niedziela, 24 maja 2026

Spojrzenie (A. Drotkiewicz, Rekonstrukcja. Połowa twarzy tonie w mroku)

 

Proszę koniecznie tę książkę przeczytać. Jest niezwykła. I to z wielu powodów. Przede wszystkim jednak dlatego, że tak znakomicie połączone jest tutaj to, co autobiograficzne, głęboko szczere, autentyczne, z tym, co literackie, refleksyjne, przesuwające doświadczenie jednostkowe w stronę namysłu nad tym, co jest w jakiś sposób uniwersalne. Agnieszka Drotkiewicz panuje nad swoją opowieścią na każdym poziomie. Wywołuje wzruszenie, ale nie szantażuje emocjonalnie. Gatunkowo łączy prozę autobiograficzną z esejem kulturowym. Każda scena i każdy kontekst są tutaj potrzebne i przemyślane. To literacki majstersztyk. Ewa, bohaterka i narratorka książki, urodziła się z rozszczepionym podniebieniem. Ma za sobą kilka trudnych operacji, w tym tę, która wydarzyła się niedawno i która traktowana jest jako ważny moment zwrotny w życiu. Tych momentów zwrotnych jest w książce kilka. Opierają się one na napięciu między mądrością a pięknem, akceptacją a pożądaniem, uznaniem otoczenia a zachwytem mężczyzny, sojuszem a odrzuceniem. Agnieszka Drotkiewicz wyjątkowo intrygująco rozgrywa kwestię związane z patrzeniem. Bierze po uwagę i spojrzenie innych, i to, w jaki sposób sami siebie widzimy. Mamy więc tutaj chociażby kontekst odpowiedzialności za słowa (te akceptujące i te wykluczające), mamy wątek uwikłania etycznego i konieczności przyznania się przed sobą, jak bardzo widzenie wiąże się dla nas z ocenianiem (odpowiedzialność za relacje), mamy też poruszający kontekst niespójności tego, co jest pozytywną reakcją z zewnątrz, z tym, co stanowi myślenie o sobie. To także opowieść o ocaleniu siebie i dotarciu do takiego punktu w myśleniu o własnej tożsamości, w którym „ja” staje się fundamentem zbudowania tego, co najważniejsze – jeśli nie ocalimy się sami, nikt nas nie ocali. Lektura obowiązkowa. Powtórzę: proszę koniecznie czytać.

 

Agnieszka Drotkiewicz, Rekonstrukcja. Połowa twarzy tonie w mroku, Wyd. Osnova, Warszawa 2026.


środa, 13 maja 2026

Obok siebie i razem (M. Falkowski, Niemcy)

 

„Nasi Niemcy” to przykład poszukiwania i przypominania tych warstw historii, które właściwie zapomniano, chętnie przemilczano, a także uznano za niewygodne. Tytułowi „nasi Niemcy” to społeczności pochodzenia niemieckiego, mieszkające na terenie dzisiejszej Polski. Autora interesują zbiorowości nieoczywiste, żyjące poza terenami Śląska, Pomorza Zachodniego oraz Warmii i Mazur. Punkt wyjścia na poziomie najbardziej podstawowym to ewangelickie cmentarze. To one znaczą mapę informacją o życiu, choć tak naprawdę powiadamiają o śmierci. Najciekawsze w książce Macieja Falkowskiego jest napięcie rodzące się na dwóch poziomach. Ten pierwszy wiąże się z teraźniejszością i z różnymi postawami osób, które są owymi tytułowymi „naszymi Niemcami”. Różne podejście do historii – od utożsamienia się do odcięcia lub przynajmniej zdystansowania – to ciekawe wskazanie na nieoczywisty proces rozmywania się lub umacniania tożsamości. Ten drugi to rekonstruowanie związków, relacji i historii poprzez pokazanie z jednej strony cech, które wyróżniają i czynią czymś szczególnym, z drugiej tych, które pokazują wpływają na uznanie, że jest się częścią całości. Interesującym wątkiem jest także prowadzenie śledztwa – pytanie o fragmenty dawnych światów i ich znaczenie.

 

Maciej Falkowski, Nasi Niemcy, Wyd. Czarne, Wołowiec 2026.


sobota, 9 maja 2026

Berlin na co dzień (D. Danielewicz, Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi)

 

Dorota Danielewicz nie po raz pierwszy opowiada literacko o Berlinie. W 2013 roku ukazał się jej „Berlin. Przewodnik po duszy miasta”. Trzynaście lat później możemy czytać „Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi”. To dwie różne książki – trzeba ów fakt zaznaczyć, choć obie grają z konwencją przewodnika. Można je czytać razem jako dwie odsłony opowieści o mieście, można oddzielnie, choć ostatecznie lektura jednej zaprowadzi pewnie czytelnika do drugiej – tak fascynujące są opowieści autorki. Danielewicz przyjechała do Berlina jako nastolatka. Można więc powiedzieć, że dorastała w tym mieście, a zarazem coraz mocniej w to miasto wrastała. Nie bez powodu w podtytułach obu książek pojawiają się określenia personifikujące Berlin, odsłaniające jego niezależność i energię oraz sugerujące dynamikę relacji nawiązywanej z kimś, kto reaguje i kształtuje rodzącą się więź. Atutem obu książek jest nie tylko ogromna wiedza autorki o mieście, ale i talent do rozmawiania z ludźmi, którzy chcą jej opowiadać fragmenty swoich życiorysów. W efekcie czytamy nie tylko o Berlinie Doroty Danielewicz, ale i o Berlinie tych, którzy stali się Berlińczykami na swoich zasadach – z wyboru, z konieczności, w chwili trudnej, w momencie zachwytu światem. W pierwszej książce o Berlinie chyba jest więcej nostalgii, przeszłości oddziałującej na „tu i teraz”, gotowości uchwycenia, jak „dzisiaj” miesza się z „wczoraj”. Najnowsza publikacja zdominowana jest przez warstwy teraźniejszości. To portret miasta, które nie odwraca się od tego, co było, ale ma w sobie intensywny rytm stwarzania, doświadczania, odkrywania na potrzeby chwili. Sugestywne oddanie rytmu Berlina współczesnego to jedna z zalet książki. Inne to umiejętność opowiadania, przechodzenia od historii do historii, od miejsca do miejsca, i pokazywania, jak pozornie odległe punkty na mapie (nie tylko topograficznie, ale np. ekonomicznie czy kulturowo) mogą się ze sobą łączyć i wzajemnie na siebie oddziaływać. Bardzo doceniam też udane połączenie wiedzy o miejscach i ludziach z perspektywą autobiograficzną. Dzięki tej ostatniej poznajemy również ulice, domy i napotkane osoby z perspektywy osobistej. Ponieważ Berlin, miasto autorki, to także miasto, które i ja uznaję za swoje, bardzo ucieszyło mnie spojrzenie inne od mojego, a zarazem częściowo podobne. Część opisanych miejsc znam, część chętnie poznam, ale dzięki Autorce po raz kolejny przekonałam się, że Berlin na wiele twarzy, a każda z nich ma w sobie coś ciekawego. Sztuką jest znalezienie takiej wersji opowieści o mieście, która pozostając autentycznym portretem miejsca, stanie się jednocześnie historią osobistego uwikłania, dzięki któremu nasza biografia będzie częścią żywej tkanki Berlina. Dorocie Danielewicz to się udaje. Proszę czytać.

 

Dorota Danielewicz, Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2026.