środa, 24 maja 2017

Razem i osobno (B. Wells, Koniec samotności)

Benedict Wells, podobnie jak dobrze znany polskim czytelnikom Ferdinand von Schirach, jest wnukiem Baldura von Schiracha. Zmienił jednak nazwisko, a to, jak teraz się nazywa, jest dowodem na fascynację twórczością Johna Irvinga. „Koniec samotności” to pierwsza książka autora wydana w Polsce. Autora, dodajmy, który odniósł wielki sukces w Niemczech. Choć okładka książki może rodzić skojarzenia z tzw. popularną prozą kobiecą, szkoda byłoby, gdyby ktoś z tego właśnie powodu zrezygnował z lektury. Historia zaproponowana czytelnikom przez Wellsa daleka jest bowiem od banalności i powierzchowności typowej dla popliteratury. Wells pisze raczej literaturę środka, ale taką, której blisko jest do literatury artystycznej. Nie eksperymentuje z językiem ani z formą, choć sposób podzielenia tekstu na części wskazuje na przemyślane operowanie słowem i świadome ujawnianie kolejnych wydarzeń ważnych dla rozwoju fabuły. Historia, którą opowiada, podszyta jest cierpieniem, na które nie ma recepty, tożsamościowym zagubieniem, które nieustannie trzeba negocjować, wreszcie jednoczesnym zakorzenieniem w życiu i wykorzenieniem. Wells pokazuje, jak można żyć, będąc mocno w teraźniejszości i jednocześnie nie opuszczając przeszłości. Jules, narrator powieści, jest człowiekiem samotnym. Najpierw jako mały chłopiec traci rodziców, potem w domu dziecka traci kontakt z rodzeństwem, wreszcie kiedy odnajduje bliską osobę, tę najważniejszą, ją również traci. Pewne rzeczy udaje się mu odbudować, pewne zyskuje tylko na chwilę, jeszcze inne naznaczają go na całe życie, choć wydają się tylko epizodem. Wells unika łatwych rozwiązań, nie interesuje go cukierkowy happy end, rezygnuje też z oczywistości niosących złudzenie pocieszenia. Historia opowiedziana przez pisarza nie gloryfikuje ani samotności, ani wagi obecności drugiego człowieka. W pierwszym przypadku odsłania paradoks z samotności wynikający – wszystko, nawet to, co robimy z kimś, przeżywamy tak naprawdę w samotności, nie jesteśmy w stanie przekazać Innemu dokładnie tego, co czujemy, zawsze więc towarzyszy nam rodzaj niedosytu i opuszczenia wynikającego z niemożności stworzenia więzi pełnej, totalnej. W drugim przypadku pokazuje, jak istotne jest bycie z kimś, kto nas akceptuje, kibicuje nam, towarzyszy w trudnych chwilach i wybacza. Dopiero z drugim człowiekiem owa pierwotna samotność staje się bardziej znośna.


Benedict Wells, Koniec samotności, przeł. Viktor Grotowicz, Wyd. Muza, Warszawa 2017. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz