Zapraszam również na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/bernadetta.darska

oraz na moje konto na Instagramie: https://www.instagram.com/bernadettadarska/

piątek, 22 lipca 2022

Wieczerza prawdy (S. Auslander, Matka na obiad)

 

Świetna powieść! Zabawna i mądra, a czarny humor i absurd sąsiadują tutaj z celnymi diagnozami społecznymi związanymi z refleksjami nad przynależnością do grupy, kontynuowaniem tradycji, dziedziczeniem zwyczajów, przymusem wypełniania woli starszych i prawem do wybierania własnej drogi życiowej. Pomysł, by centralnym elementem powieści była śmierć matki, wydaje się dość zgrany. Jednak w tym wypadku okazuje się bardzo oryginalny. Oto matka od pewnego czasu czeka na śmierć, tuczy się więc, by więcej jej ciała pozostało dzieciom. Kulminacyjnym momentem odejścia kobiety oraz jej zaplanowanego projektu życia jest specyficzna stypa. Ma ona polegać na spożyciu matki przez jej synów. Wśród zwykłych obywateli Stanów Zjednoczonych żyje bowiem szczególna grupa, która od dawna ma trudności z kultywowaniem tradycji. To Kanibamerykanie. Tytułowa „matka na obiad” jest zatem dosłownym posiłkiem, do którego zobligowani są synowie po śmierci rodzicielki. Autor znakomicie rozgrywa to, co zabawne, i to, co ma w sobie coś mrocznego. Mamy więc chociażby świetną scenę dzielenia własnego ciała przez matkę, która jeszcze żyje. Połączenie danego dziecka z konkretnym kawałkiem mięsa to jednocześnie brutalna ocena każdego z synów i mocny portret zdeterminowanej przez ideologię i odrzucającej uczucia kobiety. Mamy też fantastyczną scenę szatkowania ciała przy pomocy innego z członków rodziny. Shalom Auslander fascynująco opisuje, jak poddawanie się cudzym kategorycznym życzeniom jest gwałtem zadawanym samemu sobie i – w tym wypadku dosłownie – staje w gardłach dorosłych dzieci kanibalki. Nieświeże mięso, odruch wymiotny, wewnętrzny protest przeciwko odtwarzaniu nie swoich rytuałów – naturalizm czynów miesza się tutaj z ich ważną symboliką, a rzeczy tak naprawdę bardzo kluczowe dla tożsamości zostają rozegrane tak, że nieraz wybuchamy śmiechem. Znakomity jest również wątek pracy w wydawnictwie i tego, co może się sprzedać, co jest oferowane w ramach propozycji i co jest akurat modne. Ta minisatyra na rynek wydawniczy to prawdziwy majstersztyk. Lektura obowiązkowa.

 

Shalom Auslander, Matka na obiad, przeł. Maciej Stroiński, Wyd. Filtry, Warszawa 2022.

środa, 20 lipca 2022

Reporterskie świadectwo (M. Szczygieł, Fakty muszą zatańczyć)

 

Ci, którzy znają teksty Mariusza Szczygła, poprzedzające reportaże zamieszczone w trzech tomach antologii „100/XX+50”, mogli się spodziewać tego, że autorska opowieść o gatunku, czyli „Fakty muszą zatańczyć”, będzie utrzymana w podobnym stylu. Cóż znaczy w tym kontekście określenie „podobny”? Felietonowo-eseistyczne wprowadzenia Szczygła z przywołanej antologii są formalnie przemyślane, erudycyjne, pełne anegdot, ale i merytorycznych treści, stylistycznie lekkie i barwne. Układają się w rodzaj opowieści o historii, przemianach i losach reportażu i reporterów w XX wieku. Niestety, publikacja „Fakty muszą zatańczyć” nie dorównuje tym tekstom. Nie ulega wątpliwości, że to ciekawy pomysł połączenia narracji autobiograficznej i podręcznikowej, bo cel edukacyjny jest tutaj jednym z ważniejszych wysuwających się na pierwszy plan. Słuchaczki i słuchacze Polskiej Szkoły Reportażu – ci, którzy dopiero nimi będą, i absolwenci – z pewnością potraktują tę książkę jako lekturę obowiązkową. Szczygieł nie ukrywa, że mówi we własnym imieniu, i że znalezienie własnego języka w reportażu to jedna z najważniejszych lekcji, którą musi odrobić każdy z adeptów zawodu. Często więc odwołuje się do innych, pokazując, że recept na dobry tekst może być wiele. Uważny czytelnik znajdzie tutaj część wątków poruszanych wcześniej przez autora na Instagramie. Zresztą autor „Gottlandu”, zapowiadając tę publikację, stosował dobrze sprawdzone zabiegi przy opowiadaniu o antologii „100/XX+50”. Mogliśmy więc jako czytelnicy podglądać jego miejsce pracy czy być świadkami powrotów do przeszłości. „Fakty muszą zatańczyć” to książka, w której opowieść o sobie, towarzyszy historiom na temat innych osób, książek, sytuacji. To zderzenie, choć zapewne przemyślane, momentami zaczyna tracić właściwe proporcje. Autor przywołując przykłady za bardzo opiera się na cytatach, za mało natomiast proponuje własnych odczytań. W swoim objaśnianiu zabiegów poczynionych przez innych reporterów zdarza się, że traci tak charakterystyczną dla siebie lekkość gawędziarskiego stylu, proponując momentami nie tyle autorski podręcznik do reportażu czy autorską opowieść o gatunku, co raczej poradnik pisania. I nie gatunkowe przyporządkowanie jest tutaj najważniejsze, co raczej fakt, że literacko ów poradnikowy styl wypada dużo mniej ciekawie i czasami osuwa się w banał, jest – tak to ujmijmy – nazbyt oczywisty i ciężki. Jeśli więc miałabym pozostać przy zaproponowanej na początku relacji z tekstami z antologii „100/XX+50”, to wspomniane teksty były lekturą obowiązkową. „Fakty muszą zatańczyć” potraktowałabym jako przypis, dopowiedzenie, lekturę uzupełniającą. Najbardziej interesujące w opowieści zaprezentowanej w książce jest pokazanie procesu dochodzenia do rozumienia siebie, gatunku oraz relacji z bohaterami. Fragmenty tego portretu, które możemy wyłuskać z tekstu, odsłaniają rzecz intrygującą, a mianowicie, że bycie reporterem to nie tylko gotowość zadawania pytań i rozumienia innego człowieka, ale też podobne potraktowanie siebie.

 

Mariusz Szczygieł, Fakty muszą zatańczyć, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2022.

sobota, 16 lipca 2022

Płynna tożsamość (T. Peters, Trans i pół, bejbi)

 

Powieść Torrey Petters przywodzi na myśl dwa, przywołane zresztą w książce, seriale, a mianowicie „Seks w wielkim mieście” i „Dziewczyny”. Historia opowiedziana w „Trans i pół, bejbi” mogłaby być kolejnym świetnym i celnym scenariuszem Leny Dunham. Akcja tego hipotetycznego serialu działaby się jednak w środowisku queerowym. Napięcie, nieoczywistość wyborów, niestabilność, gotowość przyjęcia zmiany czy kształtowanie siebie na nowo byłoby więc tutaj w kontekście osób transpłciowych dużo bardziej skomplikowane niż miało to miejsce w takich obrazach jak „Słowo na L” czy „Queer as Folk”. Peters buduje niepokój w sposób błyskotliwy i celny, zabawny w wielu momentach, wyłuskujący paradoks sąsiadowania obok siebie rzeczy dramatycznie poważnych i całkowicie nieistotnych. Ta lekkość dobrze oddaje powikłane związki bohaterów, chęć eksperymentowania nie tylko ze sobą, ale i na sobie, próby igrania z tym, co może przynieść zagrożenie, wreszcie renegocjowanie seksualności i szukanie w tej sferze takich doznań, dzięki którym do końca i tak naprawdę można się poczuć dobrze we własnej skórze. Ważnym punktem odniesienia będzie idea macierzyństwa. Idea, bo realizowana jest ona w książce na co najmniej kilku poziomach: dosłowności i marzenia, rozczarowania i przypadku, wyboru i rozszerzonego pojmowania rodzicielstwa, dzielenia się i myślenia wsobnego, wreszcie wpisania tego doświadczenia w istniejącą w sposób intensywny lub poprzez brak relację z własną matką. Pytania o tożsamość pojawiają się właściwie nieustannie, ale wynikają raczej z praktycznych doświadczeń, nie zaś z teoretyzowania. To ważne przesunięcie potwierdzające otwartość bohaterów na zmianę oraz na towarzyszące każdemu etapowi w życiu niedomknięcie.

 

Torrey Peters, Trans i pół, bejbi, przeł. Aga Zano, Wyd. W.A.B., Warszawa 2022.