
Powieść
Agnieszki Głębickiej nazwałabym debiutem z potencjałem i potknięciami
jednocześnie. Jestem więc bardzo ciekawa, co autorka jeszcze napisze i czy uda
się jej ów potencjał wykorzystać. Wbrew temu, co zapowiadane jest na okładce, „tętno
powieściowego życia” jest dość przewidywalne. Autorka operuje odniesieniami do
tego, co w losie Ślązaków jest typowe (np. polsko-niemieckie uwikłanie), także
dramatyczne, to nie ulega wątpliwości, jednak w tej prozie okazuje się dość
przewidywalne, a przez to schematyczne. Także wysunięcie na plan pierwszy
kobiet i uczynienie ich głównymi bohaterkami nie eliminuje poczucia, że są to
jednak historie dobrze znane i opowiadane w tym przypadku pewnymi kliszami. Ale
jest w tej książce co najmniej kilka świetnych momentów, scen, przywołanych
przedmiotów, obrazów, wspomnień świata, który przeminął. Celna, choć pozornie
oczywista, metafora, że tam nic nie ma, choć za tym „nie ma” kryć się może
czyjeś całe życie z jego dramatami, uniesieniami i wzruszeniami. Bardzo dobry
jest chociażby początek i koniec tej opowieści. I właśnie to pokazuje, jaka
mogłaby być ta historia, a jaka ostatecznie nie jest.
Agnieszka
Głębicka, Śląszczyki, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.