sobota, 10 kwietnia 2021

Uprzedzenia (O. Hund, Łyski liczą do trzech)

 

„Psy ras drobnych” Olgi Hund to w mojej ocenie jeden z ciekawszych debiutów prozatorskich ostatnich lat. Autorka zachwyciła mocnym, dosadnym, uciekającym od wzniosłości, ale i ironicznym portretem szaleństwa. Nie było w tej prozie ani krzty mizdrzenia się do czytelnika, a językowa precyzja, ascetyczność obrazowania na długo pozostawały w pamięci. Czy w „Łyski liczą do trzech” mamy do czynienia z podobnie wyrazistą prozą? Niestety, ale chyba nie. To wszystko, co w „Psach ras drobnych” było świeże, sugestywne, oszczędne, w „Łyski liczą do trzech” staje się przegadane, miejscami infantylne, nazbyt publicystyczne. Punkt wyjścia to przypadkowe zastrzelenie caakańskiego dziecka na festynie. Impreza, choć ma przypieczętować czesko-caakańską przyjaźń, jest chroniona przez wielu policjantów, bo w internecie zwoływali się faszyści, chcący zrobić porządek ze znienawidzoną mniejszością. To nie jest obszerna objętościowo książka, jednak odchudzenie jej – zwłaszcza w drugiej połowie – okazałoby się działaniem na korzyść. Początkowe fragmenty mają w sobie potencjał. Jest coś prawdziwego i psychodelicznego zarazem w tych momentach, gdzie odtworzone zostają źródła stereotypów i uprzedzeń. Dopóki jest w tym pewna umowność, uproszczenie, a sceny mają w sobie i duchotę tego parnego dnia, i obsesyjność myśli pojawiających się w głowach opisywanych postaci, jest bardzo ciekawie. Gorzej robi się wtedy, gdy dochodzi do narodzin, tak to ujmijmy, rewolucji, a trójka młodych bohaterów bierze sprawy w swoje ręce, chcąc zawalczyć o sprawiedliwość. Nie brzmi to przekonująco, a opisów tych nie ratuje nawet ich nieco baśniowy charakter. W efekcie autorka oddaje czytelników prozę z publicystycznym, nazbyt łopatologicznym jednak, zacięciem. A szkoda, bo początek jest naprawdę ciekawy.

 

Olga Hund, Łyski liczą do trzech, Wyd. Czarne, Wołowiec 2021.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz