czwartek, 17 stycznia 2019

Gatunek jako wyzwanie (M. Szczygieł, Nie ma)

Najnowsza książka Mariusza Szczygła to ciekawy przykład łączenia gatunków, poszukiwań gatunkowych, zderzania gatunków. Choć tytułowe „nie ma” jest motywem powtarzającym się w kolejnych tekstach, to jednak forma, jaką owe teksty przyjmują wydaje się równie istotna w kontekście tego, co jest, a czego tutaj nie ma. Jest różnorodność, nie ma ujednolicenia – to podstawowa informacja porządkująca, ale i nieoczywista, bo przynosząca sensy po obu stronach, opozycja. Szczygieł nie ukrywa swojej obecności w tekście – bywa autorem zdziwionym, empatycznym, zachwyconym („Czytanie ścian”) lub zbulwersowanym (paradoksem systemowej obojętności w „Ślicznym i posłusznym”), jest synem („Jerzy Szczygieł w Pradze”), przyjacielem, kimś, kto pyta i szuka. Jednocześnie, co akurat jest wyjątkowo ważne, nie epatuje sobą. To „ujawnianie” zawsze ma jakiś powód. Bywa na przykład refleksją na temat specyfiki pracy dziennikarskiej i tego, że nie zawsze autor jest w stanie przewidzieć, jakie będą konsekwencje upublicznienia tekstu, który sam napisał („Reportażu życie po życiu”). Wspomniana na początku wielogatunkowość służy, oczywiście, wzmocnieniu puenty i wymowy poszczególnych opowieści. Natkniemy się więc na teksty typowo reporterskie, fragmenty przypominające opowiadanie lub felieton („Kapelusz dla świata”, „Żołnierz”), momenty stylistyką bliskie kryminałowi, mające wzmocnić napięcie i czytelnicze zaskoczenie („Wiele męskich scen”), pojawią się historie, których znaczne fragmenty będą wykropkowane, a więc milczenie będzie w tym wypadku krzykiem („Rzeka”), cytaty z korespondencji („Właściwa rubryka”, „List po końcu świata”), przeczytamy teksty bliskie sentencjom czy aforyzmom („Najkrótszy wykład o ‘nie ma’ Hanny Krall”, „Reportaż”), natkniemy się nawet na tabelkę z Excella, w której bohaterka będzie próbowała zawrzeć swoje życie („Bilans Ewy”). Spyta być może ktoś, które teksty są najciekawsze. W moim prywatnym rankingu en o cierpieniu chłopca, którego ‘nie ma’, a który tak boleśnie ‘jest’ dzięki pamięci i przypomnieniu („Śliczny i posłuszny”), ten o cierpieniu miejsca, czyli o praskiej willi, o której można powiedzieć, że była jednym ciałem ze swoimi właścicielami („Gwiazda wszystkich willi”), ten o radości życia, jaka pojawiła się po śmierci ojca, w którym choć tak wiele jest graficznie wyeksponowanego milczenia/wymazania, tak dużo jednocześnie krzyku i bólu („Rzeka”). Książka zasługuje również na uwagę ze względów edytorskich. Okładka jest pięknie zaplanowana. Szkoda tylko, że coraz częściej odchodzi się od dobrej praktyki informowania na końcu książki, że dany tekst był gdzieś wcześniej drukowany. Zdecydowanie warto!


Mariusz Szczygieł, Nie ma, Wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2018.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz