjatorami, edukatorami i psychologami. Publikacja Marcina Stasiaka to również fascynujący portret przemian obyczajowych i społecznych. Próby zniesienia opozycji między miastem i wsią cały czas przypominają o różnicach, które trudno wyeliminować. Ciekawym wątkiem jest także prywatność lekarzy. Poczucie obowiązku i uczestniczenia w czymś ważnym często było powiązane z osamotnieniem, niezrozumieniem, funkcjonowaniem na marginesie tego własnego, bo bliskiego, świata. Autor z dużym wyczuciem sygnalizuje te kwestie, eksponując specyfikę czasów i specyfikę autobiograficznego doświadczenia. Warto.
Marcin Stasiak, Lekarze prowincjonalni, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz