Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

piątek, 16 sierpnia 2024

Dwa światy czy jeden świat? (A. Leogrande, Granica)

 

Alessandro Leogrande proponuje czytelnikom reportaż, który z jednej strony stanowi próbę uchwycenia współczesnych przemian związanych z imigracją, z drugiej okazuje się mocno wybrzmiewającym głosem w sprawie. Tytułowa granica zostaje przywołana nie bez powodu. W jej przypadku mamy również co najmniej podwójną perspektywę. Autor wyraźnie akcentuje, że ta kluczowa dzisiaj granica oddziela Europę od Afryki. Jednocześnie nie ukrywa, że jej istnienie i podtrzymywanie to fałszywy wybór, niezgodny z dostrzeganiem człowieka w człowieku, paradoksalnie sprzeczny z ideą człowieczeństwa jako takiego. Ów ideowy charakter opowieści jest zresztą bardzo istotny. Leogrande rekonstruuje przyczyny, dla których imigranci decydują się opuścić swój kraj, narazić własne życie, porzucić wszystko to, co dobrze znane i wejść w zupełnie obcy świat. To, co szczególnie uderza w zaproponowanej przez autora opowieści, to zachowanie proporcji między historią jednostkową a doświadczeniem całych grup społecznych. W efekcie otrzymujemy celne i dobrze eksponujące polityczne, obyczajowe, ekonomiczne i ideowe uzasadnienie dramatów, do których dochodzi na morzu. Ważnym elementem opowieści staje się przywołanie roli pełnionej przez przemytników. W kontekście ich zachowania oraz łatwości, z jaką kupczą życiem ludzkim, aktualne jest pytanie o winę, której nie da się tak po prostu zmyć i próbować usprawiedliwić. Jednym z ciekawszych elementów książki jest biografia konkretnego mężczyzny, do której autor wraca i która ulega przekształceniom w kontekście kłamstwa i prawdy. Leogrande przekonująco pokazuje, że mamy w tym wypadku do czynienia nie tyle z fałszem, ale raczej z odsłonięciem trudnej prawdy: aby opisać dyktaturę i codzienność w świecie przemocy często brakuje właściwych słów dla oddania paraliżującego strachu i odczuwanego cierpienia.

 

Alessandro Leogrande, Granica, przeł. Zuzanna Krasnopolska, Wyd. Relacja, Warszawa 2024.

piątek, 9 sierpnia 2024

Jedność (D. Nors, Słone łąki. Wybrzeże Morza Północnego)

 

„Słone łąki” to nieoczywiste połączenie prozy autobiograficznej z esejem o miejscach i krajobrazie oraz esejem o pamięci. Autorka zaprasza czytelnika do przyjrzenia się procesowi związanemu z przemijaniem, próbą odtworzenia przeszłości oraz stopniowym akceptowaniem tego, że warstwa doświadczenia przynależna do teraźniejszości jest dominująca i jednocześnie najbardziej osobista. Dorthe Nors umieszcza fragmenty własnej biografii w historii miejsc, które odwiedza. Czasami są to doświadczenia z dzieciństwa, innym razem przeżycia przypisane do dorosłości. W każdym wypadku mamy jednak do czynienia z dobitnym pokazaniem, że to, co kiedyś było bliskie, dzisiaj funkcjonuje na innych zasadach. Niekoniecznie okazuje się obce, ale ewentualna więź, która przetrwała, jest już innego rodzaju. To odkrywanie siebie z czasu minionego i trochę jednak zapomnianego komponuje się dobrze z odsłanianiem przeszłości miejsc, ale i ich specyfiki, opartej niejednokrotnie na pielęgnowaniu izolacji, zamknięcia, stygmatyzacji inności czy wiary w magiczność pewnych przeżyć. Fragmenty, w których autorka pokazuje, jak to jest być swoją i zarazem obcą, niechcianą, ukaraną odrzuceniem, są wyjątkowo ciekawe. Zwłaszcza że w jakimś sensie pozostają spójne z surowością krajobrazu, w którym dany proces akceptacji lub stygmatyzacji się dzieje. Warto również zatrzymać się przy znoszeniu granic między brzegiem a morzem. W trakcie lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że w opowieści tej „bycie nad morzem” i „bycie na morzu” to forma tego samego doświadczenia, nie tyle dwa różne stany, ale raczej jedność. Intrygujące!

 

Dorthe Nors, Słone łąki. Wybrzeże Morza Północnego, przeł. Elżbieta Frątczak-Nowotny, Wyd. Czarne, Wołowiec 2024.

środa, 7 sierpnia 2024

Znikanie (P. Kofta, Lejek (wariacje))

 

Zbiór opowiadań Piotra Kofty intryguje właściwie od początku. Kiedy jesteśmy przekonani, że mniej więcej wiemy, w jakim kierunku zmierza rozwój akcji, autor dokonuje gwałtownego zwrotu, pokazując, że nic w zebranych w tomie historiach nie będzie oczywiste. W miarę poznawania kolejnych tekstów wspomniana wolta okazuje się regułą – oryginalnie rozegraną, daleką od sensacyjności, rozciągniętą między paradoksem a czymś potencjalnie niepokojącym i mrocznym. To zderzenie racjonalnego z absurdem jest w opowiadaniach zamieszczonych w „Lejku” najciekawsze. Pozostawia czytelnika w poczuciu dotknięcia czegoś nie do końca nazwanego przy jednoczesnym unikaniu patosu, korzystaniu z ironii, umiejętności wprowadzenia elementów humorystycznych. Wątek, który powraca w opowiadaniach, to znikanie. Rozgrywane jest ono na różnych poziomach – i tym bardziej dosłownym, i tym metaforycznym. W tle pojawiają się zatem pytania o możliwość pozostania w pozycji niewidzialnego obserwatora wydarzeń, o prawo do decydowania o własnym istnieniu, o wnikanie w to, co inne, obce, nieznane, ale silnie pochłaniające, o możliwość ignorowania ostateczności, cokolwiek miałaby ona oznaczać, wreszcie o konsekwencje izolacji i reprodukowanie wolności lub zniewolenia w zależności od cech posiadanych przez członków grupy, której stajemy się częścią. W pewnym sensie są to również historie o samotności – zdiagnozowanej na własny użytek, potraktowanej autoironicznie, ale jednocześnie odsłaniającej to wszystko, co dzieje się wtedy, kiedy dochodzi do nawiązania relacji z otoczeniem. Bohaterowie opowiadań (także ci, którzy nie są ludźmi) dysponują, tak chyba można powiedzieć, zwiększoną samoświadomością i gotowością ryzyka po to, by spróbować funkcjonować na własnych zasadach. Poza tym wszystkim, o czym wspominam powyżej, warto docenić tę prozę za stylistyczną lekkość i precyzję zarazem oraz za niebanalność pomysłów. Warto!

 

Piotr Kofta, Lejek (wariacje), Wyd. Nisza, Warszawa 2024.