Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

niedziela, 18 października 2020

Słowa (S. Gromadzki, Żydówka)

 

Debiutancka powieść Stanisława Gromadzkiego to z jednej strony nawiązanie do tradycji wielu tekstów kultury poświęconych złu, zdradzie, napiętnowaniu i antysemityzmowi, z drugiej niezwykle świeże potraktowanie i używanie języka. Nie bez powodu polecający utwór na okładce prof. Michał Głowiński zwraca uwagę na nieokreśloność czasu i umiejętność posługiwania się przez autora „gadaniem ludzi prostych”. To właśnie w rytmie opowieści – tej codziennej, gdzie nieistotne przetyka się z ważnym i gdzie mimowolnie ujawniane są sekrety otwierające na doświadczenie spraw ostatecznych – rozgrywa się to, co najważniejsze. Gromadzki pozwala wybrzmieć słowom w wielokrotności ich sensów. Oto bowiem okazuje się, że to, co banalne, pozornie niepotrzebne, zbędne, staje się elementem procesu przygotowującego do wypowiedzenia tego, co ważne, kluczowe dla przeszłości, poświadczające sens pamiętania i występujące zarazem przeciw zapomnieniu. Słowotok, swoboda skojarzeń, zagadywanie ciszy, mówienie tego, co ślina na język przyniesie – to wszystko przestaje być tłem dla wyznania, ale okazuje się jego częścią. Dzięki tak zaplanowanej opowieści Gromadzkiemu udaje się pokazać rzecz bardzo ważną, a mianowicie fakt, że to, co fundamentalne, co złe lub bardzo dobre, co głęboko humanistyczne lub nieludzkie niekiedy, dzieje się zwykle w ciszy, niezauważone, jest wydarzeniem jednym z wielu, elementem całości, który w późniejszej opowieści niekoniecznie wysuwa się na pierwszy plan. W pewnym więc sensie „Żydówka” staje się opowieścią o niesprawiedliwości pamięci, nierównościach wpisanych w selekcjonowanie tego, co się wspomina, zdradzie ważnego na rzecz banalności. Warto.

 

Stanisław Gromadzki, Żydówka, Wyd. Eperons-Ostrogi, Kraków 2020.

poniedziałek, 12 października 2020

W imię przywilejów (A. Renton, Jak wytresować lorda. O elitarnych szkołach z internatem)

 

Książka Rentona to ważny głos w sprawie kosztów ponoszonych przez najmłodszych po to, by później w wieku dorosłym mieć dostęp do przywilejów i być częścią elit. Zdanie, które pada w początkowych partiach publikacji, celnie podsumowuje traumę fundowaną dzieciom i młodzieży przez najbliższych przy jednoczesnej akceptacji tych, którzy pojawiające się w edukacji patologie mogliby zmieniać: „Niniejsza książka jest próbą wytłumaczenia, dlaczego cała klasa społeczna – jedna z najpotężniejszych, jakie zna świat – zdecydowała, że dzieci muszą cierpieć, by stać się użytecznymi obywatelami” (s. 20). Przemoc, upokorzenia, izolacja i szykany okazują się praktykami zdarzającymi się wyjątkowo często w elitarnych szkołach z internatem. Renton stara się pokazać problem w możliwie szerokim ujęciu. Widzimy więc, jak długą tradycję ma umieszczanie dzieci w instytucjach edukacyjnych daleko od domu. Autor odwołuje się do tekstów literackich opisujących to doświadczenie, przywołuje wspomnienia różnych osób, akcentuje, że on również jest ofiarą tego procederu. To, co szczególnie uderza w tekście, to samotność ofiar przemocy. Oprawcy, bo inaczej nie da się nazwać nauczycieli, opiekunów, rodziców i kolegów, nie tylko nie chcą słuchać dziecka wołającego o pomoc, ale również są przekonani, że niszczenie psychiki podopiecznych oraz egzekwowanie posłuszeństwa za pomocą dotkliwych kar fizycznych służy dobru i jest inwestycją w przyszłość. Renton pokazuje, że cierpienie jest etapem przygotowującym do wejścia w świat przywilejów, wyniszczającym, ale jednocześnie społecznie ignorowanym. Odsłania reguły konstytuujące władzę – by ją posiąść, najpierw trzeba być zniszczonym i uzyskać w ten sposób prawo do niszczenia innych. Niezgoda stojąca u podstaw tego reportażu wybrzmiewa mocno, wyraziście i oskarżycielsko. Lektura obowiązkowa.

 

Alex Renton, Jak wytresować lorda. O elitarnych szkołach z internatem, przeł. Agnieszka Rasmus-Zgorzelska, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2020.

niedziela, 11 października 2020

Wszystko i nic (S.M. Broom, Żółty Dom. Wspomnienia)

 

„Żółty dom” to połączenie opowieści o charakterze prywatnym, a nawet głęboko intymnym, z opowieścią dotyczącą spraw społecznie i politycznie ważnych. Funkcjonowanie obok siebie wspomnień związanych z biografią autorki i jej rodziny oraz z historią miejsca i jego przemian okazuje się ważnym głosem otwierającym nas na dodatkowe sensy. Broom pokazuje bowiem, jak nieoczywisty bywa dramat straty, jeśli weźmiemy pod uwagę nie tylko kwestie związane z życiem i śmiercią oraz ekonomią. Tytułowy „Żółty Dom” staje się symbolem wejścia w świat wcześniej niedostępny i jednocześnie symbolem całkowitego unieważnienia tego faktu. Huragan Katrina, który tak dramatycznie doświadczył Nowy Orlean i jego mieszkańców, okazuje się kluczowym punktem odniesienia dla wspomnień łączących dumę i upokorzenie, przełamywanie granic i rasizm, unieważnianie niesprawiedliwych przywilejów i klasizm. Broom w wielu momentach brzmi prowokująco, jednak więcej tutaj nostalgii, melancholii, próby ocalenia własnej tożsamości niż adresowanych w konkretnym kierunku oskarżeń. Autorka unika egzaltacji, zmusza siebie do zachowania dystansu, ujawnia wiele, ale i stara się nie epatować uczuciami. W efekcie bardzo wyczuwalne jest tutaj napięcie. Broom panuje nad nim, ale i znakomicie je wykorzystuje, by pokazać, jak trudne jest tworzenie własnego miejsca tam, gdzie marzenia i oczekiwania osobiste tak bardzo różnią się od postrzegania i oceny innych ludzi. Prywatność narażona nieustannie na publiczne wartościowanie zamienia się w konieczność ciągłej samokontroli, a dom już nie jest tylko domem, staje się rodzajem sceny, na której toczy się spektakl bez końca i walka o przetrwanie. Broom udowadnia, że opowieść autobiograficzna może być intymnym, literacko intrygującym portretowaniem tego, co społeczne i co dotyczy nie tylko jednostki.

 

Sarah M. Broom, Żółty Dom. Wspomnienia, przeł. Łukasz Błaszczyk, Wyd. Agora, Warszawa 2020.