Autobiograficzna proza Louisa okazuje się poruszającym portretem samotności, odrzucenia, okrucieństwa, przemocy i bycia od początku na straconej pozycji. Wszystko to opowiadane jest w cieniu śmierci, bo to właśnie śmierć uruchamia wspomnienia, pozwala podjąć próbę rekonstrukcji wydarzeń z przeszłości, wreszcie umożliwia podjęcie kluczowych z punktu widzenia własnych relacji z rodziną decyzji. Informacja o śmierci starszego brata każe narratorowi i zarazem autorowi spotkać się z matką i wesprzeć ją w trudnej chwili utraty własnego dziecka. Jednocześnie staje się pretekstem do przypomnienia sobie, dlaczego przez ostatnią dekadę brat był nieobecny w jego życiu oraz jak doszło do tego, że ci, którzy mężczyznę wspominają, pamiętają, że był bardzo miły i że potrafił być wyjątkowo brutalny. Alkoholizm i przemoc w życiu dorosłym sąsiadują z doświadczonym wcześniej odrzuceniem, poniżeniem, ośmieszeniem. W pewnym więc sensie obserwujemy proces rodzenia się potwora, ale i proces autodestrukcji i niemożności ukształtowania siebie. W przypadku zmarłego brata autora piekłem są nie tylko inni, ale i piekłem jest on sam. Louis pozostawia czytelnika z pytaniem, czy śmierć unieważnia zło, które wydarzyło się za życia i czy pamiętając wspomniane zło musimy towarzyszyć śmierci. Pokazuje, że odebranie komuś marzeń nigdy nie jest niewinne. Bardzo dobre.
Édouard Louis, Krach, przeł. Joanna Polachowska, Wyd. Pauza, Warszawa 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz