poniedziałek, 30 stycznia 2017

Pozdrowienia z Wiednia

Drodzy Czytelnicy!

Serdecznie pozdrawiam z pięknego i mroźnego Wiednia. Na razie na blogu panuje cisza, w przyszłym tygodniu możecie spodziewać się kolejnych omówień tego, co warto przeczytać, ale i tego, co lepiej w swoich lekturowych poszukiwaniach pominąć.
Belweder

piątek, 20 stycznia 2017

Pamiętanie przez opowiadanie (A. Spiegelman, Maus. Wydanie zbiorcze)

Wznowienie jednej z najsłynniejszych powieści graficznych, to nie tylko znakomita okazja, by przypomnieć sobie, jak poważne i głębokie treści mogą pojawiać się w komiksie, gatunku tak chętnie bagatelizowanym, ale również pretekst, by zastanowić się, jak wiele istnieje form opowiadania o Zagładzie i jak poruszające są te sposoby przedstawiania niewyobrażalnego, które łamią stereotypy i przyzwyczajenia. Przedstawienie Żydów jako myszy wzbudziło swego czasu wielką dyskusję na temat oczekiwanych samoograniczeń, stosowności i rodzaju dawanego świadectwa. „Maus” powinien być lekturą uzupełniającą wszystkich innych publikacji na temat Holocaustu, po które sięgamy. Choć Spiegelman rysuje uczłowieczone myszy, które doświadczają upokorzeń, cierpienia, przebywają w obozie koncentracyjnym, umierają, wierzą w ocalenie, to jednak czytając o ich losach, wzruszamy się tak samo jak podczas oglądania dokumentalnego filmu na przykład. Żydzi jako myszy, Polacy jako świnie, Niemcy jako koty – świat zwierząt pojawiających się w tej opowieści okazuje się rzeczywistością ludzi, którzy innym ludziom zgotowali potworny los. Autobiograficzny charakter opowieści pozwala na zaakcentowanie znaczącej roli pełnionej przez świadectwo. Oto ojciec, któremu zawsze trudno było się porozumieć z synem, nawiązuje z nim bliską więź poprzez opowiadanie o tym, co przydarzyło mu się podczas II wojny światowej. Choć mężczyzna w czasie teraźniejszym jest wyjątkowo irytujący przez swoje skąpstwo i różnego rodzaju obsesje, to jednak cofając się do przeszłości zmienia się – pokazuje siebie prawdziwego, utraconego, (nie)istniejącego. Zbliżenie, jakie następuje dzięki słowu, okazuje się hołdem złożonym pamięci. Ta zaś bywa bardzo egoistyczna, na zawsze zraniona, wykoślawiona przez cierpienie. Nie bez powodu cieniem żyjącego Arta staje się nieżyjący Rysio, dziecko, które umarło podczas wojny. Ojciec, kończąc swoją opowieść, nie jest do końca pewien, któremu synowi zdawał relację, zwraca się bowiem do Arta „Rysiu”. Ojciec, który ocala swoją pamięć, jednocześnie niszczy pamięć matki. Syn nie przeczyta pamiętników kobiety, choć te były pisane po raz drugi po to tylko, by Art mógł poznać losy rodzicielki. Bardzo sugestywnie zostaje pokazana miłość łącząca ojca i matkę. Władek i Andzia nie tylko cały czas się wspierają, ale i nie potrafią bez siebie żyć. Kiedy okazuje się, że ojciec może spotkać się z matką w obozie koncentracyjnym czuje się szczęśliwy, kiedy rodzice odnajdują się po wojnie, wiedzą, że nic nie może im być już straszne, kiedy ojciec musi zmierzyć się ze śmiercią matki, nie umie dalej normalnie żyć. To kobieta trzymała go w pionie i choć łatwo popadała w depresję, oferowała mężowi siłę. Spiegelman, opierając się na wspomnieniach ojca, rekonstruuje najpierw niewiarę w to, że wojna zniszczy cały znany wcześniej świat, potem codzienność w getcie sosnowieckim, niepewność i strach wpisane w ukrywanie się, wreszcie dramat każdego dnia w obozie koncentracyjnym. Portret, jaki wyłania się z lektury tej powieści graficznej, jest nieoczywisty, skomplikowany i zdystansowany w stosunku do czarno-białych rozwiązań. Władek w swoich wspomnieniach mówi wprost, że za możliwość ukrywania się i za oszukanie głodu trzeba było płacić, że los ludzi mających nadzieję na przeżycie zależał często od dopuszczających się zdrady szmalcowników, że po wojnie mienie pożydowskie znajdowało nowych właścicieli, którzy wcale nie kwapili się, by oddawać domy i majątki wymęczonym i zniszczonym przez wojnę Żydom, że konflikt między kapitalistami a komunistami odżywał czasami nawet w takich miejscach jak obóz koncentracyjny. „Maus. Opowieść ocalałego” to prawdziwe mistrzostwo kreski, dosadności i dyskretności jednocześnie, zwięzłości i sugestywności słowa, niewątpliwej siły przekazu.


Art. Spiegelman, Maus. Opowieść ocalałego. Wydanie zbiorcze: Część I – Mój ojciec krwawi historią, Część II – I tu się zaczęły moje kłopoty, przeł. Piotr Bikont, Wyd. Prószyński i S-ka, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016.

środa, 18 stycznia 2017

Dorastanie (A. Pleijel, Wróżba. Wspomnienia dziewczynki)


„Wróżba” to klasyczna powieść inicjacyjna z feministycznym zacięciem. Nie bez powodu w podtytule zostaje zaznaczona płeć wspominającej osoby oraz jej wiek. Za sprawą słowa „dziewczynka” wiemy, że będziemy mieć do czynienia z dzieckiem płci żeńskiej. Pleijel interesuje samotność i poczucie niedopasowania, jakie towarzyszy bohaterce. Używanie określenia „interesuje” sugeruje w tym wypadku przede wszystkim wiwisekcję na sobie, bo powieść ma charakter autobiograficzny. Autorka pokazuje, że poznawanie świata od tej przygnębiającej, rozczarowującej, mroczniejszej strony dzieje się za sprawą rodziców. To oni, choć niezupełnie świadomie, stają się przewodnikami po świecie zdrad małżeńskich, zawodów, dramatów natury psychicznej, depresji, wreszcie poczucia, że nawet jeśli ma się pewność, to kłamstwo tak naprawdę może być całkiem blisko. Perypetie dziewczynki, która obserwuje uważnie świat wokół siebie, ale i nie rezygnuje z przyglądania się temu, co bezpośrednio jej dotyczy, są, oczywiście, interesujące. Autorka próbuje oddać charakterystyczne młodzieńcze rozedrganie i zagubienie, dobiera słowa w taki sposób, by połączyć poetyckość z dosadnością, jednocześnie cały czas akcentuje wewnętrzne zdystansowanie się bohaterki. Tak naprawdę jednak nie dorastanie tytułowej dziewczynki jest najciekawsze, bo można je uznać za dość typowe. Największe zainteresowanie czytelnika budzą dorośli, a więc to, co dzieje się między matką i ojcem oraz jego kochanką, a zarazem jej przyjaciółką, a także biografia ciotki dziewczynki. Pleijel bardzo świadomie podchodzi do swoich wspomnień. Nie epatuje odautorskim „ja”, stara się nadać tekstowi charakter uniwersalny, buduje z własnych przeżyć pewną metaforę, dzięki której dziewczęcość może być pretekstem do opowiadania o rodzinie jako źródle cierpień.



Agneta Pleijel, Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, przeł. Justyna Czechowska, Wyd. Karakter, Kraków 2016.

wtorek, 17 stycznia 2017

Nierozerwalna więź (A. Michalopoulou, Dlaczego zabiłam moją najlepszą przyjaciółkę?)


Powieść Michalopoulou to niebanalna, intrygująca pomysłowością i oryginalna historia przyjaźni – najpierw ocalającej, potem uzależniającej, wreszcie rodzącej lęk i stającej się emocjonalną trucizną. Autorka znakomicie oddaje to, co łączy dwie dziewczyny, zmuszone do powrotu do Grecji, a tak naprawdę pochodzące z zupełnie innych światów. Anna przybywa z Paryża, imponuje rówieśniczkom swoją europejskością, odwagą, niezależnością sądów. Po upadku junty czarnych pułkowników dziewczynka jako córka opozycjonistów aktywnie zaangażowanych społecznie próbuje nadawać ton i sugerować, co wypada, a co niekoniecznie jest stosowne. Tak naprawdę mimo otoczki egzotyki związanej z doświadczeniami rodziny Anna jest osobą samotną. Nic więc dziwnego, że nawiązuje bliższą relację z Marią, która powraca do Grecji z Afryki. Jej rozumienie wolności jest odmienne. Maria nie widzi problemu w tym, że w domu pracowała czarna służba, bo przecież przyjaźniła się ze służącą i w jej rodzinie nie było nadużyć. Dziewczynka tęskni za Afryką. Miejsce to urasta w jej wspomnieniach do pewnego mitu założycielskiego – ma poczucie, że to właśnie tam potencjalnie mogłaby być najbardziej spełniona. Dzieci, co zostaje pokazane sugestywnie, ale i z delikatnością, są ofiarami polityki prowadzonej w kraju i na świecie. Budują więc w relacjach prywatnych więzi, które mają dać im siłę w codzienności, ale także są odtworzeniem sytuacji opartych na władzy, podporządkowywaniu, byciu przywódcą i wpływaniu na cudzy los. Anna okazuje się tą osobą, która wymusza w przyjaźni dziewcząt różnego rodzaju eksperymenty. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dowody przyjaźni i odwagi opierają się tak naprawdę na odbieraniu Marii tego, co jest dla niej cenne, oraz na etycznej niejednoznaczności podejmowanych wyborów. Tak dzieje się, gdy dziewczęta są dziećmi, tak jest wtedy, gdy bohaterki dorastają, sytuacja nie zmienia się, gdy są już dorosłe. Przyjaźń zbudowana w wieku dziewięciu lat ewoluuje, przeżywa kryzysy, jest poddawana różnego rodzaju próbom, ostatecznie okazuje się przekraczać granice życie i śmierci.



Amanda Michalopoulou, Dlaczego zabiłam moją najlepszą przyjaciółkę?, przeł. Alicja Kotecka, Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Patologia czy normalność? (E. Sidi, Czcij ojca swego)


Powieść Sidi to przejmujący portret dziecka, usiłującego odnaleźć się w niełatwym świecie dorosłych. Choć podobna tematyka bezradności i bezsilności małego człowieka pojawia się w literaturze nieraz, książka „Czcij ojca swego” zasługuje na uwagę, dzięki przyjętej perspektywie narracji oraz ciekawemu rozłożeniu akcentów. Dziewczynka, która jest główną bohaterką i zarazem narratorką, opowiada o swojej rodzinie, nie ukrywając ciemnych stron i własnego braku zrozumienia dla tego, co dzieje się między rodzicami. Wielu rzeczy nie widzi, wielu spraw nie rozumie, bywa, że nazbyt łatwo wybacza, zdarza się też, że pozostaje w stanie zadziwienia tym, co dzieje się u innych, a co wśród jej bliskich nigdy się nie zdarza. Mamy do czynienia z opowieścią dziecka, które bardzo chce kochać, ale uczy się nienawidzić. Niezależnie jednak od tego, co wydarzy się w domu i jak zachowa się stosujący przemoc ojciec-alkoholik, dziewczynka pragnie, aby rodzina była razem. Na uwagę zasługują opisy relacji znaczonych trzeźwością lub upiciem się mężczyzny. Kiedy ojciec nie pije, matka jest radosna i spragniona miłości męża. Kiedy pojawia się cień alkoholu, codzienność i kobiety, i dzieci zostaje naznaczona strachem. Schemat ten powtarza się w kolejnym związku ojca, kiedy po śmierci matki narratorki, mężczyzna związuje się z drugą partnerką. Ona również poddaje się dyktatowi przemocy. Zdarza się jednak, że jako ofiara w sytuacji konfliktowej bije dzieci. Kobieta, choć jest dorosła, zachowuje się jak ktoś, kto w zależności od sytuacji bywa osobą mającą władzę i kimś potrzebującym wsparcia i pomocy. Narratorka nie atakuje i nie oskarża ojca-kata. To nietypowe podejście. Owszem, dziewczynka wielokrotnie ujawnia odczuwaną niechęć, ostatecznie jednak opowiada się za mniej lub bardziej istniejącą więzią z ojcem. Wiara w to, że miłość tego, który pije i bije, istnieje, okazuje się wyjątkowo poruszającym wątkiem. Poruszającym, bo tak naprawdę naiwnym i brutalnie odsłaniającym najważniejszy obiekt uczuć ojca – alkohol.



Ela Sidi, Czcij ojca swego, Wyd. Smak Słowa, Sopot 2016.

sobota, 14 stycznia 2017

Koszmar ukraińskiego snu (M. Stepan, Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć)

Książka Marii Stepan powinna należeć do lektur obowiązkowych wszystkich tych, którzy chcą się czegoś dowiedzieć na temat wydarzeń na Ukrainie, mających miejsce w ostatnich latach. Szkoda, że o tej publikacji nie było tak głośno jak o tytułach innych reporterów portretujących te wydarzenia. Gdyby dokonać próby klasyfikacji, opowieść Stepan znalazłaby się w zdecydowanej czołówce, wygrywając narracyjnym talentem, sugestywnością opisu, dogłębną znajomością tematu oraz umiejętnością selekcjonowania wielu informacji wartych upublicznienia. Obraz Ukrainy, jaki znajdziemy w książce, zapada w pamięć i uderza tragizmem losu tych, którzy zdecydowali się rozpocząć rewolucję w sprawie beznadziejnej. Stepan znakomicie oddaje nadzieję osób wierzących, że rozpoczęcie protestów na Majdanie, doprowadzi do podjęcia przez władze decyzji o chęci jednoczenia się z Unią Europejską. Równie poruszające są opisy rodzącego się buntu, agresji, niewiary w to, że brat może wystąpić przeciwko bratu. Stepan symbolicznie oddaje głos również tym, którzy zginęli na Majdanie od strzałów snajperów. To, że dochodzi do rozlewu krwi, że starcia są tak brutalne, że po stronie agresorów nie ma litości dla protestujących, oburza, ale i przypomina, że tego typu rozczarowania są częścią wielu społecznych buntów, w stosunku do których władza pozostaje bezlitosna. Reporterka zdaje relację z centrum wydarzeń. Nie jest tylko obserwatorką i osobą dokumentującą to, co się dzieje, ale również kimś, kto potencjalnie jest narażony na różnego rodzaju niebezpieczeństwa. Choć kwestia ta nie jest w jakiś szczególny sposób przez autorkę akcentowana, warto o tym fakcie wspomnieć. Stepan rezygnuje z narracji fragmentarycznej na rzecz konsekwentnego opowiedzenia o rozwoju i skomplikowaniu sytuacji na Ukrainie. Równie więc ciekawie jak relacje z Majdanu wypadają portrety mieszkańców Krymu i opis ich stosunku do Rosji. Książka Stepan jest nie tylko zapisem pewnego etapu historii najnowszej, ale również rodzajem manifestu ideowego. Reporterka wyraźnie sugeruje, że cena ludzkiego życia i ocena czyjejś śmierci zależy od miejsca, czasu i narodowości ofiar. Zastanawianie się więc, czy sprawa Ukrainy jest i będzie pamiętana, automatycznie generuje refleksję o skuteczności i szybkości zapominania. Bardzo dobre.


Maria Stepan, Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć. Reportaże z Ukrainy, Wyd. Zwierciadło, Warszawa 2916.

piątek, 13 stycznia 2017

Wspomnienia miłości, wspomnienia naiwności (L. Orłowa, Kochałam Stalina)

Wspomnienia Lubow Orłowej, znanej i uwielbianej przez Rosjan aktorki, mają pewną wartość poznawczą, choć ich jakość literacka jest znikoma. W trakcie lektury razi naiwność, a nawet momentami infantylność refleksji prezentowanej przez artystkę. Orłowa nie ukrywa swojego podziwu dla Stalina, traktuje go jako wyrocznię, jest dumna z relacji, jaką nawiązała z Wodzem. Choć jak się okazuje z posłowia, aktorka potrafiła zachować niezależność, to jednak z opowieści, którą zdecydowała się upublicznić, wyłania się portret kobiety uzależnionej od mężczyzny, bezkrytycznie w niego wpatrzonej, histerycznie go wielbiącej i dumnej z sekretnego związku. Na uwagę zasługuje niewidoczność owego sygnalizowanego przez Orłową romansu. Dla obojga ma to być chwila wytchnienia, coś pomiędzy przyjaźnią a fascynacją, więź łącząca Mistrza i uczennicę. Na zdjęciach zamieszczonych w książce Stalin i Orłowa nigdy nie są razem. Zazwyczaj aktorka pojawia się sama lub z mężem, znanym reżyserem filmowym. Chętnie za to przywołuje drobne prezenty, które podarował jej Stalin, oraz odtwarza chwile, w których mogła się od niego uczyć. O ile fascynację Orłowej można próbować zrozumieć, wielu przecież dyktatorów nie miało problemów z cieszeniem się uwielbieniem kobiet, o tyle jej bezkrytyczna ocena tego, kogo pokochała i niedostrzeganie mroku, który mu towarzyszył, wydają się już kuriozalne. Wspomnienia aktorki przypominają pamiętnikarskie zapiski podlotka, a nie dojrzałej kobiety. Brakuje w nich krytycznej oceny związku, świadomości specyfiki miejsca i czasu, wreszcie otwarcia się na wiedzę o zbrodniach ukochanego mężczyzny. Książki tej nie da się więc czytać jako sekretnego wyznania, to raczej lektura, która może nas zaskakiwać zaślepieniem i bezmyślnością Orłowej. Naiwność zakochanej kobiety zderzona bowiem zostaje ze wszystkim tym, o czym aktorka nie pisze, a co przecież miało wówczas miejsce.


Lubow Orłowa, Kochałam Stalina. Spowiedź gwiazdy radzieckiego kina, przeł. Jan Cichocki, Wyd. Bellona, Warszawa 2016.

środa, 11 stycznia 2017

Pamięć i zapominanie (11.41, zdjęcia: M. Łuczak, tekst: F. Springer)

Książka zatytułowana „11.41” ukazuje się jako część projektu kolektywu Sputnik Photos „Stracone terytoria”. Przywołanie tego kontekstu wydaje się istotne, ponieważ Łuczak i Springer portretują miejsce, które właśnie zostało naznaczone stratą. Godzina podana jako tytuł publikacji to moment, w którym zatrzęsła się ziemia w miejscowości Spitak w Armenii. „Świat zaczął się rozpadać 7 grudnia 1988 roku o 11.41” – czytamy. Totalność katastrofy, jej błyskawiczność i nieuchronność zniszczenia oddają dwa inne zdania: „Wszystko to trwało czterdzieści siedem sekund. W Spitaku ocalał jeden budynek”. Książka składa się z trzech części. Pierwsza to zbiór kolorowych fotografii Michała Łuczaka, zatrzymujących w kadrze to, co można by nazwać obrazem po Apokalipsie. Choć tak naprawdę, zdjęcia przedstawiają fragmenty rzeczywistości ocalonej, widać w nich ciągle żywy gen rozpadu. Nadpęknięte ściany, wychudzone zwierzę jedzące trawę, zniszczone przedmioty, tymczasowe rozwiązania, które mają ułatwić życie, próba pomagania z trudem odradzającej się przyrodzie – to wszystko pokazuje, że śmierć i rozpad są ciągle częścią istnienia tych, którzy przetrwali. Druga część to tekst Filipa Springera. Krótki reportaż z miasta, które choć uległo całkowitemu zniszczeniu, w sensie ideowym przetrwało, okazuje się bardzo poetycki. Mamy więc obraz miejsca bez wytyczonych ulic i bez śladów po domach, które wcześniej tutaj były, mamy miejsce bez mapy i bez zdjęć z przeszłości, bo przedmioty uwieczniające istnienie również zostały pochłonięte przez trzęsienie ziemi, mamy magiczne tłumaczenie tego, co się wydarzyło, bo nie wszyscy, którzy przeżyli umieją uwierzyć w logikę racjonalności, mamy wreszcie wspomnienia dziwnie zachowujących się zwierząt, które podobno dużo wcześniej wiedziały, że zbliża się to, co nieuchronne. Trzecia część książki to ponownie fotografie. Niezwykle delikatne, jakby powoli znikające, a jednak walczące o widzialność i przetrwanie, przedstawiające tych, których już nie ma – nagrobki uwiecznione na zdjęciach. Warto zauważyć, że klimat opowieści, jaka wyłania się z tego, co możemy obejrzeć, oraz z tego, co czytamy, koresponduje ze sobą. Życie i śmierć nachodzą na siebie, toczą nieustanną walkę, a czas, który minął od katastrofy, wcale nie zmniejsza jej skutków – tych emocjonalnych i materialnych. Mieszkańcy armeńskiej miejscowości, co udaje się Łuczakowi i Springerowi uchwycić, pozostają samotni i wobec życia, i wobec śmierci.


11.41, zdjęcia: Michał Łuczak, tekst: Filip Springer, Wyd. Filip Springer – fotografia, reportaż, Warszawa 2016.

wtorek, 10 stycznia 2017

Ciało jako pole walki (M. Röger, Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji)

Badania naukowe Röger dotyczą problemu naznaczonego dużym ciężarem milczenia i wrażliwością uniemożliwiającymi świadczenie. Autorkę interesują okupacyjne związki między Polkami a Niemcami, związki o charakterze intymnym, choć w wielu przypadkach owa intymność wymuszana była hierarchicznością wpisaną w relację i ewidentną podległością kobiet. Badaczka przygląda się funkcjonowaniu domów publicznych, kładąc nacisk z jednej strony na nielegalny charakter wizyt Niemców w tych przybytkach (okupanci mieli zakaz nawiązywania stosunków seksualnych z Polkami i Żydówkami), z drugiej na przymus ekonomiczny i przemoc obyczajową uderzającą w pracujące tam kobiety. Opis zaprezentowany przez Röger wyraźnie odsłania to, iż proceder oferowania kobiecych ciał wyposzczonym, jak argumentowano, mężczyznom, sprowadzał się do handlowania tymi, które zarejestrowano, nie zawsze dobrowolnie, jako prostytutki. Drugim typem związków interesujących historyczkę i kulturoznawczynię są relacje oparte na obopólnej zgodzie, a więc odwołujące się do miłości, przyjaźni czy fascynacji. W trakcie lektury dowiadujemy się o skomplikowanych losach par, które zdecydowały się walczyć o swoją przyszłość, oraz o trudnej sytuacji kobiet, które pozostawione przez niemieckich partnerów i spodziewające się dziecka, nie zawsze umiały odnaleźć się w miejscowej społeczności. Kwestia odrzucenia, napiętnowania, agresji w stosunku do kobiet, które – jak twierdzili niektórzy – zachowały się niepatriotycznie, wreszcie problem z zaakceptowaniem potomka – wszystko to obnaża niełatwy kontekst damsko-męskich stosunków, które gdyby nie było wojny, wyglądałyby zupełnie inaczej. Kolejna odsłona związków sportretowanych przez Röger to gwałty i różnego rodzaju wymuszone relacje erotyczne. Ta część wydaje się szczególnie naznaczona milczeniem ofiar. Kobiety nie chcą i nie umieją opowiadać o doświadczonej przemocy. Zamykają się w sobie, reagują w sposób zdystansowany i nerwowy, mają trudności z nazwaniem tego, co je spotkało, oraz z ponownym przywołaniem doświadczonego koszmaru. Książka niemieckiej historyczki stanowi istotny i pionierski wkład w badania na temat prywatności, codzienności i seksualności w okupowanej Polsce. Oddaje głos grupie przemilczanej i rzadko wysłuchiwanej. Przemoc dotykająca sfery intymnej, handlowanie ciałami kobiet, wreszcie wysłuchanie tych, które dobrowolnie wchodziły w związki z okupantem to bardzo ważne poszerzenie opowieści o wojnie, która nie tylko była sprawą polityków, ale i zwykłych ludzi. Gdzieś w tle pojawia się również zaakcentowanie istnienia innej grupy kobiet – partnerek i żon Niemców, nawiązujących bliskie relacje w krajach, które podbili, a także chętnie korzystających z domów publicznych. Te, które na nich czekały, zwykle nie chciały o tym wiedzieć, albo faktycznie o tym nie wiedziały. Mamy więc w tym wypadku do czynienia z systemem przemocy, zdrady, tęsknoty, uprzedmiotowienia i rozczarowania, który okazuje się dużo bardziej nieoczywisty, niż mogłoby się to wydawać.


Maren Röger, Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji, przeł. Tomasz Dominiak, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2016.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Jak każdy (P. Roth, Everyman)

Philip Roth po raz kolejny przygląda się starości, samotności i upadkowi człowieka. Jego bohater to mężczyzna, którego poznajemy w chwili śmierci. Pogrzeb staje się pretekstem do zasygnalizowania trybu życia, skomplikowanych relacji z bliskimi, wreszcie nie tak oczywistych więzi z tymi, którzy pozornie powinni być dla niego najważniejsi. Krótki przegląd postaci, które zjawiają się, by pożegnać mężczyznę na cmentarzu, staje się pretekstem do retrospektywnego poznania biografii głównego bohatera. Mamy więc okazję towarzyszyć temu, kogo już nie ma, w drodze, w której najpierw dominują życie i witalna siła, potem zaś zostają zastąpione słabością ciała i poczuciem zbliżającego się schyłku. Główny bohater właściwie nie jest nikim szczególnym, nie bez przyczyny tytuł powieści jest taki a nie inny. Jego zwyczajność zyskuje jednak rys szczególny wtedy, gdy wspomniana śmierć jest blisko. Wówczas pojawia się refleksja, że niezależnie od tego, co udało się mężczyźnie osiągnąć i jak bardzo jego doświadczenia były typowe, identyczna biografia nigdy się nie pojawi, identyczne uczucia nigdy nie zaistnieją, identyczne związki, miłości i zdrady nigdy nie zostaną całkowicie powtórzone. Choć istnienie głównego bohatera zdeterminowane jest przez określenia „zawsze tak samo” i „nic niezwykłego”, to bliskość śmierci gwałtownie przewartościowuje oczywistości, wrzucając je w przestrzeń oddziaływania sformułowań „nigdy tak samo” i „wszystko takie niepowtarzalne”. Powieść ta przestaje więc być tylko pośmiertną rekonstrukcją biografii oraz świadectwem zadeklarowanego lęku przed końcem. Niepostrzeżenie zamienia się w pochwałę życia i w ujawnienie momentu, w którym śmiertelność daje o sobie znać. Zdaniem mężczyzny, którego losy poznajemy, to ciało mówi nam, kiedy życie zaczyna powoli zawierać sojusze ze śmiercią, to ciało jest więc naszym największym sojusznikiem, ale i wrogiem.


Philip Roth, Everyman, przeł. Jolanta Kozak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

sobota, 7 stycznia 2017

Biografia artysty i portret epoki (J. Przybora, Przymknięte oko opaczności. Memuarów części wszystkie)

Autobiograficzne zapiski Jeremiego Przybory to nie tylko opowieść o fascynującym życiu artysty, ale również znakomity portret epoki – z jej doskonale uchwyconymi momentami zwrotnymi, z Wielką Historią w tle oraz miłościami i przyjaźniami, których się nie zapomina. Autor znakomicie łączy to, co prywatne i intymne, z zapisem tła obyczajowo-społeczno-politycznego, tak mocno wpływającego niejednokrotnie na biografie jednostek. Książkę tę z powodzeniem więc można czytać jako opowieść o trudnych losach artysty w Polsce XX wieku. Trudnych, ale i  fascynujących, zabawnych, radosnych. We wspomnieniach Przybory znakomicie widać, jak przedstawiciele pokolenia doświadczonego przez koszmar II wojny światowej umieją cieszyć się życiem i nie rozpamiętują przeszłości. „Przymknięte oko opaczności” to znakomita okazja do zapoznania się z fragmentem historii Polskiego Radia (zwłaszcza wątek wojenny i powstańczy jest interesujący) oraz do prześledzenia historii Kabaretu Starszych Panów. Przyborze udaje się zrekonstruować początki, rozwój i schyłek chyba najważniejszego projektu artystycznego, jaki współtworzył. W niezwykle interesujący sposób opisuje również swoje koleżanki i kolegów, przyjaciół, ludzi, których spotkał na swojej drodze zawodowej i twórczej. W efekcie czytelnik otrzymuje celny, pełen indywidualnych spostrzeżeń, ciepły obraz środowiska, składającego się z osobistości, które dzisiaj uchodzą za legendarne. Nie bez powodu wspominam na początku o ważnej roli odgrywanej przez Wielką Historię. Przybora nie próbuje dokonywać socjologicznych diagnoz, nie stara się być filozofem czy domorosłym politykiem. Nie odcinając się od prywatnej perspektywy bardzo sugestywnie oddaje najpierw upadek pewnej epoki, do którego dochodzi wraz z wybuchem II wojny światowej (znikający świat dworków), potem tragedię powstańczej Warszawy, wreszcie ograniczenia wynikające z życia w państwie komunistycznym i nadzieje towarzyszące temu, co miało miejsce w roku 1989. Autor opowiada również o powstańczych i obozowych przeżyciach swojej „przyszłej żony” Alicji. Przywołane sformułowanie powraca nieraz i sprawia wrażenie wyraźnej sugestii, iż dopiero ostatnie małżeństwo stało się okazją do spotkania i spędzania codzienności z kobietą doskonałą. Jednocześnie doświadczenia żony stają się pretekstem do zaakcentowania roli kobiet w Powstaniu Warszawskim. Zresztą okupacyjne wspomnienia Przybory niepozbawione są momentów trudnych. Autor opowiada na przykład o samotnym, wygłodzonym żydowskim dziecku, siedzącym na ulicy po aryjskiej stronie, któremu nikt, także on, nie podał pomocnej dłoni. Warto docenić szczerość owych wojennych fragmentów i wyraźne uciekanie od martyrologicznej stylistyki. Przypomnienie „Memuarów” Przybory to strzał w dziesiątkę. Czytelnik ma okazję przypomnieć sobie i zobaczyć na nowo świat, który powoli odchodzi do lamusa, a który swoją klasą i intelektualną brawurą niejednokrotnie przewyższał to, co ma do zaoferowania współczesna rzeczywistość.


Jeremi Przybora, Przymknięte oko opaczności. Memuarów części wszystkie, Dzieła (niemal) wszystkie, tom 3, Wyd. Znak, Kraków 2016.

piątek, 6 stycznia 2017

Odpowiedzialność (A. Leszczyński, Eksperymenty na biednych)

Adam Leszczyński przygląda się krytycznie różnym projektom, których celem jest pomoc najbiedniejszym. Nie szuka dziury w całym, bo nie taki jest cel jego opowieści. Interesuje go przede wszystkim pytanie, czy pomoc jest realna, czy niesie konkretny skutek, czy ma długofalowe konsekwencje i czy stanowi racjonalne wydatkowanie pieniędzy zainwestowanych w przedsięwzięcie. Należałoby w tym miejscu zaznaczyć, iż kwestie ekonomiczne nie wiążą się w tym wypadku z założeniem, iż pomoc może być nieopłacalna, chodzi raczej o zwrócenie uwagi na sensowne wydatkowanie funduszy oraz oferowanie takich możliwości, dzięki którym następuje rozwój i ma miejsce edukacja. Zrekonstruowanie sporów toczonych między tymi, którzy inwestowali w pomaganie lub je postulowali, pokazywanie społecznych aspektów pomocy oraz jej politycznego kontekstu, położenie nacisku na medialność działań i niesienie pomocy bez rozgłosu – to wszystko okazuje się niezwykle interesującą opowieścią o świecie, w którym oferowanie pomocy biednym przez bogatych zamienia się w świetnie prosperujący interes. Książkę Leszczyńskiego powinno się czytać równolegle do „Karawany kryzysu. Za kulisami pomocy humanitarnej” Lindy Polman. O ile holenderska dziennikarka odsłania współczesne, często nieetyczne uwikłania tych, którzy w świetle jupiterów ogłaszają swoją skuteczność w zmienianiu świata na lepszy, o tyle Leszczyński, nie tracąc z oczu tego, co dzisiaj, uważnie obserwuje również to, co działo się wcześniej i co – zbyt szybko zapewne – zostało zapomniane. Nie bez powodu książka nosi tytuł „Eksperymenty na biednych”. Idea pomocy zostaje bowiem pokazana jako rodzaj eksperymentu, w którym bardziej istotne od polepszenia losu potrzebujących, są przekonująco wypełnione dokumenty wykazujące skuteczność oraz oryginalność upublicznionego i wypromowanego pomysłu. Z pięknie brzmiących i mądrych słów nazbyt często nic nie wynika – tę kwestię Leszczyński również podnosi, pokazując, iż za pustą retoryką stosowaną na różnego rodzaju konferencjach i międzynarodowych szczytach nie zawsze idą czyny.


Adam Leszczyński, Eksperymenty na biednych. Polityczny, moralny i ekonomiczny spór o to, jak pomagać skutecznie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.

czwartek, 5 stycznia 2017

Szczegół czy banał? (K.O. Knausgård, Zima)

Druga część serii „Cztery pory roku” tylko pozornie koncentruje się na tytułowej zimie. Knausgård nie rozważa uroków krajobrazu, nie skupia się na kwestiach meteorologicznych, nie rozważa zalet lub wad śniegu. A mógłby. Ci, którzy znają go z „Jesieni”, lub pięciu dotychczas opublikowanych tomów „Mojej walki” z pewnością wiedzą, co mam na myśli. Dla norweskiego pisarza tematem może być wszystko – zwłaszcza jego własne życie, ale i każdy napotkany przedmiot, wykonywana czynność, obserwowana przypadkowo sytuacja. Nie bez powodu lekturze każdej z jego książek towarzyszyć może pytanie, czy mamy do czynienia z filozofem codzienności czy może po prostu z banalistą. Nie inaczej jest w przypadku „Zimy”. Knausgård z jednej strony wzruszająco portretuje własne czekanie na dziecko, zbliża się do odczuć tych potomków, którzy już są na świecie, przekonująco buduje porozumienie między dzieckiem a dorosłym, z drugiej natomiast szczegółowo opisuje, czym jest krzesło lub do jakich refleksji skłaniają go patyczki do czyszczenia uszu. „Zimę” można więc z powodzeniem uznać za pean pochwalny na rzecz ojcostwa. Pisarz odsłania własną bezradność wobec nowego istnienia, swoją niepewność, jeśli chodzi o możliwość zapewnienia dziecku bezpieczeństwa zawsze i wszędzie, swoją uważność, bo rola przewodnika po otaczającej rzeczywistości jest niezwykle istotna. Książka ta zbliża się niebezpiecznie do wzniosłości, od której blisko już do patetyczności. Impresje dotyczące banalnych czynności i przedmiotów są sprowadzeniem rozważań na ziemię i zachowaniem niezbędnej równowagi. To, co ważne, zdaje się sugerować Knausgård dzieje się bowiem często tam, gdzie nie chcemy nawet zaglądać, bo wydaje nam się, że króluje w tym miejscu mało znacząca codzienność.


Karl Ove Knausgård, Zima, z obrazami Larsa Lerina, przeł. Milena Skoczko, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

środa, 4 stycznia 2017

Walka o dobrą pamięć (D. Czarnecka, Największa zagadka Polskiego Państwa Podziemnego. Stanisław Gustaw Jaster – człowiek, który zniknął)

Książka Darii Czarneckiej to interesujący i niezwykle skomplikowany fragment historii Polskiego Państwa Podziemnego. Autorka rekonstruując biografię Stanisława Gustawa Jastera pokazuje, jak nieoczywiste były losy tych, którzy zdecydowali się na aktywny udział w konspiracji, a także jak niełatwe stawały się czasami pośmiertne potyczki z pamięcią, zapomnieniem i zakłamaniami wpisanymi w cudze świadczenie o przeszłości. Życiorys jednostki staje się więc w pewnym sensie pretekstem do refleksji na temat trudnych relacji międzyludzkich, wyzwań, przed jakimi stali ci, którzy żyli w okresie II wojny światowej, wreszcie przedziwnej mieszanki bohaterstwa, brawury i dojmującej tęsknoty za zwyczajnością. Nie bez powodu jedna z największych wpadek Polskiego Państwa Podziemnego, opisana szczegółowo przez Czarnecką, wiąże się z organizacją hucznych zaślubin, na które zaproszono mnóstwo osób działających w konspiracji. Wątkiem, który organizuje całą opowieść, jest oskarżenie Stanisława Gustawa Jastera o zdradę kolegów. Czarnecką interesuje więc nie tylko wszystko to, co miało miejsce przed wyartykułowaniem owego podejrzenia (pobyt w obozie koncentracyjnym, głębokie przekonanie o konieczności walki, miłość do narzeczonej, walka o uratowanie członków rodziny), ale również, a może przede wszystkim, ta narracja, która zdeterminowała powojenną opowieść o „Helu” (pseudonim), diametralnie odmienną od tego, co mówiono o mężczyźnie w czasie wojny. Z jednej więc strony mamy odwagę, poświęcenie, gotowość ryzykowania dla wyższych celów, dbanie o bezpieczeństwo bliskich, z drugiej zdradę i wyrzeczenie się tego wszystkiego, w czym Jastera wychowano i w co wierzył. Czarnecka pokazuje, jak niełatwa jest obrona, kiedy główny zainteresowany znika w 1943 roku i do końca nie wiadomo, co się z nim tak naprawdę stało. Akcentuje ważną rolę świadectw tych, którzy byli blisko z Jasterem, czy to podczas akcji, czy podczas uwięzienia w obozie. Nie pomija kluczowej roli w walce o dobre imię „Hela” jego narzeczonej, kobiety zostawionej na chwilę w kawiarni, do której ukochany nigdy już nie wraca i którego dalsze losy pozostaną nieznane. Ta wytrwała i zdeterminowana praca kobiety w dokumentowaniu, zaświadczaniu, potwierdzaniu prawdziwego oblicza Jastera budzi podziw i szacunek. Czarneckiej udaje się pokazać siłę i okrucieństwo wypowiedzianego publicznie, choć niepotwierdzonego oskarżenia. Odsłania ona trud, jaki podejmują ci, którzy decydują się walczyć o dobre imię kolegi i przyjaciela. Objaśnia paradoks tkwiący w upływie czasu i braku dostępu do pewnych faktów – niektórych słów nie da się tak do końca cofnąć, a ich konsekwencje mogą niszczyć pamięć o człowieku przez wiele lat po wojnie.


Daria Czarnecka, Największa zagadka Polskiego Państwa Podziemnego. Stanisław Gustaw Jaster – człowiek, który zniknął, Wyd. PWN, Warszawa 2016.

wtorek, 3 stycznia 2017

Wojna jako nieuchronność (M. Herr, Depesze)

Michael Herr opisuje wojnę w Wietnamie. Polscy czytelnicy poznają jego zapiski po raz pierwszy. Herra nie interesuje kontekst politycznych i żołnierskich absurdów. Choć nie przygotowuje manifestu pacyfistycznego, tak naprawdę pisze książkę głęboko antywojenną, obnażającą bezsens zabijania na wojnie. Śmierć, która staje się codziennością, zbiera żniwo nie tylko wśród tych, którzy giną jako wrogowie czy przyjaciele, jest równie bezlitosna wobec osób, które przetrwają, ale nie umieją zapomnieć. Herr nie ukrywa, że to, co się ogląda, czego jest się świadkiem, od czego nie można odwrócić oczu kształtuje człowieka na całe życie. Bardzo mocne są obrazy młodych chłopaków, jeszcze nastoletnich, których twarze przypominają oblicza starców, a oni sami są przekonani, że wszystko to, co najważniejsze i najstraszniejsze już przeżyli. Herr pokazuje, że ucieczka przed cierpieniem przyjmuje formę zobojętnienia i uodpornienia na okrucieństwo. Lepiej więc czasami reagować śmiechem na to, co straszne, niż poddać się sile oddziaływania potworności. Szczególnie poruszające jest zderzenie przymusu kontynuowania walk w Wietnamie, który jest udziałem żołnierzy, i dobrowolności przebywania na wojnie, co jest przywilejem korespondentów wojennych. Przedstawiciele tych dwóch światów pozornie się nie rozumieją, patrzą na siebie nieufnie, a kiedy przychodzi do rozstania, jedno jest ważne, a mianowicie postulat świadczenia prawdy. Fakt, iż żołnierze są przekonani, że o tym, co przeżywają w Wietnamie, za wiele nie wiadomo, jest symptomatyczny. Pokazuje bowiem anonimowość walczących, ich uprzedmiotowienie i osamotnienie, wreszcie dojmujące przekonanie, że odległość dzieląca miejsce, w którym przebywają, od Stanów Zjednoczonych tak naprawdę unieważnia ich istnienie i wrzuca w rodzaj nierealności. Tymczasem to, co dzieje się w Wietnamie, jest realne aż do przesady. Książka Herra to nie tylko reporterskie świadectwo, które obnaża bezsens i tragizm wojny, ale również fascynująca opowieść o zawodzie korespondenta wojennego. Pozornej skuteczności dziennikarza towarzyszy jego bezsilność. Wobec wojny nie da się triumfować – nawet wówczas, gdy udaje się dotrzeć do jej możliwie prawdziwego oblicza. Bardzo dobre.


Michael Herr, Depesze, przeł. i przypisami opatrzył: Krzysztof Majer, Wyd. Karakter, Kraków 2016.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Głos w sprawie (V. Havel, Obywatel kultury)

Można by powiedzieć, że tom „Obywatel kultury” to zbiór tekstów różnych, w których dominuje z jednej strony ton autobiograficzny, z drugiej prawdziwe i szczere zainteresowanie kulturą. Havel pozostaje twórcą autoironicznym, świadomym powiązań kultury z polityką, wreszcie gotowym do rozważań na temat sytuacji własnej oraz kolegów. Nie ocenia i nie oskarża. Chętnie przywołuje anegdoty, w których pojawiają się wielcy ze świata literatury. Havel z upodobaniem przywołuje swoje wrażenia z czasów młodości, mając świadomość, że ci pisarze, których czytał i spotykał, po części go ukształtowali. Jak dowcipne bywa pisanie Havla na zamówienie pokazuje chociażby tekst zatytułowany „Autoportret”. Zdanie umieszczone na początku wydaje się kluczowe dla innych rozważań zamieszczonych w tomie: „Jeśli otocznie traktuje pisarza poważniej, niż on sam siebie, jest to zdrowa sytuacja. Jeśli jednak – przeciwnie – zacznie on siebie traktować bardziej serio, niż czyni to otoczenie, to oznaka, że nieuchronnie zbliża się jego upadek” (s. 15). Choć Havel zabiera głos w sprawach kultury, to jednocześnie książkę tę da się z powodzeniem czytać jako notatki z okresu, gdy to polityka była najważniejsza. Pojawiają się więc konkretne odwołania do działań pisarzy (np. Karta 77, zjazdy Związku Pisarzy), wypowiedziane wprost lub pośrednio postulaty dotyczące próby ocalenia siebie, wreszcie świadomość tego, że dzielenie kultury na tę oficjalną, która zdradza, i tę z drugiego obiegu, która pozostaje wierna, jest tak naprawdę błędnym rozpoznaniem. Havla cały czas interesuje konkretny człowiek i jego twórczość, nie zaś schemat, dzięki któremu można kogoś zakwalifikować do z góry upatrzonej grupy. Znaczna część refleksji zamieszczonych w tomie pozostaje ponadczasowa i właśnie w tym należałoby widzieć siłę rozważań Havla.


Václav Havel, Obywatel kultury, wybór i opracow. Andrzej S. Jagodziński, Wyd. Agora, Warszawa 2016.

niedziela, 1 stycznia 2017

Mrzonki kontra rzeczywistość (Z. Shalev, Ból)

Najnowsza powieść Shalev zmusza czytelnika do towarzyszenia bohaterce w uczuciach, które zdają się ją przerastać, a jednak pozwalają również na ostateczne zdefiniowanie tego, co ważne dzisiaj i co było ważne wczoraj. Zderzenie przeszłości z teraźniejszością okazuje się kluczowym punktem odniesienia. Shalev określa swoją bohaterkę poprzez ból, który jej towarzyszy niemalże przez całe życie. Momentem zwrotnym w uczuciowej biografii Iris jest rozstanie z Ejtanem wtedy, gdy była jeszcze nastolatką. Kobieta przez całe dorosłe życie nie potrafi zrozumieć tego odtrącenia i kiedy spotyka dawnego ukochanego w czasach, gdy oboje są w zupełnie innych konfiguracjach personalnych, jest gotowa na nowo zmierzyć się ze swoim bólem i ukoić go poprzez powrót do przeszłości. Iris, kiedy ją poznajemy, jest matką dwójki dzieci, żoną, kobietą, która na nowo doświadcza bólu ciała. Dziesięć lat temu jej samochód znalazł się w pobliżu miejsca, w którym doszło do zamachu terrorystycznego. Iris spędziła wiele miesięcy w łóżku, obolała, po wielu operacjach. Ów ból powraca – by coś powiedzieć?, by o czymś przypomnieć?, by zmusić do działania? Metafora bólu odnosi się również do statusu całej rodziny głównej bohaterki. Iris, odwracają się od teraźniejszości, jest gotowa zranić bliskich, nie myśli o ich ewentualnym cierpieniu. Właściwe priorytety ujawniają się przed nią wówczas, gdy zagrożona jest jej córka. Aby ratować dziewczynę, Iris jednoczy siły z tymi, których była gotowa porzucić. Ów tytułowy ból i to, w jaki sposób autorka go niuansuje, z pewnością zasługują na zainteresowanie. Gdybym jednak miała umieścić tę powieść w rankingu uwzględniającym wcześniejsze utwory Shalev, nie znalazłaby się ona w czołówce. Pisarka trzyma poziom, tego nie można jej odmówić, jednak akurat w tym przypadku zachowania bohaterki wydają się dość marnie umotywowane psychologicznie. Zapatrzenie się Iris w miłość sprzed lat opisane zostaje w taki sposób, że momentami zamiast poruszać tylko bawi. Konstrukcyjnie nieco sztucznie wypada również końcowa zmiana frontu, zwłaszcza że uzależnienia typowe dla sekt raczej nie mijają tak szybko i łatwo, jak sugeruje nam w końcowych partiach książki Shalev.

Zeruya Shalev, Ból, przeł. Magdalena Sommer, Wyd. W.A.B., Warszawa 2016.