Mroczna, destrukcyjna i – użyję tego słowa – bardzo mięsista w swoim stylu historia. Dobrze napisana i pomyślana, jeśli weźmiemy pod uwagę rozpisanie na głosy i pokazanie różnych wersji tych samych wydarzeń. Wreszcie nieoczywista, bo portretująca związek, rodzinę i macierzyństwo jako szereg nieszczęść przychodzących nie tyle od środka, co raczej z wewnątrz. Helena Piecuch intrygująco rozgrywa kwestię ciąży – od czegoś niechcianego przez coś obcego i w ostatecznie w jakiś sposób oswojonego po doświadczenie straty. Szczególnie ciekawe jest obserwowanie procesu rozpadu rodziny, zwłaszcza że rysy tworzą się tam, gdzie potencjalnie mogłyby się tworzyć więzi. Autorce udaje się pokazać, że życie obok siebie osób pozornie bliskich, ale tak naprawdę sobie obcych, może być umacnianiem przekonania, że nie da się odzyskać tego, czego nigdy nie było. Ostatecznie największym zobowiązaniem do wypełnienia okazuje się rozstanie, odcięcie się, uwolnienie, ale i – tak po prostu – odpuszczenie sobie i innym. Warto!
Helena Piecuch, Mamuna, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz